Dodaj do ulubionych

moja mama...

27.08.07, 13:18
Strasznie mnie gryzie wczorajsza rozmowa z moją mamą. Mieszkamy
razem z mężem i córcią razem. Jak jeszce żył mój tato cały czas było
mówione że dom bedzie nasz zresztą nikt z mojego rodzeństwa nie
został z pustymi rękami. Nigdy sie nam nie śpieszyło z
przepisywaniem bo cóż się może takiego zdarzyć? I właśnie.
Włożyliśmy w niego kupę kasy PRACY i marzeń. Dom był bardzo
zaniedbany i jeszcze dużo mu brakuje. I po tylu latach mama
powiedziała mi że wolałaby żeby przyszedł tu mój brat a my żebyśmy
wzięli sobie jego działkę i zbudowali dom. Nikt nigdy mamie nie
pomagał. Nawet po śmierci taty nikt nawet do pomnika się nie dołożył
tylko ja z mężem. Daję mamie na rachunki, wakacje, kupuję większość
rzeczy do domu, daję na lekarza prywatnie. Nikogo to wcześniej nie
interesowało. Czemu tak mnie zawiadła zdawałoby się najbliższa osoba
na świecie. Przecież ja dla swojej córci życie bym oddała a nie
kłody pod nogi kładła! Sorry że tak długo ale ciężko mi z tym.
Obserwuj wątek
    • broceliande Re: moja mama... 27.08.07, 13:38
      Wiesz, ja mam wrażenie, że nawet jeśli dom bedzie przepisany na
      Twojego brata, to on bedzie musiał Wam zapłacić za te inwestycje.
      Bo Wy tam mieszkacie z mamą, dobrze zrozumiałam?

      Możecie porównać, czy dom jest tyle wart, co działka. Ja akurat
      zamierzam się wybudować i pomysł z działką wydaje mi się niezły.
      • rossa79 Re: moja mama... 27.08.07, 14:25
        W tym sęk że wątpię żeby brat oddał mi kasę mama też o tym nie
        wspomniała. Zresztą oni mają tyle długów że nie mogą się z nich
        wygrzebać. I szczerze powiem że gdyby nam oddali to chyba byśmy z
        tamtąd odeszli dla świętego spokoju. Tylko oni teraz weszliby prawie
        na gotowe a my musielibyśmy zaczynać znów od początku. Co najgorsze
        już zrobiliśmy żebyś widziała przed i po sama byś to stweirdziła
        nawet łazienki nie było. A pozatym oprócz kasy są też nasze plany,
        itd.
        • kiwi1910 Re: moja mama... 27.08.07, 14:31
          czy rozmawiałaś z mamą na ten temat?? Może trzeba jej powiedzieć
          wprost, że miało być inaczej a Ty i Twój mąż to nie dojna krowa,
          która za karę, że sobie lepiej radzi w życiu musiu się wynieśc z
          domu.
          • ipola Re: moja mama... 27.08.07, 14:35
            Może porozmawiaj z mamą, szczerze i bez wyrzutów. Może nie zdaje
            sobie sprawy, że macie inne plany, że boli was jej decyzja.
        • broceliande Re: moja mama... 27.08.07, 14:36
          Ale mnie chodzi o to, że to jest urzędowa sprawa. Mama chce
          przepisać dom na syna. W domu zameldowana jest córka, która, wraz z
          mężem, ponosi koszty utrzymania domu, remontów i tak dalej.

          Muszę zapytać znajomą, ona miała taką sytuację. Osoba, na którą dom
          miał być przepisany, miała "zrefundować" koszty remontów i w końcu
          wszyscy machcnęli ręką na ten pomysł.

          Współczuję Ci i jeszcze dodam stereotypowo: zawsze liczy się syn.
          To, że córka pomaga, daje kasę, jest przyjmowane naturalnie. To, że
          najlepiej wyjdzie syn jest do przewidzenia.

          Jakie "oni by weszli na gotowe"? A co z Wami? Na bruk macie iść?
        • dlania Re: moja mama... 27.08.07, 14:39
          Mamusie tak czasem maja, że wola rogatego synka niz córke, której pomoc była
          zawsze tak pewna i oczywista, że aż niezauważalna...
          Wiesz, ja bym to wszystko, co Ty wyżej napisałas, powiedziała mamie, nie w
          formie wypominania, tylko na spokojnie, że jest Ci przykro, że tyle zrobilioście
          bezinteresownie, że mogła taka decyzję podjąć 5-0 klat temu, że własciwie zabira
          Wam teraz spory kawałek życiowego dorobku.
          A czy Wy jesteście zameldowani w tym domu? Z tego co piszesz to te inwestycje to
          nie były drobne kwoty, więc ja bym jednak nie pozwoliła sobie na zmarnowanie
          tylu lat cięzkiej pracy: policzyłabym wszystko i przedstawiła mamie.
    • burza4 Re: moja mama... 27.08.07, 15:36
      nie zostawiałabym tak tej sytuacji w żadnym wypadku.

      poruszyłabym jeszcze jedną, nie mniej istotną kwestię. Jeśli mama
      tak chce - trudno, jej wola, ale po pierwsze - jak zamierza
      uregulować kwestię zwrotu waszego wkładu w kapitalny remont domu, a
      po drugie - jak sobie wyobraża WŁASNĄ przyszłość.

      skoro dajesz jej kasę na rachunki, lekarza, wakacje - to znaczy, że
      mama nie da rady utrzymać się z własnej emerytury. A skoro brat
      zadłużony po uszy - to na jego pomoc nie ma co raczej liczyć? bo
      chyba nie sądzi, że ty pójdziesz z torbami pod most i jeszcze
      będziesz ją dotować?
    • przeciwcialo Re: moja mama... 27.08.07, 15:50
      Zazwyczaj jest tak że im dalej od domu tym bardziej kochane dziecko.
      Codziennosci niekt nie docenia bo przeciez dobrze idzie.
      Może wyprowadźcie sie na jakis czas to mama oczy otworzy.
    • mathiola Re: moja mama... 27.08.07, 16:12
      Tak to niestety jest, że kiedy przychodzi do podziałów majątku, łzy
      leją się czasem strumieniami, a po dupie dostaje zawsze ten najmniej
      winny i najbardziej cichy.
      Nienawidzę wzelkich spraw związanych z "majątkami", zawsze jest
      jakieś halo przy tym.
      Twoja mama postąpiła moim zdaniem niesprawidliwie... ale ja na twoim
      miejscu pewnie bym zacinęła zęby i nie kłóciła się o to co moje, bo
      kłótnie o majątki są dla mnie najbardziej żenującym i poniżającym
      przedstawieniem, jakie może wykonać człowiek.
      Chociaz jeśli miałabym stracić kasę, jaką zainwestowałam, to pewnie
      jednak powiedziałabym swoje, a żeby im w pięty poszło... ale
      procesować bym się nie procesowała, jak to niektórzy z mojego
      otoczenia potrafią.
    • ollik83 Re: moja mama... 27.08.07, 16:40
      Najłatwiej jest nic nie powiedzieć, a w samotności zalewać sie żółcią. Wiem,że i u mnie może przyjść taki moment, kiedy trzeba będzie otworzyć buzie i upomnieć się o "swoje". Generalnie od rodziców nic nam się nie należy, bo jestesmy dorosli, ale jeżeli w coś się zainwestuje, to już inna sytuacja.
      • mathiola Re: moja mama... 27.08.07, 20:41
        tylko że wtej sytuacji, jeśli mama się uprze, a syn będzie dolewał
        oliwy do ognia, autorka wskóra tyle, że skłóci się z rodziną i da
        się wmanewrować w konflikt z rodzaju nierozwiązywalnych.
        Znam kilka rodzin, które dotąd sądziły się o majątek (też mi
        majątek, phi), dopóki nie poumierali wszyscy. Całe życie w wielkim
        konflikcie z najbliższą rodziną.
        Upomniałabym się może o te zainwestowane pieniądze, ale z pewnością
        odpuściłabym kłótnie o dom, nie ma sensu, naprawdę dużo złego na ten
        temat działo się wokół mnie, żebym sama brnęła w takie szambo.
    • siasiuszek Re: moja mama... 27.08.07, 16:47
      może brat ja podpuścił ??
      • marzeka1 Re: moja mama... 27.08.07, 17:04
        Też myślę, że być może brat podpuścił, widząc, że tu dom gpotowy, a on w długach i przyjdzie na gotowe. Uważam, że powinnaś walczyć o swoje i notarialnie sprawę załatwić jeszcze za życia matki. Poromawiaj z matką, przedstaw sumy, któe wy włożyliście w dom, jeśli będzie się upierała, że jednak brat ma dostać wszystko a ty miejsce na wybudowanie domu- czyli zacząć masz od zera, jednak wyliczyłabym koszty, nie fundowała wczasów itp. zgadzam się z poprzedniczkami,że rodzinne sprawy o pieniądze to najgorsze, co może być. Jednak dlaczego ty masz z tego powodu cierpieć.
    • dede43 Re: moja mama... 27.08.07, 19:46
      Tak, pieniądze mogą wszystko zepsuć. Ja na szczęście mam tylko
      jedną córkę, która odziedziczy po nas mieszkanko, więc nie będzie
      problemu. Ale w mojej rodzinie będzie pewien kłopot.
      Odzidziczyłyśmy z siostrami po 1/3 domu. Nie mieszkam w nim, nie
      ponoszę kosztów jego utrzymania, przyjeżdżam w gości, bo jesteśmy
      dość zżyte. Tylko, że po naszym najdłużsym życiu będzie bardzo
      niekomfortowa sytuacja. Moja córka, włacicielka wówczas dwóch
      mieszkań (moje i swoje) formalnie będzie właścicielką w 1/3 tego
      domu, a dzieci sióstr(każda ma dwoje) po 1/6. I co wtedy ?.
      • mathiola Re: moja mama... 27.08.07, 20:43
        Formalnie może się zrzec. I po kłopocie. Na co jej coś, co tak
        naprawdę nie jest jej?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka