Dodaj do ulubionych

Obojętność

13.12.07, 00:54

Niedawno zostałem ojcem. Nigdy nie lubiłem dzieci ani nie chciałem
mieć własnych, ale kiedy się dowiedziałem o ciązy pomyślałem sobie
ze pewno nie ja pierwszy mam obiekcje, i jak juz musi byc to niech
będzie. I teraz widzę że jest mi to dziecko kompletnie obojętne.
Kompletnie. Nie irytuje mnie kiedy wrzeszczy i nie daje spać (bo w
koncu wszystkie dzieci takie są), tylko jest mi obojętne. Wszystkie
kwestie zwiazane np. z jego zdrowiem widzę wyłącznie w kategorii
wydatków i straty czasu, przejmuję się nimi mniej wiecej tak jak
zepsutym odkurzaczem albo czymś takim. Na zewnątrz muszę oczywiście
udawać ze jestem z dziecka dumny i generalnie szczęśliwy, ale powoli
zaczyna mi brakować to tego teatru cierpliwości, poza tym dziecko w
koncu kiedyś się zorientuje że jest mi obojętne i wątpię żeby było z
tego powodu zadowolone. A przecież w koncu nic tu nie zawiniło. Mam
do tego coś w rodzaju syndromu ucieczki, coraz mniej chce mi się
wracać do domu i grać tatusia.

Własciwie, jest jednak jedna rzecz ktora mnie frustruje - swiadomość
ile pieniędzy to dziecko już pochłonęło, i ile się jeszcze zmarnuje.

Zastanawiałem sie nawet czy może to jakiś podświadomy strach przed
tym że dziecko nie jest moje, ale nie, nie mam wątpliwości. Zresztą
to by było bardzo dobre rozwiązanie, bo uwolniłoby mnie od
odpowiedzialności.

I teraz niech mi ktoś powie co z tym zrobić, jest jakaś szansa że to
przeminie?... Myślałem że jakaś więź się nawiąże jeśli będziemy
spędzać razem dużo czasu, ale jedyne odczucia jakie mnie ogarniają
to straszna nuda i żal z powodu bezsensownej straty owego czasu.
Watpię żebym to wszystko zbyt długo wytrzymał.
Obserwuj wątek
    • uny Re: hmmm... ciekawe i odważne wyznanie 13.12.07, 07:29
      dziwne to wszystko o czym piszesz. jakoś nie jestem w stanie
      przeliczyć mojego syna na pieniądze (szczególnie zmarnowane). po
      mojemu to musisz jeszcze troche poczekać, kiedy potomek stanie się
      bardziej kontaktowy zobaczysz, że mogłeś się mylić. może ci się
      zmieni jak ci dziecko powie ni z gruchy ni z pietruchy "kocham cie
      tatusiu".
      chciałbym myśleć, że to co napisałeś miało za zadanie ruszyć to
      forum i wywołać kolejną dyskusje.
      i to oby było na tyle.
      pzdr
      --
      Post ten wyraza opinie autora w dniu dzisiejszym. Nie moze on byc
      wykorzystany przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani innym
      nastepujacym po nim dniu. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany
      pogladów, bez podawania przyczyny.
      • sail_ho Re: hmmm... ciekawe i odważne wyznanie 14.12.07, 13:03
        powiem tak, jestem dzieckiem rodziców, którzy mnie chcieli bo uważali, że tak trzeba, pobrali się za względu na mnie i oboje przez całe życie wahali się między nienawiścią za to, że ich połączyłam a miłością do tego co we mnie było z nich, efekt? przez lata walczyłam o to żeby zaakceptowali to co jest moje, to czym się od nich dwojga różnię, bezskutecznie, wielokrotnie życzyłam im żeby wykitowali i wciąż uważam, że ich dematerializacja zdjęłaby z moich barków największy ciężar jaki w życiu mam niechęć a czasem nienawiść...

        uważam, że dobrze jest, że się potrafisz sam przed sobą do tego czego nie czujesz, zobaczysz co będzie, szczerze to i tak już wdepnąłeś, teraz musisz albo poczekać i stwierdzić czy rzeczywiście jesteś w stanie dziecko pokochać, czy nie, jeśli nie to nie udawaj, nieuczciwość w relacjach z dziećmi najbardziej niszczy te ostatnie i rzutuje na całe ich życie, życzę Ci z całego serca, żebyć pokochał swoje dziecko, ale jako odrębną indywidulaność, nie jako "część Ciebie" bo przy takim myśleniu możesz odrzucić je jeśli będzie od Ciebie inne, cóż, ja sama nie zdecydowałam się na dziecko, ponieważ mój mąż nie chciał mieć dzieci, uznałam, że "wrabianie" jest nonsensem i kiedy czytam to co piszesz, znajduje potwierdzenie dla słuszności mojej decyzji, trzymaj się!
        • ascenth Przynajmniej nie jesteś hipokrytą! 14.12.07, 20:13
          sail_ho napisał:


          > uważam, że dobrze jest, że się potrafisz sam przed sobą do tego czego nie czuje
          > sz, zobaczysz co będzie, szczerze to i tak już wdepnąłeś, teraz musisz albo poc
          > zekać i stwierdzić czy rzeczywiście jesteś w stanie dziecko pokochać, czy nie,
          > jeśli nie to nie udawaj, nieuczciwość w relacjach z dziećmi najbardziej niszczy
          > te ostatnie i rzutuje na całe ich życie,

          Dla zachowania wizerunku wzorowej rodziny wiele osób tkwi w takim zakłamaniu, ze
          prawie się duszą. Udawanie uczuć to równia pochyła dla relacji... Współczuję ci,
          że znalazłes się w sytuacji bez wyjścia. Nie piszesz jak rozwijał się twoj
          związek z żoną, ale wiele kobiet zachowuje się wobec swoich partnerów
          nieuczciwie i celowo zachodzą w ciążę, żeby ich przy sobie zatrzymać. A potem
          wymagaja 'obligatoryjnego' oddania i miłości to "tak trzeba". Myslę, że sail ho
          ma rację - powinieneś jeszcze troche sie poobserwować i jeśli nic się nie zmieni
          - uciekać, bo oszukując siebie i rodzine stworzysz jedynie toksyczny związek.
          Nie kazdy jest stworzony do zycia rodzinnego.



          • tomasz_wiking Re: Przynajmniej nie jesteś hipokrytą! 16.12.07, 12:03
            Sądzę, że problem tkwi raczej w Twoim stosunku do matki dziecka. My z żoną nie
            planujemy dzieci - jestesmy egoistycznie zapatrzeni w siebie i swoje pasje i
            szczęśliwi sami ze sobą. Ale gdyby dziecko sie "zdarzyło" wydaje mi się , że bym
            je zaakceptował przede wszystkim dlatego , że to część kobiety, którą kocham.
            Jeśli jesteś z żoną tylko dlatego , że zaliczyliście 'wpadkę', nie dziwię się
            ,że nie możesz sie odnaleźć w tej sytuacji. A jeśli to właściwa kobieta jestem
            pewny , ze z czasem zaakceptujesz i dziecko.
    • kirkwall Re: Obojętność 13.12.07, 08:43
      Jesli na prawde szukasz pomocy to mysle, ze trafiles do wlasciwego
      miejsca. Jest tu kilku madrych ojcow smile

      Ze swojej strony, a jestem bezdzietna z wyboru i z wlasnie tych
      przyczyn, ktore wymieniasz w pierwszym zdaniu, chcialam zaofiarowac
      szczera sympatie i nadzieje, ze ten smutny stan przejdzie. Mysle, ze
      nie masz jednak nadzieji, ze to 'samo przejdzie' i chcesz w tym
      kierunku cos zrobic, dlatego ten post. Mam nadzieje, ze znajdziesz
      pomoc, ktorej szukasz.

      Pozdrawiam

      Alina
    • egon26 Re: Obojętność 13.12.07, 09:50
      Spokojnie nie jesteś pierwszy i nie ostatni. Ja zawsze lubiłem dzieci, zawsze
      też wiedziałem że będę miał swoje, decyzja był świadoma, ciąża była zagrożona co
      jeszcze bardziej uświadomiło mi jak ważne to dziecko jest dla mnie. A po
      porodzie klops wink Urodził się obcy człowiek, była duma że to moje dziecko itd.
      Ale czy była w tym miłość? Czasem nawet wątpię. Miłość do dziecka u nas mężczyzn
      rodzi się z czasem z przebywaniem z nim. My przez cały okres ciąży jesteśmy
      tylko obserwatorami to matki uczestniczą we wszystkim, one dziecko znają prawie
      9 miesięcy dłużej niż my. Po urodzeniu dziecka jest ta euforia która podobno
      spowodowana jest też hormonami które dziecko wydziela. Działa to w różnym
      stopniu na rodziców, jedni ojcowie odczuwają to na tyle mocno że sami wciągają
      się w wir obowiązków i zabawy z dzieckiem. I z czasem się w nim po prostu
      zakochują i nie zauważają tego przejścia. Na innych działa to słabiej, jeszcze
      na innych wcale. Na mnie zadziałało słabo na tyle że to zauważyłem, ale chciałem
      go poznać i pokochać. Zarówno nie znienawidzisz nikogo jak i nie pokochasz jeśli
      go nie poznasz.
      Pierwszy miesiąc jest koszmarny, kolejne 3 trudne - potem jest już lepiej, po 6
      miesiącach super a po roku to już totalny odlot- ja z winem im dłużej dojrzewa
      tym lepszewink Na dole masz artykuł który przeczytać powinieneś, jest on
      skierowany do kobiet ale wytłumaczy ci twoje wątpliwości. Ja doradzić mogę ci
      tylko tyle byś przez kilak miesięcy zajmował się synem i próbował go poznać- nie
      daj się zepchnąć matce na drugi plan gdyby próbowała. To będzie spory wysiłek
      ale raz że warto, a dwa że w końcu jesteś facetem. Przychodź do nas częściej,
      pomożemy ci go wychować na fajnego dzieciaka bo wcale to łatwe nie jestwink
      POWODZENIA
      Jak cię ktoś tu będzie atakował to ich olej czasem są różne dziwaczne naloty na
      nasze forumwink

      --
      a href= "http://kobieta.wp.pl/kat,26339,wid,8229520,wiadomosc.html" rel="nofollow">Pomóż muzostać ojcem
      • justyna_dabrowska Re: Obojętność 13.12.07, 13:39
        To przemujące co PAn napisał. Smutne. Widzę że się Pan męczy...Nie
        wiem ile ma to dziecko? Przychodzi mi też kilka pytan do głowy które
        może zachęca Pana do refleksji...
        Czy kocha Pan matke tego dziecka? Czy chciał Pan tego dziecka, czy
        jego pojawienie się było nie do konca Pana decyzją? CZy Pan dobrze
        wspomina własne dzieciństwo, relacje z ojcem? Czy ma się Pan w swoim
        ojcowaniu do czego odwołać?

        Zachęcam do sięgnięcia wgłab siebie,

        pozdrawiam

        Justyna Dąbrowska, psycholog, naczelna "Dziecka"
    • alpepe Re: Obojętność 13.12.07, 14:23
      po pani psycholog cóż mogę ja dodać? Chyba tylko, że zwyczajnie nie jesteś na
      tym etapie rozwoju, na jakim się kocha takie maleństwo od samego początku. Tak
      mi się zdaje, bo trzy tygodnie temu urodziłam drugie dziecko i widzę, jak różna
      jest reakcja mojego męża na to drugie od reakcji, którą pamiętam z przeszłości.
      Pierwsze dziecko to była skóra ściągnięta z ojca, a jednak on nie czuł więzi z
      dzieckiem, nie roczulało go, potrafił mi mówić wręcz wstrząsające rzeczy (nie
      chcę o tym pisać), patrzył na nasze pierwsze dziecko właśnie tak jak ty, z
      pozycji obojętności, irytacji być może, że dziecko tyle kosztuje, że obowiązeki
      itp. Oczywiście, z czasem pokochał naszą pierworodną, przyznał mi się, że odkąd
      z nią mógł porozmawiać, to dopiero dla niego zaczął się etap ojcowstwa, ale
      teraz przy drugim dziecku widzę, że jest inaczej, że pokochał je chyba "od
      pierwszego wejrzenia", jest w nim czułość, cierpliwość, miłość.
      Nie życzę ci drugiego dziecka, byś się wyćwiczył w ojcowstwie, ale życzę, byś
      starał się teraz być przy dziecku nawet wbrew sobie, zobaczysz, kontakt i miłość
      przyjdą z czasem.
      --
      Jede Wahrheit braucht einen Mutigen, der sie ausspricht.
      • moczker Re: Obojętność 16.12.07, 06:27
        witam ,
        jest p. obojętny na swoje dziecko , na pewno jest jakaś ku temu zjawisku
        przyczyna , polecam udać się do poradni psychologicznej , może trzeba coś
        uleczyć albo wyjaśnić , są tu jakieś braki z pańskiego dzieciństwa ,a może i nie ?
        szkoda że nie ma pan obojętności do uprawiania seksu , SORY ale takie są skutki
        uprawiania seksu , każde współżycie , potencjalnie jest zapowiedzią nowego życia
        , życzę szybkiego pozbierania się w garść , bo nie ma co się rozczulać nad sobą
        , tylko uświadomić sobie ,wbić do głowy hasło JESTEM OJCEM !!!
        Ojciec jest bardzo ważny w rodzinie i wychowaniu dzieci , polecam panu dobrą
        książkę pt. Być rodzicami. Graza Honegger Fresco oraz
        Zdradzony przez ojca. Wojciech Eichelberger
        Stosując terapię opartą na naukach humanistycznych wzbogaconych chrześcijańską
        wizją człowieka , biorąc pod uwagę u każdej osoby jej wymiar cielesny , duchowy
        , psychiczny i intelektualny, jestem przekonany , że pan i inni, jak skorzystają
        z pomocy ludzi którzy mają odpowiednią wiedzę na dany temat , na ów problem ,
        będzie pan patrzył na swoje życie innymi oczami, należy tylko chcieć coś zrobić
        , zmienić , ze swoimi problemami ,
        życzę wytrwałości i niepoddawać się ,
        niech pan walczy o ten cenny skarb , jakim jest miłość do dziecka i nie tylko ...
        pozdrawiam
    • nie-naiwniak Re: Obojętność 13.12.07, 14:24
      Witam porządnego Człowieka .
      Po pierwsze dobrze że myślisz o tym właśnie tak . Chcesz dla siebie i dla dziecka dobrze . Mam dzieci , wychowuję je sam / mama je widzi , ale nie zna /- dziwne ? Ale prawdziwe .
      I tak od wielu lat .
      Jestem pewien że tak jak ktoś napisał mądrze - czas jest potrzebny , po kilku miesiącach zmienisz zdanie bo to Dziecko to również Ty - nie tylko Mama .
      Wielu jest ojców , którym matki zabraniają kontaktów z dzieckiem .
      Nie wplącz się w to - szkoda malucha i Ciebie . Dramat jest dopiero wtedy .
      Dasz sobie radę , bo widać że chcesz .
      pozdrawiam

    • ludwigvanbeethoven Re: Obojętność 13.12.07, 15:04
      Tragiczne ale niestety wielu ojcow przezywa takie
      stadium.Niestety,my kobiety-matki rzadko interesujemy sie
      emocjonalnym podejsciem naszych partnerow-mezow-ojcow do nowo
      narodzonych potomkow.A szkoda bo jak widac rozleglosc problemu jest
      ogromna.Kobieta niemalze od poczatku ma przewage nad mezczyzna w
      uczestniczeniu i poznawaniu tej malej istoty.Ale to nie oznacza,ze
      mezczyzna nie jest rownie wazny.Powiedziala bym wrecz,ze dla zdrowia
      i psychiki dziecka sa mu niezbedni oboje rodzice.Zadne tam samotnie
      wychowujace matki czy tatusiowie na weekend...Mam dwoje dzieci - syn
      15 lat i corke 8 lat.Pierwsze dziecko mam z facetem,ktory wlasnie
      sie nie interesuje i nie ma zadnego kontaktu z synem.Kiedy sie
      dowiedzial,ze bedzie ojcem nie byl zachwycony,ale nie
      negowal.Wiedzial 100%,ze to jego syn.Jego rodzice wpadli w szal bo
      stwierdzili,ze zniszcze mu zycie:mial isc na uniwersytet,robic
      kariere itd.Zazadali testow DNA.Ja ujelam sie honorem i
      stwierdzilam,ze niczego nie musze potwierdzac.Nie pobralismy sie bo
      nie zamierzalam niszczyc mu zycia.Sama podjelam walke i nie
      zaluje.Jedyne co,to zaluje,ze nie zgodzilam sie na te cholerne testy
      bo dzisiaj sytuacja wygladala by inaczej.Syn mialby ojca...Kilka
      nascie lat pozniej poznalam innego faceta za ktorego wyszlam.Po
      dwoch latach urodzila nam sie corka.W tym wypadku maz od samego
      poczatku uczestniczyl we wszystkim,byl przy porodzie i udzielal sie
      w domu.Dwie zupelnie rozne sprawy - dwa odmienne podejscia
      ojca.Jednak wniosek jest prosty - my kobiety musimy czesciej liczyc
      sie ze zdaniem ojcow naszych dzieci.Inaczej konczy sie to tragedia
      dziecka,ktore niczemu nie zawinilo.Poczekaj jakis czas jednak nie
      znikaj z zycia Twojego syna.Niech Cie zna i czuje.I badz dumny z
      niego,wszystko sie ulozy.Najwazniejsze,ze syn jest zdrowy - reszta
      sama sie wyklaruje.I przede wszystkim badz razem z matka dziecka -
      to zaprocentuje w przyszlosci.Pozdrawaim goraco i trzymam kciuki.
    • kalendarzowa_wiosna Re: Obojętność 13.12.07, 15:06
      Pierwsze pytanie które mi się nasunęło, to w jakim wieku jest
      dziecko? Drugie: czy kochasz jego matkę?

      Często faceci potrzebują czasu, nawet 2 - 3 lat, żeby nawiązać
      kontakt z dzieckiem, żeby poczuć się ojcem przez duże "o". Zdarzają
      się i tacy, którzy mając dzieci, ojcami nie zostają nigdy, ale oni
      sobie tego nie uświadamiają. Ty masz świadomość, że coś jest nie
      tak. Dlatego myślę, że będzie dobrze smile

      Natomiast, powiem Ci szczerze, że jestem zszokowana Twoim
      materialnym podejściem do dziecka. Porównywanie wydatków na dziecko
      do wydatków na zepsuty odkurzacz, jest poniżej krytyki. Jeżeli
      faktycznie tak myślisz, tak postrzegasz świat, mogę Ci jedynie
      współczuć i mieć nadzieję, że kiedyś zaczniesz dostrzegać ważniejsze
      rzeczy, niż pieniądze.

      Czy to nie jest przypadkiem tak, że jesteś młodym 20-paroletnim
      facetem, któremu jakaś aktualna dziewczyna (w kazdym razie nie do
      końca uznana za tę jedyną) oświadczyła, że będzie ojcem? A tu
      robienie kariery, urządzanie nowego mieszkania, samochód,
      kredyty ... dziecko, zwyczajnie nie bardzo pasuje...
      • mszleminski Re: Obojętność 13.12.07, 16:19
        100% zgody z koleżanką.

        Ja się zakochałem w swoim synku jak miał jakieś pół roku. Mój wujek w swoim
        podobno jak tamten miał dopiero 3.

        Więź się buduje jak to małe zaczyna się śmiać, wspinać, kojarzyć Cię, tęsknić...
        Więc daj temu czas.

        A co do przeliczania na pieniądze... To nie jest przypadkiem tak że wszystko
        przeliczasz na pieniądze? A w każdym razie wiele spraw i finanse są dla Ciebie
        bardzo istotne?

        Jeżeli tak to nic dziwnego, że coś co jest Ci emocjonalnie obojętne przeliczasz
        na kasę. Jest szansa, że Ci przejdzie, jak go/ją pokochasz.

        A jak Ci nie przejdzie to musisz się nad sobą poważnie zastanowić albo z kimś
        porozmawiać bo życia (wewnętrznego) Ci to na pewno nie ułatwi, a dziecko będzie
        Cię kosztować jeszcze więcej im bardziej będzie starsze, jeśli nie będziesz
        potrafił tego zaakceptować to będziesz miał ciągłe ciśnienie.
      • quasimodo82 Re: Obojętność 14.12.07, 13:30
        Mnie też poruszył wątek materialny tego postu. Sama jestem czuła na wydawanie
        pieniędzy, zwłaszcza jeżeli nie widzę za bardzo sensu.
        Ale nawet jeśli w danym momencie (życzę autorowi, żeby był jak najkrótszy)
        czujemy wobec dziecka obojętność, to czy mimo wszystko istnieje lepszy cel?
        Samochód, wakacje?
    • findoutmore Wszystko z tobą w porządku, stary! 13.12.07, 15:16
      Naprawdę nie masz się czym przejmować. Od wieków rolą samca było spłodzenie
      potomka i udanie się do swoich zajęć, to dopiero niedawno samice wymyśliły, że
      musimy "zajmować się" dzieckiem, co jest wbrew naszej naturze. Ty przynajmniej
      jesteś szczery i piszesz to, co myślisz, a większość facetów woli się okłamywać,
      często na dodatek wychowując nie swoje dziecko. Kobiety robią z nami co chcą -
      nie pozwólmy na to.
      • covington bejsbol i elektrowstrzasy nie pomoga findoutmore 14.12.07, 01:19
        a do ciebie chłopaku
        stan wyjściowy masz kiepski: nie chciałeś dziecka i nie umiesz ani nie chcesz
        się nim zająć.
        jeśli nie chcesz podtrzymywać hipokryzji, wypisz się - przy twoim nastawieniu
        nikt nie będzie płakał że cię nie ma
        twoje nastawienie do twojego dziecka świadczy o tym że masz je w głębokim
        poważaniu - miej odwagę powiedzieć to rodzicom, teściom, żonie i przede
        wszystkim dziecku.
        lepsza ucieczka teraz (ale od alimentów nie uciekniesz), niż katowanie rodziny
        twemi fochami przez następne lata
        jak dla mnie, jesteś cienki - odwaga do narzekania po fakcie, to żadna odwaga.

        jestem ojcem trójki - córki i parki bliźniąt. jest k...o ciężko. dzieci
        planowane nie były, ale witane z wszelkimi honorami - czytaj miłością.

        nie chcesz dzieci - nie rób
    • mszleminski Re: Obojętność 13.12.07, 16:25
      Co do nudy do nie pękaj mój dzieciak ma 2.5 i czasami też się nudzę jak on w
      czymśtam gmera, ale po chwili zaczyna na mnie włazić i robi się ciekawie. smile To
      minie, z czasem jest coraz lepiej.

      A jeżeli sugestie niektórych że matka nie ta którą sobie wymarzyłeś są trafione
      to pamiętaj tylko że to Twoje dziecko i że od Ciebie zależy czy będziesz dobrym
      ojcem czy nie będziesz ojcem w ogóle.

      A jeżeli masz ochotę nie być w ogóle to sobie odpowiedz na pytanie co powiesz za
      20 lat 20-letniemu młodemu człowiekowi (płci obojętnej) jak stanie w Twoim progu
      i spyta co Ci zrobił że nie chciałeś go poznać i być mu ojcem...
      • myfed Do autora wątku 13.12.07, 16:36
        A ile lat ma to dziecko?
        Bo może Ci przejdzie, jak podrośnie. Mam wrażenie, że mój Tato miał
        coś takiego ze mną, to znaczy nigdy tego tak do końca wprost nie
        powiedział, ale to by do niego pasowało, no i mówił pół-żartem (on w
        ogóle zawsze tak mówi), że kiedy byłam mała, to go tylko wkurzałam,
        a jak zaczęłam mieć naście lat, to wreszcie zaczęłam dawać się
        lubić. No i teraz mamy bardzo dobre relacje, zresztą z mojej
        perspektywy zawsze tak było, mimo, że z boku patrząc ojciec był mało
        zaangażowany w moje wychowanie i opiekę nade mną. W praktyce,
        wychowanie nie polega na ciągłym niańczeniu i z takiej dość
        zdystansowanej relacji dziecko też może się wiele nauczyć. Ale żeby
        nie było - ja sama wychowałam tylko mojego kota i poniosłam na tym
        polu druzgocącą klęskę uncertain
      • oneraz Re: Obojętność 13.12.07, 17:21

        Dziekuje za wszystkie komentarze, dobre i zle. Odpowiem grupowo,
        chocby chaotycznie: probuje sie dzieckiem zajmowac, i mam nadzieje
        ze z czasem zaczne w tym widziec sens. Na pytanie czy kocham swoja
        zone mialem odpowiedziec twierdzaco, ale zdalem sobie sprawe ze jest
        to uczucie o wiele slabsze niz pare lat temu. Wiec nie wiem. Kiedys
        wszystko co robila moja zona mnie cieszylo, dzis duzo rzeczy mnie
        irytuje. Pytanie pani Justyny o relacje z ojcem jest bardzo trafne,
        bo moj ojciec byl alkoholikiem (nieagresywnym) i zmarl kiedy mialem
        12 lat. Chociaz, nie wiem jak by to mialo wplynac na moj stosunek do
        dziecka (na jakosc bycia ojcem - owszem).

        Dziecko ma obecnie 3 miesiace i ma sie dobrze. Ja mam 32 lata, nie
        mam kredytow (a nawet przeciwnie), moja sytuacja finansowa i
        zawodowa jest stabilna. Choc to prawda ze jestem tragicznie skapy, i
        generalnie jestem materialista.

        Owszem, dziecko mi "nie pasuje". Tyle ze nie potrafie wyobrazic
        sobie sytuacji w ktorej pasowaloby, wcale mi sie nie wydaje ze
        kiedys przyszedlby ow mitologiczny "wlasciwy moment". Jesli chodzi o
        materialne podejscie to po prostu nie widze w tym jakiegos, nie
        wiem, "zwrotu z inwestycji". Jesli kupie zonie jakas bizuterie albo
        zaprosze znajomych na kolacje, to sprawia mi to przyjemnosc. Jesli
        kupie dziecku nowy fotelik - ani troche.

        Moze macie racje, ze trzeba rok poczekac. Rok jakos wytrzymam, jesli
        nic sie nie zmieni to sie rozwiode.
        • rachela180 Re: Obojętność 13.12.07, 18:05
          Rozwód? A co to zmieni? Unieszczęśliwisz matkę i dziecko, to się
          zmieni.

          Spróbujcie z żoną odkurzyć swoje dawne uczucie. I zajmuj się
          maluchem jak najczęściej, choćby wbrew sobie.

          Wiesz - mój tata odszedł od rodziny, gdy miałam rok. Matka się mną
          nie interesowała, to on musiał - chcąc niechcąc - mnie kąpać,
          karmić, przewijać. Potem uciekł, widząc, że z żoną dłużej nie
          wytrzyma. Dziś myślę, że zrobił dobrze, choć przez wiele lat czułam
          ogromny żal.
          I wiesz? Ślad po tamtych najwcześniejszych kontaktów z tatą
          przetrwał. On, gdy się w końcu odnaleźliśmy po 16 latach, płakał,
          ja - czułam do tego w sumie obcego człowieka dziwaczną czułość.
          Teraz wiem, że gdzieś w podświadomości zachowałam wspomnienie
          opieki.

          Nawet nie wiesz, jakie to ważne, jaka więź się wtedy rodzi. Odzywa
          się po wielu latach.

          Tylko że te kilkanaście lat bez ojca do dziś mi ciąży. Ma to poważny
          wpływ na moje życie (to nie miejsce, by o tym pisać). Gdyby był przy
          mnie dłużej, może byłabym dziś kimś innym, dokonałabym innych
          wyborów, gdzie indziej bym pracowała... być może byłabym
          szczęśliwsza.

          Nie pozwól na zniszczenie swojej rodziny. Ty będziesz winien
          rozwodowi i to Ty będziesz ponosić odpowiedzialność za smutne,
          samotne życie swojego dziecka. Dziecko nie odkurzacz. Czuje, żyje -
          I STRASZNIE CIĘ POTRZEBUJE.
          --
          Członek - to brzmi dumnie.
        • antilop31 Re: Obojętność 13.12.07, 19:29
          hmmm swietne podejscie do sprawy z tym rozwodem, naprawde moje gratulacje,
          i jak sad cie zapyta dlaczego wniosl pozew o rozwod to co odpowiesz?
          bo jakos tak nie kocham swojego dziecka, no po prosto mi nie pasuje, a w sumie
          to woel kupowac auta i bizuterie, a nie pieluchy.
          takim jak ty to sie powinno wydawac zezwolenia na posiadanie spermy.
        • szatek100 Re: Obojętność 13.12.07, 20:10
          POwiem prosto z mostu. JESTEŚ NEUROTYKIEM. Choć mam bardzo lewicowe
          poglądy jestem zwolennikiem klasycznego modelu rodziny (żadnych
          gejowskich adopcji !!). Dlaczego ? Otóż dziecko do prawidłowego
          rozwoju potrzebuje zarówno matki, jak i ojca. Matka daje miłość
          bezwarunkową. Dziecko bez wzgledu na prozentowane cechy będzie przez
          nią bezkrytycznie kochane. Dziecko czuje się pępkiem swiata i nie
          dostrzega znaczenia otoczenia. Jest wychwalane i rozpieszczane.
          Ojciec daje miłość warunkową. Uzależnia ją od stopnia posłuszeństwa
          potomka wobec wyznaczonych przez siebie zasad. Ojciec kocha zawsze
          najbardziej najposłuszniejsze ze swoich dzieci. Potomek uczy się ,
          że nie jest jedynym podmiotem w otaczającej go rzeczywistości i na
          uznanie musi zapracować.Dostrzegać zaczyna inne podmioty, ich
          potrzeby i uczucia. Prawidłowy rozwój czlowieka polega na przejściu
          od bezinteresownej miłosci matki przez socjalizującą miłość ojca do
          pełnej nie zależności objawiającej się uwolnieniem spod jego
          wpływów. Ludzie , którzy w dzieciństwie nie mieli dobrego ojca, bądź
          matki w dorosłe życie wchodzą okaleczeni. Kończę studia na czołowym
          polskim uniwersytecie i wśród moich znajomych znajdują się ludzie z
          rozbitych rodzin. Przy blizszym spoznaniu widać, że wszyscy oni są
          spaczeni psychicznie (pisze to bez złośliwości). Mam kolegę, którego
          matka w dzieciństwie nienawidziła (mówil mi o tym łamiącym się
          głosem), a gdy miał 10 lat odeszła z domu i nigdy jej nie zobaczył.
          Ojciec pracował jako kierowca autokarów i rzadko bywał w domu. Dziś
          coraz więcej znajomych zauważa, że jest osobą , u której kompleksy
          przykrywane są coraz grubszą warstwą arogancji i bufonady. Mam
          koleżankę z rozbitej rodziny. Ma matkę libertynkę i ojca, który ich
          zostawił. Jest bardzo piękna i inteligentna.Interesuje się kultura,
          polityką, projektuje modę, próbuje malować.Z powołania stuprocentowa
          hedonistka.Marihuany próbowała już w wieku 15 lat, a kiedy jej matka
          się o tym dowiedziała, wyraziła entuzjazm, że "to dobrze, że nie
          piją wódki".Potem były ectasy, LSD, amfetamina(zarzeka się, że z tym
          skończyła) i kokaina (od wielkiego święta ze względu na cenę)Dzis
          coraz mocniej tonie w marihuanowo-alkoholowym bagnie, by uciekać
          przed depresją.Picie do rana i jaranie co drugi dzień. Żal mi jej ,
          gdy widzę ją po raz kolejny, gdy skacowana idzie na zajęcia.Widć u
          niej jakiś obłęd w oczach.Uzywki są spiralą napędzająca dalszy
          rozkład.Mam nadzieję, że jednak przesadzam...
          U obu wyżej przedstawionych wspólne jest raczej nikłe
          zainteresowanie drugim człowiekiem i widoczny egocentryzm. Moja
          diagnoza laika: "trudne dzieciństwo" bez właściwych wzorców i
          opieki. Oni też założą kulawe rodziny z których w życie wyjdą kulawe
          dzieci. Jestem pewien , że oboje nie są szczęśliwi.
          Jeśli chcesz mojej rady. piszę Ci bez złośliwości. Idź do
          psychologa, bo jesteś psychicznie skrzywiony. Twoje skrajnie
          materialistyczne zapędy też oznaczają tą chorobe (nie mam już czasu
          rozwijać tego wątku).Jeśli nie chcesz w dłuższej perspektywie
          spieprzyć życia sobie, swojej żonie i dziecku, idź do specjalisty,
          zamiast pytać o rady laików na forach. Mam nadzieję, że co nieco
          przyblizyłem właściwy problem, ale ja także jestem laikiemi pewnie
          wiele spraw zwulgaryzowałem bądź przerysowałem.


          pzdr
          --
          =======================================================
          Przeżyliśmy trzy rozbiory - przeżyjemy i Kaczory !
          • bilety-f1.com Re: Obojętność 14.12.07, 11:24
            pójdź do psychola chociażby po to by lepiej poznać samego siebie, zrozumieć
            swoje zachowania. Moim zdaniem pewnie zaleci ci terapie bo w dziecinstwie,
            okresie gdy chlopiec bardzo potrzebuje ojca nie miałeś go, więc tak naprawde nie
            wzoru do powielenia. Druga sprawa to alkoholizm jednego z rodziców który często
            pozostawia po sobie znaki na psychice nawet już dorosłego człowieka. Trzecia
            sprawa to śmierć ojca...
            A może i matka jest troche winna? może ona sprawia że nie czujesz się w ogóle
            potrzebny??

            Psycholog nie jest niczym złym, dobry psycholog ułatwi ci życie i ułatwi
            radzenie z problemami wewnętrznymi. Człowiek taki jak ty, który pracuje, nieźle
            zarabia powinien korzystać z pomocy speca.
            • sail_ho Re: Obojętność/psycholog 14.12.07, 16:34
              psycholog to konieczność, cała masa moich znajomych odkrywa (ja tez), ze ma połamane życie przez toksyczne relacje w domu, to rozwala wszystko, relacje w pracy z kimś kogo się kocha, a czasem uniemożliwia kochanie kogokolwiek, nie wierzyłam nigdy w psychologów, ale człowiek mowiac o swoich najgłębiej skrywanych uczuciach oswaja się ze stratą dzieciństwa, albo tego, ze czegoś nie przeżył czego zawsze pragnął, z tym ze nalezy liczyć się z tym że terapia potrwa długo no i nie będzie tania, ale naprawe warto siebie zrozumieć człowiek inaczej, lepiej widzi świat, w nim siebie i otacztających go ludzi...
        • deadparrot Re: Obojętność - znow do autora topicu 14.12.07, 09:38
          Czas i postepujacy rozwoj dziecka spowoduja, ze w koncu w jakims tam
          stopniu sie przywiazesz. Czy w wystarczajacym dla Ciebie? Czy
          wystarczajacym dla zony? I - co najwazniejsze - czy wystarczajacym
          dla dziecka? To sie okaze. Pamietam taka rozmowe z jednym z moich
          kolegow pare miesiecy po tym jak urodzila mu sie corka (co dla ojca
          tez nie jest bez znaczenia!). Kolega ow opowiedzial, jak tuz po
          urodzeniu sie dziecka "tak dziwnie jakos" nie odczuwal, ze to JEGO.
          Dotarlo jednak do niego z czasem, czemu. Wszak to nie on nosil pod
          biustem brzuch w finanlnej fazie po sama brode, nie on mial mdlosci,
          sikania i inne wycieczki, nie on daje cycka, to nie w jego ramionach
          mala uspokaja sie najszybciej. Taka jest rola i przywileje
          jednoczesnie mamy. Facet na poczatku zycia malucha zawsze jest
          odsuniety nieco na bok., natomiast jego rola jet nie tylko stanie z
          boku, ale wsparcie dla swiezej mamy i dziecka. To jest taki okres,
          kiedy w zasadzie po raz pierwszy w zyciu musisz dawac i nie patrzec,
          czy dostajesz cos w zamian. Facetom jest z tym trudno, tym bardziej,
          ze statystycznie wiecej nas jest egocentrykami. Ja jestem i to
          straszliwym, wiec zareczam Ci, ze tez bylo ciezkawo. Wzrasta poziom
          zmeczenia i niewyspania. Kasa, ktora przynosisz do domu znika w
          tempie przerazajacym. Czasu dla siebie i swoich przyzwyczajen
          i "malych rozkoszy" trzydziestolatka masz coraz mniej i mniej. Zona
          nie jest zainteresowana za bardzo (lub wcale) wspolna gimnastyka
          lozkowa. A kumple jak chodzili na piwo i kregle, tak chodza, nowe
          fajne plyty jak wychodzily tak wychodza, a do tego jeszcze kolezanki
          w pracy zaczynaja patrzec na ciebie jakos tak chetniej i inaczej
          (dodatek "ojciec" do image'u paradoksalnie u duzej czesci kobiet
          powowduje wzrost twojej atrakcyjnosci - nie przestanie mnie
          zadziwiac, jak niewyspany, bladzacy wzrokiem koles moze stac sie
          bardziej interesujacy niz byl smile).

          Poza tym trzeba tez pamietac o jednym - rozne sa rodziny i ich
          wiezy, rozne modele zachowan, wychowan itp. Jedni sa rodzinni jak
          cholera i nie wyobrazaja sobie wakacji bez wyjazdu rodzinnego, inni
          puszczaja dzieci samopas, a sami jada w drugi koniec swiata, zeby
          odkrecic wentyle. Jaki Ty / Wy przyjmiecie w zyciu, to Wasza sprawa.
          Grunt, zeby przysluzyl sie wychowaniu uczciwego i dobrego czlowieka.
          A rozwod to raczej sie temu nie przysluzy.

          Trzymam kciuki smile

          (oczywiscie ze to) Martwa Papuga
    • marcowy70 Re: Obojętność 13.12.07, 17:28
      Targały mną kiedyś podobne wątpliwości i przyznaję, że miałem
      wyrzuty sumienia, że nie rozczulam się nad niemowlakiem, nie
      zagaduję go infantylnie i nie opowiadam na lewo i prawo, jaki to mój
      maluch jest fantastyczny.
      Wyczytałem gdzieś opinię, że "matki kochają bezwarunkowo, a ojcowie
      kochają za coś". Wydaje mi się, że jest w tym dużo prawdy. Nie chcę
      się wymądrzać, ale mam wrażenie, że "kochanie za coś" ma jakiś
      związek z męską potrzebą nawiązania partnerskich kontaktów z
      dzieckiem, z oczekiwaniem na jego racjonalne reakcje czy zachowania
      społeczne. Sorry, ale nie da się tego zrobić z maluchem poniżej 2,5-
      3 roku życia. Nie bez kozery nasi przodkowie przejmowali opiekę nad
      swoimi synami dopiero wtedy, gdy ci osiągali wiek pacholęcy. Moja
      rada - bądź cierpliwy, uczucie ojcowskie przyjdzie.
      Chyba, że dziecko jest przypadkowe, a z jego matką niewiele Cię
      łączy. W takiej sytuacji - pakuj się, bo może być tylko gorzej.
      Na marginesie - wielki szacunek za to, że miałeś odwagę się do
      tych "niepoprawnych politycznie" odczuć przyznać. Mam nadzieję, że
      moja szczerość Cię nie uraziła.
      Pozdrawiam
    • rachela180 Trza było zostać w celibacie albo poddać się 13.12.07, 17:53
      wazekotomii. Nie miałbyś kłopotu.

      Co z Ciebie za ojciec? Pomyśl, jakbyś się czuł ze świadomością, że
      Ty byłbyś obojętny swojemu ojcu (a może tak własnie było).

      Przykro mi, nie potrafię nic doradzić ani zrozumieć. Może poza tym,
      byś jak najwięcej spędzał z dzieckiem czasu, może obudzi się w Tobie
      ojciec. Jesteś jego rodzicielem - jesteś dla niego najważniejszym
      człowiekiem na ziemi, na równi z mamą. Nie zaprzepaść tego. Dziecko
      bez ojca długo jest głęboko nieszczęśliwe. Wiem co mówię, sama nie
      miałam taty.

      A kochasz w ogóle matkę dziecka?!
      --
      "Nadszedł czas, by przeciwników i rywali PiS zalać oceanem dobrej
      woli" - Ludwik Dorn
      • czarny_petrus Re:Wspolczuje, masz problem 13.12.07, 18:21
        Jestes gleboko okaleczony gostek. Niestety podajesz dalej ten
        schemat. Nie kochasz dziecka - krzywdzisz dziecko - nastepne
        pokolenie. Masz albo szczere watpliwosci, skoro tutaj sie otwierasz
        z tym problemem, wtedy terapia moze pomoze, albo jestes megalomanem,
        ktory gada, sorry pisze o sobie, bo musi - tez problem.
        koniecmilczenia.pl/art/5amprz.html
      • uruk.hai rodzicielstwo to nie zawsze wielkie szczescie 13.12.07, 18:37
        rachela180 napisała:

        > wazekotomii. Nie miałbyś kłopotu.
        >
        > Co z Ciebie za ojciec? Pomyśl, jakbyś się czuł ze świadomością, że
        > Ty byłbyś obojętny swojemu ojcu (a może tak własnie było).

        Co Ty za glupoty piszesz Rachela??!! facet szczerze przyznał sie do
        niepopularnych odczuć a tu jeszcze ładowanie poczuciem winy!
        Nie każda kobieta ma instynkt macierzyński, chociaż jest bardziej uwarunkowana
        hormonami niż samiec. Więc co dopiero facet!
        Z tego co pisze Oneraz wynika ze chyba nie planował wspólnej przyszłości z matka
        dziecka (?) a tym bardziej wspólnego potomka... To przykre , że jakis zbieg
        okoliczności zdeterminował jego zycie.

        Oneraz - masz prawo do swoich uczuc jakieby nie byly! Nie da sie zmusić
        czlowieka do milości. Hipokryzja tylko powiększy Twoje rozdraznienie.
        • jacek226315 Re: rodzicielstwo to nie zawsze wielkie szczescie 13.12.07, 19:02
          rachela 180 tak piszesz glupstwa trzeba ojcu tylko przyklasnac za
          odwage.A co Ty uwazasz,ze malo takich matek,ja mam w rodzinie
          taka,urodzila dziecko bo maz tak chcial w ogole instynkt/na ktory
          liczyla ze sie rozwinie/maciezynski sie w niej nie wytworzyl.Byla
          nie czula na placz dziecka kiedy sie zmoczyl w nocy,sikal w pieluchy
          i lezal w nich.Aby bylo ciekawiej ,siedziala w domu sluchala nagran
          M.Callas i nic po za tem jej nie interesowalo.Dziecko mialo opieke
          tylko jak ojciec wrocil z pracy.Ojciec robil co mogl,ale przeciez
          musial utrzymac rodzine,no ale wpadl w alkoholizm przez zone,w koncu
          dzieciak wyladowal u dziadkow bo by go wykonczyla wlasna matka.Do
          dzisiaj twierdzi,ze byla wzorowa matka,syn ma 32lata ciagle mieszka
          z babcia bez kolegow nie mowiac o dziewczynie
    • wlodeusz Doświadczylem tego stanu.... 13.12.07, 18:14
      tyle,że okoliczności całkiem odmienne.Pierwsze małżeństwo było piekłem
      zazdrości,do której ex dawała mi stale okazje.Moi koledzy, szczodrze korzystali,
      nazywając ją czule pchła /łóżkowa oczywiście/.Kochałem rodzinę,dzieci i ex,nie
      zauważając podobieństwa bliżniaków do kumpla z przeszłości.Kiedy wreszcie zdjęła
      maskę ,nie krępując się nazbyt wyskokami,po latach powiedzmy 15,dotarło do mnie
      z przysłowiowym refleksem szachisty co w trawie piszczy.Wreszcie spojrzałem i
      zobaczyłem,cholera,obcy ludzie!.I tak zostało.Ex na szczęście znalazła idiotę
      Germańca zresztą,kolejnego już trzeciego z kolei.Co wymagało od niej, chyba
      niezłych łamańców,bo i wiek już miała lekko przechodzony,cztery dychy z
      okładem.Po puszczeniu mnie z torbami,bo oddałem dom na Mazurach dzieciom kumpla
      i ex,by kupili sobie nowe życie w Warszawie,zostałem sam.Gdybym nie poznał
      ,świetnej i uczciwej ,o wiele młodszej następczyni,szanse na przeżycie miałbym
      nikłe.Pozbierałem się do kupy i dziś ,widok własnych zdjętoskórych dziatek
      ,następców tronu ,budzi ciepłe uczucia.Odkułem się po latach dzięki żonie
      ,zaradnej i utalentowanej dentystce,stanęliśmy na nogi i to tak,że daj Boże
      Zdrowie.Te wychowane przeze mnie,bo ex nigdy nie było i zabezpieczone,dziś
      trzydziestoparo letnie,to już zupełnie obcy ludzie.Nie czuję do nich nic!.Nigdy
      nie wyksztuszę do ich potomstwa wnusiu.Pamiętam ,jak po rozwodzie, przytakiwali
      mamusi i rozdrapywali moją krwawicę.Zostawili mnie w tym co miałem na
      sobie.Niech ich Bóg prowadzi,ale widzieć ich nie chcę.
      • oneraz Re: Może powinieneś iśc do psychiatry? Natychmias 13.12.07, 18:51

        Tez o tym myslalem, nie tyle o psychiatrze co o psychologu albo
        jakims terapeucie. Tylko co on mi moze powiedziec?... "Niech pan
        bierze polopiryne dwa razy dziennie i za tydzien polubi pan
        dziecko"?

        Raczej nie nazwalbym siebie psychopata (nie uwazam zeby ktos mnie
        skrzywdzil, ani nie patrze na siebie bezkrytycznie), ale juz sam nie
        wiem. Wszystko mozliwe.
        • partisan76 to troche nie tak 13.12.07, 23:17
          No nie smile Nie musisz byc psychopatą, aby isc do psychologa. Tak jak idziesz do
          lekarza pierwszego kontaktu, kiedy cos jest nie tak z Twoim zdrowiem, tak samo
          idziesz do psychologa, kiedy widzisz, ze cos jest nie tak z Toba w Twoim życiu.
          Nasze umysly sa bardzo skomplikowane, czesto nie wiemy jakie doswiadczenia z
          przeszlosci mialy na nas wplyw, lub wciaz maja. Raczej nie dostaniesz
          polopiryny, recepty na flaszke tez nie. Ale mimo to mysle, ze warto sie przejsc.
          Poszukaj tylko dobrego psychologa, popytaj znajomych. Dobrze, ze widzisz
          problem, dobrze, ze widzisz, ze jest to problem. NIe mowie, ze masz za wszelka
          cene robic cos czego nie chcesz. Mozliwe, ze nie nadajesz sie na ojca, mozliwe
          ze nie jestes w stanie byc czescia jakiegokolwiek zwiazku, rodziny na dluzej. A
          mozliwe, ze bedziesz w tym swietny, kiedy juz odnajdziesz przyczyne problemow i
          poradzisz sobie z tym. Warto sie tego dowiedziec.
          Ah, i jeszcze jedno. Dziecko to najlepsza inwestycja. Trzeba tylko troche pracy
          i cierpliwosci. Ale tego akurat wymagaja wszystkie dobre inwestycje.
        • sail_ho Re: Może powinieneś iśc do psychiatry? Natychmias 14.12.07, 16:42
          bosh co za pierdoły tu niektórzy wypisują uncertain masz prawo czuc to co czujesz, plus, że o tym powiedziałes, a psycholog będzie z Tobą po prostu rozmawiał, uwiesz mi na początku jest dziwnie ale potem zaczynasz z siebie wyrzucac wściekłość, żal, nienawiść, im dłużej to trwa tym bliżej jesteś samego siebie, lepiej się rozumiesz, to nie będzie od zaraz, to jest proces, w koncu pewne rzeczy raniły Cie latami, nabierałeś złych wzorców etc, ale warto!
      • rangheros ja faceta rozumiem czesciowo 13.12.07, 19:03
        Tylko , ze ja nigdy nie przepadalem za dziecmi. Jestem zonaty i
        mojej zonie sa one obojetne rowniez.
        Rozwiodlbym sie z kobieta, ktora naciskalaby na dziecko, lub raczej
        sie z nia nie ozenil
        Nie mam zamiaru przysparzac swiatu nowych meczennikow, robi sie on
        zbyt nieprzyjemny...
        Poza tym zamierzam "wyciagnac" z tego swiata co najlepsze, dziecko
        jest obowiazkiem, a ja raczej wole uniknac kolejnego.
        Mozecie sobie to nazwac egoizmem, nie dbam o to. Wole cisze, swiety
        spokoj, a kase przeznaczyc na nasze przyjemnosci.
        Nie wtracam sie tez do tych co maja 5 czy wiecej dzieci..To Wasza
        sprawa.
        Uprzejmie prosze o nienawracanie mnie na "jedyna sluszna droge, "
        gadki, co tracisz itd.
        Jestem dorosly, to moja decyzja i nikomu nic do tego.
        • jacek226315 Re: ja faceta rozumiem czesciowo 13.12.07, 19:13
          rangheros masz racje to kazdego indywidualna sprawa czy dzieci chce
          czy nie.Pamietam w dziecinstwie mialem samotna sasiadke wdowe ktora
          z duma opowiadala ,ze nigdy nie chciala dzieci Po paru latach
          potrzebowala pomocy,przychodzil od czasu do czasu jakis kuzyn,ale
          sam mial rodzine wiec nie zawsze mogl.Pamietam jak moja babcia
          powiedziala jej widzi pani nie chciala pani dzieci dziecko na kiju
          ale by podalo,a pani musi byc zdana na laske jakiegos dalekiego
          kuzyna.Cale szczescie,ze miala,czy Ty tez masz jaiegos dalekiego
          kuzyna?
          • rangheros rangheros do Jackajacek226315 13.12.07, 19:22
            jacek226315 napisał:

            > rangheros masz racje to kazdego indywidualna sprawa czy dzieci
            chce
            > czy nie.Pamietam w dziecinstwie mialem samotna sasiadke wdowe
            ktora
            > z duma opowiadala ,ze nigdy nie chciala dzieci Po paru latach
            > potrzebowala pomocy,przychodzil od czasu do czasu jakis kuzyn,ale
            > sam mial rodzine wiec nie zawsze mogl.Pamietam jak moja babcia
            > powiedziala jej widzi pani nie chciala pani dzieci dziecko na kiju
            > ale by podalo,a pani musi byc zdana na laske jakiegos dalekiego
            > kuzyna.Cale szczescie,ze miala,czy Ty tez masz jaiegos dalekiego
            > kuzyna?

            Znowu to samo, prosilem, zeby mnie nawracano, umiesz czytac?
            Prosilem, zeby sie nie wtracano...Masz z tym jakis problem?
            Czemu jestes natretny?

            Ale odpowiem: po pierwsze, dziecko, nie rodzi sie z gwarancja, ze Ci
            pomoze. Moze wyjechac jak ja do Californii skad pisze i tyle mnie
            bedziesz ogladac.
            Zarabiam pieniadze, zeby zaplacic za pomoc na nasza strarosc, to
            znacznie pewniejsze. Bez odbioru.
            Czy doszlo?
            No to jeszcze raz - Nie wtracaj sie, nie Twoja sprawa.

            • ahhna Re: rangheros do Jackajacek226315 14.12.07, 14:28
              Arogancki jesteś. TU JEST FORUM, nie mównica. Wiesz co to
              znaczy "forum"? Nie wiem, moze ty niezorientowany albo w tej
              Kaliforni to ludzie inne troche. Jeśli wypowiadasz się na forum, to
              musisz liczyć się z odpowiedzią. Jesli nie życzysz sobie, żeby ktoś
              komentował jakąś osobistą rzecz, to nie pisz o niej na forum, po
              prostu nie wypowiadaj się na ten temat. To chyba jest proste?
              Wypowiedź na jakis temat i zastrzeżenie: proszę tego nie komentować,
              bo sobie nie życzę - to zwykłe chamstwo. Jacek odpowiedział ci
              kulturalnie, zaczynając od tego, że masz rację, podał jednak jakiś
              argument na posiadanie dzieci. Zgoda, mnie też taki argument ne
              przekonuje. Ale twoja odpowiedź to bezczelność. Swoją drogą dziecko
              świetnie by ci zrobiło na charakter, oj, świetnie.
        • ppo Twoja sparwa. Każdy ma prawo robić głupoty. 13.12.07, 20:28
          A o tym, że robisz głupio, przekonasz się na starość. Smutną,
          samotną starość. Ale oczywiście nie mam zamiaru cię "nawracać".
          Przeciwnie- jako "typowy Polak" cieszę się, że dostaniesz od życia w
          kość za swoją głupotę i krótkowzroczność. Pozdrawiam smile

          P.S. Egoistą bym cię nie nazwał, bo egoista zabezpieczyłby sobie
          opiekę na starość. Poleganie tylko na pieniądzach jest dość złudne-
          zmiany ekonomiczne w perspektywie kilkudziesięciu lat są nie do
          przewidzenia. Jak dla mnie jesteś zwykłym frajerem. Ale to tylko i
          wyłącznie moja opinia- ty możesz uważać się na najmądrzejszego na
          świecie. To twoje prawo, nawet jeśli nijak ma się to do
          rzeczywistości smile
          --
          God = Gold, Oil, Drugs
          • rangheros Re: Twoja sparwa. Każdy ma prawo robić głupoty. 13.12.07, 20:59
            Odpowiadasz na:
            ppo napisał:

            > A o tym, że robisz głupio, przekonasz się na starość. Smutną,
            > samotną starość. Ale oczywiście nie mam zamiaru cię "nawracać".
            > Przeciwnie- jako "typowy Polak" cieszę się, że dostaniesz od życia
            w
            > kość za swoją głupotę i krótkowzroczność. Pozdrawiam smile
            >
            > P.S. Egoistą bym cię nie nazwał, bo egoista zabezpieczyłby sobie
            > opiekę na starość. Poleganie tylko na pieniądzach jest dość złudne-

            > zmiany ekonomiczne w perspektywie kilkudziesięciu lat są nie do
            > przewidzenia. Jak dla mnie jesteś zwykłym frajerem. Ale to tylko i
            > wyłącznie moja opinia- ty możesz uważać się na najmądrzejszego na
            > świecie. To twoje prawo, nawet jeśli nijak ma się to do
            > rzeczywistości smile




            Nie dotrze do Was , zebyscie si odpieprzyli - nie napisalem,zeby nie
            odpowiadac do mni, napisalem, zeby mnie nie nawrcacac. Dlaczego
            wrozysz mi smutna starosc, moze Ciebie juz np. dzis przejedzie
            samochod? Moze cegla spadnie Ci na glowe?

            Ok, nie bede juz kontynuowal,w tym stylu.

