Gość: barney
IP: 10.10.70.*
14.07.01, 11:40
Wczoraj zdarzyło mi się zobaczyć tą wielą amerykańską produkcję. Mimo
początkowych obaw, dało się jednak ten film obejrzeć.
Moim zdaniem nieco niepotrzebnie pojawiają się: zbyt długi wątek miłosny
(początek filmu) i atak na Tokio (koniec filmu). O ile pierwszy można jakoś
wybaczyć o tyle drugi można było sobie darować w dziele o ataku na Pearl
Harbor. Rozumiem, że atak był odwetem na japończykach i amerykańscy producenci
bardzo chcieli pokazać "odradzających" się po klęsce Amerykanów, ale w
przyjmując tą zasadę trzeba by pokazać jeszcze kilka innych walk, które wywołał
atak na Hawaje.
A teraz odnośnie samej projekcji.
Rozumiem, że kino i dystrybutor filu utrzymują się m.in. z reklam ale 20
minutowy blok zapowiedzi i reklam przez 3 godzinnym filmem to zdecydowana
przesada. Dostawałem już cholery i stawałem się coraz bardziej nerwowy.
Po drugie, chciałbym aby wróciły wspaniałe czasy nie numerowania miejsc
kinowych. Ktoś komu zależy na dobrych miejscach przychodzi nieco wcześniej, a
tak jeszcze przez 15 minut od rozpoczęcia projekcji kręcą się przed ekranem
spóźnialscy, którzy mają miejsce akurat na samym środku rzędu.