unsatisfied6
22.06.05, 08:54
człowiek dużo czyta , ale mało rozumie - wielokrotnie czytałem "Chrabiego
Monte Christo" ale była to dla mnie książka przygodowa i nie przypuszczałem
że powinno się z niej wyciągać jakieś wnioski co do charakteru - nie wierzyłem
w taką zawiść i zazdrość przeciwników Dantego , jaka była w tej książce
opisana - ocierałem się w z nią w życiu , ale nie zdawałem sobie
z tego sprawy że to to jest przyczyną moich częstych porażek .
pierwszy raz w życiu , gdy tego doświadczyłem to było już na studiach w
Polsce . Następnego dnia był egzamin z informatyki - coś tam o
plikach ( bo tak było na studiach , uważało się że trzeba najpierw
przeczytać tony wiedzy o pliku , żeby przykładowo wiedzieć jak
go później otworzyć i zapisać - ta praktyka oczywiście później ).
ponieważ nie byłem studentem , który uczęszczał na wszystkie zajęcia ,
musiałem zasięgnąć informacji od kolegi , z czego ten egzamin ma być .
łatwo mi przychodziło zaliczanie na uczelni i przyznam się szczerze ,
że nie wkładałem wielkiego wysiłku w swoje studia, gorzej natomiast
wyglądały moje stosunki z kadrą , gdy "już się na mnie poznali" -
oczywiście były wyjątki , ale one nie stanowiły o regule -
ja się z czymś z nimi nie zgadzasz - praktycznie koniec kariery .
mi jakość udawało się dalej brnąć w tym akademickim środowisku .
zmieniłem uczelnię - tam jeszcze się na mnie "nie poznali" ,więc
mogłem kontynuować z wyższymi ocenami . ale byli oprócz kadry
koledzy . więc ten kolega powiedział mi , jaki materiał
ma być na egzaminie ( znaliśmy się kilka lat ) . więc siadałem
i ryję ( wtedy jeszcze nie wiedziałem , jak się studiuje , zresztą
to nie było konieczne do zaliczenia tego przedmiotu ) . jest
koło godziny 23 , a kolega przychodzi i przygląda się temu
co robię . po chwili mówi , że nie tego się uczę co trzeba i
podał materiał , z którego trzeba było się przygotować . nawet
nie pomyślałem , że cos w tym nie tak i nie skojarzyłem wcześniejszej
informacji z nową informacją - Jacek , mój współlokaotr , z którym
wyjechałem do stanów , przypomniał mi że przecież to mój
przyjaciel kazał mi się uczyć , tego co nie trzeba -
nie czułem żadnego urazu do swojego przyjaciela - on dostał
3 , ja 4 - żal mi go było . muszę powiedzieć , że takie doswiaczenia
"pracy zespolowej" nie spotkały mnie w USA - a moża dlatego , że nie było tam
mojego kolegi Jacka ( on pojechał do New York ) , ja nie dostrzegałem
tego co u nas jest ?
cd