amra1
26.11.05, 15:04
Witam,
wiecie co, ja naprawdę nie wiem, co myśleć... Córka dostaje Zyrtec od
tygodnia (2xdziennie 4 krople), a skóra jest coraz gorsza...? Odstawiłam
jedzenie, które wydawało mi się podejrzane już 2 tyg. temu, odstawiłam
Mucosolvan (bo już prawie nie kaszle) - zostały tylko wziewy, Zyrtec i
jedzonko, przy którym nic się działo przez 3 miesiące. A tymczasem codziennie
jest nowe miejce na skórze z wysypką. Najgorzej wygląda podbródek. Na buzi
czysto.
To jak to jest??? Biorąc Zyrtec, mam wrażenie, że alergiczne zmiany powinny
się chyba raczej cofać?
Wczoraj wieczorem zrobiłam rachunek sumienia i przemyślałam wszystko w
otoczeniu - detergenty, perfumy, kosmetyki, ubrania, zabawki, kwiaty domowe,
po prostu wszystko. I wyszło mi, że właściwie od urodzenia Karoliny, poprzez
wcześniejsze problemy skórne, przez 3 miesiące bez jednej krostki i teraz -
nic się nie zmieniło. Żadnych nowych chemikalii, mebli, nic w domu nie
robiłam, dookoła sąsiedzi raczej też nie, ostatnio nie kupowałam małej nowych
ubrań ani zabawek, nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, żadnego nowego kwiatka, ani
pościeli, ani mebla. Nic!!!
Żeby jeszcze obronić własnego kota dodam, że w czasie, gdy nic się ze skórą
nie działo, kilka razy byłam z córką u mojej mamy, która ma 3 koty oraz u
mojej siostry, która ma 4. I też moje dziecko nie reagowało na nie, pomimo
wtulania buzi w futrzaki.
Reasumując, nie widzę w tym żadnego sensu, żadnej prawidłowości, te zmiany
sprawiają wrażenie, że nie są zależne od niczego, co mała je, czego dotyka i
z czym ma w ogóle jakikolwiek kontakt. W powietrzu nic nie ma, nic przecież
nie pyli. Nawet grzybów już nie ma. Poza tym pamiętam moment, jak miała ok. 6
mies., gdy zmiany skórne (identyczne, tyle że było ich o wiele więcej)
utrzymywały się cały czas, pomimo, że córka jadła tylko Nutramigen z kleikiem
kukurydzianym i piła czystą wodę.
Więc może to jednak nie alergia wcale? Nie wiem, nie znam się na tym, ale
może to po prostu jakaś reakcja malutkiego organizmu na coś innego? I po
prostu tak się objawia? Jakiś proces przystosowawczy do środowiska?
Ile jest matek, które twierdzą to samo co ja, że nie widzą żadnego sensu -
wysypka jest, potem jej nie ma, dzieciak nie reaguje na żadne nowe pokarmy,
potem zmiany znów się pojawiają, i nie wiadomo dlaczego? Może lekarze mówią,
że to alergia, bo tak jest najprościej i najszybciej, a w rzeczywistości sami
nie wiedzą... A my potem szalejemy z niepokoju, wycofujemy pokarmy i
wprowadzamy na nowo, trzymamy dzieci na hydrolizatach i lekach
antyhistaminowych, wprowadzamy restrykcyjne diety dzieciom i sobie, jeśli
jeszcze karmimy piersią, straszy nas wizja alegii wziewnej i astmy, używamy
sterydów itd. A poprawy nie ma.
A może to wszystko niepotrzebnie?
Oczywiście nie mam na myśli przypadków eweidentnych, gdy matka wprowadza
jogurt czy malinki i coś się dzieje, a potem po odstawieniu alergenu znika.
Piszę o tych przypadkach, których wiem, że jest sporo (nawet po rozmowach z
koleżankami z pracy), gdy tak naprawdę kompletnie nie wiadomo, o co chodzi.
Bo nawet po długich miesiącach poszukiwań, nie widać żadnej prawidłowości i
jeszcze na dodatek testy wychodzą ujemnie.
Nie wiem, może ja głupoty piszę, ale nic z tego po prostu nie rozumiem. Po
prawie 8 miesiącach zmagania się z tym wszystkim, śmiem twierdzić, że
sprawdziłam wszystko, co leżało w zasięgu moich możliwości. I jestem tak samo
głupia, jak byłam na początku, bo nadal nie wiem, co powoduje zmiany skórne u
mojej córki. I na dodatek oszkalowałam Hippa - teraz myślę, że to był chyba
przypadek, że gdy odstawiłam te produkty, to się wszystko uspokoiło.
Pocieszające jest to, że w porównaniu do tego, jak córka wyglądała pół roku
temu, to te zmiany nie są takie straszne. I na dodatek chyba jej nie swędzą,
bo w ogóle się nie drapie.
No cóż, wygadałam się. Napiszcie, jeśli macie ochotę, co myślicie.
Pozdrawiam
Asia