            Rzezczywiscie - to nie Kaczynski czy PIS, to Wy kochani Rodacy
            kreujecie, taka atmodfere braku tolerancji, ze mozna sie tylko
            cieszyc, ze nie ma mnie w Polsce. Zamiast rozmowy wyzwiska. Fanatyzm
            Nie zamierzam znizac sie do tego poziomu, bo nie bijemy sie z
            blotem, ktore na nas pryska.

            • rangheros acha ppo w trosce o Ciebie. 13.12.07, 21:42
              Poniewaz "A o tym, że robisz głupio, przekonasz się na starość.
              Smutną,
              > > samotną starość. Ale oczywiście nie mam zamiaru cię "nawracać".
              > > Przeciwnie- jako "typowy Polak" cieszę się, że dostaniesz od
              życia
              > w
              > > kość za swoją głupotę..."

              Acha, poniewaz tak przejales sie moja staroscia, jak dobry ojciec i
              prawdziwy katolik, to pragne Ci jakos podziekowac.
              Mysle, ze powinienes sie przebadac, bo moze masz nowotwor i skonasz
              w meczarniach? A moze u Twoich dzieci sie rozwija? Wiesz Bozia z
              tego co zauwazylem niezbyt przepada za tymi, ktorzy obrazaja innych.
              Cieszy mnie Twoja teoria zmian ekonomicznych, oczywiscie swoje
              dzieci wyprodukujesz, lub wyprodukowales z gwarancja na opieke nad
              Toba? Z jakiego plemienia pochodzisz Bumba _Umba , czy Hrumu-Umbu, w
              tym drugim plemieniu dzieci sa lepsze, bo w pierwszym po ukonczeniu
              70 lat wypedzaja starych, czego Ci zycze, zebys mogl
              pofilozofowac...w samotnosci. Nie dziekuj, to wszystko za te mile
              slowa.
              • rangheros Re: Twoja sparwa. Każdy ma prawo robić głupoty. 13.12.07, 22:19
                jacek226315 napisał:

                > rangheros: to po jakiego grzyba zabierasz glos jak nie chcesz
                > sluchac innych. One way,-my way.

                Bo tak lubie...Moglbym napisac....ale Ok. skoro nie rozumiesz masz
                tu , kaganek oswiaty, nie musisz dziekowac, dzis dzien dobroci... -
                skad Ci przyszlo do glowy, ze skoro sie odezwalem, to mam sluchac
                innych?
                Ja od nikogo tego nie zadam. Ustosunkowalem sie tylko do opisanego
                problemu. Przedstawilem swoja opinie i tyle. I grzecznie poprosilem,
                zeby nie probowano zmienic mego zdania, bo sobie nie zycze, a
                dlaczego? -A dlatego, kolego. Just beacuse Moja sprawa. Mind your
                business, OK?

                Kapisz tera?
                • jacek226315 Re: Twoja sparwa. Każdy ma prawo robić głupoty. 13.12.07, 23:05
                  rangheros .Masz racje,ze nie chcesz dzieci,po co mialbys ich
                  unieszczesliwiac,wymagali by wspolczucia,majac takiego ojca.I prosze
                  na mnie nie krzyczec,bo sie nieboje.Zabierajac glos na forum
                  musiales sie liczyc z odzewem,a Twoje pobozne zyczenia by cie nie
                  przekonywac w ogole mnie nie przekonuja i mam to w glebokim
                  powazaniu.Nie mam tez zamiaru szukania dziury w cudzym plocie i tym
                  koncze jalowa dyskusje z szanownym obywatelem.Pozdrowienia
                  • rangheros Re: Twoja sparwa. Każdy ma prawo robić głupoty. 13.12.07, 23:15
                    jacek226315 napisał:

                    > rangheros .Masz racje,ze nie chcesz dzieci,po co mialbys ich
                    > unieszczesliwiac,wymagali by wspolczucia,majac takiego ojca.I
                    prosze
                    > na mnie nie krzyczec,bo sie nieboje.Zabierajac glos na forum
                    > musiales sie liczyc z odzewem,a Twoje pobozne zyczenia by cie nie
                    > przekonywac w ogole mnie nie przekonuja i mam to w glebokim
                    > powazaniu.Nie mam tez zamiaru szukania dziury w cudzym plocie (...)

                    Przeciez ciagle wlazisz na moje podworko. Odczep sie, czleku, zrob
                    sobie nastepne dziecko. Pomoc Ci? Jak masz fajna zone to moze
                    pomoge. Np, ktory nr Playboya. Ponizej nie biore.
                • ahhna Re: Twoja sparwa. Każdy ma prawo robić głupoty. 14.12.07, 14:40
                  To może jeszcze raz przeczytaj swój post, co? Ty nie ustosunkowałeś
                  się do problemu tego konkretnego faceta do tego konkretnego dziecka,
                  tylko przedstawiłeś swoje argumenty na rzecz nieposiadania dzieci. I
                  oburzony jesteś, że ktoś przedstawia przeciwne? Każdy tu grzecznie
                  przedstawia opinię, i musi liczyc sie z tym, że ktoś przedstawi mu
                  kontropinię. Jacek zrobił to bardzo grzecznie. To dopiero twoja
                  odpowiedź wywołała - i słusznie - irytację. O razu napisz w swojej
                  sygnaturce : "Ja tu przedstawiam grzecznie swoje zdanie i nie życzę
                  sobie, żeby ktoś mi podawał kontrargumenty, poniewaz uznam to za
                  próbę zmiany tegoż zdania, czyli zamach na moją osobę". Będziemy
                  wszyscy mieli jasność co do ciebie.
        • sol_bianca Re: ja faceta rozumiem czesciowo 15.12.07, 22:08
          rangheros napisał:

          > Tylko , ze ja nigdy nie przepadalem za dziecmi. Jestem zonaty i
          > mojej zonie sa one obojetne rowniez.

          rozumiem cie i tez mnie wkurza nawracanie bezdzietnych
          kazdy ma prawo zyc jak chce
          ale chwilunia: rozumiem, ze nie masz dzieci?
          a autor watku ma, i narzekanie nic tu nie zmieni
          jak sie nie chce miec dzieci, to sie ich nie robi, a jak juz sie zrobilo, to
          trzeba umiec sie zachowac odpowiedzialnie
          bo dziecko to jednak nie to samo co zepsuty odkurzacz, nie wazne czy sie lubi
          dzieci czy nie, to jest zywa istota za ktora odpowiedzialni sa ci, co ja
          wyprodukowali.
    • credit28 Trzeba było jakiś czas temu gumkę założyć... 13.12.07, 18:52
      a nie teraz użalać się, jakim to jest się nieszczęśliwym i ile to pieniędzy
      wydatkowało się na dziecko. A swoją drogą jakim trzeba być człowiekiem, aby mieć
      taki stosunek do dziecka. Dziecko pojawiło się na świecie i zaraz problem bowiem
      trzeba wydać trochę pieniędzy na nie, a tak jakby go nie było to można byłoby
      kupić nową plazmę, zmienić samochód na nowszy, żreć szynkę zamiast kiełbasy czy
      też pojechać do Egiptu zamiast do Krynicy. Człowieku zastanów się, czy ty wogóle
      jestes człowiekiem???
      • kamilahelena Re: Trzeba było jakiś czas temu gumkę założyć... 15.12.07, 21:13
        credit28 ma w pelni racje ! ale moze cos z tego twojego zalu za
        zmarnowanymi pieniedzmi (pomysl jak wielkimi!, mam nadzieje, ze cie
        skreci na sama mysl, ze bedziesz je marnowac minimum do 18 roku
        zycia "tego dziecka" a jak bedzie ambitne, to i dluzej) pozytywnego
        wyniknie, mianowicie, to, ze w koncu sie koles nauczysz, ze jestes
        juz duzym, jak wynika to z twojego postu, chlopcem i ze
        antykoncepcja to nie tylko sprawa kobiet, ze facet tez jest
        odpowiedzialny za efekty tego kiedy, gdzie, z kim i jak uprawia seks
    • bialamasajka66 Re: Obojętność 13.12.07, 18:52
      z tego co piszesz , to chyba ważniejsze od drugiej osoby są dla Ciebie pieniądze !!! trzeba było wcześniej pomyśleć o odpowiedzialności i konsekwencjach .. a nie teraz szukać możliwości ucieczki !!! zresztą skoro tak tego dziecka "nie nawidzisz" to może po prostu zostaw je ... chyba będzie lepiej niż jak masz grać jakiegoś zimnego ojca - który jeszcze bardziej je zrani ...

      ale z facetami to tak zawsze .... nie myslą, a później im źle ..
    • enemefer Re: Obojętność 13.12.07, 19:00
      Cóż. Spójrz na to tak. Społeczeństwo oczekuje od Ciebie pewnych
      uczuć, bo jest to dla niego opłacalne, jako organizmu. W sytuacji w
      której nie potrafisz im sprostać, rodzi się spięcie, a w efekcie
      poczucie winy. Takie samo jak w sytuacji, w której nie chodzisz do
      kościoła, nie kochasz swojego państwa, nie dasz się zabić na wojnie
      itp. Dzisiaj tych rzeczy oczekuje się mniej, ale 70 lat temu na
      hipotetycznym forum widziałbyś podobne argumenty.

      Po odczekaniu pewnego czasu, w którym całkowicie wykluczysz
      tymczasowe zakłócenia związane z aurą, sytuacją w pracy, sytuacją ze
      swoją żoną, która odbiega od normy itp., będziesz miał definitywną
      odpowiedź czy posiadanie dziecka jest wbrew Twojej woli, czy też
      przenosiłeś na nie inne niezadowolenie których źródło jest gdzie
      indziej.

