radca
22.02.05, 15:36
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2564935.html
" 70 tys. zł odszkodowania dla Anny Walentynowicz
Toruński sąd okręgowy przyznał we wtorek Annie Walentynowicz 70 tys. złotych
odszkodowania za niesłuszny wyrok więzienia wydany w 1983 r. przez sąd w
Grudziądzu. Walentynowicz nie pojawiła się na ogłoszeniu wyroku z powodu
złego stanu zdrowia; wcześniej zapowiedziała, że nie odwoła się od decyzji
sądu, gdyż jest bardzo zmęczona procesem.
Legendarna opozycjonistka domagała się od Skarbu Państwa 120 tysięcy złotych
odszkodowania za represje ze strony komunistycznych tajnych służb oraz za
skazanie jej na karę roku i trzech miesięcy więzienia za działalność
opozycyjną.
Sąd uznał, że Walentynowicz należy się odszkodowanie za wyrok i niesłuszne
uwięzienie w 1983 roku. Odrzucił jednak jej pozostałe roszczenia dotyczące
bezprawnych zatrzymań na 48 godzin dokonywanych przez SB. "Brak jest
obiektywnego przelicznika krzywdy na sumę wyrażoną w pieniądzach" -
powiedziała, uzasadniając wyrok, prowadząca proces sędzia Barbara Bogaczewicz-
Jul.
Walentynowicz przebywała w obozach internowania i więzieniach od grudnia 1981
do września 1983. W lipcu 1982 wypuszczono ją z obozu w Gołdapi. "Po powrocie
zastała mieszkanie doszczętnie ograbione. Nie mogła nigdzie dostać pracy bo
była na +czarnej liście+ SB" - uzasadniała wyrok Bogaczewicz-Jul.
Opozycjonistka została aresztowana ponownie rok po wyjściu z obozu i
oskarżona o złamanie przepisów o stanie wojennym, poprzez organizowanie i
uczestnictwo w strajku w Stoczni Gdańskiej 14 i 15 grudnia 1982 r. Po 7
miesiącach, które spędziła w areszcie, sąd w Grudziądzu wydał wyrok skazujący
ją na rok i trzy miesiące więzienia w zawieszeniu.
Zdaniem toruńskiego sądu, cierpienia i poniżenie, jakich doznała
Walentynowicz w czasie internowania i uwięzienia, wymagają zadośćuczynienia
ze strony państwa.
"Pobyt w obozie zrujnował jej zdrowie i naraził na ciężkie przeżycia
psychiczne" - powiedziała sędzia Bogaczewicz-Jul. Opozycjonistka nabawiła się
w więzieniu choroby woreczka żółciowego, stosowano wobec niej także
przemoc. "Gdy usłyszała odgłosy bicia więźniów, zaczęła krzyczeć, wtedy do
jej celi wrzucono gaz łzawiący i zamknięto drzwi" - mówiła sędzia.
Walentynowicz próbowano złamać psychicznie i fizycznie także po aresztowaniu
w 1983 roku. "Trafiła do celi na męskim oddziale. Osadzono ją z kobietą
skazaną za zabójstwo, ale jej stan powodował, że Walentynowicz nie wiedziała,
czy osoba z którą mieszka, w ogóle jeszcze żyje" - powiedziała Bogaczewicz-
Jul.
Sąd podkreślił też, że odszkodowanie należy się opozycjonistce również z
innych przyczyn. "Jej wyrok został skasowany w 2003 r., a każdemu obywatelowi
RP należy się odszkodowanie za niesłuszny wyrok. Kasacja jest zaś uznaniem,
iż wyrok słusznym nie był" - mówiła Bogaczewicz-Jul.
Wyrok sądu w Toruniu jest nieprawomocny. "Jestem pewna, że Anna nie będzie
się już odwoływać od tego wyroku, bo jest bardzo zmęczona tym procesem. To
radosna wiadomość i biegnę, żeby do niej zadzwonić" - powiedziała obecna na
sali sądowej przyjaciółka Anny Walentynowicz, Wanda Borowy.
Walentynowicz pracowała w Stoczni Gdańskiej od 1950 roku. Zawsze aktywnie
krytykowała posunięcia władz godzące w swobody obywatelskiej robotników. Po
raz pierwszy została zatrzymana na 48 godzin w 1978 roku, po włączeniu się w
działalność Wolnych Związków Zawodowych.
W sierpniu 1980 r. bezpodstawnie zwolniono ją z pracy w stoczni, co wywołało
strajk, który doprowadził do powstania "Solidarności". Walentynowicz była
szczególnie pilnowana przez służby specjalne. Już na dzień przed ogłoszeniem
stanu wojennego wydano decyzję o jej internowaniu. Zatrzymano ją 18 grudnia
1980 i przewieziono do aresztu w Fordonie, zaś potem do obozu w Gołdapi.
Wtorkowy wyrok toruńskiego sądu to koniec trwającej ponad trzy lata walki
Anny Walentynowicz o odszkodowanie za represje, jakich doznała w latach 1978-
1983. Wyrok jest zaskoczeniem gdyż, tydzień temu te same roszczenia z
powództwa cywilnego odrzucił gdański Sąd Apelacyjny. "
- wiem, ze cierpienia, ponizenie, odbieranie godnosci ludzkiej, utrata
zdrowia i represje...... nie sa dosc wyliczone na pieniadze - bo tego
nie da sie wyliczyc... ale.......
nikt Cie ANNO Nie zlamal i nie odebral SILY WOLI w dazeniach do lepszego
jutra oraz walki o WOLNOSC I NIEPODLEGLOSC....
ale sam FAKT, ze jednak SAD zasadzil pewna kwote....to zawsze chociaz cos
ZYJ nam ANNO 200 lat , a nawet jeszcze dluzej - jestes naszym SYMBOLEM
i AUTORTYTEM
radca