owsianko_pl
12.12.08, 13:20
Nadchodzi dzień, gdy kończą się igrzyska i opada wyborczy kurz.
Wybrańcy z partyjnych list, raźnie oblizując się na myśl o dietach i
służbowych tułaczkach po Unii, przymierzają się do zasiadania,
piastowania i pełnienia.
Nowa władza drapie się na świeczniki, postumenty lub piedestały,
mości się na fotelach, stołkach i taboretach, wsiada do limuzyn z
osobistym woźnicą i przejmuje zdobyczne gabinety odbierając
gratulacje i nominacje oraz hołdy z wiernopoddańczymi piruetami.
Zaczyna się praca dla Ojczyzny, Województwa lub Miasta.
Jej pierwszy etap, to zapoznawanie się z zakresem przywilejów.
Następuje katorżnicza orka polegająca na zmianie wyposażenia pokoju.
W odstawkę idzie palma wycierająca sufit, znikają skórzane kanapy w
kolorze kanarkowym i zastąpione są kanapami w kolorze nijakim.
Kossak wędruje do utylizacji, a na ścianę wjeżdża Malczewski. Dywan
w skompromitowane prążki przechodzi do historii, a na jego miejscu
zjawia się dywan w ciapki. W rogu montuje się ergonomiczną
niszczarkę na ewentualnych petentów i ustawia konfesjonał o wiele
bardziej przystosowany do bicia czołem w grunt, a stare biurko z
dynastii PiS, zastąpiono biurkiem z dynastii PO.
Drugi etap ożywionej działalności, polega na wymianie wazeliniarzy.
Następuje upragniona demolka poprzedniej ekipy. Kierownicy przestają
nimi być. Funkcje sprawowane przez teścia dygnitarza z przegranej
drużyny poprzednich grasantów, przejmuje teść dygnitarza ze
zwycięskiej opcji, a kolega z celi dostaje pozwolenie na broń.