no_i_ja
20.11.17, 19:10
Tak to oczywiście jednorazowy nick, ale temat taki, że chyba żadna nie oczekuje, że poruszę go pod codziennym nickiem.
Nie potrafię być wierna, nikomu.
Jak sięgam pamięcią wstecz zawsze tak było. Nie zakochuję się, do seksu nie jest mi potrzebna miłość, właściwie takiego wyskoku nie uważam za zdradę, raczej traktuję go higienicznie jak coś co pozwala mi się oczyścić, odświeżyć, wrócić do związku i dalej startować w konkursie na najlepszą żonę i panią domu.
Tak jestem mężatką, tak jestem zadowolona ze swojego życia i nic nie zamierzam w nim zmieniać. Uprzedzając pytania nie sprawdzam komórki i @ męża, nie mam prawa, ani nie czuję potrzeby.
To nie jest tak, że szukam okazji, nie mam też długotrwałych romansów, ale co jakiś czas (średnio co 3 lata) nie potrafię powstrzymać się żeby nie skorzystać z okazji. Dodam, że nie jestem ostentacyjnej urody, nie mam już 30, a nawet 40 lat, ale mężczyźni zawsze lubili moje towarzystwo. Ostatnia okazja ma 190 i jest 13 lat młodsza... cóż. Nie ja byłam inicjatorem, ale byłam chętna. Obracamy się w tym samym środowisku, raz już zaszaleliśmy, potem normalne kontakty, wspólne projekty, zero podtekstów. Do soboty. Dziś normalny kontakt, żyjemy dalej, zero wyrzutów sumienia. Spotkanie w większym gronie było zaplanowane, seks nie, wręcz przed żadnych myśli o seksie. Tak wyszło, jak zawsze.
Napisałam ten post, bo jestem ciekawa czy tylko ja tak mam??? czy może jest więcej kobiet z nazwijmy to "nie kobiecym podejściem do seksu". Trudno jest w realu porozmawiać z kimś o swoich wyskokach seksualnych.
Pewnie posypią się na mnie gromy, dziękuję wiem, że nie mieszczę się w normie.
Bardziej jestem ciekawa zdania tych, które jak mogą to korzystają albo mogą, ale potrafią się powstrzymać.