w nawiązaniu do wątku o monstrum oraz do wątku przepraszającego, to ja z kolei wnikać nie będę w takt i klasę kolegów małżonka, aczkolwiek szczerze? no taki lajf.
nie będę jednak również wnikać w to kto jaki kredyt, na co - zwłaszcza, że nie o kredyty na ślub, komunię, czy wakacje w egipcie chodzi
natomiast wniknę głębiej w temat - nie mam pieniędzy, więc jestem monstrum.
otóż... nie chce mi się. w du... pę mi się nie chce, by nie powiedzieć dosadniej. odczuwam niemoc absolutną. niezależnie od pogody. pada, gorąco. nie chce mi się.
ale...
wystarczy, że się zmuszę rano i wstanę przed wszystkimi - to znaczy w moim przypadku tak koło 5 - 6 rano, bo o 7 to się dzieciaki budzą.
no i jak wstanę to albo idę na dłuuuugi spacer marszowy (teraz mam psa, więc jakoś tak powód mam, ale bez psa też dawałam radę), albo jak leje to sobie zapodaję płytkę ewy chodakowskiej z ostatniego shape.
to tylko 45 minut.
no i nie jem bułek, tylko pieczywo chrupkie, albo ryżowe.
nie jem boczku, tylko biały ser i pietruszkę, koperek, rzodkiewki, pomidory, kiszonki (ogóry i kapuchę) w ilościach hurtowych (a to wszak taniocha).
jaja - fakt drogie ostatnio, ale sycące.
mamy dwa kredyty na mieszkania, leasing na auto, raty za jakąś pożyczkę, a w tym miesiącu na życie zostało nam jakieś 800 zł

ale, czy zamierzam w związku z tym zaprzestać malować się, myć włosy, czy prasować ubrania?
a może zamierzam przez to zeżreć koryto ziemniaków polanych olejem?
otóż nie.
i dziwię się doprawdy kobietom, które wytłumaczenie swojej tuszy czy zaniedbania tak łatwo zwalają na trudną sytuację materialną.
bo ani ćwiczenia fizyczne, ani dieta (no chyba że ktoś odchudza się wg wskazówek magdy gessler, która nawiasem mówiąc jakimś guru dietowym nie jest) nie wiąże się z wyrzeczeniami finansowymi.
pozdrawiam i życzę długich i miłych spacerów.