      Przy takim rozstrzygnięciu alternatywą jest dalsze gwałcenie samego
      siebie i, w efekcie, przenoszenie swoich frustracji na matkę i
      dziecko, albo rozwiązanie które jednoznacznie określi sytuację.

      Istnieje oczywiście domniemanie że w pewnym momencie - za pięć,
      dziesięć czy pietnaście lat - to się zmieni. Cóż, w ostatecznie
      długim dystansie to wszyscy jesteśmy martwi. I czy opportunity cost
      nie będzie przypadkiem większy? (Nie możesz odpowiedzieć na to
      pytanie bo nie wiesz jaki będziesz za tyle lat; ale musisz je
      postawić) Oraz, czy jeżeli przedstawisz pewne konkretne racje, czy
      dziecko nie zrozumie Cię za te parę lat?

      Pamiętaj też że świat nie jest binarny. Zawsze możesz np. poprosić o
      trochę czasu o przemyślenie, jakaś quasi-separacja. Może dojdziesz do
      innych rozwiązań, albo odkryjesz ukryte źródła Twojej frustracji.
      Oczywiście matka może zareagować histerycznie. Ale to też pewna
      informacja o niej i jej priorytetach.

      Inna sprawa, że jeszcze 100 lat temu mężczyzn zabijały choroby, wojny
      więc to nie jest też tak że ewentualny rozwód zabije dziecko. Ludzie
      przez tysiące lat radzili sobie żyjąc w niepełnych rodzinach.

      Zastrzegam że ja sam nie jestem ojcem. Ale jednocześnie miałem w
      życiu bardzo wiele sytuacji, w których postępowanie poprawne
      politycznie było wbrew mojej woli. Po pewnym czasie doprowadzało to
      do erupcji złych emocji i kryzysu większego niż początowo. Dlatego
      nauczyłem się akceptować siebie takiego, jakim jestem.
      • enemefer Re: Obojętność 13.12.07, 19:07
        Możesz jeszcze spojrzeć na to tak:

        Zająłeś złą pozycję. Okazuje się że rynek idzie w inną stronę, niż
        przewidywałeś. Możesz oczywiście spodziewać się że "kiedyś się
        odbije", ale lepiej po rozpoznaniu sytuacji i upewnieniu się że nie
        jest to krótkochwilne wahanie od razu ciąć straty. Zawsze możesz
        spróbować zająć znowu tę pozycję, gdy się odbije, a w między czasie
        zająć się bardziej dochodowymi inwestycjami.

        smile
      • verdana Re: Obojętność 13.12.07, 20:04
        Gdybyś był naprawdę obojętny, nie martwił byś sie, ze dziecko zauważy, ze jesteś
        obojętny... Troszczysz sie o dziecko, martwisz , co będzie czuło - wiec nie
        jesteś wcale obojętny, tylko jeszcze nie pokochałeś dziecka. Moim zdaniem -
        zupełnie normalne, daj sobie czas.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • ahhna Re: Obojętność 14.12.07, 11:42
          verdana napisała:

          > Gdybyś był naprawdę obojętny, nie martwił byś sie, ze dziecko
          zauważy, ze jeste
          > ś
          > obojętny... Troszczysz sie o dziecko, martwisz , co będzie czuło -
          wiec nie
          > jesteś wcale obojętny,

          Bardzo wątpię, czy on się martwi uczuciami dziecka. Raczej stwierdza
          fakt i jest to dodatkowy argument za spieprzeniem z domu. On martwi
          sie raczej tym,że odstaje od innych -żyje na tyle długo, że
          zorientował się, że coś z nim nie tak (to wariant optymistyczny).
          Albo o prostu szuka sobie usprawiedliwienia rychłej ucieczki od
          odpowiedzialności (to wariant pesymistyczny i ja się do niego
          skłaniam).
    • jamagducha Re: Obojętność 13.12.07, 20:27
      Jestem 29-letnią córką takiego właśnie ojca. Niestety, miłość do
      mnie nie pojawiła się ani po kilku miesiącach, ani po kilku latach,
      w ogóle do dzisiaj się nie pojawiła. Zawsze zimna OBOJĘTNOŚĆ.
      Byliśmy z pozoru normalną rodziną, on jest do dziś mężem mojej Mamy
      i super ojcem dla mojego brata. Skutki dla mnie - kompletny brak
      wiary w siebie, masa problemów w kontaktach międzyludzkich, częste
      poczucie odrzucenia przez otoczenie. Zero przyjaciół bo nie umiem
      nawiązywać trwałych znajomości, własciwie to mi na nich nie zależy.
      Kiedy byłam w ciąży, mój mąż też był oszczędny w wyrażaniu
      jakichkolwiek emocji ale jak córka się urodziła, oszalał na jej
      punkcie. Jest świetnym, czułym ojcem naszej - już 3-latki. Cieszę
      się, że mam takiego męża i ogromnie załuję, że nie miałam takiego
      ojca.
    • joanna_can Re: Obojętność 13.12.07, 20:28
      Jesli twoj post naprawde odzwierciedla to, co czujesz (czy czego nie
      czujesz), radzilabym ci zglosic sie do porzadnego terapeuty. Samo
      zagladanie "w glab siebie" nie wystarczy, do tego, zeby cos moglo
      dalej wyniknac potrzebny jest specjalista. Wydaje mi sie, ze
      zdecydowanie taka pomoc jest ci potrzebna.

      Pozdrawiam.
        • oneraz Re: jaruzela tez nikt nie kochal 13.12.07, 20:49

          Bynajmniej nie uzalam sie nad soba, ani nie tkwie w rozpaczy z
          powodu wydatkow zwiazanych z dzieckiem. Jak juz napisalem - z glodu
          nie umre, bardziej boli mnie utrata wolnego czasu. Tyle ze moje
          uczucia co do dziecka sa dla mnie nieprzyjemnie zaskakujace.

          Nigdzie nie uzylem slowa "nienawisc". Nie mam plazmy. Wiem ze rozwod
          bedzie zly dla matki i dziecka, ale widze ze trwanie w sztucznym
          ojcostwie bedzie zle dla mnie.

          Dziecinstwo mialem normalne. Nie jestem sklonny zrzucac wlasnych wad
          i skrzywien na dziecinstwo, otoczenie albo pogode. Do terapeuty moze
          pojde, ale bez wiary - mam raczej trzezwe spojrzenie na siebie,
          widze rzeczy takimi jakie sa.

          Jeszcze raz dziekuje za wszystkie wypowiedzi. Jestem naprawde pod
          wrazeniem rozwagi wielu wypowiadajacych sie osob. Nie bede juz
          zabieral glosu.
          • amaroid Re: jaruzela tez nikt nie kochal 13.12.07, 21:31
            drogi Autorze wątku.

            To, co mnie uderzyło, to że piszesz wszędzie "to dziecko", bezosobowo, jakby to
            był przedmiot, rzecz. I tak sobie myślę, że skoro Twoje dziecko ma dopiero 3
            miesiące, zapewne nie wchodzi jeszcze z Tobą w interakcje, nie łapie kontaktu,
            nie reaguje na Ciebie. Nic nie rozumie, jest nieprzewidywalne i zachowuje się
            pewnie często jak popsuta zabawka, której się nie da wyłączyć.

            Tak naprawdę dla wielu ojców czas radości i miłości do dziecka zaczyna się
            dopiero wtedy, gdy dziecko zaczyna być "interaktywne" - płacze i śmieje się do
            Ciebie, bawi się i rozmawia z Tobą, potrafi odrzucić piłkę i zaśmiać się z
            Twojej miny. Choć osobiście nie potrafię sobie wyobrazić tego, co właściwie
            czujesz, to wiem, że ojcowie często właśnie tak to przeżywają - do czasu, gdy
            dzieciak pierwszy raz rzuci do nich piłkę.

            Nie mam wrażenia, że z takimi emocjami jesteś dziwaczny lub zły, krzywdzący.
            Podejrzewam, że swoje obowiązki wypełniasz zupełnie dobrze. Mam nadzieję, i
            głęboko w to wierzę, że Twoje zobojętnienie, irytacja, złość miną wkrótce. A
            jeśli to wszystko mocno Cię gryzie, rzeczywiście pogadaj z dobrym terapeutą,
            może nawet facetem?

            Trzymam kciuki i powodzenia.

            PS Nie działaj pochopnie, dajcie sobie czas.

          • ahhna Re: jaruzela tez nikt nie kochal 14.12.07, 14:58
            Moim zdaniem nie do końca rozumiesz znazenie słowa ojcostwo. Jeśli
            jesteś osobą trzeźwo patrzącą na życie, to świetnie powinieneś
            rozumieć, że jak najbardziej realnie jesteś ojcem (a
            nie "sztucznie"). Spłodziłeś dziecko, jesteś jego prawnym opiekunem,
            mężczyzną, więc "ojciec" to słowo jak najbardziej opisujące ciebie.
            Inna sprawa, czy jesteś kochającym ojcem. Ale tak jak nie chcesz
            kryćn się za pogodą, dzieciństwem, koniunktura itd, tak samo nie
            kryj swojego braku odpowiedzialnośći za brakiem uczuć do dziecka.
            Jedno nie ma z drugim nic wspólnego.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka