Dodaj do ulubionych

marzyło mi się

12.04.05, 08:10
że tworzyć będziemy lepszy byt dla nas i dla naszego przyszłego pokolenia .
cofamy się z miesiąca na miesiąc , z roku na rok . realtywnie do ekonomii
krajów świata spadamy na coraz to niższe pozycje . wyprzedzają nas już
niektóre kraje III świata . w jednym z artykułów wyczytałem , że
eksperci Unii Europejskiej klasyfikują Polskę pod względem rozwoju nauki i
wdrażania nowych technologii za jakimś egzotycznym
krajem Afryki , Meksykiem i Peru .

a nam się wydaje , że mamy wspaniałą edukację i biernie obserwujemy
skutki tej edukacji na coraz to gorszy stan gospodarki .

dużo , dużo i dużo - tak bym krótko zdefiniował program polskiej szkoły .
uczeń nie jest w stanie ze świadomością rzetelnego przygotowania brać udział
w zajęciach - jedynie ewentualnie wyższa ocena od innych ocen przynieść
mu może pewną satysfakcję - ale wie , że nie jest dobrze przygotowany
i jakby się nie starał , to ma jakieś poważne braki i tylko w realcji
z innymi uczniami gorzej przygotowanymi do realizacji takiej pamięciówy
jest w stanie zaliczać masy materiału na lepszą ocenę .

lęk i poczucie niepełnego przygotowania do swoich obowiązków .
do tej pory zdarzają mi się koszmary z polskiej uczelni - w tych
swoich snach , czegos tam nie wiedziałem . takich koszmarów nie
mam z University of California in San Dziego . na amerykańskiej
uczelni zakres materiału do zaliczenia , mimo że obszerny , zawsze
był do zrealizowania , zawsze z pełną świadomoscią rzetelnego
przygotowania mogłem uczestniczyć w dalszym procesie swojej edukacji -
nawet wf , gdzie na zaliczenie na A musiałem przeplynąć ok 1000 metrów
kraulem w dobrym czasie ( a tyle moczyłem tyłek na polskich basenach podczas
zajęć wf i po 100 metrach dostawałem zadyszki w tym stylu ) .

ta byle jakość szkoły jest przenoszona na życie zawodowe - masy rzeczy
do zrobienia i ciągła świdomość , że wiele rzeczy się źle robi . pozostaje
tylko lojalnie słuchać przełożonych , nie komentować i uśmiechać się jak
plują w twarz - to jedyna gwarancja sukcesu pracownika a jednocześnie klęski
gospodarki .
Obserwuj wątek
    • unsatisfied6 plan zajęć 13.04.05, 09:49
      wg pedagogów szkół amerykańskich -educatonalists( zdecydowanie inna pedagogika
      od naszej ) przy efektywnym nauczaniu uczeń powinien spędzić na nauce do ok 40
      godzin tygodniowo - wliczając w to zajęcia szkolne i prace domowe . student
      uniwesytetu co nanjmniej 3/4 tego czasu powinien spędzić na nauce własnej
      spędzając w sumie na nauce do ok 40-50 h tygodniowo .

      weźmy ucznia polskiej szkoły . powiedzmy , że mamy środki własne , by go czegoś
      ponadto nauczyć - brakuje jednak zdecydowanie czasu na taką skuteczną edukację
      ( jedynie coś mozna realizować wśród uczniów 3 , 4 klasy szkoły pdst , bo uczeń
      już dosyć zdyscyplinowany i jeszcze nie obarczony dużym cięzarem przedmiotów w
      szkole ) .

      uczeń polskiej szkoły spędza 30 i więcej godzin czasu w szkole - zatem
      jak może skutecznie spędzić czas w domu wg kryteriów i obsrwacji pedagogów
      amrykańskich , skoro musiałby prześlęczyć w domu nad solidnym przygotowaniem
      dodatkowo 90 godzin - to w sumie byłoby 120 godzin - 3x przekroczona
      zalecana liczba pracy ucznia nad programem wg standardów amerykańskich .
      zdecydowanie rola rodziców i ich własne ptencjał na kształcenie swoich
      dzieciaków jest minimalny - w zasadzie mogą tylko pomagać dzieciakom
      w realizacji programu szkoły .

