Po pierwsze gratulacje dla Optymist1 i chylę czoła, że dajesz radę z
tym karmieniem bo ja się poddałam. Ale zacznę od początku. Otóż z
niedzieli na poniedziałek 24 września nagle odeszły mi wody
(początek 36 tygodnia) i tym sposobem na świecie przez cc (ułożenie
poprzeczne jednego-dobrze że tydzień wcześniej miałam usg) pojawiły
się moje dwa skarby Zośka i Franek (2320 i 2480g). Niestety z
wyciągnięciem Frankiem były problemy, był chwilowo niedotleniony i
miał problemy z oddychaniem. Potem jeszcze jakieś szmery na
serduszku ale na szczęście ustąpiły

Małe od samego początku bardzo
słabo ssały, miały problemy z chwyceniem brodawki i bardzo traciły
na wadze (spadły prawie do 2 kg

mimo, że cały czas wisiały na
cycu). W rezultacie musiałam zacząć dokarmiać, bo to był jeden z
warunków na opuszczenie szpitala. Niestety młode tak rozhulały moją
laktację, że dostałam mega nawału a na odciąganie nie było już czasu:
( Musiałam więc na kilka dni odstawić je od piersi, karmiłam tylko
sztucznym ale i to powodowało mały przyrost wagi (małe zrobiły się
ospałe i niewiele piły). W rezultacie spędziłam w szpitalu ponad
tydzień, choć ja po cesarce nawet sprawnie wracałam do formy. Teraz
jesteśmy już w domu, szczerze cieszę się z jednej strony, że małe są
na butli bo mogę kontrolować ile wypijają, z drugiej mam wyrzuty, że
nie karmię a to najlepsze dla dzieci itp... Taka decyzja została
wymuszona też faktem, że w domu jest dwulatek, który teraz wymaga
jeszcze więcej uwagi.
Ale się rozpisałam

Dziewczyny prośba napiszcie kiedy można z
takimi kurczakami pójść na pierwszy spacer bo musimy wybrać się do
przychodni na kontrolę wagi.