Gość: maciej
IP: *.int.elnet.pl / 195.85.209.*
07.10.04, 19:43
Studenckie życie
Dilerzy i meliny w akademikach, powszechność ściągania, sprzedawanie i
kupowanie magisterek, prostytucja studentek - to zjawiska opisane w raporcie
o studenckim podziemiu, przygotowanym na zlecenie władz Uniwersytetu Mikołaja
Kopernika.
Władze toruńskiego uniwersytetu postanowiły sprawdzić, jak głęboko
zanurkowali w patologie studenci dziennych kierunków uczelni i zleciły
przeprowadzenie stosownego badania Instytutowi Socjologii UMK. Raport został
już zaprezentowany senatowi uczelni, publicznie prezentujemy go jako
pierwsi. - Te dane to wierzchołek góry. Dużo gorzej jest tam, gdzie panuje
większy luz: na studiach płatnych i w prywatnych wyższych szkołach - twierdzi
znany profesor, wykładowca w kilku wyższych uczelniach.
90 proc. oszukuje?
Z raportu wynika, że co najmniej połowa żaków ściąga i wcale się tego
nie wstydzi, a przyzwolenie dla tego procederu wśród studentów jest
powszechne. To ostrożne szacunki, bo niektórzy ankietowani pisali, że "takich
zdolnych", co nie "zwalają" nigdy, jest u nich na roku tylko 5-10 proc.!
Studenci informatyki np., po zasięgnięciu języka u starszych kolegów na temat
obyczajów egzaminatorów, przygotowują sobie gotowce ("podkłady"), które
oddają zamiast prac egzaminacyjnych. - Przygotowujemy definicje, albo
twierdzenia z dowodami, każde na osobnej kartce. Albo przepisujemy podany
przez wykładowcę skrypt. Na egzaminie czekamy na właściwy moment i wyjmujemy
z teczki odpowiednią kartkę - opowiadał ankieterowi (też studentowi) jeden z
nich. Bywa, że "mózgowiec" pisze dwa kolokwia - za siebie i za kolegę. A
wykładowcy udają, że nie widzą, jak ktoś komuś zagląda przez ramię - prawie
60 proc. odpowiadających zeznało, że kadra naukowa bywa pod tym względem
bardzo liberalna. 50 proc. uczciwie przyznało, że nie pamiętają takiego
egzaminu, na którym chcieliby "zerżnąć", ale się nie udało. Opracowanie
zawiera opis umowy grupy studenckiej z wykładowcą, że "można ściągać, ale
tylko troszeczkę". Tylko 7 proc. naiwnych (nieuczciwych?) twierdzi, że
ściąganie na uczelni nie istnieje.
Magisterki na sprzedaż
UMK nie jest szczególnie chłonnym rynkiem dla piszących prace
(zaliczeniowe, semestralne, licencjackie, magisterskie) na zamówienie. Tylko
(aż?) 14 spośród wybranych losowo 607 studentów i studentek przyznało się do
kupienia takiej pracy, a 92 proc. ankietowanych twierdzi, że nigdy nie
zdecydowałaby się na przedstawienie kupionej pracy jako własnej. Uniwersytet
może być za to "zagłębiem" płatnych "pisarzy". Raport zawiera wypowiedź
jednego z nich, w której opowiada o firmie (organizacji?), w której oprócz
niego pracuje jeszcze jeden "pisarz" i pośrednik-"naganiacz". W innej relacji
pojawia się w roli piszącego za pieniądze doktorant jednego z wydziałów oraz
osoba, która z takiego procederu utrzymywała się przez całe studia. Piszą nie
tylko z dziedzin, w których łatwo podeprzeć się mało naukową "publicystyką" -
pedagogiki psychologii, politologii, logistyki, marketingu, reklamy,
promocji, zarządzania zasobami ludzkimi, public relations, historii - ale też
np. programy na zaliczenie pracowni komputerowej.
Meta w akademiku
Że studenci piją, to żadna tajemnica, ale tu aż 39 proc. uczestników
sondażu przyznało, że upija się przynajmniej raz w tygodniu! Inni opisywali
kolegów uprawiających "trzydniówki", a nawet popijających codziennie przez
tydzień. Tylko co piąty student i co trzecia studentka deklarują, że nigdy
dotąd nie stracili w piciu miary. Piją, żeby oderwać się od problemów (50
proc. wskazań, najwięcej na Wydziale Chemii), dla przyjemności (47 proc.), na
chandrę (16 proc.), świętując sukcesy (16 proc.). 14 proc. uważa, że upijanie
się to forma spędzania wolnego czasu. - Nie pamiętam imprezy bez alkoholu -
zwierza się jeden z respondentów. Melina, w której nawet w śrdoku nocy można
kupić alkohol, jest niemal w każdym akademiku, a jej prowadzenie to opłacalny
interes. Jeden z informatorów pochwalił się ankieterom, że jego kolega za
zarobione w ten sposób pieniądze kupił sobie mieszkanie. Meliny handlują
głównie spirytusem, także tym niewiadomego pochodzenia i oczywiście bez
akcyzy, który jest trzecim - po piwie i wódce - najczęściej używanym w tym
środowisku trunkiem.
Co drugi ankietowany stwierdził, że miejscem, w którym bez problemu
można kupić alkohol i papierosy bez akcyzy - a więc nielegalne - są
akademiki.
Nap... amfę
- Kupno narkotyków to prosta sprawa, wiele osób w akademikach handluje
narkotykami - uważa większość studentów. Chodzi głównie o marihuanę i haszysz
oraz amfetaminę, inne są dla chłopców i dziewczyn z UMK za drogie. 80 proc.
stwierdziło, że narkotyki są powszechnie stosowane, 57 przyznało, że wie, od
kogo można kupić dragi i wymieniło w tym kontekście osoby z najbliższego
otoczenia (prawie połowa tej grupy wskazała innego studenta). 61 proc.
mieszkańców domów studenckich na pytanie, gdzie kupiłoby narkotyki,
odpowiedziało "u sąsiada obok". Panuje powszechne przekonanie, że amfetamina
stosowana jest podczas przygotowań do egzaminów przez studentów prawa
("dziewczyno, czy ty naprawdę nie wiesz, że wszyscy na prawie nap... speedy i
amfę"? - usłyszała ankieterka). Tylko czworo na 607 badanych jest zdania, że
amfetamina przed egzaminem to nieznana w UMK egzotyka. 12 proc. przyznało się
wprost do kupowania narkotyków. Tę liczbę trzeba jednak traktować ostrożnie,
bo badani mogli uznać, że nie są do końca anonimowi - ich nazwiska były
losowane z wydziałowych list studentów, ankieterami byli inni studenci.
Tymczasem deklarowany brak akceptacji wobec narkotyków jest dość powszechny
(75 proc.).
Prostytutka z akademika?
Studentów zapytano też o prostytucję i "sponsoring" (seks za utrzymanie
i prezenty). 13 proc. odpowiedziało, że spotkało się ze "sponsoringiem", 7
proc. słyszało o prostytucji wśród studentów.
Na "sponsoring" natknęli się najczęściej lokatorzy mieszkań studenckich,
studenci III roku, z wydziału prawa (21 proc.) oraz matematyki i informatyki
(18 proc.). Opinie co do moralnej oceny tego zjawiska są podzielone - nie
akceptuje go 84 proc. studentek, ale tylko 39 proc. studentów uważa go za coś
złego. Aż 50 proc. akceptujących taki handel własnym ciałem młodych ludzi
mieszka w akademikach.
"Zwykła" prostytucja wydaje się zjawiskiem naprawdę marginesowym. Jednak
w badaniach ankietowych trafiła się informacja, że studentka kierunku
humanistycznego świadczyła tego rodzaju "usługi" w akademiku, gdzie
odwiedzali ją "mężczyźni czasem naprawdę pijani i głośni". Dziewczyna
straciła lokum dopiero wtedy, gdy poskarżyła się współlokatorka, ale ze
studiów nie wyleciała.
Badanie - wywiady, eksperyment i badanie ankietowe na reprezentatywnej
próbie 607 studentów studiów dziennych UMK - przeprowadził Zespół Realizacji
Badań IS UMK Pryzmat.
Iza Wodzińska