      szkoła to trening - za dużo , to też niedobrze . uczyć kogoś czegoś , co go
      nie interesuje , to fatalnie i dla tego ucznia i dla nauczyciela i dla
      reszty grupy ( w amerykańskich szkołach są oprócz przedmiotów programowych
      tzw electives , i honour classes dla uczniów i zainteresowanych i mających
      wysokie oceny z przedmiotu ) .
      • unsatisfied6 przy powyższym planie zajęć 13.04.05, 09:55
        nie da się wogóle porównać efektywności i wiedzy powiedzmy inżyniera polskiego
        do inżyniera amerykańskiego - widziałem co potrafią z matematyki ci drudzy ,
        podaczas gdy polski inżynier , zastanawia się najczęściej po co mu te zrąbki
        encyklopedycznej wiedzy w życiu zawodowym - oczywiscie nie mówię tutaj o
        wąskiej grupie samouków stanowiących nieliczne wyjątki ale o standardzie
        produktu szkół wyższych .
      • unsatisfied6 jest leniwy 13.04.05, 10:07
        takie najczęściej pada sformułowanie samych rodziców w stosunku do własncy
        dzieci - a ile można pracować ? 40 godzin tygodniowo to mało - ma pracować
        wiecej ? faktycznie program szkoły wymusza większą liczbę godzin pracy ucznia,
        jeśli ma ewentualnie osiągnąć sukces więc i rodzice cisną swoje potomstwo
        do więszego wysiłku . a ten wysiłek już staje się jałowy gdy przekracza pewną
        rozsądną granicę - staje się to podobne do uczestniczenia w nudnej mszy , gdzie
        słowa jednym uchem wchodzą a drugim wychodzą - uczeń nie ma czasu na własną
        analizę i przemyslenia - stosuje zwyczajne połebkowstwo , które mści się
        w późniejszych latach edukacji - stosuje reguły bez przemyśleń a te
        zapomina się w sposób naturalny jeśli się ich nie rozumie .
      • unsatisfied6 najgorzej chyba wygląd nauczanie języków obcych 13.04.05, 10:17
        odnoszę wrażenie , że wg większości pedagogów uczących języka angielskiego
        ( oczywiscie są wyjątki w postaci dobrych nauczycieli , lecz standard
        wydaje się być inny ) uczeń ma się nauczyć angielskiego na pdst
        jakiś zaklęć z obszernej księgi czarów o gramatyce - ta zanjomość
        angielskiego ma do ucznia rzekomo przyść , jak wszystkie zaklecia
        pozna - po prostu tak sobie przyjdzie wyczarowana przez WIELKĄ
        GRAMATYKĘ

        bez praktyki i konwersacji nie ma poznania języka a niestosowane
        w praktyce reguły bywają niezrozumiałe i szybko odrzucane przez
        umysł - umysł wyrzuca śmieci i zostaje nic , tylko stracony wysiłek
        i czas .
        • unsatisfied6 odnośnie języka i przedmiotu 13.04.05, 10:31
          unsatisfied6 napisał:

          > odnoszę wrażenie , że wg większości pedagogów uczących języka angielskiego
          > ( oczywiscie są wyjątki w postaci dobrych nauczycieli , lecz standard
          > wydaje się być inny ) uczeń ma się nauczyć angielskiego na pdst
          > jakiś zaklęć z obszernej księgi czarów o gramatyce - ta zanjomość
          > angielskiego ma do ucznia rzekomo przyść , jak wszystkie zaklecia
          > pozna - po prostu tak sobie przyjdzie wyczarowana przez WIELKĄ
          > GRAMATYKĘ
          >
          > bez praktyki i konwersacji nie ma poznania języka a niestosowane
          > w praktyce reguły bywają niezrozumiałe i szybko odrzucane przez
          > umysł - umysł wyrzuca śmieci i zostaje nic , tylko stracony wysiłek
          > i czas .

          znany pedagog amerykańki - prof Broniarek z UCSD powiedział , że
          znajomość przedmiotu , to biegła znajomość języka tego przedmiotu .
          oczywiście pan Broniarek był z pochodzenia Polakiem ale jego sposób
          nauczania nie jest polski i wyrósł z tradycji amerykańskich szkół .

          odnośnie języka i przedmiotu - przedmiotowi tak jak językowi w polskiej
          szkole brak "konwersacji" , nauczanie przedmiotu polega głównie na
          podaniu "gramatyki"/reguł . brak dyskucji w polskich klasach jest ewidentny od
          czasów komunizmu . w programie polskiej szkoły nie ma czasu na dyskusję ,
          na zrozumienie , na biegłe opanowanie języka przedmiotu . zapewne
          ta edukacja musiała być inna przed , skoro Korzycki wykształcony
          innym systemem sdukacyjnym dał fundament dla innego systemu eduakcyjnego-
          no niestety nie w Polsce , ale na emigracji w Ameryce .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka