hanusinamama
12.03.19, 12:36
Mama dziecka z grupy mojej córki zadzwoniła do mnie z awanturą. I zaczęła "Jak można takie rzeczy 7latkom opowiadać". W tym momencie słabo mi się zrobiło....a chodziło o: dziewczyny sie bawiły jakimiś tam laleczkami w przedszkolu. Taka zabawa w "życie". I moja swoja lalką poszła do Rossmana i w tym sklepie zakupiła....tampony i podpaski. "I proszę Pani ona wie do czego to służy!!!". Ano wie, i to nie jako7latka a chyba 5 czy 6 latka juz widziała. Mowie, ze mam na wierzchu takie pudełko i ze zapytała kiedyś co to i po co to...więc jej wyjaśniłam. Ze była wtedy na etapie filmów "było sobie życie" łatwiej mi było jej wyjaśnić bo widziała juz co to jajnik, jajeczko, macica....i ciążaaaaaaaaaaa. Matka wykrzyczała mi ze jestem zboczona i jej dziecko bawić sie z moim nie będzie. Ok pomyślałam, moze moja przesadziła i coś tam naopowiadała za dużo. Zadzwoniłam wiec do 2 innych mam, wyjaśniłam o co pytam i poprosiłam o dopytanie swoich córek. A więc: bawiły sie że są studentkami, wracają ze studiów jedna musi isc sobie kupić buty a moja musi do rosmanna kupić sobie tampony i podpaski (pech chciał ze dzien wczesniej byłysmy razem w R i ja kupowałam tampony i podpaski). Na co córka mamy od awantury " a co to jest" wiec jej moja i reszta dziewczynek ( bo tez wiedza) wyjasniły po co to jest....i bawiły sie dalej, poszły lalkami na pizze. To nie jest wątek: czy jestem zboczona ani czy dobrze dziecku powiedziałam, wiem ze dobrze...ale czy serio mówienie o tamponach to coś dziwnego dzisiaj? Juz pomijam ze kolezanki córka zaczeła miesiaczkować majac prawie 10 lat a matka jej nie powiedziała o co chodzi i odebrała dziecko z histerią ze szkoły (nie spodziwałą sie ze tak szybko to nastąpi).