alfa36
21.06.09, 16:13
Zostałam dzis skrytykowana przez swojego męża za: bałagan w domu,
nieumiejętność zrobienia sobotnich zakupów u wreszcie roztycie się.
Rzeczywiscie porządek dla mnie jest na kolejnym miejscu pod względem
waznosci domowych rzeczy, rzadko robię w sobotę zakupy (ale nie jest
tak, ze domownicy sa glodni) a za dietę się dopiero zabieram.
Dlaczego facet, ktory przez dobre kilka lat sam zajmowal się domem i
dzieckiem (jestem drugą zoną swojego męża), teraz uważa sprzątanie
za rzecz niemęską? Dlaczego nie może pojąć, że wolę iśc z dzieckiem
na kulki, niż sterczeć przy truskawkowych przetworach itp.? I w
końcu, czemu krtykuje mój za duży brzuch (rzeczywiscie z 38
podskoczylam na 40), skoro sam od wielu lat ma sporą nadwagę?
Pomóżcie zrozumieć...