jadrom
04.04.06, 11:40
Drogie mamy alergików,
Chyba przechodzę kryzys psychiczny związany ze zdrowiem córeczki. Mała ma 4
miesiące, zdiagnozowany AZS pomieszany z ŁZS (ciągle walczymy z tym
paskudztwem), miesiąc temu dołączyła się dysplazja lewego stawu biodrowego,
zatem doszła nam szyna Koszli, malutka jest też blada, musimy zrobić badania
w kierunku anemii (być może biegunki wypłukały żelazo). Jest mi strasznie żal
Małej, tak bardzo chciałabym jej pomóc, robię co mogę - gonię po lekarzach,
czytam, edukuję się, słowem walczę. Ze starszą córką nie miałam żadnych tego
typu problemów. Z przerażeniem czytam niektóre posty na tym forum (związane z
astmą, autyzmem, napadami duszności).
Pisząc ten wątek proszę Was o słowa jakiejkolwiek pociechy, że to kiedyś
minie, że mała z tego wyrośnie, że nie wszystko kończy się astmą. Wiem, że to
kretyński post, bo jak ktoś może ocenić stan zdrowia dziecka nie widząc go i
nie będąc lekarzem. Ale ja teraz potrzebuję słowa otuchy szczególnie od mam
starszych alergików, które w miarę "opanowały" sytuację i w miarę noramalnie
żyją, nie jeżdżąc non stop na sygnale do szpitali z atakami astmy u swoich
dzieci. Bo matki dzieci całkiem zdrowych nie rozumieją moich trosk i machają
reką mówiąc "wyrośnie". Mam jakieś stany depresyjne, a mała to odczuwa
(gdzieś czytałam, że AZS ma podłoże psychiczne - dziecko "przejmuje" stres
matki).
Pocieszcie mnie proszę.
"Zdołowana"