od 4 dni jeden z moich potworków około godziny 18 ma jedno konkretne zajęcie:
daje koncert który słyszy chyba pół wsi i którego jedyną możliwością
zakończenia jest wzięcie go na ręce. Nie pomaga nawet butla z mlekiem, a więc
sprawa jest poważna

Każdorazowe opuszczenie go do pozycji poziomej powoduje
dalszy ciąg koncertu, zaś "pionizowanie" go - błogi uśmiech
Do godziny 18 dziecko jest aniołem, wyspane po spacerach, wybawione W ciągu
dnia może leżeć i w leżaczku i w wózku i na podłodze, bawi się grzechotkami,
wsadza bratu paluszki do ucha i jest świetnie
Wydaje mi się, że to wynika ze znudzenia ciągłą pozycją leżącą, ale siedzenie
jest na razie dla grubaska zbyt męczące
Czy któraś z Was znalazła rozwiązanie takiego problemu? Czy to minie dopiero
gdy zacznie siedzieć?