naprawdę?

16.04.07, 22:10
Tak z ciekawości pytam, bo ciągle przewija sie na forum temat noszenia
dzieci.
Naprawdę mając malutkie niemowlęta nie nosicie ich? A jak z tuleniem,
trzymaniem na rękach (na siedząco)? Czy dlatego że to bliźniaki maluchy mają
być pozbawione (w dużym stopniu) bliskości mamy/taty? Wiadomo że nie można
przesadzić i w drugą strone, ale czy rzeczywiście da sie i tego chcecie - by
nie nosic w ogóle (poza sytuacjami koniecznymi)?
    • grzalka Re: naprawdę? 16.04.07, 22:27
      Ja nosiłam. Ale generalnie starałam się przytulać na siedząco, na leżąco.
    • anna_sla Re: naprawdę? 16.04.07, 23:36
      Ja nie tuliłam na rękach (chyba, że podczas krótkiego przenoszenia dzieci z
      miejsca w miejsce) dopóki Bartek nie ustabilizował się emocjonalnie. W tej
      chwili tulę i na rękach i na leżąco (bo wtedy mogę obu na raz, a oni bardzo to
      lubią) i na siedząco (wtedy w czwórkę z córą).. ale wciąż się boję za dużo, bo
      Bartek szybko się przyzwyczaja.. zbyt szybko..
      • pszczel Re: naprawdę? 17.04.07, 09:56
        dziewczyny ja tez spodziewam się blixniaków.Nie spotkalam sie nigdzie ze
        niemożna przytulac podczas noszenia. Możecie mi wytlumaczyć dlaczego? I czy
        tyczy sie to bliźniaków czy ogólnie zeby dzieci nie kojarzyly sobie rąk z
        tuleniem bo poxniej będzie cięzko?
        Jakoś nie potrafie znaleźć wytłumaczenia ale bardzo chcialabym sie dowiedziećsmile
        • grzalka Re: naprawdę? 17.04.07, 14:05
          pszczel napisał:

          > dziewczyny ja tez spodziewam się blixniaków.Nie spotkalam sie nigdzie ze
          > niemożna przytulac podczas noszenia. Możecie mi wytlumaczyć dlaczego? I czy
          > tyczy sie to bliźniaków czy ogólnie zeby dzieci nie kojarzyly sobie rąk z
          > tuleniem bo poxniej będzie cięzko?
          > Jakoś nie potrafie znaleźć wytłumaczenia ale bardzo chcialabym sie dowiedziećsmile

          można i trzeba przytulać podczas noszenia, ale chodzi o to, żeby nie nosić- bo
          kręgosłup siada w miarę jak dzieci rosną

