weltire
25.11.07, 16:21
Problem zaczyna się mniej więcej na przełomie listopada i grudnia,
gdy drogą kropelkową roznosi się notoryczna histeria ozdobniczo-
konsumpcyjno-kulinarna, a ludzie wpadają w kierat durnych rytuałów.
Nie widzę tu ani krzty duchowości, która przecie ma stanowić o
charakterze tych Świąt. W kupie chińskiej tandety nie mogę dopatrzyć
się serca dla pociech, które znów masowo zostaną
tak "uszczęśliwione".
Nie lubię adwentowych kalendarzy, które zawsze zostają wyżarte
wcześniej, niż wypada.
Nie lubię tych dzieciaków, dla których sens Świąt tkwi w prezentach,
zresztą często już spodziewanych i wyproszonych; wyrachowanych
małych cwaniaków, deklarujących wiarę w Gwiazdora dla spokoju.
Nie lubię tych stołowych układzików, gdy zostajesz posadzony między
neurotycznym wujkiem a złośliwą kuzynką; tych towarzyskich
konstelacji załgania i fałszywej uprzejmości, gdy pod spodem kipi
frustracja.
Nie lubię spasionych karpi, które jako ryba prawie nie nadają się do
jedzenia.
Tych stolików i podstolików, wychodzenia na papieroska, niezdarnego
dzielenia się opłatkiem...
To dziwne, na co dzień jestem całkiem normalnym facetem. Jednak gdy
nadchodzą Święta, przychodzi FRUSTRACJA.
Kto z Was tak ma?