Dodaj do ulubionych

Douglas Adams vs. Salvador Dali

22.01.02, 18:33
Pojedynek na ideologie-wegetarianizm Adamsa i Daliego... hmm...sami nazwijcie
co to jest ;-)

Pierwszy glos ma pan Adams ("Restauracja na koncu wszechswiata"):

"(...) do stolu Zaphoda Beeblebroxa i reszty zblizalo sie ogromne dojne
zwierze, olbrzymi tlusty, miesisty czworonog z rodziny "bovinae". Mowiac
inaczej-przedstawiciel bydla domowego. Zwierze mialo wielkie bladoniebieskie
oczy, krotkie rogi, na jego wargach goscilo cos na ksztalt ujmujacego usmiechu.

-Dobry wieczor-zamuczalo zwierze, siadajac ciezko na zadek.-Jestem daniem
dnia.Czy moglobym zainteresowac pastwo niektorymi moimi czesciami?-Zwierze
lekko beknelo, z gardla wydobyl mu sie cichy bulgot, ulozylo wygodniej tylna
czesc ciala i zaczelo sie przyjacielsko wpatrywac w siedzacych przy stoliku.
Spojrzenie zwierzecia wywolalo w Arturze i Trillian mieszanine zdziwienia i
przerazenia, u Forda spowodowalo wzruszenie ramion, a u Zaphoda Beebleroxa
dziki glod.

-Moze kawalek lopatki?-zaproponowalo zwierze.-Duszonej w sosie z bialym winem?
-Eee...twojej lopatki? -z przerazeniem wyszeptal Artur.
-Oczywiscie, ze mojej, prosze pana-odmuczalo zadowolone zwierze. -nie
osmielilobym sie oferowac niczyjej innej.
Zaphod juz stal przy zwierzeciu i z mina znawcy ugniatal i oklepywal mu
lopatke.

-Mam swietna ogonowke-wymamrotalo zwierze.-Ciagle ruszalem ogonem i jadlem
mnostwo paszy tresciwej, mam wiec gdzie trzeba duzo swietnego miesa.-Znow
przyjacielsko beknelo, odbila mu sie trawa, ktora zaczelo przezuwac. Po chwili
przezulo i polknelo.
-A moze gulasz?
-Myslisz, ze to zwierze, naprawde chce, bysmy je zjedli?-szeptem spytala Forda
Trillian.
-Ja nic nei mysle-odparl Ford. Jego oczy wygladaly jak kawalki szkla.

-To okropne!-zawolal Artur-jeszcze nigdy w zyciu nie mialem do czynienia z
czyms tak obrzydliwym!
-Co jest, Ziemiaku?-zdziwil sei Zaphod, ktory skierowal uwage na olbrzymi ogon
zwierzecia.
-Nie zamierzam jesc zwierzecia, ktore mnie do tego namawia-odparl Artur.-To
nieludzkie!
-Wolisz jesc zwierze, ktore nie chce zostac zjedzone??!!-zdziwil sie Zaphod.
-Nie o to chodzi-zaprzeczyl artur, zaraz jednak sie zastanowil.-W porzadku-
stwierdzil po chwili-moze i chodzi, ale mnie to nie interesuje. Nie zamierzam
wglebiac sie w taka pseudofilozofie. Po prostu nie...eee...
-Wezme chyba salate... -wymamrotal Artur.

-A moze spojrza panstwo nieco laskawszym okiem na moja watrobe?-zapytalo
zwierze. -Powinna byc juz smaczna i delikatna. Miesiacami sie tuczylem.
-poprosze salate-stwierdzil Artur dobitnie.
-Salate?-spytalo zierze, przewracajac z niezadowolenia oczami.
-Chcesz mi moze dac do zrozumienia, ze mam nie jesc salaty?
-Wlasciwie to znam wiele warzyw, ktore na temat bycia jedzonym jednoznaczna
opinie. Dlatego tez postanowiono rozwiazac ow problem raz na zawsze i
wychodowac zwierze, ktore naprawde chce byc jedzone i umie wyraznie to
powiedziec. Efektem zabiegow hodowlanych jestem ja.
Zwierzeciu udalo sie wykonac lekki uklon.

-Poprosze szklanke wody-zaordynowal Artur.
-Sluchaj no przerwal mu Zaphod-chcemy cos zjesc, a nie napychac sobie brzuchy
problemami.Poprosze cztery wysmazone steki, jesli mozna, duchem!
Zwierze dosc niepewnie wstalo. Wydalo z siebie przyjazny bulgot.
-Bardzo rozsadny wybor, prosze pana, jesli moge tak powiedziec. Doskonaly. Juz
pedze sie zastrzelic. -Zwierze odwrocilo sie, zdazylo jednak przyjaznie
mrugnac do Artura. -Niech sie pan nie denerwuje, zrobie to mozliwie
najbardziej humanitarnie.
Wolno poczlapalo w strone kuchni..."

Teraz pan Dali ("Moje sekretne zycie")[ale kogo poruszyl powyzszy tekst lub
jest skrajnym wegetarianinem moze niech tego nie czyta ;-)]:

"(...)W gruncie rzeczy lubie jesc wylacznie to, co ma forme wyrazna i dla
inteligencji zrozumiala. Nienawidze szpinaku, albowiem jest bezksztaltny jak
wolnosc. Przeciwienstwem szpinaku jest pancerz. Uwielbiam palaszowac pancerze,
przede wszystkim male, a zatem wszelie skorupiaki. Urzeczywistnily one cudowna
i filozoficzna w swej istocie idee noszenia kosc na zewnatrz jako
skoroszkieletu, delikatnie cialko ukrywajac wewnatrz.

Chroniac sztywna czescia ciala swe miekkie pozywne rozpasanie, sa osloniete
przed wszelka profanacja z zewnatrz, zamkniete w pekatym naczyniu, ktore
dopiero po rozlupaniu czyni je bezbronnymi dla zaborczych podbojow naszego
podniebienia. Coz to za rozkosz rozgryzac czaszki malych ptaszkow! (Ptak budzi
w czlowieku kanibalistyczne anioly okrucienstwa. W swej "Magii naturalnej"
Laporte uczy, jak upiec zywego indyka-najwyzsze wyrafinowanie dla smakosza.)
Czyz w inny sposob mozna zjadac mozdzki?

Zuchwa jest naszym najlepszym narzedziem filozoficznego poznania. Czy istnieje
cos bardziej filozoficznego od podnioslej chwili, gdy wysysasz powoli szpik z
kosci chrupiacej jeszcze pod zebami? Wydaje ci sie ze jestes panem sytuacji,
kiedy odslaniasz szpik kosci wszechrzeczy. Tryska z niej smak prawdy, nagiej
miekkiej prawdy, wydobywajacej sei z glebin kosci, prawdy, ktora sciskasz
wreszcie miedzy zebami. Gdy tylko pokonasz przeszkode, dzieki ktorej kazdy
szanujacy sie pokarm "trzyma forme", nic nie jest juz dla podniebienia dosc
kleiste, gabczaste, galaretkowate, papkowate, wstretne niezaleznie od tego,
czy chodzi o kleisto-szkliste oko ryby, mozdzek ptaszka, spermatoidalny szpik
kostny czy miekka zmyslowosc ostrygi. (Zawsze odmawialem jedzenia
bezkszaltnego stosu ostryg oddzielonych od skorupek, podawanych w wazie na
zupe, chocby byly najswiezsze na swiecie.)"


Coz do Was bardziej przemawia drodzy forumianie?

KroTosS

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka