Dodaj do ulubionych

Czytaliscie " Achaje" ??

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 13:03
To chyba najlepsza ksiazka wydana w polsce w ostatnich latach.
Tom II jest nawet lepszy od pierwszego.
Az dziw bierze, ze jest to powiesc autora, ktorego uwazalem za dosc
marnego... Dotad. Teraz uwazam za mistrza.
Po prostu to sie czyta kilka razy.
Kto jeszcze nie dorawal, niech zaluje. Ma czego.
Obserwuj wątek
    • wsn Re: Czytaliscie " Achaje" ?? 28.12.03, 13:19
      a o czym to jest?
      • Gość: rhemek Re: Czytaliscie " Achaje" ?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 13:50
        O zajebistej Achai. Tak wciaga, ze zawalicie wszystko zeby dotrzec do
        ostatniej strony.
        No... o zesz kur... To jest Baaaaardzo duza i zajebista kniga.
    • rhemek Fragment 1 28.12.03, 13:52

      W niewielkim pomieszczeniu panowała cisza. Szesnastu chłopców i pięć dziewczyn
      nie miało ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Urzędnicy zbyt byli zajęci pisaniem
      sążnistych dokumentów by zwracać uwagę na grupkę przestraszonych dzieci.
      Chociaż spojrzenia rzucane w stronę kolorowej sukni, choć ukradkowe, nie
      należały do rzadkości. Co jakiś czas tylko wchodził dziesiętnik i wyczytywał z
      listy czyjeś imię. Dzieciaków w sali rozprowadzania ubywało powoli.
      - Achaja, córka Archentara!
      O kim on mówi? Bogowie, co za fatalny akcent. Prawie w ogóle nie można go
      zrozumieć.
      - Achaja, córka Archentara! - powtórzył dziesiętnik.
      To... Bogowie, to ja! Dziesiętnik był pierwszym w jej życiu człowiekiem z
      gminu, który nie użył przed jej imieniem zwrotu "księżniczka". Ale to było
      jeszcze do przełknięcia. Jak ten cham śmiał pominąć tytuł "Wielki Książę"
      przed imieniem jej ojca. Powinna go obrugać, ale... Coś takiego nie zdarzyło
      się jeszcze nigdy, nigdy odkąd mogła pamiętać.
      Dziesiętnik stracił cierpliwość. Nagle przestał udawać, że nie wie kto to jest
      Achaja (naprawdę trudno było jej nie zauważyć w ciasnym pomieszczeniu) i
      wyciągnął rękę.
      - Tutaj! - wskazał drzwi za swoimi plecami.
      Ruszyła za nim starając się okazać jak największą pogardę. Ale dziesiętnik nie
      interesował się nią zupełnie. Wyprowadził ją na zewnątrz gdzie przy wielkim
      stole kilku żołnierzy oceniło na oko jej wymiary. Ktoś wskazał dość spory
      worek, który musiała wziąć (sama!) i przejść do kolejnego, zbitego z
      nierównych desek baraku.
      - Przebieraj się - mruknął dziesiętnik i ruszył z powrotem po kolejnego
      rekruta.

      Barak nie był pusty. Kręciło się w nim kilku żołnierzy, jacyś ludzie, sądząc
      po strojach, służący. Nikt jednak nie zamierzał jej szykanować. Wskazano jej
      pomieszczenie za przepierzeniem gdzie mogła, cała czerwona ze wstydu, ale
      sama, zdjąć wreszcie bogato zdobioną suknię i włożyć... O Bogowie! Krótką
      tunikę ze zgrzebnego płótna, króciutką spódniczkę ze źle wyprawionej skóry,
      która (co za poniżenie...) nie sięgała jej nawet do połowy ud, sandały i coś w
      rodzaju pancerza (czy oni w tym wojsku naprawdę nie wiedzą co to pancerz?)
      zrobionego ze zszytych nierówno kawałków... skóry!!! No może nabijanej
      spiżowymi ćwiekami, ale skóry! Przecież to nawet... A, mniejsza z tym! Gorzej,
      że cały ten strój był najwyraźniej przewidziany dla chłopca. Achaja nie
      wiedziała co zrobić z piersiami. Jakkolwiek nie poprawiała by oporządzenia
      przy każdym ruchu obcierało ją zadając coraz większy ból. Szczególnie
      (tfu...) "pancerz", jego źle zszyte, poprzeczne pasy, ustawiały się albo nad
      sutkami, albo pod. Przecież w tym stanie nie będzie mogła zrobić nawet kroku.
      Wyszła zza przepierzenie zagryzając zęby. Po raz pierwszy w życiu jacyś
      mężczyźni mogli widzieć jej praktycznie gołe nogi! W całym baraku nikt jednak
      nie zwracał na nią uwagi. Posadzono ją (dość delikatnie nawet) na krześle pod
      ścianą. Zmoczono jej włosy (z pewną atencją, żeby oddać sprawiedliwość) i
      zmyto z nich czerwoną farbę przywracając naturalną czerń. Potem cyrulik obciął
      ją "na chłopca", czyli do ramion i związał to co zostało w koński ogon na
      czubku głowy kawałkiem (za przeproszeniem...) zwykłego sznurka. Kto inny wydał
      jej pas, krótki miecz (Bogowie, rękojeść była tak źle obrobiona, że już na
      początku wbiła sobie w dłoń dużą drzazgę) i drugi worek przewiązany
      rzemieniem, który musiała sobie zarzucić na plecy (kretyni...miała go sama
      nieść, czy jak?). Na szczęście w całym pomieszczeniu nie było lustra, w którym
      mogłaby się przejrzeć - inaczej umarłaby ze wstydu. Chcieli, żeby podpisała
      jakiś papier, mówiąc z przyzwyczajenia pewnie: "możesz postawić trzy
      krzyżyki". Zagubiona posłusznie postawiła, ozdabiając je jednak na koniec
      zamaszystym podpisem. Wreszcie, kazano jej (dość grzecznie) wyjść. Opuściła
      barak, czując, że palą ją policzki. Lekki wiatr chłodził jej (gołe, gołe,
      gołe!!!) nogi, "pancerz" sprawiał, że obolałe sutki sterczały coraz bardziej
      (Bogowie! Co za hańba!), idiotyczna fryzura sprawiała, że po raz pierwszy w
      życiu poczuła chłód na gołym karku. Myślała, że zapadnie się pod ziemię, ale
      inny dziesiętnik kazał jej dołączyć do oddziału, zszokowanych, tak jak i ona,
      chłopców i dziewcząt.

      Czekali nie dłużej niż trzy modlitwy. Przyszedł jakiś żołnierz (nie sposób
      było rozpoznać jego funkcji), rzucił komendę, której nikt (chyba) nie
      zrozumiał, tak fatalny był jego prostacki akcent, niemniej gesty można było
      jakoś pojąć. Kolumna złożona z, może, trzydziestu rekrutów ruszyła ku głównej
      bramie. Ale to jeszcze nic. Kiedy wyszli na ulice wielkiego miasta Achai
      zdawało się, że wszyscy na nią patrzą. Normalny ruch, zgiełk, do którego była
      przyzwyczajona podróżując w lektyce, teraz wydawał się czymś, co stworzono
      specjalnie by pognębić ją, córkę Wielkiego Księcia. Wszyscy, dosłownie
      wszyscy, patrzyli chyba tylko po to, żeby dać odczuć jak wielka była jej
      hańba. Przekupnie, sługi, straże, obywatele, kłębili się na ulicach tylko po
      to, żeby dojrzeć, że księżniczka krwi musi iść z gołymi nogami, ze zgrzebnym
      workiem na plecach i obciętymi przez jakiegoś idiotę włosami po to tylko,żeby
      zadośćuczynić ambicjom swego (nie powtarzajmy słowa, które tu padło) ojca.
      Bolało ją wszystko, piersi, stopy od zgrzebnych sandałów, plecy od
      wypełnionego jakimś debilizmem worka... Krok za krokiem. Ile można tak iść?
      Jak wiele kroków można w życiu uczynić? Pięćdziesiąt? Sto? owszem, była
      szkolona przez swoich nauczycieli, biegała nawet, i to w pełnym pancerzu
      (prawdziwym!) z tarczą... Ale własne nogi jako sposób na podróżowanie? To
      jakiś idiotyzm. Przy tysiącu kroków straciła rachubę. Kiedy wyszli z miasta
      jej nogi, a właściwie stopy bolały coraz bardziej. Na najbliższym postoju,
      mniej więcej w południe, zdjęła sandały, żeby z pewnym zdziwieniem (w końcu
      nie bolało aż tak bardzo) stwierdzić, że ma na swoich wypielęgnowanych stopach
      krwawiące rany. Powiedziała o tym dziesiętnikowi, ten, choć cham, marszcząc
      brwi patrzył autentycznie zdziwiony, jak na bazyliszka stojącego pośrodku
      rynku. Poradził jej (dość grzecznie nawet), żeby owinęła stopy płótnem, a
      nawet pomógł, przez cały czas dziwiąc się niepomiernie. Zignorował jednak
      pytanie kiedy przyjadą wozy dla nich lub kiedy podstawią konie. Achaja miała
      wrażenie, że międli pod nosem w swym prostackim języku jakieś zdanie w
      rodzaju : "Konie? Co to jazda do jasnego groma? Czy piechota, psiamać?" ale
      nie była pewna. Jego chamski akcent i fakt, że czuł się (jak sądziła)
      onieśmielony obecnością kogoś lepiej urodzonego, sprawiały, że nie można było
      czegokolwiek zrozumieć.

