Dodaj do ulubionych

Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nudle

07.05.08, 11:08
A gdzie bedzie mozna te ksiazke dostac?
Ja to po szneki z glancem chodzilem do Sikory, a jak tylko zjadlem
jedna, to moja babcia "echte Vorpommern" szmajsnela mi szmata w
sznupe ino mi sie ta lepetyna gzuba ufaflotanego obrocila! A tak po
prawdze to w Bydgoszczy mieszkaly gzuby, lumpy i luje. Luje byly ze
Szwederowa, lumpy ze Srodmiescia a gzuby (niewarte i ufaflotane) z
Bielawek i Sielanki. Frusztik nosilo sie w tutkach, zgadza sie,
kartofle natomiast, staly w antrejce w TYTCE, na ryczce. Do szkoly
musialem zawsze ubrac pulower albo dzomperek, jak bylo zimno to
cweterek.
Jak przeprowadzilismy sie do miasta Odzi, to byl dla mnie szok
kulturowy: nie moglem sie dogadac w najprostrzych sprawach w
sklepie: nikt nie wiedzial co to "szneka z glancem", "kajzerka" nie
mowiac o "zauerkraucie". Padaka! Jakbym trafil na Marsa!
Teraz mieszkam w UK i jest juz lepiej :-))))))))))))
Prosze o informacje gdzie mozna nabyc slownik, prosze o dwa
egzemplarze! Moj adres: ipswich1@gazeta.pl To bardzo wazne dla mnie,
dziekuje!
Obserwuj wątek
    • ipswich1 Aaaaa, zapomnialem! A wie Pan jaki byl podzial 07.05.08, 11:26
      frusztiku:
      1) pajda
      2) dwie pajdy czynily sznytke
      3) sznytka, przecieta w poprzek, czynila dwie klapsztule

      Rojber to okreslenie ogolne gzuba, bardziej precyzyjne: knopa lub
      jopka, czyli (sic!) gow....rza w krotkich spodenkach chodzacego na
      pachte z proca w kieszeni (czyli Mamut albo Ciapa - moi
      niezapomniani kumple z podworka, hi, hi, hi - bez obrazy Panowie!!!)

      A wie Pan, co to byl "chlebek biednego zolnierzyka"? Specjalnosc
      pomorska...
      albo
      kluski ziemniaczane z cebulka i cukrem
      czy placki kartoflane z cukrem?
      Jakby to powiedzial moj kolega z miasta Odzi: miod z boczkiem!

      Grus got. Pozdrawiam serdecznie.
      • clough Re: Aaaaa, zapomnialem! A wie Pan jaki byl podzia 07.05.08, 13:24
        ipswich1 napisał:

        > frusztiku:
        > 1) pajda
        > 2) dwie pajdy czynily sznytke
        > 3) sznytka, przecieta w poprzek, czynila dwie klapsztule

        O ile mnie pamięć nie myli jedna dzisiejsza kromka to była sznytka,
        dwie złożone i nie przekrojone sznytki to jest klapsztula.
        Cympletka to nie kapiszon. Cympletki były papierowe a kapiszony
        metalowe i były głośniejsze od cympletek.
        • arius5 Re: Aaaaa, zapomnialem! A wie Pan jaki byl podzia 07.05.08, 13:29
          fakt, u mnie w domu "sznytka" to byla pojedyncza kromka, chociaz "kromka"
          mowiono na koncowke chleba, czyli "dupke" :o)
          A ja w wieku 7 lat to bylem "lorbas", jak mawial moj dziadek.
          • pitrusza U mnie tak samo było 07.05.08, 14:05
            Sznytka to kawałek chleba ze środka a kromka to końcówka.
            • zonc Re: U mnie tak samo było 07.05.08, 14:13
              pitrusza napisał:

              > Sznytka to kawałek chleba ze środka a kromka to końcówka.

              To jest gwara? :) Nie powiedziałbym. Dla mnie to oczywista oczywistość.
              Podobnie jak pajda chleba.
          • ipswich1 Taaak jest, 07.05.08, 20:26
            lorbas tez byl, jak mnie pamiec nie myli, jako pojecie ogolne.
            Porownywalne z knopem albo jopkiem?
            Pozdrawiam serdecznie.
            • jolantaos Re: Taaak jest, 22.05.08, 10:31
              Jopek to karciany walet.
    • pitrusza Człowiek nie wie, że mówi gwarą 07.05.08, 11:26
      Na uniwerku na j. niemieckim miałem przetłumaczyć "kniff" to powiedziałem
      "knyf", ale nikt nie wiedział o czym mówię :). Wtedy się zorientowałem, że
      mówimy gwarą.
      Później ożeniłem się z suwalczanką, która na cympletki mówiła kapiszony,
      przyjęcie to dla nich każda impreza a dla nas komunia św. itp.
      A nawiasem mówiąc gwara cały czas powstaje, np. kupując parówki z BYD-MEAT
      mówimy, że z zakładów mięsnych, tak jakby inne były produkowane w domu :)
      Wiele zwrotów, których używała moja babcia, pojawiło się w filmie ze Lwowa,
      gdzie grali Szczepko i Tońcio, także zabory niemieckojęzyczne zrobiły swoje.
    • bydgoszczanin99 TMMB o książce 07.05.08, 13:44
      "Do nabycia w bydgoskich księgarniach i siedzibie TMMB przy ul.
      Jezuickiej 4.
      Promocja książki z udziałem autora i wydawcy odbędzie się 7 maja
      2008 roku (środa) o godz. 18.00 w Kawiarni Artystycznej „Węgliszek”
      w Bydgoszczy. Teksty czyta Eugeniusz Rzyski, muzyka – Jan Rubczak,
      prowadzenie całości Krystyna Berndt."
      więcej
      www.tmmb.pl/portal/index.php?option=com_content&task=view&id=158&Itemid=28
      • rypcumpypcum Re: TMMB o książce 07.05.08, 13:55
        bydgoszczanin99 napisał:

        > "Do nabycia w bydgoskich księgarniach i siedzibie TMMB przy ul.
        > Jezuickiej 4.

        Ja widziałem na Długiej w sklepie z pamiątkami bydgoskimi. Ale ceny nie pomnę.

        A żeby dodać słówko o gwarze, to powiem, że byłem w szoku, jak się dowiedziałem,
        że znajomi z radomskiego nie wiedzą co to są klamerki, albo twaróg (vs. spinacze
        do bielizny i biały ser).
        • zonc Re: TMMB o książce 07.05.08, 14:04
          Różnice językowe zauważyłem (znaczne), gdy zyskałem nowych sąsiadów za ścianą
          (łodzianie).

          Ci ludzie nie mieli pojęcia czym jest/są: antrejka, plynce, świętojanki, topek...

          ... einfach, fieber, sznupf(en). Ponadto nigdy nie mieli angsta, wurszta itd.
          Chociaż to są pewnie naleciałości "po babci" z okolic Nowego (Pomorze).

          Niech ktoś sobie nie myśli, że jestem geniuszem ;) Kilka ich słów nieźle mnie
          zszokowała (a w zasadzie słów "babci rodziny"): angielka, betki i klapitka :)
          (bułka, grzyby, kamienica).

          Eh :)
          • kurka_domowa Re: TMMB o książce 08.05.08, 19:41
            > Ci ludzie nie mieli pojęcia czym jest/są: antrejka, plynce,
            świętojanki, topek.
            A co to jest antrejka?
        • zwyklaosoba Wiem o co chodzi - mam żonę z łódzkiego 07.05.08, 16:15
          a dziecko wkrótce dostanie rozdwojenia jaźni. Bo klamerki to
          klamerki, a nie spinacze, i co to jest ta zalewajka ???
          • ipswich1 Re: Wiem o co chodzi - mam żonę z łódzkiego 07.05.08, 20:33
            kiedys jadlem te ich "zalewajke" ale nie obalila mnie. Juz wole
            pomorska kartofelzupe z bokwurstem. A te ich, Odzkie, "krwawe", to
            co to takiego? No, jakzesz moglem o "klamerkach" zapomniec, poprostu
            tego sie uzywa na co dzien...
            • teka30 Re: Wiem o co chodzi - mam żonę z łódzkiego 07.05.08, 23:10
              Moja żona, która przyjechała tu na studia z Płocka, też nie
              rozumiała z początku kiedy tłumaczono jej że coś znajduje się w tym
              samym fyrtlu co szkoła i nie trzeba iść na tramwaj bo na szage
              będzie szybciej :)
              • zonc Re: Wiem o co chodzi - mam żonę z łódzkiego 07.05.08, 23:30
                "Iść na szagę" często spotykane w Wielkopolsce. (Wystarczy po forach pobuszować)

                :)
    • zwyklaosoba Coś mi się wydaje, że nie tylko z Bydgoszczy 07.05.08, 16:07
      W tych tekstach rozpoznaję wiele słów używanych w domu rodzinnym,
      choć nie pochodzimy z Bydgoszczy. Ale wydaje mi się, że ta gwara
      dotyczy całego Pomorza Nadwiślańskiego, a w szczególności tych
      wswzystkich terenów, które pod zaborami stanowiły Prusy Zachodnie. I
      jakby nie patrzeć, to jest to nasze dziedzictwo, bo tak mówili nasi
      dziadkowie, pradziadkowie i ich przodkowie.
    • katia234 Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nudle 07.05.08, 18:17
      W moim domu rodzinnym wciaz uzywa sie wielu slow przytoczonych w
      powyzszym wywiadzie.A wsrod nich prym wiedzie 'sznytka':-)Dla mnie
      od dziecka uzywanie tego slowa na okreslenie kawalka chleba (inaczej
      kromki)jest oczywistoscia,natomiast dla mojego narzeczonego,ktory
      pochodzi z warminsko-mazurskiego,bylo to spore zaskoczenie-w ogole
      nie wiedzial,co to slowo oznacza:-)Jako rodowita bydgoszczanka sporo
      sposrod tych wyrazow rozumiem,bo znam dosc dobrze niemiecki,wiec
      znaczenie nasuwa sie samo(jak chocby 'eintopf' czy 'einfach').
      Podczas najblizszego urlopu w Polsce z pewnoscia zakupie te
      pozycje.Zalaczam serdeczne pozdrowienia dla Pana Profesora Dyszaka:-)
      Katarzyna Sciesinska
      • gietpe Re: Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nud 07.05.08, 21:44
        Pozdrawziam z Warmiji.Am mnieszkał w okolicach koziego rynku a tera
        na Warmiji ale jak em tu przujechał to w robocie gadali:niech
        idzie;niech przyniesie-jak w Pora Umierać.Ale to głównie potomkowie
        Szczepcia i Toncia bo rychtycznych warmijaków to na palcach można
        porachować-i szneki z glancem tu nie pieką.
        Pozdrawziam.
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=38446
        • alaluk Re: Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nud 11.05.08, 17:41
          Ja też mieszkałam w okolicach Koziego Rynku... Wywiad z profesorem
          Dyszakiem (pozdrawiam!!!) przeniósł mnie w krainę dzieciństwa...
          Pamiętam nie tylko szneki z glancem, laczki, tutki i ryczki, ale też
          platy (nazwa kuchni węglowej), tablety (nazwa tacy) oraz takie
          wyrażenia: "mam to leżeć do góry na półce" oraz "byłem wyjechany". A
          książkę na pewno sobie kupię!
          • clough Re: Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nud 12.05.08, 07:34
            alaluk napisała:

            > Ja też mieszkałam w okolicach Koziego Rynku...

            Którego koziego rynku, na Szwederowie czy na Okolu?
          • jolantaos Re: Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nud 22.05.08, 10:47
            Plata miała bratnik, w którym można było na blasze upiec kuch. Obok
            stała kasta na drewno i byksa na węgiel. Szufelką nakładało się
            węgiel do pieca górą po zdjęciu fajerek albo przez drzwiczki, ważne
            żeby był cug. Do ogrodu szło się z haczką hakać zielsko, a potem
            lało się wodę do konewki żeby podlać macoszki, georginie, gladiole.
            Rosły tam glupki i angrest. W mieście można było lać wodę ze
            szlaucha. Do ogrodu szło się w klompach na drwenianej podeszwie.
    • bydgoszczanin99 już niebawem książka też w księgarni internetowej 07.05.08, 21:18
      informacje przekierowujące do księgarni proszę szukać na stronie
      www.tmmb.pl
      • mark.x Re: już niebawem książka też w księgarni internet 08.05.08, 07:40
        dla mojej zony która pochodzi z warmińsko-mazurskiego pierwsza
        wizyta w mieście byłą zaskoczenie - dwie kumoszki pod blokiem
        gadając przytakiwawły sobie słowami .... ja ja ja pani ... ja ja
        ja ..... zadała mi pytanie czy te panie nie sa przypadkiem
        Niemkami ..hahahahahaha .............. klamerki -
    • jot21 Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nudle 08.05.08, 08:09
      Gdy sie kupowało porzeczki: poproszę pół funta świętojanek w tytkę albo niech
      lepiej weźmie funsztyk z funtem.
      - na pydę mówiło sie też dyscyplina
      -w piecu kaflowym była framuga w której trzymało sie ciepły obiad dla ojca jak
      wróci z pracy lub kawę w glinianym garnku-oczywiście zbożową
    • zuziaa30 Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nudle 08.05.08, 21:56
      A mi tu jeszcze zabrakło słowa "laczki",a znajomi z wielkopolski nie wiedzieli o
      co chodzi,bo oni mówią "klapki" i do dziś się śmieją ze zdania : usiądź na
      ryczce i załóż laczki...
      • zuziaa30 Re: Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nud 08.05.08, 23:14
        i jeszcze przypomniałam sobie o określeniu "wuchta" :D nie wiem czy to z
        bydgoskiego, ale babcia pytała przed wyjazdem czy zapakowałam wuchtę - co
        oznaczało no taki zimny prowiant na drogę :)
        • szklanka_herbaty Re: Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nud 08.05.08, 23:22
          brzmi jakby etymologia była faktycznie gdzieś osadzona w Niemczech, więc nawet
          pasuje do całej specyfiki bydgoskiej gwary
      • zonc Re: Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nud 12.05.08, 07:27
        zuziaa30 napisał:

        > A mi tu jeszcze zabrakło słowa "laczki",a znajomi z wielkopolski nie wiedzieli
        > o
        > co chodzi,bo oni mówią "klapki" i do dziś się śmieją ze zdania : usiądź na
        > ryczce i załóż laczki...

        Ci sami sąsiedzi z Łodzi, a dokładniej ich synek, pół godziny śmiał się pod
        nosem ze słowa "laczki". Poprosiłem o nie, gdy przyszedłem do niego w odwiedziny
        - niezła konsternacja. Gość prosi, a "państwo" nie mogą prośby spełnić (tak
        myśleli ;) )
    • pitrusza No laczki i na szagę jak najbardziej :) 12.05.08, 11:43
      Ale jeszcze czysto niemieckie "gancegal" - ganz egal :)
      • jolantaos Re: No laczki i na szagę jak najbardziej :) 22.05.08, 10:03
        Do tego cuzamen do kupy i wichajster o rzeczy, niewiadomego
        przeznaczenia
        • babb Re: No laczki i na szagę jak najbardziej :) 07.11.08, 14:58
          Wichajster to raczej taki przyrzad do podwazenia czegos. A rzecz
          przydatna "do czegos" to dynks.
          A dzis zjadlam sobie "sznytke z le(j)berka" ... ;)
    • klarek_i W antrei na byfei stoi szklanak tei. 22.05.08, 10:28
      O ile dobrze pamiętam :)
    • jolantaos Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nudle 22.05.08, 10:58
      Ciotka d.z. Żelezińska zwana w niemieckiej szkole Cilicinska
      gotowała szmurowaną kapustę i w bratniku piekła na niedzielę kuch.
      Do mycia używała szwamki.
      Chłopcy na podwórku grali w fuchę/piłkę/ i knochowali się/kopali po
      kościach/ , czasem można było dostać w kluk/nos/.
    • bydgoszczanin99 uwaga już w księgarnii internetowej !!! 29.05.08, 12:41
      www.kmt.pl/pozycja.asp?ksid=20645
    • stern82 Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nudle 04.11.08, 10:00
      Przecież to gwara poznańska. To by się zgadzało, bo Gwiazdor chodzi od Pucka aż
      po Krotoszyn. W Bydgoszczy też. Wasza gwara to nasza gwara. Te gzuby, lumpy,
      ejbry, tytki, glance. etc.

      Pozdrawiam wiaruchnę z Bydgoszczy!
      W sercu echt poznaniok.
    • tapry Bydgoska gwara: Gdy babcie einfach robiły nudle 04.11.08, 20:39
      pan Andrzej Dyszak nie "odkrył ameryki".O tym wie każdy człowiek ,
      który urodził się w Bydgoszczy przed rokiem 1960, a jeszcze lepiej
      jak miał rodziców , którzy też urodzili się w Bydgoszczy.Ja mam ten
      zaszczyt.I książka tego pana nie jest dla mnie żadną niespodzianką,
      czy nowością.Ja to wysysałem z mlekiem matki i te bzdury "naciągane"
      tego pana mnie śmieszą.On się zgrywa na "naszego" chłopaka, chociaż
      nim nie jest.Jak ktoś kto się wychował na Okolu tak jak ja, to
      przeczyta to się uśmieje.I tyle o tej pseudo książce.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka