Muszę się wygadać, bo już nie mogę.Dzisiaj poszliśmy z synkiem na
szczepienie i bilans dwulatka.Synek miał być szczepiony Infanrixem
IPV+Hip 4 dawka.Weszliśmy, lekarz (byliśmy w jednej z warszawskich
prywatnych klinik) nie należał raczej do rozmownych.Za dużo nawet
nie pytał.Raczej to ja mówiłam. Synek dwa miesiące temu bardzo
zachorował, byliśmy w szpitalu 8 dni.Miał jakąś silną infekcję
bakteryją,temperatura 40 stopni,biegunka, wymioty,bardzo złe wyniki
krwi.Podano mu silne antybiotyki dożylne (takie jak na
sepsę),później brał jeszcze doustny zinnat.Mówiłam lekarzowi, że
nadal nie czuje się dobrze bo pokazuje, że boli go brzuszek i ma
luźne stolce, mimo, że już od dwóch miesiecy daje mu dicoflor
30.Lekarz skierował go jeszcze na posiew kału (miesiąc temu
robiliśmy usg).Mówiłam, że chcemy zaszczepić Infanrixem, on
spojrzał,pokiwał głową, powiedział, że czwarta dawka. Weszliśmy do
gabinetu szczepień, synek się strasznie rozpłakał, bo ma traumę po
szpitalu.Dostał szczepionkę, a pielęgniarka nam mówi, że PRIORIX
(!!!).Doszło oczywiście do wymiany zdań,ale już nic nie zmieni tego,
że dostał tę szczepionkę.Szczepionka była opóźniana, ze wględu na
to, że synek miał problemy neurologiczne, a teraz po tej chorobie
chcialiśmy jeszcze odczekać.Jestem cała w nerwach.Nie wiem jak
zareaguje na tę szczepionkę z tak rozregulowanymi jelitami.Czuję
złość i bezsilność.Jak Wasze dzieci reagowały na tę szczpionkę?
Wesprzyjcie mnie proszę,bo tyle złego czytałam o skojarzonej odrze,
śwince, różyczce