Przychodzi facet do ematki i zapodaje powyższą kwestię.
Rozumiem, że rasowa ematka prowadzi kandydata na ojca do ołtarza. Nic na kocią łapę i kartę rowerową odwalać nie będzie. A może nie?
Gdzie leży granica zaufania/naiwności/przyzwoitości?
W nawiązaniu do wątku WR. Ale nie tylko