nodorf
21.08.02, 10:09
Zamiast pochylać się z troską nad losem jednego nieposadzonego dębu,
rozejrzyjcie się dookoła. Z okazji remontu na Gdańskiej wycięto właśnie
ostatnie drzewa. Oczywiście po faryzeuszowsku obiecano nowe nasadzenia, ale
na sadzonki wyznaczono tylko kilka miejsc przed Rywalem. Resztę wykostkowano,
bo ktoś znowu musiał wziąć "dolę" od metrów kwadratowych położonego bruku
(nawiasem mówiąc to, co lokalne gazety nazywają estetyczną kostką nadaje się
do wyłożenia dróg osiedlowych, a nie reprezentacyjnej ulicy).
Drzewa rzekomo bardzo chorowały, chociaż chora jest raczej stepowa mentalność
decydentów. Wycinać i równać do ziemi, co śmie się zazielenić. Pamiętam
złośliwą satysfakcję, jaką miał człowiek odpowiedzialny za wycinkę, gdy konar
zranił przechodnia podczas burzy: "Gdyby nie my, takich przypadków mogłoby
być więcej"-wieszczył ponuro. Tak trzymać, towarzysze, a obudzimy się w Ułan
Bator.
W pobliżu hali sportowej wybrukowano prawie całe otoczenie, a był to niegdyś
uroczy zielony zakątek. W Europie buduje się podziemne parkingi, na których
urządza się skwery. My niszczymy to, co zostawili przodkowie. Park na Wzgórzu
Dąbrowskiego rozgrzebany, Ogród Botaniczny przy AB zaniedbany, zniknął
bluszcz z murów I LO. Co zrobili czerwoni Hunowie z naszą zieloną
Bydgoszczą?