mamablue
30.11.17, 09:22
Wczoraj pogadałam z moją koleżanką, która mieszka w innym mieście i ma dziecko w 7 klasie. Ona załamana, ja po tej rozmowie nie mogę przestać o tym myśleć.
Otóż dziecko ma taką ilość obowiązków szkolnych - i to nie chodzi o zajęcia dodatkowe - że nie daje rady. W każdym tygodniu po kilka klasówek, kartkówek, bardzo dużo do domu. Większość pracy jest podobno przerzucona na ucznia, nauczyciele tylko egzekwują. Ponoć głównym winowajcą jest "reforma" oraz szał, w jaki wpadli nauczyciele również będący w nowej sytuacji. Dziecko nie dosypia, nie ma kontaktów towarzyskich, zrezygnowali z zajęć dodatkowych.
Skończyło się załamaniem nerwowym i psychiatrą. Oczywiście wpływa to na całą rodzinę, atmosfera jakby kto umarł, kumpela szlocha do telefonu, bo w domu musi się trzymać.
Czy taki był cel zmian, zniszczenie życia całym rodzinom? Znacie takie przypadki, czy to oni są słabego charakteru?
Sama pamiętam, że jednostkowo zdarzały się załamki w LO, ale raczej rzadko. A to dziecko ma 12 lat.