Moje Drogie Matki!
Jakiś tydzień temu mieliśmy NOC = MASAKRA! Turbulencje zaczęły się po kąpieli, ok godziny 19:45 kiedy to jeden i drugi chłopak zastrajkował i po naradzie postanowili nie iść spać! Po długim płaczu i proteście jeden usnął o 21:30, a drugi o 22:00. Naturalnie to nie koniec świata, bo przecie poszło szybko w zapomnienie, ale tego co się wydarzyło około północy nie zapomną do końca żucia

Chłopcy dostają żelazo, bo mają lekką anemię. Zawsze podajemy je strzykawką i powolutku przed jedzeniem, kiedy głód sięga granic możliwości, aplikujemy do jamy gębowej. Franio słynny z pozerstwa na wszystko co tylko trafi mu do buzi, łykał żelazo tak szybko, że się zachłysnął i nie mógł oddychać!

Nie złapał oddechu przez dobre kilkanaście sekund. Był purpurowy i nieprzytomny, luźny jak marionetka. Tatuś przełożył go przez ramię i pukał po plecach! NIE pomagało! Wzięłam go głową w dół i też pukałam i NIC. W końcu Sebek przełożył go przez ramię, a ja wsadziłam paluch do buzi i oczyściłam gardło z potoku połączenia śliny z żelazem! Zadziałało! Czarne myśli chodziły nam po głowie, bo dla nas trwało to wieczność. Opisać się tego nie da! Franio jednak zbytnio się nie przejął sytuacją, bo jak dostał mleczko 15 min później łykał jak szalony. Po posiłku usnął momentalnie. Patrzyłam potem czy oddycha i nie mogłam iść spać, myślałam jak bardzo go kocham i umarłabym gdyby coś mu się stało!

Brzuch boli mnie do tej pory. I weź podaj teraz dziecku znowu żelazo! Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

Mam nadzieje, że to było pierwszy i ostatni raz, bo zawał serca w wieku 26 lat to nie częste zjawisko!

Przyznam, że często kaszlą nawet przy jedzeniu mleka, bo robią to bardzo łapczywie i się krztuszą! Nie wiem czy taka ich uroda, ale łzy mam w oczach jak podaje leki, albo mleko.
Czy macie jakąś koncepcję na podawanie żelaza?
Rozcieńczałyście? Podawałyście przez smoczek?
W końcu ile czasu wasz dzieci je brały?