szyszunka82
20.03.08, 13:20
Nie mogę sobie darować i w zasadzie trochę chcę dać upust swojemu zdenerwowaniu. Moja córka ma 16 mies, od sierpnia za każym razem jak wychodzą jej ząbki ma tak osłabioną odporność, że łapie wszystko co popadnie(ja czesto chorowałam bo poszłam do pracy w świetlicy). Chodziłysmy do przychodni do dwóch "pediatrów" i od sierpnia zliczyłam już 7 antybiotykoterapii(w dwa razy zastrzyki zakończone raz szpitalem-oskrzela).W połowie lutego wylądowała na zakaźnym z rotawirusem i właściwie straciłam już wszystkie siły...... wróciła do domu z katarem, kaszel, gorączka, zapalenie znowu oskrzeli wiec znów antybiotyk, poszło na uszy, wiec zastrzyki i spokój na 10 dni, w pon mała znów gorączka 39 nie wiadomo od czego, coś mnie tknęło, zrobiłam na własną rękę wymaz z gardła, nosa i badania krwi i wyobrażcie sobie że pediatra oczywiście nie kazała żadnych badań, żadnych leków bo to ząbki według niej i ropne gardło, pojechałam nie wierząc w jej słowa do lekarza prywatnie, bo w krwi wyszło ze to zakażenie bakteryjne, okazało się, ze mała ma zapalenie dziąseł i w zasadzie zero odporności, zostało nam czekać na wyniki wymazów i wiecie co!!! wyszło nam w nosie mała ma Streptococcus pneumoniae (pneumokok) zabiłabym chyba tą pediatrę jak bym teraz ją spotkała, a potem nie wiadomo co to za sepsa, że dzieci umierają, skoro lekarka widzi dziecko i nic nie przepisuje!!!
Gdyby nie te badania nadal mała by była bez leków! nie mogę sobie wybaczyć, ze chodziłam cały czas do takiej "lekarki"!!!!!
Uważajcie na wszystko, lepiej zrobić zwykłe badanie krwi, niż wierzyć że to wirusówka, albo dawać się leczycz takim jak dla mnie konowałom!