ispan
16.03.06, 19:00
Prosto proszę Państwa z Urzędu Marszałkowskiego zaraz koło pięknej starówki wyjeżdża kilka samochodów z zaszczytną delegacją potencjalnego inwestora.
Mijamy trochę zatłoczony most przez Wisłę i chwilę potem wjeżdżamy na pięknie zrobioną obwodnicę toruńską. Duma rozpiera urzęników... Toć to przecież niesłychane na polskie warunki!
Suniemy gładko i szybko gdy nagle tupecik skośnookiego kolegi podskoczył pod sufit służbowego (załóżmy) opla.
- Rety, co się dzieje!? Gdzie skręciliśmy? Gdzie jedziemy?
- Ach to tylko okolice Bydgoszczy! To nie żadna droga lokalna. Żaden dojazd! W prawo zjazd na Solec, prosto 20 km drugie potencjalne miejsce godne Waszej uwagi - tłumaczy się lekko zmieszany urzędnik.
W samochodzie ucichły szepty. Stukot kół na co dwumetrowych podłużnych bruzdach zniechęcił pasażerów do kolejnych prób przekrzyczenia hałasu. Zresztą lepiej kurczowo złapać się nadokiennej rączki, zwłaszcza gdy małe stadko ośmiu tirów mija lewe lusterko opla o około 20 cm.
- Co to? roboty drogowe? - pyta się gość wciśnięty ze stresu głęboko w fotel.
- Nie to tylko takie ograniczenie do 30 żeby samochodu nie uszkodzić.
Najwidoczniej gości z kraju kwitnącej wiśni usatysfakcjonowała odpowiedź miłego urzędnika, tym bardziej, że wkrótce rozpoczęła się ożywiona, w jakiś niezrozumiałych westchnieniach, dość intensywna dyskusja. Naszemu urzędnikowi pozostało tylko się kurtuazyjnie uśmiechać...
I tak o to mijały minuty ślimaczej jazdy w potwornie paskudnych terenach naszej Nowotoruńskiej. Inwestorzy zdali się chyba nawet nie zauważyć umazanych sprayem, brudem i błotem długich, wijących się raz z lewej raz to z prawej strony rur EC. Na świeżo odsłoniętych poboczach dziesiątki porozrzucanych worków i butelek zdaje się wtapiać w zdezorganizowane otoczenie. Dobrze, że nie ma utwardzonego pobocza, bo jakby to biały worek na czarnym asfalcie wyglądał! Widoki opuszczonych hal fabrycznych i niedokończonych budynków żle wróżą temu miejscu! Oj jak to możliwe... główny wjazd od planowanej Autostrady A1... Pewnie pozostałe, bardziej podrzędne drogi wjazdowe do tego miasta są jeszcze gorsze! Zjeden z Japończyków wyraźnie ucichł w zadumie, lekko jakby kiwając z niedowierzaniem głową.
Jedziemy dalej. Wjeżdżamy w ul. Chemiczną a tu ... wkoło tylko szpetne hałdy odpadowe z nieregularnie usypanymi trasami! Gdzieś w tyle mignął tramwaj jakby z innego zaprzeszłego świata. Na rozległym pustkowiu stwarzał wrażenie nawet jakby był to zwykły pociąg.
- Tu chyba nawet nie da się nic wybudować!? - ni to się spytał ni to stwierdził mały rubaszny Japończyk w okularach z cienką czerwoną oprawką.
- No nie, jeszcze kawałek - uspokaja pan Zbyszek z Urzędu Marszałkowskiego.
Nagle samochód skręca gwałtownie ku bramie X. Tył auta zarzuca na śliskim rdzawym bruku tak mocno, że czerwone okulary omal nie spadają z małego noska.
- Jedziemy dalej. Pan Zbyszek pokazuje raz z lewej raz z prawej potencjalne działki, pośród niewykorystanych i sypiących się hal i budynków. I co widzimy? Drogi wewnętrzne usiane dziurami jak ser szwajcarski, a rdzawe kikuty lamp jakby konkurowały z lekko pokrzywionymi sosnami.
W końcu podirytowany azjata pyta się - Panie Zbyszku, a jak mamy tu wybudować naszą wielką halę produkcyjną, skoro wszędzie stoi pełno budynków i drzew? Gdzie nasi pracownicy postawią samochody? Gdzie znajdzie się miejsce na tony asfaltu pod nasz parking dla TIRów? Jak nasi pracownicy mieliby się dostać od przystanku do naszego biurowca? Po co wogóle Pan mi pokazuje ten teren? Przecież to miasto jest paskudne, drogi wjazdowe są fatalne a dzielnice wyglądają jak slumsy. Gdzie ma mieszkać nasza wykwalifikowana kadra? Czemu nie towarzyszy nam nikt z lokalnych władz? Czy im na nas nie zależy? Gdzie są jakieś dokładne mapki terenu? Czy chocziaż 10 hektarów zupełnie wolnej przestrzeni się tutaj znajdzie?
Delegacja jakby tylko z grzeczności przejrzała mapki i plany. Strategia rozwoju i modernizacji infrastruktury w BBP pozostał nawet nietknięty.
Mały Heikko zdjął z noska okularki podążąjąć pospiesznie do samochodu marszałkowskiego - Dziękuję za wycieczkę Panie Zbyszku! Wracajmy już, przecież się ściemnia!
Trzy godziny później w świetle fleszów pamiątkowych zdjęć pięknej toruńskiej piwnicy stuknięto kieliszki kojącego podniebienie japończyków francuskiego wina. "Łaltku, Na śdhrovie" rozległ sie toast!
A według Was jak wyglądała wizyta Sharpa w Bydzi?
:)