Gość: bolek
IP: *.man.bydgoszcz.pl
21.01.05, 23:17
Stację Dializ w szpitalu na ul. Jurasza nazywam oddziałem śmierci. Tutaj
dializują się chorzy z niewydolnością nerek. Czekają na przeszczep nerki ,
jeśli ich organizm nie pozwala na przeszczep, powolutku odchodzą. Zazwyczaj
na zaewał serca. Pare lat temu dochodziło na tym oddziale do sytuacji
skandalicznych.
Etatowy naczyniowiec , współpracujący z tym oddziałem, uzależniał szybkość
wykonywanej operacji, oraz jej efektywność od przyjęcia korzyści majątkowej.
Przykład. Mężczyzna lat około 40-tu. Czeka na wykonanie operacji. Ma mieć
zrobioną przetokę tętniczo-żylną, by móc sie dializować i móc życ, jak inni
ludzie. Naczyniowiec sie nie spieszy. Lekarz pełniący obowiązki ordynatora na
tym oddziale również. Nic sie nie dzieje. W końcu zdesperowany pacjent idzie
po rozum do głowy. Żona pacjenta wkłada koperty obu lekarzom do kieszeni.
Nastepuje ruch na oddziale. Pacjent jest szczepiony przeciw zółtaczce, za dwa
dni ma miec zabieg.
Lekarz zawsze może odsunąć zabieg. Tym barsdziej łatwo, gdy ma do czynienia z
prostymi ludżmi. Powodem może byc rozpoczynający sie katar, trzy kreski
powyżej temperatury ciała, albo zwykła informacja, że jest sie zawalonym
innymi operacjami. Szerokie pole manewru.
Owszem , naczyniowiec wykonywał w koncu swoje obowiązki, ale się z tym nie
spieszył. Najpierw byli obsługiwani Ci, którzy zapłacili, potem następni.
Kazdemu pacjentowi można udrożnic przetokę która stanęła i nie funkcjonuje.
Ale po co sie męczyć , skoro sam pacjent nie wyraża ochoty na
zadośćuczynienie. Mozna przeciez pokroic na nodze, drugiej ręce itd.
Inna pacjentka przychodziła do szpitala i wychodziła z niego, bowiem
okazywało sie "ze to jeszcze nie teraz" Robienie idioty z człowieka.
Byc może sumienie uspakajało lekarza dlatego, ze wykonywał operacje w stanach
bezposredniego zagrożenia życia. Myślał, w koncu nie jestem taki najgorszy.
Przeciez ratuje życie...
Sam lekarz jest osobą wykształconą, kulturalną w obejsciu i dobrym fachowcem.
Ale nasuwa sie pytanie, co z tego....?????
Pacjenci od niego uzależnieni nigdy nie będą mówic. Ale jest kilku, którzy
nabierają odwagi. Może nic z tego nie będzie, ale czas coś z tym zrobic.