Ostatnio miałam okazję poobserwować moich chłopców w towarzystwie ich kuzynki, która jest prawie ich rówieśnicą. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo moi chłopcy są przyzwyczajeni do towarzystwa drugiego małego dziecka. Ich kuzynka w zasadzie nie zwracała na nich najmniejszej uwagi, a oni na nią jak najbardziej. Zaczepiali ją wszelkimi sposobami i próbowali zmobilizować do "pójścia" na spacer po mieszkaniu, a ona patrzyła tylko na dorosłych i na starsze dzieci.
Igor i Oskar częściej zajmują się czymś we dwóch (albo sobie pomagając, albo raczej przeszkadzając, ale wykonują tą samą czynność). Coraz częściej obserwuję, jak jeden naśladuje drugiego.
Teraz kiedy muszę na chwilę ograniczyć ich ruchliwość, wsadzam ich do łóżeczek, a oni stoją naprzeciwko siebie i śmieją się do siebie, skaczą, krzyczą na siebie. Jak jeden nie patrzy na drugiego, to się wołają (w swoim języku).
Do tej pory nie wierzyłam w zapewnienia, że dwójka dzieci może być mnie absorbująca, niż jedno. Teraz jestem skłonna się pod tym podpisać. A mamy całkiem malutkich bliźniaków mogę zapewnić, że też tego doczekają

))