ivica
04.12.03, 21:03
info.onet.pl/837905,11,item.html
Śmigłowiec premiera Leszka Millera awaryjnie lądował w Chojnowie koło Piaseczna, 20 km na południe od Warszawy - poinformowała Komenda Stołeczna Policji. Według nieoficjalnych doniesień 10 osób zostało rannych.
Premier Leszek Miller doznał lekkich obrażeń i jest już w warszawskim szpitalu MSWiA na ulicy Wołoskiej. Przechodzi teraz rutynowe badania. Prawdopodobnie ma złamaną jedną z kończyn. Według rzecznika rządu Marcina Kaszuby, premier wyszedł ze śmigłowca o własnych siłach. Więcej o stanie zdrowia osób, które były w śmigłowcu, będzie można powiedzieć po zakończeniu badań.
Ranni w wypadku zostali odwiezieni do dwóch warszawskich szpitali: na ul. Wołoskiej i ul. Szaserów.
Jedna osoba była zakleszczona w śmigłowcu, był to oficer Biura Ochrony Rządu. Strażakom udało się go uwolnić - podała telewizja TVN24.
Na pokładzie śmigłowca było około 12 osób, oprócz Leszka Millera znajdowali się Aleksandra Jakubowska - szefowa gabinetu politycznego premiera oraz Józef Woźniakowski - podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa. Wśród załogi byli też pracownicy Centrum Informacyjnego Rządu oraz oficerowie odpowiedzialni za bezpieczeństwo premiera.
Marcin Kaszuba powiedział, że śmigłowiec musiał lądować z przyczyn technicznych i było to tzw. twarde lądowanie. Według rzecznika, wiadomo na razie, że były problemy z silnikami. Kaszuba dodał, że śmigłowiec ten przechodził ostatnio badania techniczne i był dopuszczony do lotu. Według niego, za wcześnie na ustalenie konkretnych przyczyn awarii.
Według świadka helikopter zatrzymał się na drodze, wyglądało to na upadek, a nie na lądowanie awaryjne. Brak jednak potwierdzenia tej informacji.
Według PAP był kłopot ze startem śmigłowca. "To było bardzo awaryjne lądowanie" - powiedział PAP Dariusz Osucha, rzecznik mazowieckiej straży pożarnej.
Policja zablokowała wszystkie drogi dojazdowe. Trwa zabezpieczanie śladów.
Jak podaje IAR, śmigłowiec wiozący premiera Leszka Millera wystartował wieczorem z wrocławskiego lotniska wojskowego. Według niepotwierdzonych informacji pilot śmigłowca nie zgłaszał żadnych wątpliwości dotyczących stanu technicznego maszyny.
Rządowa delegacja wracała z obchodów Barbórki na Dolnym Śląsku. Nad regionem od rana panowały trudne warunki atmosferyczne. Premier na obchody górniczego święta miał dotrzeć do Lubina śmigłowcem. Lot odwołano jednak z powodu gęstej mgły.
Przed południem premier Miller uczestniczył w otwarciu odcinka autostrady A4 w okolicach Opola. Do Lubina dotarł stamtąd w kolumnie rządowych samochodów.
Współpracownicy premiera i osoby odpowiedzialne za jego wizytę na Dolnym Śląsku relacjonowali w rozmowie z reporterem Polskiego Radia Wrocław, że już rano pilot śmigłowca, nie chciał zgodzić się na lot. Jego wątpliwości wzbudzały trudne warunki atmosferyczne.
Po południu jednak warunki panujące na Dolnym Śląsku nieznacznie się polepszyły. Specjaliści określają warunki atmosferyczne jako przyzwoite dla tego typu lotów. Jednocześnie podkreślają, że w miejscu katastrofy nie było mgły. Maszyna, którą leciał premier - śmigłowiec Mi-8 - została wyprodukowana 30 lat temu.