Dzisiaj o 6 rano obudził mnie dzownek do drzwi. Obudziłam męża, ale on
stwierdził, że pewnie mi się zdawało, bo kto miał przyjść w niedzielę o tej
porze. Ale podszedł do okna i patrzył czy ktoś nie odchodzi spod drzwi
(mieszkamy w segmencie w zabudowie szeregowej). I w tym czasie (minęło jakieś
5 minut) i dzwonek znów zadzownił. Mąż zszedł ale nikogo nie było, wyszedł do
bramy, rozejrzał się - nikogo. Wrócił na górę i za parę minut znów dzwonek -
więc ja od razu do okna, żeby spojrzeć czy ktoś nie odchodzi a on na dół. I
znowu to samo - nikogo nie ma, nikt spod drzwi się nie ruszał. Rany, od razu
pomyślałąm ,że coś się stało, jakiś znak itp. W ogóle nie mogłam usnąć. Więcej
nie dzownił. Ojciec mówi, że to pewnie zwarcie - ale zwarcie to by dzwonił
cały czas albo co, a później już nie dzownił. I teraz wieczorem zaczynam się
bać nadchodzącej nocy.

Miałyście tak kiedyś?