Tak z ciekawości pytam.
Bo czy około 20-25 kompletów na dziecko (komplet to różnie: czapka i szalik, albo czapka i getry, albo czapka, szalik, rękawiczki, albo czapka, getry, szalik, rękawiczki, czasem jeszcze tunika/bolerko) to ilość sugerująca konieczność terapii rodzica celem wyleczenia z zakupoholizmu lub zamówienio-holizmu?
Przy innych rzeczach jest rozsądna, nie przesadzam, butów, spodni, spódniczek, kurtek kupuję normalną ilość; ale przy dodatkach, jak się rozpędzę, to już leci lawinowo
Zamawiam duuużo od pań szydełkujących, i jeśli upoluję coś wyjątkowego w sklepach, to też oczywiście kupuję.
W ubiegłych tygodniu dostałam cztery nowe zrobione komplety, czekam na kolejne cztery.
A Wy?
Rozsądnie, czy z rozmachem?