          a przytulać można w innych wygodniejszyuch dla rodzica pozycjach
        • madzonga00 Re: naprawdę? 17.04.07, 15:12
          To nie chodzi o to aby nie tulić dzieci, lecz by jak najmniej je nosić. Jedno
          dziecko można sobie nosić i obiad z nim na rękach ugotować, ale wyobraź sobie,
          że jest taka dwójka (albo jeszce lepiej- trójka dzieciaczków; u mnie jeszcze
          dwuletni syn) przyzwyczajonych do ciągłego bycia na rączkach- wtedy to się robi
          duży problem. No i bardzo ważne , aby od początku przyzwyczajać do
          samodzielnego zasypiania, bo dzięki temu zyskuje się dużo czasu i energii.
    • monikap31 Re: naprawdę? 17.04.07, 07:57
      ja nosiłam niewiele.Co wcale nie oznacza,że dzieci pozbawione były
      bliskości.jest dużo innych form czułości wobec dzieci-np.leżałyśmy sobie na
      kocyku czy w łózku,ja w środku itd.To,że nosiłam mało,(tzn.za mało wg moich
      dzieciaczków pewnie wink)) wynika z 2 powodów:1.nie można nosić 1 bliźniaka u
      mnie 2 natychmiast wrzeszczał 2.byłam z dziećmi sama całe dnie i było to
      fizycznie niemożliwe.Pewnie,jak dzieci już siedziały miałam zawsze dwójkę na
      kolanach-po to chyba mamy 2 nogiwink)))Poza tym miałam w domu jeszcze 3,5
      latka,on też wymagał co swoje.
      Mój syn urodził sie w naszym domu jako pierwszy-6 lat temu,tez nie przesadzałam
      z noszeniem...może taki mam charakter-matka zołza normalnie wink))Jednak dzieci
      moje choroby sierocej nie mają ,więc chyba nie jest tak źle...
      Odpowiadając na ostatnie twoje pytanie-nie da się nie nosić...to niemożliwe
      • shemsi1 u mnie tez jest to fizycznie niemozliwe 18.04.07, 09:52
        bo jakbym je roznosiła to nie dalabym rady.
        Przy przenoszeniu z łozeczka do- gdziekolwiek, je całuje, tule.
        Wieczorem trzeba je wiecej nosic, wiec je tule, a staram sie ich NIE NOSIC.
        Jak leza w łozeczku, to przeciez moge sie nachylac i je calowac, smieja sie do
        mnie wiec chyba im dobrze. Jak do nich mowie sie uspokajaja, jak spiewam(hehe)
        o dziwo tez.
        bujanie, hustanie jest takie konieczne???Nie sadze.
        Połoz sie na lozku, wez na brzuch dziecko sie samo tuli. To TEZ jest bliskosc.
        To nie pierwsze moje dzieci i z rozsadkiem podeszlam do tego.
        Kolezanka, tez ma blizniaki, roznosily jej sie dzieci, bardziej jej babcie
        dzieci roznosiły(ktore sie pobawia i wychodza)nie daje rady.

        Nedługo zaczna sie same przytulac, biegac i nadrobimy te zaleglosci.
        Kolezanka ma jedno dziecko. Rodzila w tym terminie co ja. Byla u mnie sama na
        kawie i nadziwic sie nie mogla, ze kózki lezaly w lozeczkach a my pilysmy kawe.
        Ona mowi ze bez noszenia zosia ryczy, ciagle chce byc na rekach, nie ma szans
        by lezala w lozeczku sama.
        POtem to juz nie jest potrzeba bliskosci, a dziecko sie wycwani i wie jak swego
        dopiąć.
        Ale my nie mamy tylko jednego dziecka... a tylko 2 rece.


        w tej chwili jestem sama, dzieci 2 spi, 1 sie bawi w swoim lozeczku.
        Pierwszego syna tak sobie rozbujalam, ze w lozeczku musialam go bujac !
        Łozeczko bylo juz w rozsypce smile
        i nosic sie chcial. Dobrze ze taka ciaza trafila mi sie juz po dziecku, mam
        doswiadczenie i nie popełniam tamtych bledow.

        pozdrawiam
    • shemsi1 acha 18.04.07, 09:55
      jak je przywiezlismy ze szpitala, miały po 2 kg i ciagle jady i spaly.
      To było dla nich NAJWAZNIEJSZE. Nie wskazane jest noszenie. One rosly po
      prostu, a skoro sie tak nauczyly, to dobrze. Staram sie tego nie zmieniac, choc
      juz cwaniakują smile
    • shemsi1 acha 2 :) 18.04.07, 10:03
      są takie momenty, ze poznaje kiedy koziczka chce sie tulic. To matka po prostu
      wie. Jednak najbardziej tulenia potrzebuje moje starsze dziecko, ktorego zycie
      sie przewrocilo do gory nogami. Dlatego staram sie te bliskosc rozdzielic na
      ich 4, zeby nie bylo ze patrzy jak mama ciagle nosi, tuli siostry a on jest na
      boku. One to jeszcze nadrobia, a sa pogodne dzieciaczki, wiem ze jest im
      dobrze.
Pełna wersja