Dodaj do ulubionych

Rodzina...

01.06.04, 11:26
Byl Dzien Matki. Dzisiaj Dzien Dziecka. Za chwile Dzien Ojca. Pozwole wiec
sobie na refleksje rodzinna.
Na bazie forum oczywiscie blus lekkie baby zblusowanie mi sie naklada bo
Przemasa wkleilam sobie na pulpit z TAAAKA mina ze co spojrze to mi sie cos z
oczami robi chyba musze zdjac wink)
Mysle sobie o rodzinie. Czym ona jest dla was? Kto do niej nalezy?
Bo dla mnie rodzina to jak plemie wink)
Bardzo bym chciala utrzymac w moich dzieciach to poczucie plemiennosci. Ze
rodzina to nie tylko ja tatus i rodzenstwo (chociaz dosyc pokazne z nas
stado). Chcialabym zeby moje corki uznawaly taka np. tesciowa za swoja
rodzine. Zeby ja lubily (kochania nie wymagam) i zeby nie byla dla
nich "pania"- niech po imieniu sobie chociaz mowia jak "mamo" przez gardlo
nie przechodzi. Zeby ich mezowie (lub niemezowie) mieli fajne siostry czy
braci i zeby na slub rzeczonej siostry czy barta szlo sie z przyjemnoscia i
dla funu a nie z obowiazku. Zeby moja przyszla synowa nie odebrala troski o
wnukow jak wpieprzanie sie w nie swoje sprawy. Zeby na Boze Narodzenie z
radoscia wpadali wszyscy do nas... albo do babci... zeby nadal przy stole
siedzialo 40 osob.
Nie wiem czy to kwestia starzenia sie (hehe... to JUZ?) ale ta plemiennosc,
cyklicznosc rytualow, ta ogromna przewidywalnosc niektorych zachowan- staje
mi sie bardzo bliska. Nawet to ze jesli juz tesc mnie gdzies podwiezie to
bedzie mi to wypominac wink)) kiedys rzucalo mna po scianach i darlam o to z
nim koty teraz to po prostu okazja do zartow0 typujemy kiedy dziedek nam
wypomni i w jakich slowach wink) Chce nadal z ciekawoscia przygladac sie nowej
narzeczonej kuzyna mojego meza wink) Brakuje mi ciotki Maryski ktora
konsekwentnie bojkotowala moja obecnosc przy stole przez 13 lat (moj maz ma
slub koscielny jednostronny wiec ja go nie mam- ergo nie powinnam wejsc do
tej zacnej rodziny) i ktora w nieoczekiwanych momentach potrafila zaczac cos
wykrzykiwac o szatanie wink) Niestety zmarla rok temu nie zobaczywszy naszego
synka sad(
I tak sobie mysle.. czy tylko juz ja jedyna taka jestem na swiecie? czy moje
dzieci znajda sobie takich mezow i zone wink) zeby moc te plemiennosc
podtrzymac... Takich co wiedza ze "rodzina nie cieszy gdy jest lecz kiedy jej
ni ma samotnys jak pies"? Czy tez czeka mnie babciowanie w epoce
indywidualistow, co na wielkanoc w natrach, na Boze Narodzenie w Egipcie,
dziecko jedno i to z opiekunka a ja zamiast nareszcie nauczyc sie piec
szarlotke bede musiala na uniwersytet 3 wieku sie zapisac i byc nadal piekna
moloda i energiczna a nie babciowa?


Wszystkim rodzinom wszystkiego najlepszego.
Obserwuj wątek
    • mrufkaa Re: Rodzina... 01.06.04, 11:53
      Ech...
      W mojej rodzinie ta plemiennosc zamarla na kresach wschodnich. Moja mama, byc
      moze po traumie wojny w dziecinstwie ( rocznik 1939)odkad pamietam byla osoba
      nierodzinna i dazaca do trzyamnia dysta
      nsu. Rodzine ojca uwazala za ....hmmm, no nie za towarzystwo dla niej. Ani dla
      mas - jej dzieci. Wyroslam wiec w podstwowej komorce spolecznej i w wielkiej
      checi do zjazdow rodzinnych i plemiennych celebracji...
      Paradoksalnie, pierwszy taki zjazd, ktory pamietam i doecnilam, to byl pogrzeb
      mojego taty. bardzo to smutne.
      A teraz mam wielka rodzine mojego meza. Ale w Teheranie. To caly swiat drogi
      stad i chociaz wiem, ze oni nas bardzo kochaja, to wciaz tak bardzo tesknie za
      ta pleminennoscia i wciaz jej nie mam... Dostalismy ostatnio kolejny film
      nakrecony w rodzinnym domu Alexa, takie zwykle codzienne zycie, rodzinne
      spotkania na kolacje... Poryczalam sie. Poryczalam sie znow, bo zobaczyalm moje
      i nasze wspolne zdjecia na macie u mojej tesciowej w pokoju. I slowa mojego
      meza: "Zobacz, tam tez cie ktos kocha..."
      Bardzo chcialabym dla Julii takiej plemiennej rzeczywistosci. I wciaz takie o
      odlegle...
    • agusssek Re: Rodzina... 01.06.04, 11:53
      Tylko się podpisać pod tym postem Gosiu,
      Kocham swoją rodzinę, a moja rodzina to wszyscy z krwią i wżenieni, którzy się
      szanują i pomagają kiedy trzeba lub opierniczają dla odmiany.
      Tak na szybko po podliczeniach wychodzi, że mam ok 100 ludzi do moooocnego
      kochania, wspierania i zawracania głowy.
      Po to dla siebie jestesmy, prawda?? smile
      Mój mąż jest niestety jedynakiem i tradycji dużej rodziny i kontaktów z nimi
      nie ma. Jesteśmy 5 latek po ślubie, a on jeszcze z szoku nie wyszedł, że tak
      można big_grin
      Taaak, plemienność to jest to.
      • wieczna-gosia Re: Rodzina... 01.06.04, 12:55
        > Mój mąż jest niestety jedynakiem i tradycji dużej rodziny i kontaktów z nimi
        > nie ma. Jesteśmy 5 latek po ślubie, a on jeszcze z szoku nie wyszedł, że tak
        > można big_grin

        hehe agussek ja tez jedynaczka.
        Pierwsze dziecko mialam rodzic tuz po Wielkanocy i ze strachu przed tym dzikim
        tlumem urodzilam w Wielki Piatek.
        Teraz jak nie jedziemy na Wigilie do mamy tesciowej to mi kurde czegos brakuje,
        chociaz wiem ze jechac do moich rodzicow musimy bo tam do Wigilii siadaja 3
        osoby wiec jak my nie przyjedziemy to Wigilii po prostu nie ma. Probuje
        zapedzic moich rodzicow do tesciowej, ale panowie dziadkowie sie nie lubia i
        nic z tego nie wychodzi. Ale widze ze moja mama w sumie by chciala wink)
        Teraz poza tym jak jestesmy na tej Wigilii 40 osobowej to jak sie slabo czuje
        to sie wale na pierwsze mozliwe lozko i nagle sie okazuje ze przy tylu osobach
        jeden pokoj moze byc pusty wink))

        No dobrze moze jednak moje dzieci beda mialy z czego wybierac wink)
        • agusssek Re: Rodzina... 01.06.04, 13:13
          Zgadza się Gosiu, miejsce zawsze się znajdzie, jak jest kupa luda, to 4 więcej
          nie szkodzi smile u nas do tej pory w rodzinie funkcjonują "niespodzianki"
          odwiedzinowe. W czasach, kiedy nie wypada przyjść niezapowiedzianym, spokojnie
          dzwonię sobie do drzwi ciotki mieszkającej o 200 km dalej smile Kocham widzieć
          ich radość smile

          PS. Jakby ich nie było w domu, to w okolicy mieszka jeszcze kilku członków
          rodziny smile i działa to w obie strony smile Oni też mogą zawsze zadzwonić do
          moich drzwi smile
          Mężowi nadal się ciotki mylą smile))
    • galliano Re: Rodzina... 01.06.04, 12:25
      Tez jestem za plemiennoscia smile), ktora zreszta mam wszczepiona wraz z genami
      taty. To mój tata w naszej rodzinie dba o to abysmy się wszyscy regularnie
      spotykali, nie tylko w gronie naszej najblizszej rodziny (moje rodzenstwo i ich
      dzieci), ale także w gronie rodzenstwa mojego taty i ich potomkow.
      My obecnie mieszkamy przez sciane z rodzicami i przez miedze smile))) z moja
      siostra i niektorzy pytaja się nas czy nam to nie przeszkadza taka bliskosc
      rodziny. Mi wrecz przeciwnie. Bardziej zaprzyjaznieni z nami smieja się ze
      jestesmy jak wloska rodzina, bo tak u nas gwarno (zwlaszcza ze tata
      przygluchy smile)))), a w weekend do stolu siada 10 osob na raz, albo i jeszcze
      wiecej jak dojedzie jeszcze brat z rodzina.
      I ja tez chcialabym kiedys stworzyc tak silne wiezi z moja rodzina jakie
      stworzyli moi rodzice. Mam poczucie ze nie jestem sama i w razie jakiejs draki
      mam się do kogo zwrocic chociazby o pomoc, ze nie wspomne o szczegolnej
      atmosferze swiat i uroczystosci przy tak wielkim gronie.
      A pod koniec sierpnia organizujemy zlot rodzinny (już drugi),
      czteropokoleniowy. Będzie około 90 osob i wszyscy się znaja. Może nie
      utrzymujemy kontaktow na codzien, widujemy się raz na jakis czas, ale mamy o
      sobie wszyscy pojecie i nikogo nie brakuje w naszym drzewku genealogicznym. To
      jest wlasnie dla mnie plemiennosc.

      P.S. A najlepszym komplementem dla mojej plemiennej rodziny był moment kiedy
      mój maz (w rodzinie od 3 lat) stwierdzil ze zna lepiej moja rodzine niż swoja i
      może opowiedziec wiecej anegdotek z zycia moich rodzicow niż swoich.
    • hancik5 Re: Rodzina... 01.06.04, 12:37
      Hej, to jest właśnie to co kocham, chcę być rodzinna mamusiowo-babciowa, chcę
      robić pyszne przysmaki i gościć się, nawet robić szydełkiem i na drutach
      (dalsze plany). Chcę robić przetwory i zawsze witać z uśmiechem każdego gościa
      ( to mi się świetnie udaje).
      Uwielbiam tradycję i już, nie znoszę pędu do kariery ,sterylnych kuchni i
      wakacji w Egipcie w święta.
      Nie chcę być wyfiokowana i odchudzona - chcę być nawet grubsza ale zawsze
      uśmiechnięta i ciepła.
      Kocham gości w święta, kocham odwiedzać moją rodzinę nawet bardzo daleką,
      rozrzuconą po całej Polsce. Odnowiłam kontakty z dawno niewidzianą rodziną i
      okazuje się, że był to strzał w dziesiątkę.
      Nasze mieszkanie czasem służy za hotel, ale jest świetnie ! Bo mamy jeszcze
      znajomych w całej Polsce (studiowaliśmy na KUL-u a tam byli ludzie z każdego
      zakątka Polski).
      Chcę mieć czas dla ludzi, jak ja to kocham !!!!!
    • marta_i3 Re: Rodzina... 01.06.04, 12:47
      Ech, Gosiu, ja chyba jestem Twoim niedoskonałym klonem bo i mnie taka
      plemienność się marzy...
      A jak dobrze pójdzie to plemię nie wyginie, u mnie dla Twoich córek trzech
      fajnych mężów (albo niemężów) rośnie.
      Marta
    • bazylea1 Re: Rodzina... 01.06.04, 13:24
      to ja chyba jestem jakas inna, bo kontakty z rodziną ograniczam do minimum, a
      na starosc bardzo chętnie zapiszę sie na uniwersytet trzeciego wieku wink wnuki
      owszem byle nie za często.
      • wieczna-gosia Re: Rodzina... 01.06.04, 13:33
        bazylea ja tez sie chetnie zapisze.
        po prostu bym nie chciala zeby alternatywa dla uniwersytetu bylo samotne
        siedzenie w domu i gniusnienie wink)
        .
        o tym jest ten post a nie o mojej niecheci do nauki wink)
        • aniamr Re: Rodzina... 01.06.04, 13:58
          Plemienność to świat, w którym się wychowałam. Gwar, śmiechy, wzajemne rozmowy,
          niezapowiedziane wizyty to codzienność, której mi brakuje. Wujkowie, ciotki,
          kuzynostwo, stryjkowie i jeszcze nie wiem jak określić tych wszytkich
          krewniakówsmile)) Przewijali się przez nasz dom i dom dziadków. Jedynie namistkę
          takiego życia moge ofiarować dziecku odwiedzając swoje rodzinne strony -
          szkoda.......

          Gosiu pięknie to wszytstko ujęłaś - to wszytsko co napisaś jest moim marzeniem,
          które wiem, że nigdy się nie spełni ale dobrze mieć świadomość takiej
          plemienności... Zawsze można przynajmniej w pewnym stopniu do tego dążyć...
          • socka2 Re: Rodzina... 01.06.04, 16:09
            Oj, mi tez sie podoba to, co Gosia tak super ujela w swoim poscie -
            plemiennosc!!! Mi akurat udalo sie wychowac w takiej rodzinie, maz jest
            Wlochem, wiec jak kilka postow wyzej - gwarno, tloczno i wesolo. Do tej pory
            niedziela jest dniem zarezerwowanym dla babci - wszyscy wtedy schodza sie do
            kochanej kobietki na kawke i ciasto, swieta oczywiscie wszyscy razem, imieniny,
            imprezy rodzinne - jest po kim zmywac smile)))
            Mam nadzieje, ze i mojej coreczce (a w przyszlosci i jej rodzenstwu smile uda sie
            zaszczepic te plemiennosc.
            I mysle, Gosiu, ze nie starzejemy sie - takie jestesmy i bardzo dobrze.
            Chcoiaz tutaj, na obczyznie, az mnie skreca od patriotyzmu smile)) i
            plemiennosci smile
            pozdrawiam
            Ania i Paula
    • nata76 Re: Rodzina... 01.06.04, 16:45
      Ej Gosia...jak Ty wszystko umiesz zwerbalizowac,co clowiekowi siępo głowie
      nienazwane plącze...U mnie marzenie plemienności od zawsze. W młodości smile))
      zaczytywałam się w rodzinie Borejków i skręcałam się z zazdrości,bo mio rodzice
      wcale o rodzinność nie dbali,tylko wizyty u dziadków,których "musiałysmy
      kochac",chociaż dziadek miał nas głęboko w ....przepraszam,ale mi się stare
      zale odzywają...Nigdy u nas w domu nikogo nie było,ja sie
      wyprowadziłam ,siostra też,gdybysmy nie wpadali na swięta,to moi siedzieli by
      sami,a ojciec pewnie schlany...Siostra moja wyjechała,niestety też jest
      ztych,co najpierw linia i wakacje,a dziecko z opiekunką,ale najlepiej rasowy
      kot,tylko zeby dizajnerskiej kanapy nie podrapał...
      ja próbuje troche odgrzebac rodzinne znajomości zapraszając na uroczystości,ale
      chyba mi nie wychodzi,albo nie umiem.......................
      Ale staram się.
      A mój mąż też Wloch,jak u Socki,ale mieszkamy w Polsce,gosiu,na Sycylii to byś
      dopiero plemiennosć poczułasmile)))))))))))))))))))))))
      Pozdrawiam,nata
    • melka_x Re: Rodzina... 01.06.04, 17:59
      Ja mam taką rodzinęsmile. W jakiejś części dzieci, małżonkowie, teściowie i psy są
      traktowani jako dobro wspólne (nie traktować tego literalnie!smile. Odwiedziny są
      przyjemnością, nie obowiązkiem. Na szczęście mój też jest konserwa straszliwa,
      więc wpasował się w ten układ z przyjemnością i wdziękiem. Chcemy żeby
      kiedyś... nasze dzieci wiedziały, że mają oparcie nie tylko w nas, ale
      dziadkach, wujkach, ciotkach i kuzynach. No i nie znam sposobu na radośniejsze
      święta niż wielka rodzinasmile, w której ludzie się po prostu... lubiąsmile. Miałam
      okazję zobaczyć święta w innym wydaniu, skłócona rodzina we fragmentach, każdy
      sobie we własnym mieszkaniu, żadnego wspólnego dekorowania czy pieczenia ozdób
      na choinkę, żadnego grania -choćby nieudolnego-, żadnego śpiewania kolęd,
      żadnego przekrzykiwania się przy wielkim stole, szczekania psów i pisku dzieci.
      Zamiast tego cztery osoby na wersalce przed telewizorem i nudzące się dziecko
      przed kompem, które wigilię i wizytę dziadków traktowało jako przykry
      obowiązek. To był obrazek, który mnie przekonał, że wszelkie dobrodziejstwa
      licznej rodziny zorganizowanej na wzór włoskiej mafiiwink przewyższają wszelkie
      niedogodności.
    • makami1 Re: Rodzina... 01.06.04, 18:22
      Hmm
      i ja sie musze wypowiedziec.
      Rodzina jest super - najlepiej taka jak z filmu "Spacer w chmurach" albo "Moje
      wielkie greckie wesele", ale....
      No wlasnie mam taka refleksje niewesola na swoj temat. Nie bardzo z moja druga
      polowa potrafimy o nia dbac sad(((
      Owszem o najblizsza jak najbardziej, ale o ciotki, wujkow to juz nie bardzo.
      Ciagle zaslaniamy sie brakiem czasu, praca, szkola i cholera wie czym jeszcze.
      Denerwuja nas wasnie rodzinne i obgadywania. I tak naprawde kontakt sie urywa a
      my wciaz gonimy...tylko za czym...smutnesad
      Czy potrafie to zmienic - nie wiem

      Pozdrowionka dla wszystkich lubiacych zycie w stadzie
    • cytrynka3 Re: Rodzina... 01.06.04, 20:17
      Hej Gosiu
      Rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Mój mąż, Julcia, dzidziuś w brzuszku, mama,
      siostra i siostrzeńcy. A dalej...to już chyba nie rodzina, choć wiele lat
      łudziłam się, że tak jest. Moja mama miała 6 rodzeństwa (1 wujek już zmarł
      niestety), prawie wszyscy mają dzieci, a jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi.
      Przykre, ale jak bardzo prawdziwe. Rodzeństwo mojej mamy nie raczyło mnie
      zaszczycić obecnością na moim ślubie, bo...im się nie chciało, nie opłacało
      jechać, nie mieli czasu, albo w co się ubrać, względnie obrazili się, że nie
      zaprosiłam ich na wesele (nieżyjący wujek nie mógł być na ślubie i weselu, bo
      zmagał się z ciężką chorobą).
      Ale na wesele zaprasza się bliskie osoby, jak myślę.
      Już wyjaśniam, czemu nie zaprosiłam. Moja siostra na swój ślub i wesele
      zaprosiła całą rodzinę, większość ją olała. Pamiętam, jak było jej przykro.
      Dlatego zaprosiłam osoby, z którymi choć nie wiążą mnie więzy krwi, wiem, że nie
      zawiodłyby mnie w tak ważnym dla mnie dniu. Moja ciocia (którą zaprosiłam na
      wesele, nie przyszła nawet na ślub, bo jak twierdziła nie miała w co się ubrać.
      No cóż, miała się w co ubrać, ale to jej wybór).OK, ale nie zadzwoniła nawet z
      życzeniami. Boli mnie to do tej pory.
      Nadmienię, że nigdy nie byliśmy zapraszani na chrzciny, wesela itp. Tak
      naprawdę, nawet nie byliśmy informowani o fakcie narodzin kolejnego dziecka itd.
      Tzn. raz byłam z siostrą na weselu siostry ciotecznej, zaprosiła tylko mnie i
      moją siostrę, mamę pominęła. Z tego, co wiem, zostałyśmy zaproszone dla
      równowagi między gośćmi ze strony panny młodej i pana młodego. Szkoda, że nie
      dlatego, że jesteśmy bliskie. Teraz widzę, że tak naprawdę są Ci ludzie mi obcy.
      Dzięki temu zrozumiałam, że rodzinę nie tworzą tylko rodzice, ciocie,
      rodzeństwo, dziadkowie itp. Rodzinę tworzą ludzie, którzy się kochają, czy
      bardzo lubią. Chciałam, by moja teściowa była moją rodziną, niestety ona chyba
      tego nie chce. Rozumiem, że trudno kogoś pokochać, szczególnie jeśli głównym
      uczuciem jest zazdrość, ale czemu tak trudno polubić. Dwa razy proponowałam
      przyjaźń, usłyszałam odmowę. Też boli.
      Moje marzenia o wielkiej rodzinie, gdzie jest miejsce dla dzieci, dziadków,
      rodziców, kuzynów itd. rozminęło się z rzeczywistością. Co powiedzieć o dziadku,
      który własną córkę podaje do sądu, zmyśla, że córka się znęca i próbuje ją
      wyeksmitować z dwójką małych dzieci (po śmierci babci dziadek wymagał opieki i
      moja mama była jedynym dzieckiem, która zechciała pomóc i zaopiekować się, inni
      znaleźli milion wymówek), co powiedzieć o ojcu, który wypina się na własne
      dzieci - o moim ojcu. Nawet nie wie, że mam dziecko, no cóż jestem dla niego
      obcą osobą. Dwa razy pdawał mnie do sądu.
      Marzę, że moje dzieci będą miały inaczej. Dlatego walczę z niechęcią do
      teściowej, bo choć my za sobą nie przepadamy, to babcia moich dzieci. Marzę o
      tym, że moja synowa czy zięć będą dla mnie jak dzieci, czy chociaż przyjaciele.
      Marzę, że wszyscy będą cieszyć się szczęściem innych, pomagać sobie w potrzebie.
      Nie wiem, czy te marzenia się spełnią, ale staram się je realizować. Szkoda
      tylko, że straciłam już część rodziny, bo oni mają swoje życie i obchodzi ich
      tylko czubek własnego nosa.
      Mam nadzieję, że dla rodziny mojego męża ja też kiedyś stanę się rodziną.
      Zobaczymy, jak będzie.
      Cytrynka
      • pesteczka5 Re: Rodzina... 01.06.04, 22:26
        Gosia,
        świetny post!!

        Tak. RODZINA. Też tak mam. Ja leczę ich dzieci, oni zryją nam działkę koparą,
        bo mają, ogniska, grille, ciepłe słowa, telefony. No, nie zginie się w takiej
        kupiesmile) Mąż z moim kuzynem na piwo, ja z jego kuzynką na plotki. Moje dzieci
        ze swoimi młodszymi od nich ciotkamismile) Krążące foteliki, ubranka, zabawki.

        Gdy moi rodzice przygotowują na święta ośmiokilową szynkę, ja im piekę tony
        ciast, a mama z ojcem siekają sałatkę całą noc, ja psioczę - kurczę, po co tego
        tyle?!! Na co mój mąż - Siunieczko, jak my metraż zwiększymy, to chyba prosiaka
        będziemy piec na święta!

        Będziemy. Kocham ten klimatsmile)

        P.S. Kiedy chrzciliśmy nasze dzieci, krążyły wokół stołu z rąk do rąk, trochę
        drżałam na temat tej różnorodnej flory... eee... bakteryjnej... Mama mi
        powiedziała - niech ich wszyscy kochają, niech mają dużą Rodzinęsmile)

        Mój tata pochodzi z wielodzietnej rodziny, mama pielęgnuje więź ze swoim, także
        przyrodnim, rodzeństwem, a teraz trzyma się w kupie następne pokolenie.
        Teściowa też w miarę możności hmmm... oswojona, naprawdęwink) I czasem myślę,
        czy dadzą się oswoić moje dwie synowe. W końcu moi panowie mają już 1,5 i 3
        latasmile)
      • mrufkaa Re: Rodzina...do cytrynki 01.06.04, 23:04
        Cytrynko,
        przesylam cieple myslismile
        I oby naszym Julkom udalo sie to, o czym my marzymy...
        • jol5.po Re: Rodzina...do cytrynki 01.06.04, 23:45
          W "Moim, wielkim greckim weselu" rodzina byłą fajna, ale najpierw musiała sobie
          dziwczyna sama ze sobą poradzić. I tak wychodzi też z postów, że różnie się
          układa, a zależy od ludzi, którzy różni są.
          Mój tata jedynak, zaginionego do tego ojca, właściwie sierota wojenny, mama z
          licznym (4) rodzeństwem, ale umierającym około 30. (jak ona miał 40 lat, to
          zastała sama). Rodzice wyjechali z rodzinnych stron i na ziemiach "odzyskanych"
          samiśmy byli jak palec. Rodzina 2+2, brakowało mi większych zjazdów rodzinnych,
          czy świąt, i post mógłby się zakończyć jak powyższe, ale... ja tak strasznie
          przeżywałam 2 lata temu moja pierwsza wigilję robioną samodzielnie, moja
          pierwszą Wielkanoc. Zawsze tęskniłam za grupą, ale dała mi popalić "grupa" do
          której weszłam, ale w taki nietypowy sposób, obrażając się na moją
          samodzielność. Trafiłam na rodzinę, która będąc dużą grupą tłamsiła mnie i moja
          rodzinę. Ja moją odrębność musiałam wręcz wydzierać i budować wbrew nich (i
          nadal to robię, tylko już teraz nie tak "krwawo").
          Ale fioła na punkcie dużej grupy mam, piątka dzieci to wybór świadomy. Chcę,
          żeby sie wspierali, ale mam tez świadomość, że wiele pracy muszę włożyć, by
          wszystkie relacje w miarę prawidłowo funkcjonowały, tak dzieci - dzieci, jak i
          rodzice - dzieci, teraz i w przyszłości. No wiecie korzenie, ale i skrzydła
          itd. No, to wystarczy z mojej strony
          Pozdr Jola
        • cytrynka3 Re: Rodzina...do cytrynki 02.06.04, 01:45
          Mrufkaa,
          Dziękuję. Ja też przesyłam pozytywne fluidy.
          Mam nadzieję, że naszym dziewczynkom się uda, że będą miały wsparcie i wielu
          ludzi wokół siebie do kochania i lubienia.
          Pozdrawiam Ciebie i Twoją Juleczkę
          Cytrynka, również mama Julciowa
    • akve Re: Rodzina... 02.06.04, 00:10
      Długo byłam jedynaczką.11 lat.Kogoś brakowało.
      Moja mama taka niezbyt rodzinna, jeszcze ze swoim rodzeństwem tak,mozna się
      spotkać ,ale z siostrą taty -oj, z daleka.Mój tata...z rodzina spotykał się raz
      do roku, na Wszystkich Świętych,ale zawsze jeździliśmy tam razem, ja i on.
      A ja zawsze mówiłam,ze będę mieć dużo dzieci i duuużą rodzinę.
      I jesteśmy takim plemieniem, skupiamy wszystkich,w domu 8 osób:my plus czworo
      dzieci plus dziadkowie ( czyli moi teściowie, wspaniali ludzie).Do niedawna
      mieszkała z nami szwagierka ,teraz mieszka parę ulic dalej.
      Dom zawsze otwarty ,ciagle ktoś wpada na obiad, nasi znajomi, przyjaciele,
      koledzy dzieci...Spotykamy się z ciotkami i wujkami,pomagamy nawzajem, z
      kuzynami jedziemy na wakacje...Ciągle ktoś dzwoni.
      Święta zawsze w domu i zawsze ktoś przyjeżdża,albo my idziemy do kogoś.
      Czy zawsze jest różowo?Zdarzają sie nieporozumienia...Ale my się poprostu
      LUBIMY smile))
      I może to kogoś zdziwi,ale nie wyobrażam sobie,żebyśmy mieszkali sami, bez
      rodziców.
      Moich chłopców( ups, mam przecież Zosię-od miesiąca)więc moje dzieci uczymy ,ze
      brat(siostra!) to najlepszy przyjaciel i na niego zawsze można liczyć.
      Ciekawe czy nauka nie pójdzie w las?
      A kiedyś jako statecznawinkbabcia Ewa będę sie martwić jak utrzymać ta
      plemienność.Marzę o tym i myśle ,że się uda.


      • l.e.a Re: Rodzina... 02.06.04, 09:53
        Nie wyobrażam sobie życia, bez spotkań rodzinnych, bez rozmów telefonicznych na
        temat choroby babci, osiągnięć kuzynowstwa czy narodzin kolejnej kruszynki w
        rodzinie. Mój ojciec miał 4 rodzeństwa, moja mama również. Jak tylko możemy
        uczestniczymy w wielkich rodzinnych spotkaniach - uwielbiam to ! Jestem
        tradycjonalistką i nie wyobrażam sobie spędzić Święta za granicą w ciepłych
        krajach o nie ! Ja muszę widzieć błysk oczu babci, która cieszy się, że i w tym
        roku udało jej się dożyć Wigilii. Kocham moich dziadków smile i zawsze mam dylemat
        gdzie spędzimy Świeta, bo do mojej rodzinki mam 500km i tak co rok zmieniamy
        nasze miejsce Świetowania aby było sprawiedliwie smile
        Co roku rodzina ze strony ojca organizuje OGROMNE spotkanie rodzinne w górach
        wynajmujemy cały hotel na 120 osób smile)) zjeżdżają się dziadki, pradziadki,
        ciotki i praciotki ze swoimi rodzinkami - zlot trwa 3 dni i jest to
        niepowtarzalna impreza o cudownie ciepłej rodzinnej atmosferze smile
        Kocham ich wszystkich bardzo smile
        a tydzień temu moi dziadkowie ( rodzice mojej mamy ) obchodzili 60-lecie
        pożycia małżeńskiego, zdjęcia były robione dwukrotnie coby nikogo na zdjęciu
        nie ominąć wink

        pozdrawiam wszystkich w tym jakże miłym i rodzinnym wątku - lea

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka