Gość: semeon
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
30.05.05, 21:54
Pyszni są ci Francuzi. Jak z kilkuset hiper i supermarketów /geant, auchen,
leroy merlin, lieder price i inne/ wywożą dziennie, z naszego pięknego, a
przecież niezbyt bogatego kraju, dziesiątki milionów EURO, ukrytych pod
najróżniejszymi postaciami kosztów, jak władają ponad połową polskiego rynku
alkoholi mocnych /byłe polmosy/, a do produkcji zamiast polskiego spirytusu
używają spirytusu przywożonego z Francji, jak osiągają ogromne zyski w
polskich fabrykach chemicznych, jak... itd. to wówczas jest to zgodne z
prawem UE i interesem narodów unijnych. Jeżeli natomist kilkudziesięciu
hydraulików zarobiło w Paryżu kilkadziesiąt tysięcy EURO, jeżeli na paryskich
targowiskach sprzedano kilkaset kilogramów polskich jabłek, to w tej kwestii
wypowiada sie osobiście prezydent Francji, mówiąc, że nie jest to zgodne z
prawami UE i w ogóle tak dalej być nie może i trzeba to natychmiast zmienić.
A nasi politycy tego nie zauważają tylko wzorem największego polskiego
frankofila, czyli Bronislawa Geremka, idą po schodach, ale w która stronę to
nie wiadomo. Francuskie referendum jaskrawie ukazało dwa podstawowe
problemy, które dotyczą, w różnym oczywiście stopniu, wszystkich członków
UE. Po pierwsze istnieje ogromny rozdźwięk pomiędzy tym, czego pragną
politycy, a tym czego oczekują społeczeństwa, których ci politycy, niby,
reprezentują i w imieniu których działają. Po drugie nie ma naprawdę żadnego
solidaryzmu pomiędzy poszczególnymi państwami /członkami/ UE, wbrew temu co
głosi oficjalna unijna propaganda. Tak naprawdę to, ani Francuz, ani
Niemiec, ani Anglik /i inni/ nie chce być płatnikiem netto do unijnego
budżetu. I tutaj kłania się nijaki Salomon. Obowiązuje tak naprawdę tylko
jedno prawo, prawo zwane prawem Kalego. Jeżeli chcemy wspólnej Europy to
musimy osłabić potęgę wielkich korporacji, rozpocząć drogę rzeczywistego
wyrównywania zamożności poszczególnych krajów UE i iść drogą prawdziwej
solidarności w dosłownym znaczeniu tego słowa. Innej drogi nie ma. Inna
droga prędzej, czy później zaprowadzi UE na manowce.