Byl Dzien Matki. Dzisiaj Dzien Dziecka. Za chwile Dzien Ojca. Pozwole wiec
sobie na refleksje rodzinna.
Na bazie forum oczywiscie blus lekkie baby zblusowanie mi sie naklada bo
Przemasa wkleilam sobie na pulpit z TAAAKA mina ze co spojrze to mi sie cos z
oczami robi chyba musze zdjac

)
Mysle sobie o rodzinie. Czym ona jest dla was? Kto do niej nalezy?
Bo dla mnie rodzina to jak plemie

)
Bardzo bym chciala utrzymac w moich dzieciach to poczucie plemiennosci. Ze
rodzina to nie tylko ja tatus i rodzenstwo (chociaz dosyc pokazne z nas
stado). Chcialabym zeby moje corki uznawaly taka np. tesciowa za swoja
rodzine. Zeby ja lubily (kochania nie wymagam) i zeby nie byla dla
nich "pania"- niech po imieniu sobie chociaz mowia jak "mamo" przez gardlo
nie przechodzi. Zeby ich mezowie (lub niemezowie) mieli fajne siostry czy
braci i zeby na slub rzeczonej siostry czy barta szlo sie z przyjemnoscia i
dla funu a nie z obowiazku. Zeby moja przyszla synowa nie odebrala troski o
wnukow jak wpieprzanie sie w nie swoje sprawy. Zeby na Boze Narodzenie z
radoscia wpadali wszyscy do nas... albo do babci... zeby nadal przy stole
siedzialo 40 osob.
Nie wiem czy to kwestia starzenia sie (hehe... to JUZ?) ale ta plemiennosc,
cyklicznosc rytualow, ta ogromna przewidywalnosc niektorych zachowan- staje
mi sie bardzo bliska. Nawet to ze jesli juz tesc mnie gdzies podwiezie to
bedzie mi to wypominac

)) kiedys rzucalo mna po scianach i darlam o to z
nim koty teraz to po prostu okazja do zartow0 typujemy kiedy dziedek nam
wypomni i w jakich slowach

) Chce nadal z ciekawoscia przygladac sie nowej
narzeczonej kuzyna mojego meza

) Brakuje mi ciotki Maryski ktora
konsekwentnie bojkotowala moja obecnosc przy stole przez 13 lat (moj maz ma
slub koscielny jednostronny wiec ja go nie mam- ergo nie powinnam wejsc do
tej zacnej rodziny) i ktora w nieoczekiwanych momentach potrafila zaczac cos
wykrzykiwac o szatanie

) Niestety zmarla rok temu nie zobaczywszy naszego
synka

(
I tak sobie mysle.. czy tylko juz ja jedyna taka jestem na swiecie? czy moje
dzieci znajda sobie takich mezow i zone

) zeby moc te plemiennosc
podtrzymac... Takich co wiedza ze "rodzina nie cieszy gdy jest lecz kiedy jej
ni ma samotnys jak pies"? Czy tez czeka mnie babciowanie w epoce
indywidualistow, co na wielkanoc w natrach, na Boze Narodzenie w Egipcie,
dziecko jedno i to z opiekunka a ja zamiast nareszcie nauczyc sie piec
szarlotke bede musiala na uniwersytet 3 wieku sie zapisac i byc nadal piekna
moloda i energiczna a nie babciowa?
Wszystkim rodzinom wszystkiego najlepszego.