Dodaj do ulubionych

"Czarne chmury "

17.01.03, 01:48
Łańcuszek "Łuczniczki"

Piątek, 17 stycznia 2003r.

Kilkanaście bydgoskich firm czeka na pieniądze za wykonane prace w
hali "Łuczniczka". Za nimi w kolejce ustawiają się kolejni - drobni
producenci i dostawcy: - To nasze być, albo nie być. Jak nie dostaniemy tych
pieniędzy, to czeka nas plajta - mówią. Sprawcą zamieszania jest główny
inwestor - firma Interbud - która winna jest im blisko 4 miliony złotych.

Inwestycja na Babiej Wsi od początku wzbudzała szereg kontrowersji. O hali
sportowo - widowiskowej z prawdziwego zdarzenia marzyli niemal wszyscy
bydgoszczanie: fani mieli nadzieję, że nareszcie koncertować tu będą znane
zespoły muzyczne, a kibice liczyli na sportowe imprezy o światowej randze.
Kłopoty jednak rozpoczęły się jeszcze przed uruchomieniem obiektu. Najpierw
datę otwarcia przesunięto o trzy miesiące, bo inspektorzy nadzoru znaleźli
pewne uchybienia w wykonaniu hali. Po hucznym otwarciu życie w "Łuczniczce"
jednak zamarło. Zaczęły się narzekania, że w tak wielkim obiekcie nie
odbywają się żadne imprezy i koncerty. Gdy wreszcie zaplanowano w niej
pierwszy duży koncert, kolejny pech - rosyjska grupa Tatu odwołała tournee.
Następne kłopoty przyszły wraz z aurą - dach "Łuczniczki" nie wytrzymał
jesiennych opadów i zaczął przeciekać.

Czarne chmury zaczynają zbierać się nad obiektem dopiero teraz. Generalny
wykonawca tej inwestycji, firma Interbud zalega z płatnościami dla
podwykonawców - ponad 3.700.000 złotych.

- Wielokrotnie rozmawialiśmy z przedstawicielami firmy, pertraktowaliśmy, ale
wciąż słyszeliśmy to samo: "nie mamy pieniędzy, bo miasto nie wpłaciło
jeszcze pełnej kwoty". Czekamy już kilka miesięcy. Dla niektórych z nas taki
dług to być, albo nie być - mówi jeden z większych podwykonawców.

Wśród czekających na zapłatę zdecydowana większość to bydgoskie firmy. Długi
każdej z nich wynoszą od 350 tysięcy do ponad miliona złotych. W sumie firmy
te czekają na 3.700.000 od generalnego wykonawcy - Interbud-u.

Grupa kilkunastu podwykonawców to nie jedyni poszkodowani, którzy czekają na
zapłatę. Każda z tych firm zalega kolejnym: dostawcom, producentom czy
firmom, u których zleciła zamówienia. Jednym z nich jest właściciel firmy
oświetleniowej. - Wykonawca zamówił u mnie 62 kinkiety. To było bardzo
nietypowe zamówienie, więc producent, z którym na stałe współpracuję, wykonał
je specjalnie dla mnie. Niestety, firma odebrała tylko połowę, a ja zostałem
na lodzie z 30 niewykorzystanymi lampami. Producent lamp od kilku miesięcy
cierpliwie czeka na pieniądze. Zaproponował nawet rozłożenie tych 17 tysięcy
na raty, ale postawił w końcu termin - ultimatum. Jeśli nie spłacę długu do
20. stycznia, to podadzą mnie do sądu. Dla mojej firmy oznacza to koniec
działalności - mówi "Expressowi" szef jednej z mniejszych bydgoskich firm,
która miała swój wkład w budowę "Łuczniczki". - Halę otwierano z wielką pompą
i w wielkim pośpiechu. Wszyscy chcieli, by była gotowa na przyjazd
prezydenta. Miejsca, w których brakowało kinkietów zagipsowano, kable
schowano w ścianę i wszystko wygląda "cacy". Ciekaw jestem, ile jeszcze jest
w hali takich miejsc, które tak wykańczano? - retorycznie pyta mężczyzna.

"Łuczniczka" kosztowała 39 milionów złotych. Pieniądze na inwestycję
pochodziły z budżetu i Ministerstwa Edukacji i Sportu. Ponad 60 procent tej
kwoty miasto przekazało generalnemu wykonawcy jeszcze przed rozpoczęciem
budowy.

Ostatnia transza - 13 milionów złotych - powędruje na konto Interbudu do
końca stycznia. - Miasto rozliczy się wówczas z wykonawcą, ale wątpię, czy to
zmieni naszą sytuację. Podobno 10 milionów z tej kwoty od razu zabiera bank,
w którym Interbud zaciągnął kredyt. Na koncie zostaną jedynie dwa, a nie trzy
miliony, bo jeden to kaucja, którą zwrócić trzeba miastu. Zostają więc dwa,
czyli połowa naszych należności. Nie liczymy jednak na zbyt wiele, bo
przecież Interbud też wykonywał w hali prace, za które jeszcze nie wziął
zapłaty. Podejrzewam, że my jako podwykonawcy nie zobaczymy nawet złotówki -
mówi przedstawiciel kolejnej zadłużonej firmy. - A najbardziej obawiamy się
tego, że generalny wykonawca ogłosi upadłość. Wtedy nas też czeka koniec -
dodaje. W środę przedstawiciele kilku bydgoskich firm, którym wykonawca
zalega z zapłatą spotkali się z prezydentem miasta.

- Grupa bydgoskich podwykonawców poprosiła władze miasta o mediacje w tej
sprawie z Interbudem. Prezydent zdecyduje wkrótce, czy i w jaki sposób podjąć
się rozmów z wykonawcą. Z punktu widzenia przepisów miasto wywiązało się ze
swoich zobowiązań. W grę wchodzi jedynie aspekt moralny - wyjaśnia Beata
Kokoszczyńska, rzecznik prasowy prezydenta.

Pomimo prób nie udało nam się skontaktować z przedstawicielami
firmy "Interbud" i wyjaśnić przyczyn wielomiesięcznego opóźnienia spłaty za
wykonane prace. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pracownik firmy był
wczoraj w ratuszu. Do tematu powrócimy.

Monika Żuchlińska - Express Bydgoski
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka