Dodaj do ulubionych

artykuły p.Pietkiewicz

22.03.08, 11:39
Moi drodzy wiem,ze już ten temat był poruszany
tj."slynnych"artykułów p.Pietkiewicz w POLITYCE,ale chciałabym
zebyscie się wypowiedzieli m.in. rodzice już adopcyjni i potencjalni
rodzice- czy delikatnie mówiąc nie rozsierdził was ten artykuł i
sama jego autorka? Wiem,ze ktokolwiek to czytal a pragnął adoptowac
mógł się naprawde tej adopcji wystraszyc.Ja przez 2 dni po jego
przeczytaniu po prostu straciłam ochotę do życia,bo naprawde z meżem
pragniemy adopcji i zastanawiam się czy ta kobieta wogole wie co
robi m.in. obrażając porządne rodziny adopcyjne z których wyrastają
porządni i b.wartościowi ludzie?Co mogą czuć sami adoptusie czytając
takie pomyje?
www.misjanadziei.org.pl/artykuly/twarz.html
Obserwuj wątek
    • kawka74 Re: artykuły p.Pietkiewicz 22.03.08, 15:18
      Spokojnie.
      Pani Pietkiewicz pisze te artykuły, jak sądzę, terapeutycznie, ponieważ z tego,
      co wiem, wynika, że sama miała do czynienia z adopcją i chyba nie wyszło. W tej
      sytuacji na adopcję jako taką nie potrafi patrzeć obiektywnie. Zwróć uwagę na
      tezę postawioną w tych artykułach - że w zasadzie geny determinują wszystko i
      dziecko adopcyjne, wywodzące się z rodziny patologicznej, ma niewielkie szanse
      wyjścia na prostą. Rodzice przedstawieni w artykułach przedstawieni są jako ci,
      którzy zrobili WSZYSTKO, a niewdzięczne bachory, co prawda zdeterminowane
      genetycznie, więc nie do końca winne, tak im się odpłacają. Drugi artykuł, chyba
      późniejszy, jest mniej radykalny, ale też w gruncie rzeczy sprowadza się do
      tego, że w starciu z genami dziecka nie mamy prawie żadnych szans.
      Zresztą na forum bociana wielokrotnie było to analizowane, przypuszczam, że
      jeśli sobie te analizy poczytasz, zaczniesz patrzeć na artykuły pani P. trochę
      inaczej, z większym dystansem.
      www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&p=6959#6959
      na przykład tu
      Nie chodzi o to, że nie ma nieudanych adopcji. Chodzi o to, żeby zastanawiając
      się nad przyczyną wyjść poza te wszystkiemu winne geny.
      • verdana Re: artykuły p.Pietkiewicz 26.03.08, 17:11
        Nie jestem rodzicem adopcyjnym, a dostaję piany na pysku. Już kiedys
        byl cykl takich artykułów, z ktorych wynikało, ze dzieci z DD,
        wiecej - wszystkie dzieci do adopcji to dzieci drugiego gatunku, z
        ktorych i tak nic nie wyrośnie. Tymczasem, choćby w tym ostatnim
        artykule winę za nieudane rodziny zastępcze nalezy złozyć na karb
        błedu popełnionego przez urzednikow.
        Pani Pietkiewicz adoptowała syna, adopcja się jakos dramatycznie nie
        udała - i zamiast poszukać winy w sobie lub uznać, ze miała pecha
        autorka poszła niezwykle prostą drogą. Uznała, że nie udało jej sie
        wychowac dziecka, bo dziecko bylo z definicji złe i wobec tego ona
        jest stuprocentowo niewinna. Obrzydliwe dosyć, niezaleznie od
        okolicznosci towarzyszacych.
        Mój wuj jest adoptowany, moi znajomi mają adoptowane dzieci.
        rzeczywiscie, w jednym wypadku (nie mojego wuja, ktory jest super!)
        adopcje mozna uznać za nieudana. Adoptująca kobieta kompletnie nie
        nadawała się na matke, jestem pewna, ze zmarnowalaby także swoje
        biologiczne dzieci.
    • zofijkamyjka Re: artykuły p.Pietkiewicz 28.03.08, 20:40
      Może dobrze że Pani pietkiewicz wzieła sie za te mroczna stronę
      adopcji bo taka niestety, istnieje. Ostatnio miałam okazje spotkac
      się z trzema przypadkami tzw. nieudanych adopcji, to bardzo smutne.
      Warto brac takze to pod uwagę zastanawiajac sie nad adopcją i
      ewentualnie przygotowac sie że może byc ciężko.
      Ludzie nie zniechęcą sie do adopcji po tych artykułach, jestem
      pewna. A może podejdą do niej bardziej poważnie, z refleksją.
      Ja tam w siłe genów wierzę, pewnych rzeczy sie nie przeskoczy,
      trzeba przyjąć to z pokorą.
      • pawlakjo Re: artykuły p.Pietkiewicz 29.03.08, 00:32
        Ale w końcu nie wszystkie dzieci do adopcji mają zle geny prawda? są
        rózne, rozniste powody czemu ktos oddaje dziecko,są regiony gdzie
        króluje bieda,wielodzietne rodziny,które nie wyrabiają po prostu i
        rozsądnie mysląc chcą dziecku zapewnić lepszy start i lepsze
        życie.Albo nieletnie zaliczające po prostu w szkole sredniej
        wpadki,a rodzice kazący oddac,bo to przyszlosci zaszkodzi i
        wszystkiemu,a nie tylko pijacy,bandyci,k... i co ino.Zreszta z tego
        co zauwazam to coraz więcej patologii niestety wywodzi się z
        tych "dobrych domów",gdzie pieniądze,wyksztalcenie i dzieci
        samowychowujące się.O tym,ze takie przypadki jak w artykule mozna
        spotkac czesciej w biologicznych rodzinach to się nie wspomina.Poza
        tym,,,pani Pietkiewicz powinna/i to nie jest tylko moje
        zdanie/poddac się koniecznie terapii psychologicznej,gdyz nie udalo
        jej się rodzicielstwo/i nie dziwne przy takiej zgorzkniałej babie/a
        takze 2 lub nawet 3 malzenstwa,,,i pytanie? czy w takiej rodzinie
        gdzie co jakis czas zmieniają się tatusiowie i odchodzą -czy to jest
        dom,w którym można zapewnić dziecku ciepło rodzinne? Acha i żaden
        człowiek nie rodzi się zły,pamiętajmy o tym.
        • pawlakjo Re: artykuły p.Pietkiewicz 29.03.08, 00:41
          I jeszcze jedno-artykuł ten przeczytala znajoma mojej mamy,która
          jest psychologiem-psychoterapeutą i naprawdę adopcja nie jest jej
          obca -i po prostu b.nieciekawie skomentowała ten artykuł i przede
          wszytkim jej autorkę,po prostu żałosny i niekompetentny
          artykuł,który już od pierwszego zdania zniechęca do jego
          przeczytania,a przede wszystkim nie wierzy w to,ze ci ludzie tam
          przestawieni mieli jakiekolwiek przygotowanie adopcyjne,tak jak się
          robi to teraz i że są niewinni.Pani P.w kolejnym artykule za dwa
          lata to nawet usprawiedliwia osoby,które oddały dziecko z powrotem
          do adopcji,gdyż nie pojawiły się uczcia macierzyńskie...Czy takich
          ludzi nie nalezy nazwac dysfunkcyjnymi????
          • zofijkamyjka Re: artykuły p.Pietkiewicz 29.03.08, 08:24
            No cóz kiedys ludzie nie byli tak przygotowywani do adopcji jak
            teraz. Zreszta nie łudźmy się, to przygotowanie jest takie sobie
            nawet teraz. Za mało mówi sie ludziom własnie o trudnościach tego
            rodzicielstwa.
            Ja wcale nie twierdze że te geny musza być złe, one przewaznie sa
            poprostu zupełnie rózne od genów rodziców adopcyjnych. To sytuacja
            dośc nienaturalna. Natura tak "wymyśliła" funkcjonowanie rodziny,
            aby dziecię było podobne albo do taty albo do mamy, ewentualnie do
            cioci, babci itd. Nawet w tych uciąliwych cechach małego człowieka
            idzie sie doszukać podobieństwa do kogos z rodziny i to w jakiś
            sposób pozwala wytłumaczyc te gorsze cechy.
            W przypadku adopcji np do pary spokojnych domatorów może trafic
            egzemplarz szukający wciąz mocnych bodźców, uwielbiajacy jak wiele
            sie dzieje, pasjami kochający towarzystwo. Tu nastepuje starcie.
            Gdyby dziecko było ze swymi biologicznymi rodzicami to
            prawdopodobnie oni prowadziliby tryb życia odpowiadajacy dziecku.
            W przypadku adopcji także nie bez znaczenie jest postawa rodziców
            adopcyjnych, czesto są mniej pewni swej roli niz biologiczni,
            oceniami przez innych bardziej krytycznie niz biologiczni, bardziej
            nadopiekuńczy niż biologiczni. itd, itp
            Pamietajmy tez o silnej potrzebie dorastajacego adoptowanego dziecka
            do poszukiwania swych korzeni, odnajdywania siebie, swej tożsamości,
            stawania w silnej opozycji do rodziców adopcyjnych, bunty silniejsze
            niz w przypadku dzieci biologicznych.
            Ja myslę że to bardzo skomplikowana sytuacja dla wszystkich, a
            rodzice adopcyjnie powinni być z jednej strony bardzo tolerancyjni z
            drugiej bardzo wymagajacy i konsekwentni. Sa w dużo trudniejszej
            sytuacji niz biologiczni. Sama miłość nie wystarczy niestety. A po
            euforii zwiazanej z małym adoptowanym bobaskiem przychodza trudy
            dojrzewajacego dziecka zmagajacego sie z nienaturalną dla siebie
            sytuacją, w jaką wepchnęło go życie.
            • hanna26 Re: artykuły p.Pietkiewicz 29.03.08, 10:18
              Nie chcę dyskutować o artykule pani Pietkiewicz, ani w ogóle o pani Pietkiewicz. Nie znam kobiety, nic o niej nie wiem.
              Natomiast prawdą jest, że adopcja jest po prostu rodzicielstwem trudniejszym. I trzeba się z tym liczyć.
              Prawdą jest też, że dziedziczymy po rodzicach pewne cechy - zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Dziecko rodzi się z podobnymi do rodziców rysami twarzy, ale także i temperamentem, uzdolnieniami, skłonnościami. Z tym chyba żaden normalny człowiek nie będzie dyskutował, bo to jest prawda. Zaden z nas nie rodzi się jako czysta kartka i naprawdę nie wiem, w jakim celu niektóre osoby starają się taką tezę sobie i innym wmówić.