      Ruszyli dalej. Achaja nie sądziła, że można na własnych nogach iść tak daleko.
      Odstawała coraz bardziej i dziesiętnik, aczkolwiek marszcząc brwi, był
      zmuszony opóźnić tempo pochodu. Mamrotał coś ale kto by zwracał na niego
      uwagę. Pozostali rekruci zaczęli jednaksarkać. Achaja nie zamierzała zawracać
      sobie głowy dziećmi kupców, chłopów i rzemieślników. Do obozu wojskowego
      doszli późnym wieczorem. Ich dziesiętnik przekazał wszystkich rekrutów innemu
      dziesiętnikowi i odszedł bez pożegnania kręcąc głową i klnąc pod nosem. Ich
      nowy dowódca nie był jednak już niczym skrępowany.
      - Czego, kurwa, tak późno? - ryknął na przywitanie.
      Ktoś z szeregu usiłował coś odpowiedzieć ale dziesiętnik urwał szybkim:
      - Stul pysk, niepytany!
      Był to oczywisty idiotyzm. Wszak sam zadał przedtem, choć w chamskiej formie,
      pytanie.
      - Nooooo ładnie. Podpadka na samym początku - uśmiechnął się obleśnie. - Już
      ja was, psy, wymusztruję!
      - Co za cham - mruknęła Achaja.
      - Cooooo?!!! Który to powiedział?!
      - Ja.
      Dziesiętnik zbliżył się do dziewczyny.
      - A ty kto?
      - Księżniczka Achaja, córka Wielkiego Księcia Archentara.
      Dziesiętnik stracił rezon na krótką chwilę.
      - No! - kiwnął jej palcem. Potem jednak odszedł by przyczepić się do innych
      rekrutów. Łajał za wszystko, że rynsztunek w nieładzie, że twarz
      • rhemek Re: Fragment 2 28.12.03, 13:53

        Rozdział 3
        Wielki książę Archentar oszczędnym, ściśle określonym przez etykietę ruchem
        ręki, zaprosił gości do stołu. L`ath i Meredith zasiedli po obu stronach
        gospodarza, pilnując, żeby żaden z nich nie zrobił tego szybciej niż drugi.
        Potem jednak atmosfera znacznie się rozluźniła. Poseł poprosił o możliwość
        obsługiwania go przez własne niewolnice - tylko one wiedziały, co wolno mu
        jeść, a czego nie. Na nim też, jako na gościu honorowym, spoczywał ciężar
        nawiązania rozmowy. L`ath wiedział, co najbardziej interesuje gospodarza.
        - A jak tam, panie gospodarzu, sprawy waszego handlu - powiedział. - Doszły
        mię słuchy, że poprzez zmniejszenie ceł, odebraliście lwią część obrotów
        Państwom Wschodu.
        - Lwią część? - mruknął Archentar. - Doprawdy przesada.
        - Nooooo... Ale nowy zaciąg ogłosiliście.
        - Powiedziałeś panie - Archentar skinął głową - że handel ma wpływ na armię -
        spojrzał na Mereditha - czy niczego nie pomyliłem?
        - Tak, panie gospodarzu. Jeśli upadnie handel, Państwa Wschodnie nie będą
        mogły płacić żołdu. Wojsko obróci się przeciwko zubożałym władcom, bowiem ich
        siłą, ich jedynym źródłem bogactwa, jest handel...
        - Czy możesz to wytłumaczyć, panie - wtrąciła Asija - przecież to bogate
        kraje, jak słyszałam...
        - Właśnie - L'ath uśmiechnął się do dziewczyny - jak upadnie handel, zabraknie
        większości dochodów tych państw.
        - Dziwne - nie mogła zrozumieć Asija - to państwo ma dochody i straty jak
        jakiś handlarz? Przecież oni są zbyt bogaci, żeby stracić wpływy i... - przez
        chwilę szukała odpowiedniego słowa - ... i dochody.
        - Taaaak - cesarski poseł nie mógł się powstrzymać, żeby nie wetknąć Asiji
        szpilki. - Bogactwo Państw Wschodu bierze się z ich bogactwa, zaiste.
        - Ale armia i handel? - skrzywił się Meredith. - Czy to nie przesada łączyć te
        sprawy? Bogactwo bierze się z ziemi.
        - To w takim razie, dlaczego Linnoy utrzymuje port w D'ei? To malutka,
        zagubiona w morzu skała, gdzie nic nie rośnie. Wszystko trzeba dowozić morzem.
        Utrzymanie portu kosztuje majątek. Po co im to?
        Nikt się nie odezwał. Utrzymywanie portu w D'ei było powszechnie uważane za
        fanaberie starego księcia Linnoy, ale nikt nie odważył się powiedzieć tego
        głośno, na oficjalnej uczcie. Nawet wtedy, kiedy nie było w pobliżu nikogo z
        poddanych Linnoya.
        - Żeby kontrolować pobliskie cieśniny - odezwała się nagle Achaja. - Trzymają
        port, żeby mogły stać tam wojenne okręty. Bez ich zgody nikt nie sforsuje
        cieśnin pomiędzy morzami.
        - To bzdura - wtrąciła Asija. - Przecież każdy wie, że Linnoy nie pobiera ceł
        ani opłat za przepływanie cieśnin. Zresztą, nawet gdyby je brali, to i tak
        wpływy nie pokryłyby kosztów utrzymania portu - przypomniała sobie dyskusje na
        dworze jej ojca.
        - Co ty na to, moja panno? - Meredith zwrócił się do Achai.
        - Robią tak, bo więcej zysków mają z handlu niż z opłat i ceł. Cieśniny to
        złoto z gór, to nasze zboże i wełna, to wyroby rzemieślników zachodu, bydło z
        południa i żelazo z północy. Cały handel odbywa się teraz w miastach Linnoya.
        Wystarczy, że ktoś spróbuje założyć faktorię w pobliżu cieśnin, on je od razu
        zablokuje i mamy drugą "Wojnę Wiatrów", w której małe księstewko pokonało
        olbrzymią tyranię, odcinając jej w końcu dopływ wszystkich towarów.
        - Milcz, głupia - syknęła Asija, zdenerwowana zbyt długą wypowiedzią
        pasierbicy.
        - Pani - Meredith lekko pochylił głowę. - Czuję podziw dla pani wychowawców.
        - A więc czujesz podziw głównie dla pani Asiji, która uczy mnie, nie szczędząc
        wysiłków.
        L'ath i Meredith tylko cudem powstrzymali się od parsknięcia śmiechem. L'ath
        położył nawet dłoń na ustach, jakby obawiał się, że nie będą posłuszne jego
        woli. Meredith, bardziej opanowany, krzywił wargi i skupił wzrok na swoim
        kielichu wina, jakby nagle odkrył tam coś interesującego. Nawet Archentar
        poczuł znowu coś, jakby szacunek dla córki, która potrafiła znieważyć Asiję,
        oficjalnie wypowiadając pochlebstwo. To dziecko naprawdę było żywe,
        inteligentne i bystre. A może... może uchronić ją od wojska... może ją obrać
        następcą? Archentar nie mógł mieć najmniejszego pojęcia, że decyzja, którą on
        sam uważał za drugorzędną w życiu może mieć tak ważne skutki dla świata. Nie
        miał pojęcia, bo nie mógł mieć, że właśnie w tej chwili, w jego głowie, waży
        się los całej znanej cywilizacji, całej historii w jej najbardziej istotnym
        węźle. Archentar nie był jednak kimś, kto zmienia raz powzięte decyzje. Tym
        samym, nie wiedząc o tym, odrzucił daną mu możliwość zmiany losu. Historia nie
        zapamiętała go, nie odnotowała w swoich annałach, nawet jako starego,
        uczciwego i ponad wszystko, ponad los własnej rodziny, oddanego państwu
        człowieka, za jakiego chciał we własnych oczach uchodzić. Archentar zapadł w
        nicość dokładnie w chwili, kiedy odrzucił myśl o zapobieżeniu służbie
        wojskowej Achai i postanowił jednak, gnany swoim fałszywym poczuciem
        przesadnej sprawiedliwości, skarcić córkę.
        - Achajo - wmówił sobie jako dodatkowe usprawiedliwienie, że robi to także, by
        ochronić córkę od zemsty swojej żony - resztę uczty spędzisz na stojąco.
        Achaja wstała szybko, pochylając głowę. Meredith spojrzał spod oka na
        gospodarza. Nawet L'ath uniósł w zdziwieniu brwi. Etykieta nie pozwalała
        jednak na najmniejszy nawet komentarz dotyczący surowości obyczajów gospodarza.
        - Panie... - stary kucharz podszedł do stołu i ciężko opadł na kolana. Był
        bardzo ociężały i coraz trudniej było mu stosować się do wymogów obyczaju. Ale
        był też mistrzem. Mistrzem, któremu darowywało się nawet większe uchybieniai
        który mógł liczyć na spokojną starość, kiedy obdarowany majątkiem, a może
        nawet własną wioską, osiądzie gdzieś, wśród dóbr swojego pana.
        - Dobrze, zaczynaj - książę klasnąłw ręce.
        Jedzono w milczeniu. Dziewczęta przy stole rzucały tylko ukradkowe spojrzenia
        na niewolnice, które pojawiły się razem z kucharzem i zaczęły usługiwać
        L`athowi. Obie były przestraszone. Niewolnice były praktycznie nagie. Każda z
        nich miała na sobie tylko rodzaj fartuszka. Nie uszło to również uwadze
        Archentara. On też był poruszony i chociaż słyszał o niewolnicach cesarstwa,
        zastanawiał się, jak zapytać o takie zhańbienie kobiet, żeby nie obrazić
        gościa. Z kłopotu wybawił go sam L`ath.
        - Przepraszam, widzę, że widok niewolnic wzbudza pogardę.
        - Ależ...
        - Wiem, jakie są zwyczaje Królestwa Troy. U nas także się je szanuje. Wiem
        też, że żadna kobieta nie może chodzić półnago.
        - One są całkiem nagie - wtrącił Meredith.
        - Tak. Ale to niekobiety. To niewolnice. Nie ludzie - cierpliwie wyjaśniał
        poseł. - To tak jakbyście panie dopuścili do stołu psy. One również nie noszą
        szat.
        - A... - Archentar czuł, że czerwienieją mu policzki. - Dlaczego tak dziwnie
        wydymają usta?
        - Och, to takie zabezpieczenie. Każdej niewolnicy wypala się na pośladku znak
        jej stanu. W usta wkłada się im specjalny knebel, który sprawia, że nie mogą
        rozewrzeć szczęk ani poruszyć językiem. One nawet nie mogą nikogo poprosić o
        pomoc.
        - Straszne - mruknął Meredith.
        - To tylko niewolnice.
        Obie dziewczęta przy stole były przerażone. Asija jednak po pewnym czasie
        przemogła się. Nie mogła nawet powstrzymać uśmiechu, wyobrażając sobie Achaję
        w takim stroju, z zakneblowanymi ustami. Szczególnie, że księżniczka nic sobie
        nie robiła z kary stania przy stole. Manewrowała tym nowomodnym widelcem z
        taką wprawą, jak stary wojownik włada mieczem. Nawet najmniejszy kąsek nie
        spadł na stół.
        Po chwili główny kucharz ponownie pojawił się w jadalnej sali. Tym razem
        pochylił się, nie zadając sobie trudu, żeby choć udać, że chce przyklęknąć.
        Archentar, który lubił go, nawet nie dlatego, że sam był żarłokiem, ale z
        powodu wpływu, jaki miały na gości świetne posiłki, uśmiechnął się do niego.
        Podniósł rękę i w sali zapadła cisza.
        - Znajdź w piwnicy najlepsze wino! - polecił zgodnie z nakazem etykiety.
        Wino stało przygotowane od dawna w kuchni. Kucharz jednak musiał je przynieść
        osobiście.
        • rhemek Re: Fragment 3 28.12.03, 13:54
          Rozdział 15
          Pewnego dnia (nie wiadomo jakiego - Achaja dawno straciła poczucie czasu)
          zamiast niewolnika z poranną strawą, zjawił się w celi wysoki urzędnik.
          Delikatnie głaszcząc fałdy swojego bogatego stroju długo, spod przymkniętych
          oczu przyglądał się dziewczynie.
          - Chodź - powiedział nareszcie cichym głosem, kończąc lustrację.
          Dziewczyna czuła, jak krew uderza jej do głowy. Czarna rozpacz, osamotnienie,
          zaszczucie, nawet nuda przemijających, podobnych jeden do drugiego dni... To
          wszystko wyblakło teraz w jej głowie, ustępując miejsca uczuciu paraliżującego
          strachu.
          - No już, już - urzędnik cesarstwa Luan lekko wydął wargi. - Nie zjem cię.
          Podniosła się z trudem. On gestem wskazał jej drzwi. Przytknął do nosa
          perfumowaną chusteczkę, kiedy musiała przejść tuż obok. Dwóch niewolników
          zdjęło jej wojłokowe pokrowce na ręce. Po raz pierwszy od bardzo długiego
          mogła dotknąć swojej głowy, podrapać się... Bogowie! Jak strasznie może
          swędzieć niemyta skóra. Ktoś zdjął jej nawet kaganiec. Przykurczonymi palcami
          rozmasowała sobie twarz - mogła dotknąć swoich ust, nosa, oczu. Niewolnicy
          przygotowali kąpiel. Nie jakieś tam mycie, ale prawdziwą kąpiel. W zimnej, co
          prawda, wodzie, ale z prawdziwą oliwą, ze skrobaczkami i przygotowanym
          ręcznikiem. Bogowie! Nawet strażnicy oddalili się, żeby mogła zdjąć wreszcie
          tunikę (właściwie jej resztki) i zanurzyć się cała w dużej balii. Cztery
          niewolnice, kobiety okryte ledwie małymi fartuszkami, stały obok pilnując,
          żeby sobie niczego nie zrobiła. Ciekawe, co mogła sobie zrobić? Utopić się w
          balii? Przegryźć żyły? Wszechogarniająca rezygnacja opadła z niej jednak,
          przynajmniej w jakiś części.
          - Co teraz będzie? -spytała, ale widząc smutny wzrok czterech kobiet
          przypomniała sobie, że nie mogą mówić. Lekkie igiełki strachu kuły ją coraz
          częściej, ale nie miała żadnych szans na udzielenie odpowiedzi. Niewolnice
          wytarły ją, ubrały w nową, czystą tunikę - najwyraźniej zdobyczną - była
          identyczna jak ta, w którą wyposażyła ją armia Troy. Strażnicy zbliżyli się,
          ale nie byli wobec niej brutalni. Gestem kazali jej iść w środku, pomiędzy
          nimi i Achaja po raz pierwszy od bardzo długiego czasu zrobiła więcej niż pięć
          kroków w linii prostej. Pięć kroków - tyle mniej więcej mierzyła jej cela. Nie
          oglądała się. Jeden ze strażników wskoczył na konia, pozostali pomogli jej
          zająć miejsce w siodle przed nim. Jej opiekun nie miał broni, pozostali jadący
          obok, przeciwnie, mieli miecze, sztylety, baty, sznury i sieci do łapania
          niewolnic. Uśmiechnęła się odruchowo. Nie chcą, żeby sobie zrobiła cokolwiek -
          w jej pobliżu nie może być ani sztyletu, ani noża. Natomiast, gdyby
          zdecydowała się na szaleńczą ucieczkę, reszta strażników dosięgnie ją z
          łatwością. Cóż za brak wyobraźni. Nawet, gdyby chciała, nie była zdolna do
          żadnego zdecydowanego działania po tak długim czasie spędzonym w celi. Rozpacz
          i strach zginął gdzieś w czeluściach upływających dni. Pozostała już tylko
          rezygnacja.
          Achaja obojętnie patrzyła na mijane budowle. Nie wkraczali w obręb murów
          Syrinx, posuwali się obrzeżami miasta, ale nawet to, co znajdowało się na
          dalekim przedmurzu, stanowiło o wspaniałości stolicy Luan. Te wszystkie
          wspaniałe kolumnady, liczne i zadbane zagajniki dające schronienie przed
          prażącym słońcem, strumyczki, rzeki i kanały ze wspaniałymi, okładanymi
          marmurem mostami, te niesamowite rzeźby, często z wodą, a nawet fontannami
          ujętymi w kamień, malutkie winnice z jakby przyklejonymi do nich zajazdami,
          gdzie serwowano wino własnej roboty, te ryneczki, otwarte często patia
          bogatych domów. To wszystko stanowiło widok mogący porazićszaleńców
          podnoszących rękę na Syrinx. Takie bogactwo, taka potęga, największe miasto
          świata... Nawiasem mówiąc, Achaja nie mogła o tym wiedzieć, ale w tym czasie
          Syrinx nie było już największym miastem świata. To, które było, nie
          zachwyciłoby jednak nikogo z mieszkańców Luan czy Troy - płynące ulicami
          ścieki, wiecznie pełne nieczystości rynsztoki, walące się kamienice budowane
          byle jak, byle szybciej i więcej, nie mogły zachwycić nikogo z
          kręgu "oświeconej kultury morza". Na szczęście miasto, o którym mowa, leżało
          tak daleko i w tak niedostępnym miejscu, że nikt z ówcześnie żyjących nie miał
          go zobaczyć na własne oczy.
          Tymczasem strażnicy zatrzymali się obok niewielkiego, wspaniałego swą
          wyrafinowaną architekturą pałacyku tonącego w zieleni sprowadzonych z dalekich
          krain drzew, krzewów i kwiatów. Ukryte w gąszczu jeziorka, szemrząca w
          fontannach woda, jakieś kładki, przejścia, wijące się wśród lśniąco białych
          kolumn ścieżki dopełniały obrazu niezwykle wytwornej rezydencji, której
          właściciel przedkładał uroki życia na wsi ponad miejski zgiełk stolicy. Wielki
          znak rodu na główną bramą pozwolił się dziewczynie zorientować czyja to
          rezydencja. Pamiętała cesarskiego posła L'atha bardzo dobrze. Wiedziała, że to
          człowiek o dużej kulturze, szanujący stare obyczaje - wiedziała, że zdoła się
          z nim porozumieć, jeśli tylko dopuszczą ją przed oblicze pana. Ale... Niby po
          co ją tu przewieźli? Układy? Wykup? Nie była naiwna. Plan rodziny jej macochy
          musiał być inny - nie mógł dopuszczać jej powrotu do Troy. A z drugiej strony,
          jeśli to ona właśnie była nagrodą za wysiłek cesarstwa, to przecież L'ath mógł
          mieć własne plany co do jej osoby, niekoniecznie zgodne z planami Asiji.
          Tymczasem kazano jej zejść z siodła, posadzono na marmurowej ławeczce w cieniu
          rozłożystego drzewa, strażnicy kucnęli tuż obok. Nareszcie jednak mogła
          oczyścić zęby (choć własnym palcem, ale jednak). Jakiś służący przyniósł
          srebrną paterę z owocami. Rzuciła się na nie tyle z głodu, co dla odmiany od
          parszywej, niezmiennie tej samej karmy, którą serwowali jej w celi. Zrozumiała
          nagle, że nie dopuszczą jej przed oblicze cesarskiego posła. Ale to nie było
          ważne. Mogła jeść, mogła rozmasować sobie twarz, mogła choć tylko przy pomocy
          własnych rąk, jakoś ułożyć sobie włosy. Trudno powiedzieć jak długo czekali. Z
          wnętrza pałacyku czasem dochodziły stłumione, nierozróżnialne głosy, czasem
          szczęk naczyń, odgłosy krzątaniny. Zmierzchało już, kiedy na ścieżce, wśród
          egzotycznych drzew, pojawił się dziwny orszak. Najpierw szedł stary już, siwy
          człowiek, a za nim kilku chłopców, zapewne, sądząc po strojach, jego uczniów,
          którzy dźwigali fragmenty jakiejś drewnianej konstrukcji.
          - Witaj księżniczko - siwy złożył jej dość staranny nawet ukłon. - Jestem
          Mistrz Anai.
          Odruchowo skinęła głową, usiłując sobie przypomnieć, kiedy ostatnio
          tytułowanoją "księżniczko". Jaki to mistrz? Znowu poczuła strach, ale z
          pewnością nie był to mistrz umierania. Nie miał ani kaptura, ani opaski. Jego
          uprzejmość sprawiła, że odważyła się spytać:
          - Co ze... - chciała powiedzieć; "co ze mną będzie?", ale w ostatniej chwili
          wydało jej się, że pytanie było zbyt obcesowe. - Co tu się dzieje? -
          zakończyła inaczej, jeszcze gorzej.
          Mistrz uśmiechnął się i przysiadł obok niej na ławce. Dał znak swoim uczniom,
          którzy na małym placyku, wśród okrytych kwiatami krzewów, zaczęli montować
          drewnianą machinę.
          - Tu w pałacu właśnie przyjmują poselstwo Troy - wyjaśnił. - Jest tam twój
          ojciec.
          Dziewczynie na moment zaszkliły się oczy, poczuła, że nie może złapać oddechu.
          Chciała spytać, czy go zobaczy, ale sama mina siwego człowieka już z góry
          mówiła "wiesz, że nie".
          - Poselstwo? - wydukała wreszcie.
          - Taaak. Wojna skończyła się kilkadziesiąt dni temu - teraz rokowania.
          - I jak?
          - Jak zwykle - Anai uśmiechnął się znowu. - Troy zajęło dwa ważne porty w
          nabrzeżnym pasie. Ustalono już, że jeden oddadzą w zamian za roczny pokój. My
          jednak chcemy dwa.
          - Więc znowu wojna?
          - Nie sądzę - mistrz wzruszył ramionami. - I wy i my wydaliśmy już na wojnę za
          dużo pieniędzy. U was rosną cła, u nas podatki - Zrobił przy tym minę: "sama
          wiesz jak to wygląda, lepiej ode mnie". - Do następnego roku pewnie nic się
          nie stanie.
          - To jak zam
          • rhemek Re: Fragment 4 28.12.03, 14:04
            Nie sądzę - mistrz wzruszył ramionami. - I wy i my wydaliśmy już na wojnę za
            dużo pieniędzy. U was rosną cła, u nas podatki - Zrobił przy tym minę: "sama
            wiesz jak to wygląda, lepiej ode mnie". - Do następnego roku pewnie nic się
            nie stanie.
            - To jak zamierzacie odzyskać drugi port?
            Mistrz westchnął ciężko. Popatrzył na drewnianą konstrukcję, którą kończyli
            jego uczniowie. Przypominała wąski stół, a właściwie ławę, tyle tylko, że z
            dziwnym otworem z jednej strony oraz wypustami na obrzeżach.
            - Ano... - pokiwał głową. - Ustalono, że masz krzyczeć pod oknami komnaty
            twojego ojca; "Oddajcie port Yach!"
            Bogowie! Achaja niespokojnie popatrzyła na ukończone już dzieło uczniów
            mistrza. Bogowie!
            - B... Będę krzyczeć - od dawna czuła, że jej wola jest już złamana. Poza tym
            nie była naiwna, żeby sądzić, że zdoła sama jedna przeciwstawić się potędze
            Luan. - Zrobię to, jak chcecie.
            - Ano będziesz - Mistrz znowu pokiwał głową. Bez złości, bez współczucia,
            zupełnie obojętnie.
            - Będę krzyczeć, co zechcecie - powiedziała Achaja, patrząc jak uczniowie
            przygotowują małe naczyńka. - Zrobię wszystko. Sama.
            - A o tym, co będzie, to uradzili więksi niż my - Anai wstał, patrząc w stronę
            zachodzącego słońca. - Nie nam zmieniać ich wyroki.
            - Ale... - dziewczyna czuła, że coś mrozi jej żołądek. - Ale ja to zrobię sama
            z siebie! Nie musicie...
            - Chodź, dziecko. Twój ojciec, Archentar właśnie udaje się do swojej komnaty.
            - Nie - Achaja rozpaczliwie chwyciła się ławy, ale zaraz puściła ją, wiedząc,
            że postępuje głupio. - Ale dlaczego macie mi coś robić, kiedy... kiedy ja
            przecież...
            Mistrz popatrzył na nią z pobłażliwością. Znał takie widoki nie od dziś, ani
            nie od wczoraj. Nie był zacięty, nie był zboczony, wykonywał swoją dobrze
            płatną pracę i był w niej dobry.
            - No chodź - mruknął.
            - Ale... - Dziewczyna nie wiedziała, co może zrobić. Strach szarpał jej
            ciałem. Wstała sama, bo nie chciała narazić się oprawcom, może wtedy zrobią
            jej coś jeszcze gorszego. - Ale... czy to będzie bardzo bolało? - spytała
            nieśmiało.
            Mistrz niechętnie skinął głową.
            - Rozbierz się dziecko.
            Podniosła ręce, ale zaraz opuściła je znowu.
            - Nie... Ja... Nie, nie róbcie tego, ja przecież...
            Jeden z uczniów podszedł do niej i zdarł z niej tunikę. Energicznie i
            sprawnie, ale nie tak, jakby chciał ją upokorzyć. Zasłoniła się dłońmi, ale
            Mistrz nie patrzył na nią tak jak mężczyzna na kobietę. Pochwyciła kilka
            spojrzeń uczniów, była naprawdę ładna, ale nawet oni nie zamierzali jej
            szykanować, ani zawstydzać. Dwóch z nich dość delikatnie, choć zdecydowanie
            ujęło ją za ręce. Czuła jak strach szarpie jej wnętrznościami. Miałaochotę
            wymiotować.
            - No co wy... - powiedziała z trudem, przełykając ślinę. - Przecież zrobię, co
            chcecie!
            Uczniowie położyli ją na plecach. Przywiązali jej ręce do specjalnych
            wypustów. Czuła zawroty głowy, wyobrażając sobie wszystko, co wiedziała o
            katach. Będą ją ćwiartować powoli. Zedrą z niej skórę. Będą obcinać jej
            wszystkie członki kawałek po kawałku. Rozetną brzuch i każą biegać, aż
            zaplącze się we własne wnętrzności. Uczniowie chwycili jej nogi, przemocą
            rozkraczyli i przywiązali w kostkach do drewnianej ławy, tak, że nie mogła się
            ruszyć. Oddychała coraz szybciej, ciemniało jej w oczach, nie baczyła już
            nawet na wstyd z powodu pozycji, której przyjmowanie w obecności mężczyzn nie
            przystoi żadnej kobiecie.
            - Co... co ze mną zrobicie? - jej słowa były ledwie zrozumiałe. Prawie nie
            mogła rozewrzeć szczęk chwyconych kurczem.
            - Ci którzy o nas decydują, nie kazali cię uszkodzić - mruknął Mistrz. -
            Wyjdziesz stąd w miarę zdrowa. No... - zastanowił się. - w miarę - powtórzył.
            - Bogowie.
            - Wstrzymaj się, zanim zaczniesz dziękować Bogom - przerwał jej Mistrz. -
            Lepiej się wstrzymaj.
            • rhemek Re: Fragment 5 28.12.03, 14:04
              Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale jeden z uczniów wsunął jej do ust szmatę
              nasączoną oliwą, kneblując zupełnie. On też postanowił się odezwać.
              - Jedni wolą wiedzieć, co się z nimi dzieje, inni nie - wzruszył ramionami. -
              Bywa różnie.
              Achaja kiwnęła głową na znak, że chce wiedzieć. Oczy wychodziły jej z orbit,
              kiedy tamten podniósł dwie miseczki.
              - To kolce ostrokrzewu. Malutkie, jak wbić, to na skórze prawie nie ma śladu.
              Moczy się je w truciźnie. Spokojnie, ona nie zabija. Tylko boli, no... młoda
              jesteś, silna. Będziesz żyć.
              Wziął jeden z kolców, sprawdził pod światło, potem umoczył w zawiesistej
              zawartości drugiej miseczki i wbił jej w lewą pierś. Poczuła lekkie ukłucie i
              dość mocne pieczenie. Szlag! To się da jakoś wytrzymać. Nie wiedziała, czy ma
              udawać, że ją bardzo boli, może oszczędzą, czy przeciwnie, udawać, że w
              porządku, żeby ich nie podniecać. Uczeń wbił jej drugą igiełkę, inny chłopak
              robił to samo z jej prawą piersią. Ale swędzi, zacisnęła zęby na szmatce. I...
              piecze. Kurczę! To się da jakoś znieść, na szczęście. Postanowiła się
              wykrzywić, żeby pokazać im, że boli. Uczeń, ten stojący po lewej, kiwnął jej
              uspokajająco ręką.
              - Nie wysilaj się - mruknął. - Jeszcze nic ci nie jest.
              Spojrzała pytająco, a on znowu machnął ręką.
              - Trucizna rozpuszcza się powoli - wyjaśnił.
              Żeby ich wzięła nagła zaraza! O co chodzi? Kątem oka zobaczyła jak Mistrz
              siada z powrotem na marmurowej ławeczce. Więc jeszcze się nie zaczęło? Czuła,
              że jest całkiem mokra od potu. Kurczę! Brudna noga! Śmierdząca pacha!
              Przeklinała teraz całym swym wątłym zapasem przekleństw. Smarki! Plwocina!!!
              Przed bardziej ordynarnymi, które słyszała w wojsku jakoś się wzdragała,
              zresztą... i tak nie słyszeli. Uczniowie dopiero teraz zaczęli wiązać ją
              mocniej. W łokciach, kolanach, udach... Aha, stąd te otwory w ławie... Ktoś
              zaciągnął sznur na jej brzuchu z całej siły, przymocowując dziewczynę do
              śliskich desek. Bolało bardziej niż igiełki w piersiach.
              - Mocniej - powiedział Mistrz. - Żeby sobie nie złamała kręgosłupa!
              Chłopcy dociągnęli sznur aż straciła oddech, ale dopiero teraz ogarnęło ją
              przerażenie. Złamać kręgosłup? Przecież... Nagłe uderzenie bólu sprawiło, że
              walnęła głową w tył. Szybko podłożono jej miękką poduszkę i usztywniono kark
              kilkoma szmatami. Dwóch pomocników chwyciło ją za ramiona, przyciskając do
              ławy. Bog... Och! czuła,jakby wbijano w nią rozpalone żelazo! Jak boli! Jak
              boli!!! To... szarpnęła się, prawie zrywając więzy. Nie, nie... Przecież coś
              tak strasznego nie powinno nawet istnieć! Jej oszalały umysł łapał się
              wszystkiego, byleby zaprzeczyć temu, co się z nim działo. Potworne pieczenie
              zdawało się rozrywać ja, na strzępy. Jakby zanurzono ją w ogniu, coraz
              gorętszym, coraz bardziej palącym... Ślizgała się na mokrych od jej własnego
              potu deskach usiłując wyć, wyć, wrzeszczeć, ryczeć... Knebel pozwalał jedynie
              na zduszone jęki. Nieeeee!!! Musi im pokazać, jaki to straszny ból. Muszą
              skończyć, muszą skończyć! Nieeee! Tego się nie da wytrzymać! Jak im to
              powiedzieć?!!! Nie, nie, nie... Oni tymczasem wbijali jej w piersi kolejne
              igiełki. Chciała się wywinąć, chciała się ruszyć, jakoś uciec, najchętniej
              wyłamałaby plecami deski, żeby się usunąć, ale powstrzymywały ją więzy i
              ramiona oprawców... Bogowie! Odda wszystko za chwilę oddechu! Poczuła coś
              ciepłego na udach. Co jej tam robią?!!! Nie... Po prostu zsikała się z bólu.
              Niech nie wbijają więcej!!! Przecież już tego nie wytrzyma. Zaraz umrze! Zaraz
              umrze! Jak im powiedzieć, że zaraz umrze!!! A oni wbijają coraz to nowe
              igiełki! Ludzie... Usiłowała wypluć knebel, ale uczniowie przymocowali go
              szmatą. Oddychała spazmatycznie nosem. Zaraza! Przecież się udusi.
              Powietrza... no nie wbijaj, zarazo, no co mi robisz?!!! Czy oni nie rozumieją,
              że zaraz umrze? Tego się nie da wytrzymać!!! Jak oszalała spojrzała w dół. Jej
              piersi przypominały teraz dwa jeże, myślała, że zemdleje, ale piekący,
              świdrujący gdzieś pod czaszką ból sprawiał, że nie mogła zemdleć. Poczuła
              skurcze, bolało ją całe ciało, czuła gorączkę i coraz bliższe szaleństwo.
              Uczniowie przestali wbijać, zaczęli teraz kręcić igiełkami, które już tkwiły w
              jej ciele. A dotąd wdawało jej się, że nie może już być większego bólu...
              Usiłowała się zmusić, żeby popaść w szaleństwo. Usiłowała się zmusić, by
              umrzeć. Chciała stracić przytomność, złamać sobiekręgosłup, rozwalić czaszkę,
              zrobić cokolwiek...
              Uczniowie zaczęli usuwać igiełki, jedna po drugiej. Byli sprawni i szybcy.
              Ktoś wyjął jej knebel. Achaja nie wrzeszczała wbrew pozorom. Dyszała ciężko,
              czując, jak znowu sika sobie po nogach, tym razem z powodu ulgi. Miała
              wrażenie, że deski polano wodą, ale nie, to był jej własny pot.
              Wieczór już zapadł. Gdzieś wokół rozbrzmiewały cykady, z najbliższej drogi
              dochodził zgłuszony turkot kół jakiegoś wozu, gdzieś szczekał pies...
              Gwiazdy... Tuż nad nią, na niebie świeciły gwiazdy! Jak długo to trwało?
              Bogowie, pić! Pić!!!
              Uczniowie byli przygotowani. Kiedy tylko spojrzała przytomniej, przytknęli do
              jej ust naczynie z wodą. O mało się nie zakrztusiła, przytrzymali jej głowę.
              Gdyby mogła mówić, zażądałaby wiadra, a nie jakiejś małej miseczki, ale
              oprawcy i tym razem mieli rację. Po chwili osłabła i opadła na śliskie deski,
              dysząc ciężko.
              Mistrz podniósł się z ławki.
              - No co,córko? Jesteś gotowa?
              - Przecież... - głos wiązł w zaciśniętym od płaczu gardle. - Przecież
              krzyczałabym i bez tego - szepnęła.
              - Nie zrozumiałaś mnie, dziecko.
              • rhemek Re: Fragment 7 28.12.03, 14:05
                Mistrz podszedł bliżej, przyjął z rąk uczniów dwie miseczki, jedną z kolcami,
                drugą z trucizną i stanął pomiędzy jej rozkraczonymi nogami.
                - Masz krzyczeć: "Oddajcie port Yach". W mocy Archentara jest to uczynić, on
                odpowiada za dyplomację Troy. Zrozumiałaś mnie?
                - T... tak... - właśnie miała spytać, czy już ma zacząć krzyczeć kiedy Mistrz,
                stojąc dokładnie pomiędzy jej rozkraczonymi nogami, wbił pierwszą igiełkę.
                - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! - szarpnęła się, o mało nie zrywając więzów. Tym
                razem była już bardziej podatna na truciznę niż poprzednio. - Nie...
                Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! - wbił drugą igiełkę. - Ja... Nie, ja... Ach... -
                przypomniała sobie. - Oddajcie port Yach!!! - krzyknęła czującjak zdziera
                gardło. - Oddajcie... aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! port w Yach!!! Nie,nie, nie...
                Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! Wystarczy, proszę! Aaaaaaaaaaaaa!!! Oddajcie port w
                Yach!!! Oddajcie port, ratunku, kurwa, oddajcie ten pieprzony port, psia wasza
                mać, port oddajcie psy! Nie!!! Aaaaaaaaaaa... nie, nie, nie... Proszę! No
                proszę! Oddajcie im ten zasrany port!!! Aaaa... - zaczęła płakać. - Wiecie, co
                oni ze mną robią?... Oddajcie im port... oddajcie port w... w... no
                zapomniałam, gdzie...
                - W Yach - podpowiedział jeden z uczniów.
                Książę Archentar, obecny w komnacie odległej może o dwadzieścia, może o
                trzydzieści kroków, poderwał się z łoża już na pierwszy krzyk.
                - A cóż to takiego?
                Dwóch służących zgięło się w ukłonach.
                - Krzyk, panie!
                - Pasy z was drzeć każę! Kretyni!
                - Tak, panie!
                - Dowiedzieć się... - przerwał, bo otworzyły się drzwi i wbiegli jego
                towarzysze z poselstwa.
                - Wielki Książę!
                - Co tam?
                - To... - mówiący, choć szlachcic bał się powiedzieć prawdę. Nikt nie lubi
                posłańców przynoszącychzłe wieści. Ale rozległ się drugi krzyk i Archentar
                zrozumiał, że zna ten głos.
                - Panie! To wasza córka! - odezwał się ktoś bardziej odważny, a może bardziej
                głupi niż pozostali.
                - Achaja? Żyje? - zza okien dobiegło wołanie, żeby oddać port w Yach, kończące
                się wrzaskiem pełnym bólu.
                Większość osób w komnacie przymknęło oczy. Niektórzy z przerażenia, niektórzy
                w strachu wobec perfidii władcy Luan, a niektórzy w obawie przed gniewem
                własnego Wielkiego Księcia. Ten jednak popatrzył na nich zupełnie przytomnie.
                - Co za dzicz - syknął. - Co za chamstwo!!! - był z siebie dumny, że tak
                szybko zdołał się opanować i to w obecności swoich ludzi. Niech opowiedzą o
                tym, niech mówią wszem i wobec, jakie ma mężne serce. - I z tą dziczą się
                układamy?
                - Tak panie, tak - większość osób bała się jednak podnieść głowę.
                Archentar wiedział, że jeśli ma przejśćdohistorii, musi teraz coś powiedzieć.
                Musi wymyślić jakąś maksymę,która zapadnie ludziom w pamięć, która będzie
                ozdobą kronik i kanwą ludowych przysłów. Krzyk torturowanej dziewczyny za
                oknami nie pozwalał jednak mu się skupić. "Zostawcie mnie, będę rozpaczał w
                samotności"... Nie, banalne. "Zostawcie mnie!" I już. Nie... To nic nie
                znaczy. "Zostawcie mnie, będę rozważał sprawy własne i królestwa...". Nie, za
                bardzo nadęte. A poza tym, lepiej powiedzieć "sprawy własne i królestwa"
                czy "sprawy królestwa i własne"? Nie, całość do niczego. "Zostawcie mnie z
                moim honorem i moim dzieckiem"? Eeeeee...
                - Zostawcie mnie - powiedział wreszcie. - Z królestwem Troy i moim bólem na
                szalach wagi.
                Ujdzie. Patrzył, jak towarzysze i służący w milczeniu opuszczają jego
                sypialnię. Bogowie! Ktoś włożył rękę w ogień i już pamiętają go przez wieki.
                Ktoś rozdarł szaty własną piersią, broniąc dostępu do króla i jego imię jest w
                każdej kronice! Nawet Cheelos, choć cham z gminu, podpalił własny gród i
                pamięta się go po dzieńdzisiejszy! A on sam? Oczami wyobraźni widział już
                siebie na obrazach zdobiących salę tronową w Troy. Czyż jakikolwiek bard mógł
                wymyślić wspanialszą intrygę. Oto Wielki Książę samotny w swojej sypialni...
                tfu!, jakiej sypialni! Jak to brzmi? Siedzący przy stole z ważnymi pismami!
                Albo jeszcze lepiej. Na balkonie! Z widokiem na kaźń. Rozdarty, słyszący krzyk
                torturowanego dziecka i... wybierający miłość do Troy! Już widział siebie na
                jednym z najwspanialszych obrazów. Tak, jeśli chodzi o obraz, to najlepiej
                będzie przedstawić siebie na balkonie, bo jak inaczej ktoś, kto oglądałby
                obraz, mógłby zobaczyć kaźń? A rzeźba? Hm... Rzeźba powinna przedstawiać
                samego Wielkiego Księcia. Tytuł dopowie resztę. Ale lepiej dodać trochę
                ekspresji. On sam, hm... najlepiej ze sztyletem w ręku, niby to godzący w
                siebie... "Miłość czy honor?" Świetny tytuł, trzeba zapisać. Nowy krzyk
                rozdarł ciszę. Bogowie! Żeby ktoś widział, jak on pięknie cierpi. Miłość czy
                honor?Oczywiście honor. Przez tysiąclecia będzie się mówić: "poświęcił
                wszystko dla Królestwa jak Archentar". Przecież cierpiał autentycznie. O mało
                nie rozpłakał się, przywodząc sobie samemu na myśl własne poświęcenie. Czyż
                można kogoś bardziej doświadczyć?
                Uczniowie przecięli więzy, podnieśli Achaję i posadzili obok ławki pod
                drzewem. Skuliła się naga, obejmując rękami. Najpierw dyszała ciężko, potem
                zamarła, starając się nie ruszać byle tylko nie zwrócić niczyjej uwagi. Mistrz
                sam sprawdził jej gardło, długo i uważnie. Dali jej pić soku z wyciśniętych
                winogron z dodatkiem oliwy i niewielkiej ilości wina. Drżała przez cały czas
                i, mimo nocy, było jej strasznie gorąco.W głowie kręciło się, ale usiłowała to
                przemóc, usiłowała być czujna i obserwować wszystko z boku. Serce waliło jak
                młotem, bo... nie wiedziała czy to koniec!
                - No... - Mistrz podrapał się w brodę. - Chyba już odpoczęła. Głosu nie straci.
                Bogowie! To nie koniec!To nie koniec! To nie koniec! Szybkie spojrzenia na
                boki. Rozbić głowę o ławkę? Ułamać gałąź z najbliższego drzewa i się przebić?
                Przegryźć żyły? Co można sobie szybko zrobić? Wydłubać oczy?
                - No chodź.
                Wstała tak szybko, jak tylko mogła. Jakby zupełnie pozbawiono ją własnej woli.
                Teraz spełniała każdy rozkaz oprawców jak wierny pies, nie chcąc brakiem
                gorliwości, choćby w iluzoryczny sposób, narazić się komukolwiek. Jeśli
                pokaże, że chce im służyć, że zrobi wszystko, absolutnie wszystko, co zechcą,
                to może...
                Mistrz patrzył z boku obojętnie. Znał to zachowanie. Wiedział, co dzieje się w
                głowie dziewczyny, znał ten widok, nie raz, nie dwa razy i nie dziesięć
                obserwował podobne sceny. Złamał dziewczynę. Ale nie był to powód do dumy. On
                łamał wszystkich. Wiedział też, że teraz, za drugim razem nie trzeba nawet
                skazańca wiązać.
                - Połóż się - wskazał jej drewnianą konstrukcję. - Tym razem na brzuchu.
                Achaja rzuciłasięna ławę jak pies, bez namysłu i od razu. Bogowie! Człowiek w
                chwili zagrożenia zawsze woli leżeć na brzuchu. Ma wtedy wrażenie, że jest
                bardziej bezpieczny, mniej odsłonięty niż w pozycji na wznak.
                - Rozkracz się - uczniowie podsunęli dwie nowe miseczki.
                Co on jej może zrobić z tyłu? Może będzie mniej bolało. Może... Myliła się.


                Kiedy rano, kompletnie osowiała, tkwiła skulona przy swoim drzewie, coś się w
                niej przełamało. Właśnie wstawało słońce. Słyszała szum wody w licznych
                strumykach i fontannach, świergot ptaków, ciche nawoływania służby. Bogowie!
                Jak pięknie! I jak strasznie groźnie wyglądało to wszystko. Nagle z
                przerażającą jasnością zdała sobie sprawę, że jest na świecie absolutnie sama.
                Że nikt jej nie pomoże, nie ma co liczyć na jakiegokolwiek drugiego człowieka.
                Może żyć, może też umrzeć. W jakieś niezmiernie małej cząstce zależało to od
                niej samej. Nie, nie zmieni wyroków Bogów, nie potrafi uchronić się przed
                cierpieniem, nie potrafi obronić się przed jakąkolwiek większą od niej samej
                siłą. Ale też... Zrozumiała, że nie ma najmniejszego sensu czekanie na
                szczęśliwy traf, na to, że ci którzy powinni jej cokolwiek dać, dadzą jej to,
                ochronią, ukierunkują. Jest sama. Maleńki, drżący byt w oceanie wrogiego
                wszechświata.
                Gdyby tylko potrafiła się podnieść. Gdyby tylko nie bała się aż strasznie
    • basia Beznajdziejna 28.12.03, 14:14
      Przeczytałm trzy fragmenty i takie jest moje zdanie.Reszty czytać nie
      zamierzam.Co do ogólnej konstrukcji-za dużo słow Bogowie!,debilizm
      ,idiotyzm.Ogólnie,aż zionie infantylizmem.
      • rhemek Nie 28.12.03, 14:30
        Przeczytaj calosc.
        Jesli mam byc szczery to po przeczytaniu oierwszy raz pierwszego tomu moja
        opinia brzmiala tak samo:))) jesli nie ostrzej.
        Ale ... zobaczysz jak jest mylaca.
        Przeczytaj.
      • Gość: €uropejka Re: Beznajdziejna IP: *.dip.t-dialin.net 28.12.03, 14:39
        sorry, Rhemek, ale to nie "moj" typ literatury.
        Polecam za to W.Terleckiego, G.Herlinga-Grudzinskiego,
        A.Sczypiorskiego, J.Parandowskiego, eeee, nie bede
        wszystkich wyliczac....kazdy i tak czyta i lubi co innego,
        wazne jednak by w ogole czytac:))
        • krotoss Re: Beznajdziejna 28.12.03, 14:45
          tylko Polacy €uropejko? A pochwal się, co poczytujesz z zagranicznych :)
          • Gość: €uropejka Re: Beznajdziejna IP: *.dip.t-dialin.net 28.12.03, 15:31
            krotoss napisał:

            > tylko Polacy €uropejko? A pochwal się, co poczytujesz z zagranicznych :)
            >
            Wymienilam tylko paru polskich pisarzy, ktorych bardzo cenie.
            Czytanie jest moja pasja, bez ksiazek nie potrafilabym zyc :)
            Wymienie tylko kilku autorow zagranicznych:
            T.Hardy, J.Conrad, P.White, W.Faulkner, H.James, T.Capote,
            C.McCullers, M.Twain, I.B.Singer
            U.Eco, J.Marias
            T.Mann, H.Hesse, H.Böll, G.Grass, T.Storm, B.Schlink, L.Feuchtwanger,
            E.Canetti, T.Bernhard, K.Kraus, F.Werfel, A.Schnitzler
            M.Frisch, F.Dürrenmatt,
            K.Hamsun, H.Bang - tu nie bede wielu wymieniac, bowiem uwielbiam
            literature skandynawska i musialabym dlugo wyliczac;)
            H.Mulisch, C.Nooteboom, S.Carmiggelt, H.Claus, L.P.Boon,
            A.Czechow, F.Dostojewski

            Krotoss, nie jestem w stanie wymienic wszystkich, to tylko ci
            najwazniejsi, ktorych chetnie czytalam, jest wiele pozycji
            z literatury nowszej, ale to zazwyczaj pojedyncze ksiazki.
            Czasami siegam po dobry kryminal, A.Christie przeczytalam
            wszystkie:), teraz od czasu do czasu P.Highsmith i R.Rendell:)
            Oprocz lit. pieknej (epiki) czytuje dramaty, a z non fiction kocham
            ksiazki historyczne, szczegolnie te z okresu faszyzmu,
            lubie tez czytac biografie i wiele, wiele innych ;)

            Teraz kolej na Ciebie, wiec zadam pytanie:
            co chetnie czytujecie, Panie Krotoss?:))



            • Gość: €uropejka Re: oj, blad! IP: *.dip.t-dialin.net 28.12.03, 20:32
              > Oprocz lit. pieknej (epiki) czytuje dramaty, a z non fiction kocham
              > [...] <

              powinno byc:
              Z literatury pieknej, oprocz epiki czytuje dramaty, a z ....
              • wsn Re: oj, blad! 28.12.03, 20:40
                Europejko, Krotossie, a moglibyscie swoje ulubione ksiazki wpisywac do miojego
                watku na ten temat?

                o, tu:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=54&w=9869325
                z gory dziekuje i pozdrawiam
                • Gość: zonc Re: oj, blad! IP: *.awacom.pl 28.12.03, 21:46
                  a gdzie wolnosc slowa WSN??



                  WSN = WOLNOŚCI SŁOWA- NIE??


                  ;=)
                  • ojro1 Re: oj, blad! 28.12.03, 22:25
                    Gość portalu: zonc napisał(a):

                    > a gdzie wolnosc slowa WSN??
                    >
                    >
                    >
                    > WSN = WOLNOŚCI SŁOWA- NIE??
                    >
                    >
                    > ;=)

                    wolnosc sobie cenie;)
                    A Ty co ostatnio miales na warsztacie?



                    • Gość: zonc Re: oj, blad! IP: *.awacom.pl 28.12.03, 22:32
                      ostatnio?? Instrukcja płyty Asus (głównej) ;-)
                      • ojro1 Re: oj, blad! 28.12.03, 22:36
                        Gość portalu: zonc napisał(a):

                        > ostatnio?? Instrukcja płyty Asus (głównej) ;-)

                        buhahaha, a wiezowca jakiegos nie zmajstrowales? ;)
                        • Gość: rhemek Re: oj, blad! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 22:43
                          Czy musicie psuc moj watek???
                          Jesli sie nie myle, jedna z tych osob jest ta ktora uprasza o szanowanie jej
                          watkow..
                          Czy tu naprawde nie mozna prowadzic normalnej dyskusji??
                          zalozcie sobie watek i sie tam okladajcie, ok???
                          • Gość: zonc Re: oj, blad! IP: *.awacom.pl 28.12.03, 22:46
                            kto z kim sie obklada??
                            • ojro1 Re: oj, blad! 28.12.03, 22:48
                              Gość portalu: zonc napisał(a):

                              > kto z kim sie obklada??

                              wlasnie o to samo chcialam spytac
                              • Gość: zonc Re: oj, blad! IP: *.awacom.pl 28.12.03, 23:07
                                chodź na GG tam ci tak dowale że się nie pozbierasz ;-)
                                • ojro1 Re: oj, blad! 28.12.03, 23:13
                                  Gość portalu: zonc napisał(a):

                                  > chodź na GG tam ci tak dowale że się nie pozbierasz ;-)

                                  nie!, ja sie Ciebie po prostu boje;)

                                  • Gość: zonc Re: oj, blad! IP: *.awacom.pl 28.12.03, 23:16
                                    to nie jest smieszne!! Kłosimy sie aż remek musi nasz uspokajać!! Nie wstyd
                                    ci!! I mu wątek psujesz!! A on nigdy tego nie robił!!



                                    ;-)
                        • Gość: zonc Re: oj, blad! IP: *.awacom.pl 28.12.03, 23:14
                          schnie wiezowiec, ale co cie obchodzi!! I tak dostaniesz po zebach!! Zawiodlem
                          sie na tobie!! Jesteś gorsza od oberta de Niro!! Od Gołoty od Brytney!! Ide do
                          banku wymieniam wsystkie euro na dolary!!
                          • ojro1 Re: oj, blad! 28.12.03, 23:16
                            Gość portalu: zonc napisał(a):

                            > schnie wiezowiec, ale co cie obchodzi!! I tak dostaniesz po zebach!!
                            Zawiodlem
                            > sie na tobie!! Jesteś gorsza od oberta de Niro!! Od Gołoty od Brytney!! Ide
                            do
                            > banku wymieniam wsystkie euro na dolary!!
                            to se wymieniaj, a ja ide beczec:(
                            • Gość: zonc Re: oj, blad! IP: *.awacom.pl 28.12.03, 23:28
                              dobra koniec kłótni, przynajmniej wiemy, za co nam się do remka oberwało ;-)
                              • elodia Re: jako środek nasenny całkiem niezłe... 29.12.03, 02:44
                                aaaaaaaaaaale mnie to uśpiło..... dooobraaanocc:)))
            • krotoss do Europejki jaka taka odpowiedź: 29.12.03, 17:18
              Gość portalu: €uropejka napisał(a):

              > Teraz kolej na Ciebie, wiec zadam pytanie:
              > co chetnie czytujecie, Panie Krotoss?:))

              oj ja nijak tu teraz przy Pani się stawiać, ale skoroście prosili, oto i moje
              skromne poczytne progi. Podam to co mam preważnie, czytałem parę razy, urzekło
              mnie coś w nich itd. - w kolejności jak mi przyhcodzą do głowy:

              W.Wharton, N.G.L.Hammond, M.Moorcock, D.Koontz, F.Kafka, Suworow (Wiktor mu
              chyba), M.Proust-lubie się nieraz pomęczyć w bezsenny wieczór ;) A.Czechow,
              D.Adams, A.D.Foster, T.Karpowicz, B.Prus, i wielu autorów horrorów, które
              b.lubię :) jak S.King itd. Poza tym dużo pozycji historycznych, choć z okresów
              wolę starożytność, ale 3rzesza jest zaraz po-wie Pani dla czego? ;) Z
              biografi to uwielbiam niby tą auto S.Dali'ego.

              Piszę się jak widać na Pani alumna, jeśli można ;) Coż miałbym przeczytać
              więc? :)
              • krotoss Re: do Europejki jaka taka odpowiedź: 30.12.03, 13:49
                o jeju jak ja mogłem zapomnieć i to tych, których chyba najbardziej cenię?
                Paul Auster i Rysiu Kapuściński jeszcze :) Właśnie szukam moich książek
                Austera, i cały dom przerzuciłem.. coś mi się zdaje, że znów komus pożyczyłem
                i zapomniałem komu, czyli po ksiązkach :(
                • Gość: €uropejka Re: do Europejki jaka taka odpowiedź: IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.03, 23:23
                  krotoss napisał:

                  > o jeju jak ja mogłem zapomnieć i to tych, których chyba najbardziej cenię?
                  > Paul Auster i Rysiu Kapuściński jeszcze :) Właśnie szukam moich książek
                  > Austera, i cały dom przerzuciłem.. coś mi się zdaje, że znów komus pożyczyłem
                  > i zapomniałem komu, czyli po ksiązkach :(
                  Dobrze, ze przypomniales Kapuscinskiego - uwielbiam:)
                  Poniewaz wszystkie jego ksiazki sa tlumaczone na niemiecki,
                  daje je czesto w prezencie i zarowno w Niemczech, Austrii,
                  jak i Holandii ludzie wpadaja w zachwyt:)
                  Co najbardziej podobalo Ci sie Kapuscinskiego; dla mnie jego
                  najlepsze ksiazki to "Heban" i "Cesarz"
                  Paula Austera znam tylko z nazwiska i juz sie wstydze, nie
                  czytalam nic, podaj wiec, prosze najciekawsza dla Ciebie pozycje,
                  bym mogla zalatac moje ignoranckie dziury;)
                  pozdr.
              • Gość: €uropejka Re: do Krotossa, jako taka odpowiedź :) IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.03, 14:05
                krotoss napisal:
                > oj ja nijak tu teraz przy Pani się stawiać, ale skoroście prosili, oto i moje
                > skromne poczytne progi.

                Zjadles mi "moje" pierogi, a teraz chcesz skromnoscia nadrabiac?! ;PP

                >Podam to co mam preważnie, czytałem parę razy, urzekło
                > mnie coś w nich itd. - w kolejności jak mi przyhcodzą do głowy:
                >
                > W.Wharton, N.G.L.Hammond, M.Moorcock, D.Koontz, F.Kafka, Suworow (Wiktor mu
                > chyba), M.Proust-lubie się nieraz pomęczyć w bezsenny wieczór ;) A.Czechow,
                > D.Adams, A.D.Foster, T.Karpowicz, B.Prus, i wielu autorów horrorów, które
                > b.lubię :) jak S.King itd.

                Ja tez Twoj alumnus; nie czytalam nic pierwszych czterech panow
                z Twojej listy, wiec moze napisalbys cos blizszego, tzn. jaki typ
                literatury prezentuja?
                Ooooo, jesli chodzi o horrory, to tez uwielbiam, kocham sie bac,
                moze dlatego, ze w zyciu jestem strachliwa i np. nigdy nie ustawilabym
                swojego biurka tak, bym siedziala tylem do drzwi, brrrrr....
                Jak sie naczytam takich ksiazek, to pozniej przez pare dni ciagle sie
                ogladam, czy ktos za mna nie stoi;), a nie daj Boze wyjrzec w nocy
                przez okno, za firanke, bo moze ujrze jakas gebe splaszczona na szybie etc.:))
                Tego typu ksiazki czytam tylko jak nie jestem sama w domu; kiedys
                mieszkalam na koncu wsi, takiej zabitej dechami, ze slonce trzeba bylo
                popychac, by zaszlo...:)), mieszkalam tam sama w wielkim starym domu,
                za domem tylko leniwy strumyczek i las, za nim Dunaj, od czasu do czasu
                szczekanie jakiego Burka, i nic wiecej... - czytalbys wtedy tez horrory?
                Krotoss, moglbys podac mi tytul jakiegos fajnego horroru?
                Przeczytalabym sobie teraz chetnie cos tego typu:))

                >Poza tym dużo pozycji historycznych, choć z okresów
                > wolę starożytność, ale 3rzesza jest zaraz po-wie Pani dla czego? ;)

                chyba sie domyslam;)
                Czytalam ciekawa historie Monachium i az mi skora scierpla na grzbiecie -
                mieszkam w kolebce faszyzmu i obecnie gniezdzie, w ktorym zadomowli
                sie prawie wszyscy potomkowie najwiekszych zbrodniarzy II wojny, lacznie
                z corka Himmlera, bardzo aktywna w ruchu neofaszystowskim, a niedaleko
                mojego bylego miejsca zamieszkania (Freising) wlascicielem sklepu
                z rowerami jest Martin Bormann, potomek :(((
                Ze starozytnosci jestem, ze tak powiem "cienka", ale gdybys mnie
                zachecil jakimis ciekawymi pozycjami, to bardzo chetnie poczytam cos
                pod okiem Mistrza;)
                Biografie malarza tez kiedys przeczytam, skoro tak ja zachwalasz, musi
                byc tego warta:))

                > Z biografi to uwielbiam niby tą auto S.Dali'ego.
                >
                > Piszę się jak widać na Pani alumna, jeśli można ;) Coż miałbym przeczytać
                > więc? :)
                >

                Hm, moze podam Ci tytuly tych ksiazek, ktore zapadly mi na zawsze w pamieci,
                do ktorych wracalam, i wroce jeszcze na pewno:
                1. Emile Ajar "Zycie przed soba" (ksiazeczka ca 170 stron, wspaniala!, idz
                do ksiegarni, przeczytaj, a pozniej mi powiesz o swoich wrazeniach, ok?)
                2. Frank McCourt "Angela´s Ashes" (nie pamietam polskiego tytulu, ale widzialam
                ja w ksiegarni w Bydzi; przeczytalam ja 2 razy w ciagu roku, uwielbiam te
                ksiazke ze wzgledu na historie - w sumie zaliczana do non fiction, bo jest
                biografia biednego dziecka z Irlandii - ale tez cudowny jezyk, wyjatkowy!
                Dodam, ze sa to ksiazki, ktore zachwycily kazdego z moich znajomych,
                i choc nie znam Cie dobrze, ani Twojego gustu literackiego - ta ksiazka
                Ajara utkwi Ci w pamieci, bo jak napisano w krytyce: posiada cechy tych
                naprawde dobrych ksiazek - mozna sie smiac, ale i tez plakac.

                Ale sie rozpisalam:))
                Teraz Ty opowiadaj a ja z przyjemnoscia poslucham:))
                pozdrawiam serdecznie
                • krotoss malutka informacja :) 30.12.03, 23:43
                  och patrzę jak pięknie przyrastają tu posty, i zamierzam sie oczywiście do
                  nich odpowiednio ustosunkować :) Informuję jednak Madamme, że będe miał
                  leciutki poślizg, chcąc odpowiedzieć w pełni gdyż teraz czas zajmuę sobie
                  partyjką tysiąca :P

                  Pozdrawiam wieczorowo ;)
                  • Gość: €uropejka Re: malutka informacja :) IP: *.dip.t-dialin.net 31.12.03, 19:11
                    krotoss napisał:

                    > och patrzę jak pięknie przyrastają tu posty, i zamierzam sie oczywiście do
                    > nich odpowiednio ustosunkować :) Informuję jednak Madamme, że będe miał
                    > leciutki poślizg, chcąc odpowiedzieć w pełni gdyż teraz czas zajmuę sobie
                    > partyjką tysiąca :P

                    Yes, sir!
                    ;)

                    >
                    > Pozdrawiam wieczorowo ;)
                    a ja pozdrawiam sylwestrowo:))

                    • krotoss nadrabiam zaległości ;) 06.01.04, 12:09
                      czemu tak długo, to może opisze w wiadomym miejscu ;)

                      Więc do pracy:

                      Ja za to z Twoich autorów rzadko kogo znam, o czytaniu już nie wspomnę ;) No
                      ale przynajmenij mam cynki, co warto ruszyć. Z pozycji które mi podałaś nie
                      mogę znaleźć żądnej :( Wczoraj szukałem na merlinie, a niestety kupuję tylko w
                      internecie książki-w końcu są tańsze, i wybór większy. (lubie jeszcze czasem
                      zajrzeć do antykwariatów ale tam wiadomo) Poszukam jeszcze w innych
                      księgarniach. Zdaje mi się, żę przypadła by mi do gustu tylko pierwsza
                      pozycja. Z Kapuścińskim mamy pozamiatane :) Ja uwielbiam jego 'Imperium'.

                      Opisuję więc po krótce moich-na tyle na ile potrafię ocenić autora:

                      W.Wharton-podobno pisze dla kobiet bardziej, wieć chyba się nada ;) Jest w
                      jego opowieściach faktycznie coś ciepłego, przyciągającego swą czasem
                      prostotą. Geniusz czy grafoman? to go dobrze określa ;)
                      Przeczytaj 'Spóźnionych kochanków' i 'Ptaśka' z tej ostaniej książki nawet
                      film zrobiono.

                      N.G.L.Hammond-to uprzedza Twoją późniejszą prośbę, o pozycje z historii
                      starożytnej :) Jak ktoś się interesuje to jego książki musi znać, szczególnie
                      jak ktoś uwielbia Macedonię :)

                      M.Moorcock-pisarz fantasy, takie połączenie magii z techniką trochę osaadzone
                      w realiach militarnego średniowiecza. Niektóre książki są stricto fiction,
                      inne zachaczają o non-fiction i fajnei się wyszukuje takie prawdziwe smaczki u
                      niego. Jeżeli nie lubisz fantasy nie czytaj.

                      D.Koontz-thriller, horror, sensacja, kryminał, fantastyka. W tylu kategoriach
                      literatury już go widziałem.. ostatnimi czasu u mnie najbardziej poczytny
                      pisarz. Po prostu wciąga mnie niesamowicie każda z jego pozycji, nawet te
                      uważane za słabsze.

                      i Paul Auster :) A to taki ludzik co napisał np. 'Lulu na moście' znaczy z
                      jego książki zrobili ten film ;) Coś podobnego jak Pan wyżej momentami, ale
                      dla meni jest mistrzem. Czytając go odczuwam zawsze piętno jakie odciska się
                      na bohaterze książki, przeżywam z nim, czując to z czym musi się sam zmagać, i
                      czuję zmianyjakie w nim zachodzą. Musisz przeczytać 'Trylogię nowojorską'
                      Pożyczyłbym ale zagineła ;]

                      Pięknie mieszkasz widzę ;) Ja mam tylko w domu haken kreuza z 2światówki ;) No
                      i to o czym już wiesz he he. Do Twojego uroczego domu polecam:
                      Mastertona 'Demony normandii' zgra sie horror z hobby ;) Jeżeli chcesz się
                      pobać luster to-'Zwierciadło piekieł' tegoż samego autora, naprawdę ciężko
                      potem przez tydzień patrzeć w lustra, szczególnie jak się ma takie od sufitu
                      do podłgi jak ja i przechodzi wieczorem koło niego :P I na koniec poprosze też
                      tak mieszkać ;) Taki dom horror i ciepła połówka w łóżku a życie staje się
                      mniej nudne.. auuuuuuuuu ;D (to ostatnie to krzyk straszący he he)
                      • Gość: €uropejka Re: nadrabiam zaległości ;) IP: *.dip.t-dialin.net 07.01.04, 12:17
                        krotoss napisał:

                        > czemu tak długo, to może opisze w wiadomym miejscu ;)
                        >
                        > Więc do pracy:
                        >
                        > Ja za to z Twoich autorów rzadko kogo znam, o czytaniu już nie wspomnę ;) No
                        > ale przynajmenij mam cynki, co warto ruszyć. Z pozycji które mi podałaś nie
                        > mogę znaleźć żądnej :( Wczoraj szukałem na merlinie, a niestety kupuję tylko
                        w
                        > internecie książki-w końcu są tańsze, i wybór większy. (lubie jeszcze czasem
                        > zajrzeć do antykwariatów ale tam wiadomo) Poszukam jeszcze w innych
                        > księgarniach. Zdaje mi się, żę przypadła by mi do gustu tylko pierwsza
                        > pozycja. Z Kapuścińskim mamy pozamiatane :) Ja uwielbiam jego 'Imperium'.

                        Jak nie znajdziesz, to popytaj, moze ma ja ktos ze znajomych.
                        Oczywiscie, zapomnialam o "Imperium", swietna!
                        Ja, niestety nie moge zamawiac polskich ksiazek w necie, poniewaz
                        koszt przesylki za wysoki.
                        W Monachium jest tez polski sklep, sa tam gazety, ksiazki, CD itp.,
                        ale ceny takie, ze trzeba isc z tabletkami na uspokojenie, jako
                        przyklad: w Polsce ptasie mleczko (Wedla) kosztuje ok. 2,50 euro, w tym
                        sklepie - 6,50 euro.
                        Polskie ksiazki kupuje tylko, jak jade do Polski, dlatego taszcze
                        ze soba po 20, a czasami wiecej ksiazek. Najbardziej znani pisarze
                        sa co prawda tlumaczeni na niem., ale ja mam zelazna zasade, chocby
                        mnie skrecalo nie przeczytam Kapuscinskiego po niemiecku, tak samo
                        T.Manna po polsku, nigdy - jak znam jezyk, czytam w oryginale ;)

                        >
                        > Opisuję więc po krótce moich-na tyle na ile potrafię ocenić autora:
                        >
                        > W.Wharton-podobno pisze dla kobiet bardziej, wieć chyba się nada ;) Jest w
                        > jego opowieściach faktycznie coś ciepłego, przyciągającego swą czasem
                        > prostotą. Geniusz czy grafoman? to go dobrze określa ;)
                        > Przeczytaj 'Spóźnionych kochanków' i 'Ptaśka' z tej ostaniej książki nawet
                        > film zrobiono.

                        moze przeczytam jedna ksiazke dla sprawdzenia, czy to geniusz, czy grafoman;P

                        >
                        > N.G.L.Hammond-to uprzedza Twoją późniejszą prośbę, o pozycje z historii
                        > starożytnej :) Jak ktoś się interesuje to jego książki musi znać, szczególnie
                        > jak ktoś uwielbia Macedonię :)

                        w tym wzgledzie jestem bardzo niewyksztalcona, ale na nauke nigdy
                        nie jest za pozno;)
                        >
                        > M.Moorcock-pisarz fantasy, takie połączenie magii z techniką trochę osaadzone
                        > w realiach militarnego średniowiecza. Niektóre książki są stricto fiction,
                        > inne zachaczają o non-fiction i fajnei się wyszukuje takie prawdziwe smaczki
                        u
                        > niego. Jeżeli nie lubisz fantasy nie czytaj.

                        nie, nie lubie fantasy, science-fiction, etc., nawet do Lema nie potrafie
                        sie "zmusic" :(, ale moze kiedys przyjdzie taki czas, ze poczytam.
                        >
                        > D.Koontz-thriller, horror, sensacja, kryminał, fantastyka. W tylu kategoriach
                        > literatury już go widziałem.. ostatnimi czasu u mnie najbardziej poczytny
                        > pisarz. Po prostu wciąga mnie niesamowicie każda z jego pozycji, nawet te
                        > uważane za słabsze.
                        >
                        > i Paul Auster :) A to taki ludzik co napisał np. 'Lulu na moście' znaczy z
                        > jego książki zrobili ten film ;) Coś podobnego jak Pan wyżej momentami, ale
                        > dla meni jest mistrzem. Czytając go odczuwam zawsze piętno jakie odciska się
                        > na bohaterze książki, przeżywam z nim, czując to z czym musi się sam zmagać,
                        i czuję zmianyjakie w nim zachodzą. Musisz przeczytać 'Trylogię nowojorską'
                        > Pożyczyłbym ale zagineła ;]

                        Dobrze, ze mowisz o Austerze, bo na niego mam juz ochote od dluzszego
                        czasu, tylko nie wiedzialam od czego zaczac, tak wiec kupie sobie
                        "Trylogie nowojorska", na poczatek:)
                        Przy okazji zaginionych ksiazek, przypomnialo mi sie, ze mi tez kolezanka
                        nie oddala, ale wiem ktora i wyegzekwuje;) Pozyczylam jej ksiazke "Kobieta
                        w bieli", autor: Wilkie Collins - lyknelam ja prawie na raz (650 stron)
                        Jest to wiktorianski kryminal; noc, mgla, tajemnice cmentarne... brrrrr ;)
                        polecam, nie oderwiesz sie od niej.
                        D.Koontza nie znam, ale widze, ze powinnam wybrac sie do ksiegarni:)

                        > Pięknie mieszkasz widzę ;) Ja mam tylko w domu haken kreuza z 2światówki ;)
                        No
                        > i to o czym już wiesz he he. Do Twojego uroczego domu polecam:
                        > Mastertona 'Demony normandii' zgra sie horror z hobby ;) Jeżeli chcesz się
                        > pobać luster to-'Zwierciadło piekieł' tegoż samego autora, naprawdę ciężko
                        > potem przez tydzień patrzeć w lustra, szczególnie jak się ma takie od sufitu
                        > do podłgi jak ja i przechodzi wieczorem koło niego :P I na koniec poprosze
                        też
                        > tak mieszkać ;) Taki dom horror i ciepła połówka w łóżku a życie staje się
                        > mniej nudne.. auuuuuuuuu ;D (to ostatnie to krzyk straszący he he)

                        O!, jaki odwazny, ... tez tak mieszkac, ...teraz! i to z kims, czy moze
                        miales na mysli pol litra? :P
                        W tym domu (mury zewnetrzne - 65 cm, scianki dzialowe - 55 cm, parapety,
                        jak stoly, haha, dom byl budowany w 1812r.), mialam tez okna do ziemi,
                        z wszystkich katow cos w nocy skrzypialo, szuralo, a moze...jeczalo?;),
                        w nocy jak sie zgasilo swiatlo, to bylo tak ciemno, ze nie mozna bylo
                        zobaczyc wlasnej reki, czarno!! I tam mieszkalam sama prze kilka lat.
                        Najgorzej bylo, jak moj pies w nocy jezyl siersc na grzbiecie i warczal,
                        a ja nie wiedzialam dlaczego, albo koty nastawialy uszu, skupione,
                        nasluchujace, brrrrr.....
                        Teraz mieszkam wsrod ludzi i moge sobie pozwolic na czytanie horrorow,
                        wiec zabiore sie za Mastertona, tytuly juz sobie zanotowalam:)

                        Znasz Joyce Carol Oates i jej "Zombie" (tytul angielski)?
                        Nie bede Ci duzo o tej ksiazce pisac, powiem tylko:
                        to jedyny horro-kryminal, ktorego boje sie czytac dalej;
                        ksiazka ma 200 stron, "ucieklam" na 76 stronie, bo w nocy
                        dusila mnie zmora, a najgorsze, ze historia tu opowiadana
                        bazuje na faktach, jeeeeeeju!
                        Podobno wszystkie jej ksiazki sa w tym stylu i podobno
                        wszystkie baaaaaaardzo straszne, moze wiec Ty bedziesz mial
                        nerwy ze stali i dotrwasz do konca, ja sie boje ;)

      • genuine44 Re: Beznajdziejna 29.12.03, 17:32

        > Ogólnie,aż zionie infantylizmem.
        >
        Wlasnie o to chodzi. Od jakiegos czasu infantylizm gora! Forum tez sie temu
        nie oparlo.
    • ivica Re: Czytaliscie " Achaje" ?? 29.12.03, 02:58
      O żesz....!!! Achajka to fajna dupka


      :)))
      • rhemek Re: Czytaliscie " Achaje" ?? 29.12.03, 09:24
        Tylko troszke dzika:)))
        przypomina mi q...
        Dokladnie!
        Moze to jej siostra??
    • Gość: Gall Czytałem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.03, 09:30
      Zarówno pierwszy, jak i drugi tom (skończyłem go na pocz. grudnia).

      Mam odmienne zdanie - pierwszy tom był znacznie lepszy od drugiego,
      zdominowanego przez wątek Achai i uciekającego od fantasy w kierunku powieści
      przygodowej. Przyśpieszono pustą akcję (niepotrzebne dużo scen walki - jakże to
      typowe dla współczesnego kina, a chyba też i książki). Mam nieodparte wrażenie,
      że drugi tom powstać miał szybko ze względów komercyjnych. No i powstał.

      Aczkolwiek bardzo chętnie poczekam sobie na kolejne losy bohaterów.

      Brakowało mi wtrętów o sympatycznym duecie, w drugim tomie był jeden tylko
      smaczek z ironicznym odwołaniem się do patiomkinowskich schodów.

      A czytałeś opowiadania Ziemiańskiego, za które dostał w 2002r. Zajdla - to były
      smaczki. Palce lizać.

      Pozdrawiam
      Gall
      • Gość: rhemek Re: Czytałem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.03, 09:49
        Jasne, ze czytalem!!

        A czytales Przygody Jakuba Wedrowycza???
        Mozna bylo ze smiechu umrzec!!!
        • Gość: Gall Re: Czytałem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.03, 10:03
          Nie czytałem, choć o ile się nie mylę, to też wydaje Fabryka Słów. Autorem jest
          chyba Prokopiuk. Od lektury odst\rasza mnie ilość wydanych w ostatnim czasie
          przez tego autorta pozycji. Trudno wówczas o jakość.
          Pozdrawiam
          Gall
          • Gość: rhemek Re: Czytałem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.03, 10:19
            Ale ta pozycja mu wyszla.
            Polecam!!
            To chyba jego jedyna udana ksiazka...
            To po prostu boskie....
            Jak nie czytales to szybko biegnij do ksiegarni i gwarantuje ze dzien masz z
            glowy:))
            • Gość: Gall Re: Czytałem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.03, 10:29
              Spróbuję, ale w przyszłym roku. Obecnie mam trzy książki, które czekają na
              lekturę, a potem jeszcze trochę nauki, potem trochępiśmiennictwa i będę miał
              czas na kolejną porcję książek do lektury - wówczasd wezmę się za Jakuba.
              Pozdrawiam
              Gall

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka