andzina
17.02.07, 23:33
Moje drogie koleżanki
Właśnie naszłam mnie refleksja (trochę późno, przyznaję), że klub tak bardzo
przez nas lubiany, czyli Kredens na długiej jest jednym z najbardziej
niebezpiecznych miejsc w Bydgoszczy.
A skąd refleksja? Otóż bawiąc dziś tam na firmowym, acz nieoficjalnym piwku,
popijając martini zostałam ewakuowana. Wyglądało to tak, że wielki facet
poprosił całkiem już rozochocone towarzystwo o spokojne i bezpaniczne
opuszczenie lokalu. Wszyscy się zastosowali, co bardziej trzeźwi nawet nieco
przestraszyli, i wszystko przebiagałoby nieźle, gdyby nie fakt, że na dworze
aura nieciekawa i każdy jednak usiłował dobyć odzienie z szatni, w związku z
tym, Ci którzy kurtki mieli na sobie (było tam dziś wyjątkowo zimno, i mimo,
iż kurtkę w szatni miałam, to po ok godzinie ją zabrałam, bo marzłam, i nie
dałam się facetowi z ochrony, który mi ze 3 razy uwagę zwracał, a co!), stali
w długachnym ogonie do wyjścia, nie mogąc się przepchnąć. W końcu nerw mnie
chwycił, bo pomyślałam, że gdyby na serio się paliło, to towarzycho dawno już
zeszłoby z powodu zaczadzenia lub spłonięcia żywcem. W tym nerwie przepchałam
się do wyjścia torując drogę koleżnakom i wymyślając po drodze od najgorszych
kogoś, kto w ten bezmyślny sposób przeprowadził ewakuację... Oczywiście
wyjście poza szatnią było już drożne a policjant na zewnątrz był zdziwiony,
że tam jeszcze ktoś jest, bo nikt nie wychodzi. Z drugiej strony, widząc
strój co poniektórych dziewcząt, nie dziwię się, ze albo w kurtce, albo
wcale, bo i tak zejdzie - albo w płomieniach albo z zimna już "wyewakuowana".
Chyba jednak o pożar nie chodziło, a przynajmniej nie czułam dymu ani nic
poza tym, chyba jednak ktoś dowcipny o bombie poinformował, ale znając
Kredens zanim go saperzy przeszukają to do rana mają zajęcie.
A jak tam np. pożar by się na dole rozpętał, a my na górze, na naszych
kanapkach...??? okien tam w zasadzie brak, zabite kratami jeśli są, droga
ewakuacyjna zakręcona jak muszla ślimaka, i tak nieudolna ewakuacja jak
dziś... nie ma co - pięknie byśmy się upiekły, brrrr. Nie myśli się o tym,
idąc na piwo, ale jak stałam dziś w tym tłumie, który "się ewakuował" to
często słchać było takie głosy. No i cała rzecz miała miejsce ok 23, kiedy
ludzie tak naprawdę zaczynali zabawę, więc w miarę trzeźwi byli, a gdyby tak
towarzycho bardziej podpite? strach pomyśleć.
Od dziś chyba będę wybierać lokale jednopiętrowe z conajmniej dwoma wyjściami
ewakuacyjnymi a kurtki to już w życiu do szatni nie oddam!
A najgorsze w tym wszystkim, że na stole zostawiłam całe, świeżo przygotowane
martini z cytrynką i spritem... :(
ehhh, jak pech, to pech