              To wcale nie znaczy to, że człowiek adoptowany nie może wyrosnąć na porządnego człowieka. Przeważnie właśnie, dzięki mądremu, świadomemu rodzicielstwu wyrastają na porządnych, dobrych ludzi. Jednak takie rodzicielstwo jest trochę bardziej wymagające i kwestionowanie tego nie ma sensu.
              • kawka74 Re: artykuły p.Pietkiewicz 29.03.08, 14:13
                > Nie chcę dyskutować o artykule pani Pietkiewicz, ani w ogóle o pani Pietkiewicz

                I to jest błąd, bo o tym właśnie jest dyskusja, nie o genach jako takich.
                Gdybyś jednak przeczytała dyskutowany artykuł, wiedziałabyś, że chodzi o to, że
                wedle pani P. jedyną, zasadniczą winę za nieudaną adopcję ponoszą geny
                adoptowanych dzieci, które to dzieci i ich geny zamieniają życie swoich rodziców
                w piekło. Że starania rodziców zwykle nie mają sensu, bo i tak z dzieciaka
                wyrośnie, jak to pani P. była uprzejma określić, ku..wa i złodziej. A to - chyba
                się zgodzisz - nie jest prawdą.
                • hanna26 Re: artykuły p.Pietkiewicz 29.03.08, 15:40
                  kawka74 napisała:

                  > I to jest błąd, bo o tym właśnie jest dyskusja, nie o genach jako takich.
                  > Gdybyś jednak przeczytała dyskutowany artykuł,

                  Dyskusja zeszła z artykułu pani Pietkiewicz, na temat plotek dotyczących prywatnego życia pani Pietkiewicz. A mnie raczej nie interesują tego typu "informacje". Artykułów p. Pietkiewicz nie czytałam, natomiast nie zamykam oczu na to, że ciemniejsza strona adopcji istnieje. I dobrze byłoby zdawać sobie z tego sprawę.
                  • kawka74 Re: artykuły p.Pietkiewicz 29.03.08, 16:04
                    A mnie raczej nie interesują tego typu "informacje
                    > ". Artykułów p. Pietkiewicz nie czytałam,

                    Myślę, że akurat w przypadku tego artykułu prywatne życie pani P ma bardzo
                    istotne znaczenie.

                    nie zamykam oczu na to, że
                    > ciemniejsza strona adopcji istnieje. I dobrze byłoby zdawać sobie z tego sprawę

                    Fantastycznie. Kto sobie nie zdaje z tego sprawy, ręka do góry.

                    Przeginanie w którąkolwiek stronę jest nonsensem, tak wiara we wszechwładzę
                    rodziców, którzy mogą przerobić dziecko wedle własnych wyobrażeń i życzeń, jak i
                    przekonanie, że geny determinują rozwój dziecka na tyle, że rodzice nie mogą
                    NIC. Zwróć jednak uwagę, że to dotyczy także rodziców biologicznych, a
                    przekonanie, że oto stworzyliśmy sobie dziecko na swój obraz i podobieństwo,
                    bywa złudne.
                    • zofijkamyjka Re: artykuły p.Pietkiewicz 30.03.08, 08:58
                      kawka74 napisała:

                      > Myślę, że akurat w przypadku tego artykułu prywatne życie pani P
                      ma bardzo
                      > istotne znaczenie.

                      Owszem może mieć znaczenie niestety, jest ona własnie przykładem
                      matki, której sie nie udała adopcja. Współczuję jej, szczerze,
                      podobnie jak jej synowi. Oto przykład, gdy spotkało sie dwoje
                      ludzi /ona i jej dziecko/ których drogi życiowe niezbyt dobrze do
                      siebie pasowały, po drodze zaliczyła jakies niepowodzenia
                      małżeńskie /może tez przez problemy z adopcją, nie wiem/

                      > Fantastycznie. Kto sobie nie zdaje z tego sprawy, ręka do góry.

                      Oj wielu ludzi nie dopuszcza takiej mozliwosci do siebie i stąd może
                      oburzenie opisanymi przypadkami nieudanych adopcji zamiast
                      pochylenia z pokorą nad ludzkimi nieszczęściami.

                      • kawka74 Re: artykuły p.Pietkiewicz 30.03.08, 09:43
                        Ależ tu nie chodzi o oburzenie i udawanie, że nie ma nieudanych adopcji. I nawet
                        nie o pochylanie się nad nieszczęściem. Chodzi o szukanie przyczyny tego,
                        dlaczego adopcja się nie udała. Poglądy pani Pietkiewicz są szkodliwe o tyle, że
                        tworzą wizję adopcji jako syzyfowej pracy ze względu na prawie całkowitą
                        niemożność wychowania dziecka, którego nie da się zmienić.
                          • kawka74 Re: 30.03.08, 10:19
                            na przykład dlatego, że rodzice wymagają za mało albo za dużo, że są niewydolni
                            wychowawczo
                            albo dlatego, że nie potrafią, mimo wszystko, zaakceptować dziecka, mają
                            poczucie obcości (a dziecko doskonale to wyczuwa) - i jakość genów nie ma tu
                            kompletnie nic do rzeczy. Czyli de facto byli do adopcji nieprzygotowani.
                            Pani P. dość wyraźnie składa ciężar winy za nieudaną adopcję na barki dziecka,
                            marginalnie wspominając o tym, że rodzice też mogą nawalić.
                            • zofijkamyjka Re: 30.03.08, 12:09
                              kawka74 napisała:

                              > na przykład dlatego, że rodzice wymagają za mało albo za dużo, że
                              są niewydolni
                              > wychowawczo
                              Albo sa zbyt pobłazliwi, zbyt surowi, zbyt wymagajacy, zbyt
                              tolerancyjni itd. To są typowe błedy wychowawcze, które popełnia
                              wielu rodziców /tez biologicznych/i mało które rodziny z ich powodu
                              staja na takich rozstajach jak rodziny adopcyjne. Dlaczego?

                              > albo dlatego, że nie potrafią, mimo wszystko, zaakceptować
                              dziecka, mają
                              > poczucie obcości (a dziecko doskonale to wyczuwa) - i jakość genów
                              nie ma tu
                              > kompletnie nic do rzeczy.

                              To dlaczego bywa, że nie potrafia ich zaakceptować bezwarunkowo?
                              Rozumiem że z możliwoscią istnienienia obcości /nie pojawiajacym sie
                              w przypadku biologicznych dzieci/ sie zgadzamy.
                              Ostatnio czytałam tez o zespole zaburzenie więzi, pojawiajacym dość
                              często się w przypadku dzieci adoptowanych.
                              • kawka74 Re: 30.03.08, 13:07
                                > staja na takich rozstajach jak rodziny adopcyjne. Dlaczego?
                                >
                                Dlatego:
                                dlatego, że nie potrafią, mimo wszystko, zaakceptować
                                > dziecka, mają
                                > > poczucie obcości (a dziecko doskonale to wyczuwa)
                  • pawlakjo Re: artykuły p.Pietkiewicz 29.03.08, 16:28
                    >nie czytałam, natomiast nie zamykam oczu na to, że
                    > ciemniejsza strona adopcji istnieje. I dobrze byłoby zdawać sobie
                    z tego sprawę

                    Tak samo jak zdawać sobie trzeba sprawę z ciemnej strony
                    rodzicielstwa równiez biologicznego.
                    Mój mąz a mój szwagier to niebo a piekło.I jakbym miala
                    analizować "rodzinkę" męża m.in.teściową i szwagra to czytając
                    artykuł p.Pietkiewicz powinnam od razu rozwieść się ze swoim
                    mężem,gdyż stanie się pozniej takim samym wariatem i zlosliwcem jak
                    moja teściowa itd.Wedle jednej podobnie mądrej do pani P. psycholog
                    stwierdziła,ze mój mąz na pewno musi być agresywny,bo syn takiej
                    matki podobno MUSI być agresywny i innej mozliwosci nie ma,,,a co
                    jest oczywiscie wierutną bzdurą.Mój mąz jest ciepłym i dobrym
                    człowiekiem w niczym nie przypominającym swoją zlośliwą matkę.Mąz
                    zawsze kierowal sie swoim rozumem w życiu i dlatego doszedl do tego
                    czego doszedl, tylko teraz pytanie: po głupiej matce to ma?
                    • zofijkamyjka Re: artykuły p.Pietkiewicz 30.03.08, 09:05
                      pawlakjo napisała:

                      >
                      > Tak samo jak zdawać sobie trzeba sprawę z ciemnej strony
                      > rodzicielstwa równiez biologicznego.


                      I tu właśnie jeden z podstawowych błedów rodziców adopcyjnych. To
                      jednak inne rodzicielstwo, ludzie powinni byc do niego bardzo dobrze
                      przygotowani, lepiej niż biologiczni. A ciemna strona rodzicielstwa
                      adopcyjnego jest jednak dużo ciemniejsza niz rodzicielstwa
                      biologicznego bo dodatkowo dochodzi dużo obciążeń z czego wiele jest
                      w samych rodzicach.
                    • zofijkamyjka Re: artykuły p.Pietkiewicz 30.03.08, 09:09
                      pawlakjo napisała:

                      > Mój mąz a mój szwagier to niebo a piekło.I jakbym miala
                      > analizować "rodzinkę" męża m.in.teściową i szwagra to czytając
                      > artykuł p.Pietkiewicz powinnam od razu rozwieść się ze swoim
                      > mężem,gdyż stanie się pozniej takim samym wariatem i zlosliwcem
                      jak
                      > moja teściowa itd.

                      Pewnie jest podobny bardziej do ojca /lub babci smile/ Nie w tym
                      rzecz, ważne że jego charakter i psychika Tobie przypasowała a
                      Twoja - jemu.
              • pawlakjo do hanny26 01.04.08, 08:29
                Ciekawa jestem skąd z ciebie kolezanko taki ekspert od adopcji skoro
                z tego co przypadkowo trafilam to nie masz z tym nic wspólnego?Masz
                dwoje dzieci bez problemu i jeszcze trzecie w drodze.Więc ciesz się
                swoim szczęściem i nie próbuj pouczać i dołować innych i nie znając
                zupełnie artykułu jaki komentujemy.Zresztą te twoje posty to są
                typowe teraz dla znanego przysłowia,że SYTY GŁODNEGO NIGDY NIE
                ZROZUMIE.Poza tym dla mnie adopcja to nie jest tak jak pewnie dla
                wielu "ostatnią deską ratunku",bo zawsze z meżem najpierw chcieliśmy
                miec swoje biologiczne a potem krótko zaraz adoptowane.
                • hanna26 Re: pawlakjo 01.04.08, 10:36
                  Pawlakjo
                  Widzę, że z braku rzeczowych argumentów zaczęłaś zastanawiać się nad prywatnym życiem współdyskutantek. Cóż, jeżeli Cię to rzeczywiście interesuję, to pragnę Cię poinformować, że dla mnie dwa lata leczenia niepłodności, a do tego dwie ciąże obumarłe są jednak pewnym problemem.
                  Z adopcją też oczywiście się zetknęłam - jak chyba większość ludzi, która leczyła się na niepłodność. Dla mnie adopcja to po prostu inna droga do rodzicielstwa - trudniejsza, bardziej wymagająca, nie dla wszystkich - ale też droga. Z tego okresu pozostało mi grono przyjaciół, którzy adoptowali swoje dzieci. Mam też brata ciotecznego, który w dzieciństwie został adoptowany, i mogę powiedzieć parę słów także od tej drugiej strony - już dorosłego, adoptowanego człowieka. Pisałam o tym kilkakrotnie na Bocianie, więc nie będę się już powtarzać.

                  Nie mam zamiaru adoptować dzieci, mogąc, dzięki wspaniałej lekarce samemu zajść w ciążę. Natomiast mam zamiar na ten temat dyskutować, bo mnie to po prostu interesuje. Tyle że mnie akurat interesuje rzeczowa dyskusja na ten temat. Natomiast argumenty typu: "A co Ty tam możesz wiedzieć, nie odzywaj się"itd. nie stanowią podstawy do rzeczowej dyskusji. Sa to raczej argumenty człowieka, który nie ma juz nic więcej do powiedzenia.

                  Ps. Ja nie dyskutuję o artykule, bo go nie czytałam - zaznaczyłam to na wstępie. Dyskutuję o adopcji. A jeżeli moja wypowiedź o tym, że adopcja jest bardziej wymagającym rodzicielstwem zdołowała Cię - to może zostałaś niedostatecznie przygotowana do tej roli.

                  • pawlakjo Re: pawlakjo 01.04.08, 19:12
                    Dwa lata leczenia to kompletnie NIC w stosunku do 5-6lat
                    bezskutecznego leczenia jakie m.in. np występuje u pary moich
                    przyjaciół/oczywiscie po drodze in-vitro nieudane itd/.Zresztą wg
                    wielu lekarzy jest to optymalny czas starań u wielu zdrowych par.
                    A wracając do adopcji masz swoje zdanie oparte na jakims jednym
                    przykładzie w rodzinie,które wypowiadasz tu na forum- masz do tego
                    prawo,ale nikt nie musi się z tobą wogóle zgadzać,tym bardziej ci
                    klaskać.
                    I naprawdę ciesz się swoim cudownym uzdrowieniem i ze nie będziesz
                    musiala przechodzić tak jak twoi przyjaciele
                    tej "trudnej,cięzkiej,ciernistej,wyboistej drogi" jaką wg ciebie
                    jest adopcja.I życzę ci z całym szacunkiem tego czego faktycznie
                    oczekujesz od zycia -zero problemów z którymkolwiek ze swoich dzieci
                    w wieku dojrzewania i oby sprostały twoim wszystkim oczekiwaniom.
                    • hanna26 Re: pawlakjo 01.04.08, 19:38
                      Widze że nadal, z braku rzeczowych argumentów, zamiast dyskutować na temat adopcji, wolisz zastanawiać się nad prywatnym życiem współdyskutantów, nad tym, co przeżyli, a czego nie, czego oni Twoim zdaniem oczekują od życia itd. Dla mnie nie jest to temat do dyskusji, a skoro na temat adopcji nie masz już nic więcej do powiedzenia, to taka rozmowa nie ma sensu.
                      Ponieważ widzę, że masz kłopoty ze zrozumieniem tego co czytasz, powtórzę tylko raz jeszcze to, co już napisałam dwa razy: adopcja moim zdaniem jest trudniejszym i wymagającym większej mądrości rodzicielstwem. Jeżeli Ty tego nie dostrzegasz - to już wyłącznie Twój problem.
                • zofijkamyjka Re: do hanny26 01.04.08, 19:07
                  pawlakjo napisała:

                  > Ciekawa jestem skąd z ciebie kolezanko taki ekspert od adopcji
                  skoro
                  > z tego co przypadkowo trafilam to nie masz z tym nic wspólnego?

                  A czy to forum dla ekspertów? Kazdy może sie chyba wypowiedzieć.
            • pawlakjo do zofijkamyjka 29.03.08, 10:30
              Z tego co wiem to masz adoptowaną córeczkę.I czy takie obawy o
              jakich napisalas towarzyszą ci dzień w dzień? Czy załujesz w pewien
              sposób adopcji albo drażnią cię róznice braku podobieństwa córeczki
              do siebie?? Czy caly czas zastanawiasz sie jakie ona ma geny itd?
              • zofijkamyjka Re: do zofijkamyjka 30.03.08, 08:49
                pawlakjo napisała:

                > Z tego co wiem to masz adoptowaną córeczkę.I czy takie obawy o
                > jakich napisalas towarzyszą ci dzień w dzień?

                Owszem obawy towarzyszą mi chociaz nie dzień w dzień smile
                Czy załujesz w pewien
                > sposób adopcji albo drażnią cię róznice braku podobieństwa
                córeczki
                > do siebie??
                Adopcji nigdy nie żałowałam ani ja ani mój mąż. Bardzo kocham córkę
                chociaż charakter ma zupełnie inny niż ja i mój mąż i owszem to
                czasem drażni.

                >Czy caly czas zastanawiasz sie jakie ona ma geny itd?
                Tak, bardzo często - jak narazie jest to dla mnie fascynujace
                wyzwanie ale ona ma dopiero 5 lat - później może wyjśc szydło z
                worka smile Staram sie juz do tego przygotować.
                Nie zamykam się na czarne strony wychowywania dziecka adoptowanego
                dla naszego wspólnego dobra smile
            • kawka74 Re: artykuły p.Pietkiewicz 29.03.08, 17:04
              > W przypadku adopcji np do pary spokojnych domatorów może trafic
              > egzemplarz szukający wciąz mocnych bodźców, uwielbiajacy jak wiele
              > sie dzieje, pasjami kochający towarzystwo. Tu nastepuje starcie.
              > Gdyby dziecko było ze swymi biologicznymi rodzicami to
              > prawdopodobnie oni prowadziliby tryb życia odpowiadajacy dziecku.

              Tego typu problemy to przecież nie tylko domena rodzin adopcyjnych.
              Zresztą doszukiwanie się podobieństw, często tam, gdzie ich nie ma, jest
              pułapką, w którą wpadają rodzice, szufladkując swoje dziecko i postrzegając je
              raczej jako komplet puzzli z cech wujka, mamy, taty, babci, cioci i dziadziusia,
              niż jako odrębne istnienie, którego trzeba się nauczyć i przy którym nie można
              zakładać, że się je zna, bo ma nos taki, jak ciocia Niusia. Bezpieczeństwo,
              które daje rzekome lub prawdziwe podobieństwo do poszczególnych członków
              rodziny, bywa złudne.
              Pozwolę sobie zacytować jeszcze fragment przedmowy psychologa do książki
              "Bociany przylatują zimą":
              "Matka, która dopiero urodziła dziecko, nie wie jeszcze, że jest ono zagadką.
              Może błędnie sądzić, że ta 'krew z krwi, kość z kości' będzie podobna do niej i
              do męża. Będzie miała podobne pragnienia, marzenia, cechy. Tak nie musi być.
              Matka, która adoptowała dziecko, jest mądrzejsza, bo wie, że będzie musiała
              dokładnie je poznać".

              > Pamietajmy tez o silnej potrzebie dorastajacego adoptowanego dziecka
              > do poszukiwania swych korzeni, odnajdywania siebie, swej tożsamości,

              Oczywiście. I nie widzę powodu, żeby dziecku tego zabraniać. Sama potrzeba nie
              jest moim zdaniem gwarantem komplikacji, do nich potrzeba jeszcze paru innych
              czynników.

              > stawania w silnej opozycji do rodziców adopcyjnych, bunty silniejsze
              > niz w przypadku dzieci biologicznych.

              Niekoniecznie. Mam sporo do czynienia z dziećmi w różnym wieku od kilku lat i
              widzę, że biologiczne potomstwo potrafi wycinać takie numery, że oko w słup staje.

              Jeszcze raz podkreślę - nie neguję ani istnienia trudów adopcji, ani faktu, że
              zdarzają się adopcje nieudane. Sądzę jednak, że szukanie przyczyn komplikacji
              należy przeprowadzić dogłębnie, uczciwie, trzeba zrobić rachunek sumienia jak
              należy, i rozpatrywać każdy przypadek indywidualnie. Bez generalizacji i
              osobistych uprzedzeń, jak to była uprzejma uczynić pani Pietkiewicz.
              • verdana Re: artykuły p.Pietkiewicz 29.03.08, 17:56
                Dla mnie problem jest w tym, ze część (część!!!!) rodziców
                adopcyjnych jest sklonna poszukiwać genezy wad dziecka w genach, a
                nie w metodach wychowawczych. I czesto to, na co przymyka się oko w
                przypadku "rodzonych" (lenistwo, upór, klamstwa) - "bo dzieci takie
                są", albo stara się naprawić, w przypadku adopcji zwala się na
                pochodzenie. "Bo jak mam wychować, skoro mi sie zły egzemplarz
                trafił."
                Ja, dobra uczennica w podstawowce, miam troje dzieci, z ktorych -
                zaręczam - zadne nie przychodziło w latach podstawowkowych ze
                świadectwem z paskiem. Nie, to nie. A gdyby to były adoptowane?
                Przecież wtedy to by na 100% nie była wina moich metod
                wychowawczych, ani domu, ani szkoły, ze się źle uczą. Po prostu nie
                sa za inteligentne, bo przeciez to z patologicznych rodzin.
                No i dysortografi na pewno nie odziedziczyłyby po ojcu redaktorze,
                babci-pisarce, matce-docencie i dziadku -profesorze. Bo to przecież
                niemożliwe...
                • zofijkamyjka Re: artykuły p.Pietkiewicz 30.03.08, 08:41
                  verdana napisała:

                  > Dla mnie problem jest w tym, ze część (część!!!!) rodziców
                  > adopcyjnych jest sklonna poszukiwać genezy wad dziecka w genach, a
                  > nie w metodach wychowawczych. I czesto to, na co przymyka się oko
                  w
                  > przypadku "rodzonych" (lenistwo, upór, klamstwa) - "bo dzieci
                  takie
                  > są", albo stara się naprawić, w przypadku adopcji zwala się na
                  > pochodzenie. "Bo jak mam wychować, skoro mi sie zły egzemplarz
                  > trafił."

                  I odwrotnie, rodzice adopcyjni często wpadaja w pułapkę wiary w to,
                  że wychowaniem mozna wszytko. Niestety nie jest tak i to powoduje
                  straszną frustrację rodzica, któremu trafił sie trudniejszy i
                  bardziej odmienny "egzemplarz" do wychowania. A starcia poglebiaja
                  problem.

                    • zofijkamyjka Re: artykuły p.Pietkiewicz 30.03.08, 12:15
                      verdana napisała:

                      > W tą pułapkę to i rodzeni wpadają (np. ja...). Bo jak to - nie
                      mozna
                      > zmusić do nauki???

                      Tak, tylko że z rodzinach adopcyjnych rozdźwiek między dzieckiem a
                      rodzicem bywa wiekszy i o porozumienie ciężej a i pogodzenie się z
                      tym że głowa muru nie przebijesz znacznie trudniejsze.

                      • pawlakjo do zofijkamyjka 30.03.08, 12:49
                        Wiesz życzę ci naprawde wszystkiego dobrego,ale widząc po twoich
                        postach to naprawde cięzko uwierzyć z twoim podejściem,ze
                        zdecydowalas się na adopcję,ze wogóle wychowujesz takie dziecko,i
                        cięzko jest stwierdzić jakie byly twoje motywy,ale podejrzewam ze z
                        tzw."braku laku" i "ostatniej deski ratunku",a to b.zle niestety.Ja
                        życzę wszystkim wszystkiego najlepszego,szczególnie rodzicom
                        adopcyjnym,ale jakoś instynkt mi mówi,ze kawka74 jednak jest o wiele
                        lepiej przygotowana do bycia matką i przede wszystkim kocha swoje
                        dziecko traktując jak swoje a nie jako inne,zupełnie inne.Dziecko
                        jest dzieckiem.Nie wiem w jakim ty wieku adoptowalas córkę,ale
                        podejrzewam ze nie w niemowlęcym i tu jest twój problem.Dziwne jest
                        to,ze drażni cię innosć dziecka,ja całkowicie córka biologiczna
                        wogóle nie jestem podobna do mamy,mam zupełnie inny charakter,i
                        ciekawe czy moją mame to drażni?Bo kazdy jej to powtarzał,ze córka
                        taka niepodobna jakby nie twoja,bo tak jest- JA DO NIKOGO Z RODZICÓW
                        NIE JESTEM TAK DO KONCA PODOBNA.Może stwierdzisz zaraz,ze jestem
                        adoptowana jednak??
                        • pawlakjo Re: do zofijkamyjka 30.03.08, 13:10
                          Powiem ci jeszcze jedno czytal ten artykuł pani P. pewien autorytet
                          dr psychologii,któremu ani problemy z niepłodnością ani adopcja nie
                          są obce,jest z nimi zupełnie na biężąco.I wiesz co?Ta osoba pomimo
                          ze była zdystansowana bardziej ode mnie,od kawki74,gdyz jej ten
                          problem nie dotyczył -a była tym artykułem oburzona i to od
                          pierwszego momentu czytania.PO prostu wg dr psychologii to czysty
                          chłam,zacietrzewienie bardziej bije z tego artykułu,przede wszystkim
                          artykuł grozy napisany dla pieniędzy a te przykłady- to były główne
                          skutki złego przygotowania do adopcji i m.in.ci ludzie nie powinni
                          byli po prostu adoptowac ot to.A kiedys tez dowiedzialam się na
                          jakiej podstawie przyznawano dzieci; nie było wtedy niemowląt,a
                          dzieci powierzano pierwszym lepszym ludziom,którzy się
                          nawinęli.Nawet zdarzyli się rodzice adopcyjni niezrównowazeni
                          psychicznie i tu był skandal totalny.I zauważ ze w artykule
                          naszej "slynnej" pani P.nie ma ani grama o tym,jacy ci rodzice
                          byli,wogóle i kompletnie nie zna ich historii i ich fragmenty
                          czarnych scenariuszy.Trzeba sobie po prostu zdawac sprawde ze
                          zarówno rodzicielstwo biologiczne i adopcyjne to po prostu życie
                          szare, a nie czarne albo białe,bo jak widać wg ciebie białe jest
                          biologiczne,a czarne adopcyjne...Psycholog Eichelberger tez się
                          odpowiednio kiedys wypowiedział na takie ataki typu pani P.,ale już
                          nawet nie będę cytować,,,napewno to ze tacy ludzie jak pani P.sami
                          są zaburzeni bardzo zarówno osobowościowo jak i emocjonalnie i
                          psychicznie.Nie czarujmy się ale jesli osoba rozwodzi się 2 lub 3
                          razy a do tego jest jeszcze osobą czysto wyrachowaną to nie jest to
                          całkiem normalna nadająca się do życia i do wychowywania dziecka
                          osoba.U takiej osoby adopcja nigdy nie ma prawa się udac...
                          • zofijkamyjka Re: do zofijkamyjka 30.03.08, 15:13
                            pawlakjo napisała:

                            > I wiesz co?Ta osoba pomimo
                            > ze była zdystansowana bardziej ode mnie,od kawki74,gdyz jej ten
                            > problem nie dotyczył -a była tym artykułem oburzona i to od
                            > pierwszego momentu czytania.

                            Wiem wiem, wiele osób te artykuły oburzają smileMoge miec inne zdanie?
                            Ja uważam że tego typu artykułów jest za mało. Rodzice adopcyjni
                            którzy maja problemy w wielu przypadkach boja sie do nich przyznac i
                            szukac pomocy - no bo jak to mogło sie cos nie udać ????

                            > Trzeba sobie po prostu zdawac sprawde ze
                            > zarówno rodzicielstwo biologiczne i adopcyjne to po prostu życie
                            > szare, a nie czarne albo białe,bo jak widać wg ciebie białe jest
                            > biologiczne,a czarne adopcyjne...

                            Zupełnie mnie nie rozumiesz, nie uważam że rodzicielstwo adopcyjne
                            jest czarne. Bynajmniej, tylko uważam że za mało sie uswiadamia
                            ludziom a szczególnie kandydatom na rodziców bilogicznych że adopcja
                            niesie za sobą duże trudnosci i mozliwe niepowodzenia i że
                            rodicielstwo adopcyjne jest inne niż biologiczne bo jest troche
                            wbrew naturze.
                            Co nie znaczy że uważam, że kazda adopcja jest skazana na
                            niepowodzenie. Przy sprzyjajacych warunkach, wzglednym dopasowaniu i
                            przedewszystkim tolerancji rodziców wzgledem siebie samych i swoich
                            niedoskonałosci i "dopasowaniu" swoich wzgledem dziecka aspiracji do
                            poziomu dziecka - może sie udać. Acha jeszcze ważne jest to aby nie
                            przejmowac sie zbytnio tym co mówią o nas inni.

                        • kawka74 Re: do zofijkamyjka 30.03.08, 13:16
                          akoś instynkt mi mówi,ze kawka74 jednak jest o wiele
                          > lepiej przygotowana do bycia matką i przede wszystkim kocha swoje
                          > dziecko traktując jak swoje a nie jako inne,zupełnie inne

                          Dzięki za wiarę we mnie, ale ja dopiero czekam na kwalifikacje smile
                          Mam nadzieję, że uda mi się jednak wykorzystać to wszystko, czego mnie nauczono
                          na kursach i czego dowiedziałam się sama. I że uda mi się kierować sercem,
                          rozumem i intuicją, bez rozpatrywania dziedziczności genetycznej. A traktowanie
                          jak swoje? Jasne, przecież to będzie moje dziecko. Moje i męża. A że weszło do
                          rodziny inną drogą, cóż. Będziemy się wzajemnie siebie uczyć i zapewne nie raz i
                          nie dwa dostanę piany na pysku, względnie najdzie mnie ochota, żeby udusić
                          progeniturę. I tak będziemy sobie składać te drobinki dnia codziennego nie
                          zapominając o adopcji, ale też nie postrzegając wszystkiego przez jej pryzmat.
                          Jeszcze raz podkreślam - nieudane adopcje istnieją. Wychowanie dzieci w ogóle
                          jest trudne, natomiast składanie trudności wychowawczych na karb tego, że
                          dziecko jest adoptowane i ma inne geny, jest nie do końca trafne. Może w ogóle
                          nietrafne.
                        • zofijkamyjka Re: do zofijkamyjka 30.03.08, 14:41
                          pawlakjo napisała:


                          > cięzko jest stwierdzić jakie byly twoje motywy,ale podejrzewam ze
                          z
                          > tzw."braku laku" i "ostatniej deski ratunku",a to b.zle niestety

                          No jeśli decyzję o adopcji poprzedzoną kikuletnią walką z
                          niepłodnoscia nazywasz "ostatnią deska ratunku" czy "z braku laku"
                          to owszem tak było u mnie. I powiem Ci więcej tak jest u wielu
                          rodziców decydujacych sie na adopcję. I powiem Ci że wcale nie jest
                          to złe chociaz owszem może stanowic także dodatkowe obciązenie
                          takich ludzi.
                          A w góle to po co takie osobiste wycieczki do mojej osoby?

                          Widzisz rodzice adopcyjnie są pod pewną presją społeczną - dosyc
                          silną. O tym świadczy chociazby Twoja ocena mojej osoby. To że mówie
                          otwarcie o moich obawach i np. o tym że jednak pewne cechy mojej
                          córki mnie drażnią, że widze że jest bardzo odemnie różna Ty odrazu
                          krytykujesz i niby życzysz mi wszystkiego dobrego ale jednak juz
                          widzisz moja porażke wychowawczą.
                          Rozumiem, że gdybym pisała o adopcji w nastroju hurraoptymizmu to
                          wróżyłoby to w/g Ciebie sukces wychowczy.

                          >Nie wiem w jakim ty wieku adoptowalas córkę,ale
                          > podejrzewam ze nie w niemowlęcym i tu jest twój problem

                          Dlaczego Ty uważasz że ja mam problem? Nic mi o Tym nie wiadomo smile
                          A dziecko adoptowałam w wieku bardzo niemowlęcym. Nie wiem czy to
                          dobrze czy źle. Jak adoptujesz starsze dziecko bardziej napewno
                          bierzesz pod uwage możliwe trudnosci. Adopcja niemowlecia jest
                          wieksza niewiadomą i stanowi pułapkę tzw hurraoptymizmu i wiary w to
                          że oto dostaliśmy rozkoszną "biała kartę" i możemy ja sobie dowolnie
                          zapisać.

                          > JA DO NIKOGO Z RODZICÓW
                          > NIE JESTEM TAK DO KONCA PODOBNA.Może stwierdzisz zaraz,ze jestem
                          > adoptowana jednak??

                          Napewno jesteś podobna do któregos z rodziców albo jestes ich
                          mieszanką. Takie jest prawo dziedziczenia.

                          • pawlakjo Re: do zofijkamyjka 31.03.08, 10:13
                            > Widzisz rodzice adopcyjnie są pod pewną presją społeczną - dosyc
                            > silną. O tym świadczy chociazby Twoja ocena mojej osoby. To że
                            mówie
                            > otwarcie o moich obawach i np. o tym że jednak pewne cechy mojej
                            > córki mnie drażnią, że widze że jest bardzo odemnie różna Ty
                            odrazu
                            > krytykujesz i niby życzysz mi wszystkiego dobrego ale jednak juz
                            > widzisz moja porażke wychowawczą.

                            Wiesz to nie jest to,ze ja ciebie teraz krytykuje,nie...Chodzi mi
                            głównie o to,ze martwi mnie fakt,ze tak do końca widać nie
                            zaakceptowalas bezwarunkowo swojego dziecka tym bardziej jak piszesz
                            ze cię drażni to ze nie jest w czyms do ciebie podobna i tak jak to
                            sobie wymarzyłas.A ciekawe jest to,ze w USA to nagminnie kwitną
                            adopcje gdzie biali ludzie adoptują murzynki,dzieci azjatyckie i
                            ciekawe czemu tam nikogo to nie drażni?W tych dzieciach widać
                            szczęście i milosc do tych rodziców,a wiadomo,ze każdy od razu z
                            ulicy widzi,ze to napewno nie ich prawdziwi rodzice?No ale w takim
                            normalnym kraju to nikgogo nie dziwi,tam jednak jest inna mentalność
                            i inni ludzie/nie to co u nas epoka kamienia łupanego/.A wiem to
                            wszystko,bo mam siostre cioteczną w USA i ja wrecz uwiera jakie jest
                            u nas średniowiecze i to nie tylko pod względem adopcji oczywiście.
                            • hanna26 Re: do zofijkamyjka 31.03.08, 14:22
                              pawlakjo napisała:

                              A ciekawe jest to,ze w USA to nagminnie kwitną
                              > adopcje gdzie biali ludzie adoptują murzynki,dzieci azjatyckie i
                              > ciekawe czemu tam nikogo to nie drażni?

                              Mam nadzieje, że żartujesz, porównując kolor skóry z pewnymi negatywnymi skłonnościami. Co ma jedno do drugiego? Przecież w adopcji nie to jest trudne, że dziecko nie jest do nas fizycznie podobne, ale to, że przychodzi do nas z pewnymi skłonnościami, których nie znamy, które są nam obce, a z którymi przyjdzie nam w przyszłości się zmierzyć. Dlatego po prostu wymaga o wiele więcej rodzicielskiej mądrości i zrozumienia. A fizyczne podobieństwo bądź niepodobieństwo ma tu akurat najmniejsze znaczenie.
                            • zofijkamyjka Re: do zofijkamyjka 31.03.08, 19:48
                              pawlakjo napisała:


                              > Wiesz to nie jest to,ze ja ciebie teraz krytykuje,nie...Chodzi mi
                              > głównie o to,ze martwi mnie fakt,ze tak do końca widać nie
                              > zaakceptowalas bezwarunkowo swojego dziecka tym bardziej jak
                              piszesz
                              > ze cię drażni to ze nie jest w czyms do ciebie podobna i tak jak
                              to
                              > sobie wymarzyłas.

                              Niepotrzebnie sie martwiszsmileJa akurat nie miałam marzeń odnośnie
                              tego jakie bedzie moje dziecko.

                              > A ciekawe jest to,ze w USA to nagminnie kwitną
                              > adopcje gdzie biali ludzie adoptują murzynki,dzieci azjatyckie i
                              > ciekawe czemu tam nikogo to nie drażni?

                              Przeciez wygląd dziecka to chyba ostatnia rzecz jaka może drażnic
                              rodzica czy być trudna do zaakceptowania. Absolutnie nie o wygląd
                              chodzi. Zreszta moja córka akurat podobna jest z wyglądu do mojego
                              męża ??????
                              A jesli chodzi o USA to myślę, że tam raczej adoptuje sie dzieci
                              innej narodowosci bo tylko takie dzieci sa do adopcji. Ale to tak
                              obok tematu.

                              > W tych dzieciach widać
                              > szczęście i milosc do tych rodziców,a wiadomo,ze każdy od razu z
                              > ulicy widzi,ze to napewno nie ich prawdziwi rodzice?

                              Jasne, sama idylla jak w ckliwym amerykańskim filmie. Tam sie
                              wszyscy dookoła kochają smile
                              Ponadto, to czy widać że to ich biologiczni rodzice czy nie widac to
                              zupełnie inna bajkam, bez zwiazku z trescia artykułów pani
                              Pietkiewicz.

                              • lutyk Re: do zofijkamyjka 04.08.08, 12:47
                                Przepraszam, ze się wtrącam, ale chciałabym wiedziec, skąd pochodzą
                                takie informacje jak ta, że p. Pietkiewicz sama adoptowałą dziecko i
                                była to adopcja nieudana??? pani Pietkiewicz jest matką dziennikarza
                                Piotra Kraski i zakochana jest w nim po uszy. Zresztą, z
                                wzajemnościa. A wiem to niemalże pierwszej ręki.

                                Boze, kto i po co rozpuszcza takie plotki?
                                • kawka74 Re: do zofijkamyjka 04.08.08, 14:38
                                  Matką niejakiego Piotra Kraśki jest Barbara Pietkiewicz - scenarzystka. Tu zaś
                                  rozmowa się toczy na temat Barbary Pietkiewicz - dziennikarki 'Polityki'. Czy to
                                  ta sama osoba?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka