Gość: Staw
IP: *.ae.poznan.pl
26.03.03, 13:16
Od kilku lat przyjeżdżam w marcu do Wrocławia na targi. Tradycyjnie udaje się
na mały skwerek przy torach kolejowych niedaleko ulicy Kleczkowskiej. Składam
kwiaty i zapalam znicz pod pomnikiem upamietniającym ofiary mordów
hitlerowskich popełnionych w więzieniu przy Kleczkowskiej. Wśród ściętych
gilotyną w maju 1942 r. był mój dziadek Feliks Holasz. Został osądzony i
skazany przez sąd wojskowy w Breslau za działalność konspiracyjną na terenie
Poznania. Wraz z nim zginęło wówczas ponad 300 innych poznaniaków. W latach
60-tych ustawiono pomnik upamiętniający ofiary, nie tylko Polaków, ale i
przedstawicieli innych narodowości. Jeszcze trzy lata temu na pomniku
znajdowały się tablice z napisami informującymi co to za miejsce. DZIŚ PO
NAPISACH NIE MA ŚLADU, A SAMO MIEJSCE JEST JAKĄŚ SPELUNKĄ GDZIE WALAJA SIĘ
ŚMIECI I POTŁUCZONE BUTELKI. Czy tak miasto Wrocław pamięta o tych co ginęli
za wolną Polskę!!!!
Sławomir Stawny
Poznań