solemija
15.11.10, 18:17
Minął tydzień debat przedwyborczych
(oczami krakowianki)
Zaliczyłam aż trzy debaty przedwyborcze i chcę się z Państwem tą wiedzą podzielić, nie tylko z powodu wysłuchania kandydatów na prezydenta Krakowa, ale i z powodu organizacji tych debat. Pierwsza (9 listopada) w Hotelu Kossak, której wystąpili trzej kandydaci:
Andrzej Duda – PiS, obecny prezydent Jacek Majchrowski – komitet poparcia o korzeniach lewicowych i kandydujący z Prawicy Reczpospolitej – Piotr Boroń. Druga odbyła się następnego dnia w Polskim Radiu Kraków na ul. Słowackiego.
Organizator pierwszej, Stowarzyszenie PR, które zatrudniło do prowadzenia debaty dziennikarza związanego z Agencją Reuters zrobiło małą chałę, a nie profesjonalną debatę. Prowadzący na początku oznajmił, że nie będzie tu żadnego przerywania mówiącym, ani liczenia im czasu wypowiedzi, co z założenia zapowiedziało nieuporządkowany i niesprawiedliwy przebieg debaty, nie dający równych szans kandydatom. Takich zasad prowadzenia debaty jeszcze nigdy nie spotkałam. Zaskoczeniem też było pierwsze pytanie do kandydatów, w zasadzie nielogiczne pytanie, nie będące pytaniem do kandydatów, bo co to znaczy: Kraków oczami mieszkańców? Na jakiej podstawie można było zadać to pytanie: na podstawie badań, sondy etc.etc. Głośno się dziwiłam. Podczas wypowiedzi prezydent Majchrowski odpowiedział na moje zdziwienie – powołał się na badania, które robił urząd miasta. Wtedy pomyślałam, na czyje zlecenie jest ta debata? Oj nie ładnie organizatorzy, za mało sprytnie. Platforma tak by to świństewko zakamuflowała, że tylko fachowcy od piaru zdołaliby je rozszyfrować. I tu widać, że p. prezydent Majchrowski zatrzymał się na etapie znajomości dziennikarzy o fachowości z minionej peerelowskiej epoki. Sam prowadzący starał się (świadomie, czy nie) być gwiazdą tego spotkania. Mówił za dużo zbędnych uwag, własnych wstawek, za dużo sobą absorbował, a tym samym zabierał czas na debatę. Robił to na dodatek tendencyjnie – jednych śmiesznie faworyzował, innym także śmiesznie przeszkadzał. Moje zaciekawienie wzbudził kandydat Boroń, który zamiast wypunktować kontrkandydatów, co najmniej dwa razy brał w obronę prezydenta Majchrowskiego, tłumacząc, że pewnie pan prezydent tę, czy inną poruszoną sprawę wkrótce załatwi. Wtedy zażartowałam do koleżanki obok: czy oni kandydują na to stanowisko w duo? I jeszcze wojewoda Kracik, wygłosił swoje wystąpienie z pozycji najwyższego urzędu, porównując Kraków z Warszawą. Wielkie aglomeracje, wielkie centra, urzędy – jakby Warszawa chciała się tych centrów zaraz po pana Kracika wyborze wyzbyć, na rzecz Krakowa. Tylko co wtedy będą śpiewać Artyści, Krakusy o przenoszeniu stolicy do Krakowa? Prowadzący debatę był w tym wypadku wyraźnie zadowolony z wizji Krakowa, akcentował aprobatę. Jednak przychylność prowadzącego na niewiele się zdała, gdyż wreszcie dopuszczony jako ostatni do głosu p.A.Duda cały ten porządek debatowej nudy ożywił. Opinie mieszkańców o Krakowie przytaczał wartko, powołując się na aktualne spotkania z mieszkańcami. Wypowiadał też swoje opinie o Krakowie, podkreślając, że jest krakowianinem, tu urodzonym i mieszkającym. Ma 38 lat, to nie tak dawno był studentem na UJ i teraz na spotkaniach nie trudno jest mu znaleźć wspólny język ze studentami, aby zebrać ich opinie, które są dalece niezadowalające – szczególnie jak na dwie minione kadencje prezydentury p. Majchrowskiego. Uwaga prowadzącego do p. A.Dudy, że z Krakowa do Warszawy jest ten sam wyjazd, co wjazd z Warszawy do Krakowa – była tak trafna jak pierwsze pytanie do kandydatów, co wcale p. Dudy nie zbiło z pantałyku i swój wywód o rozwiązaniach komunikacyjnych dokończył. Z Sali posypały się dla niego gromkie oklaski, bo był szczery i zadziwiająco naturalny – żadnej urzędniczej maniery. Odwykliśmy już od takich osobowości na urzędach, może to najwyższy czas na przywrócenie normalności w życiu publicznym!
Drugą debatę zorganizowała rozgłośnia Radia Kraków 11 listopada i muszę wyrazić uznanie dla prowadzącego debatę red. Wojciecha Żurawskiego. Może wyjątek, gdzie mógł zareagować na niektóre pytania z sali i odrzucić je, jako nie na temat i bezsensowne, bo rozbijały tok wypowiedzi wokół wcześniej zadanych kandydatom pytań. Reszta organizacyjnie była bez zastrzeżeń, bo właśnie dopuszczenie do debaty widzów, uczyniły ją żywą i dynamiczną, zrobiły dobrą aurę na sali. To ważne, bo tak naprawdę organizatorzy takich debat powinni wiedzieć gdzie jest ich miejsce, że debaty są przecież dla publiczności, dla ich osądu kandydatów, a nie gwiazdorstwa prowadzących. To przecież nie powinno wymagać dyskusji, ale niestety często tak nie jest. W radiowej debacie mimo wszystko było profesjonalnie. Pytania z za konsolety zadawała red. Joanna Porębska. Tu mnie nic nie zdziwiło w organizacji. Dziennikarz po przywitaniu uczestników i widowni, radiowym głosem miło i sprawnie zapowiedział przebieg debaty i krótko wprowadził w szczegóły organizacyjne. Zapowiedział też udział w niej widzów, przez możliwość zadania kilku pytań, co wywołało na widowni poruszenie i miły pomruk aprobaty. Zgłoszeni w debacie kandydaci na urząd prezydenta Krakowa byli jak w Hotelu Kossak: Piotr Boroń, Andrzej Duda, Jacek Majchrowski i Stanisław Kracik, a ponadto dwaj, których z jakichś powodów w Kossaku zabrakło. Stanisław Gniadek – Komitet Wyborczy Sprawiedliwy Kraków i Stanisław Żółtek – Ruch Wyborców St.Żółtka. Z krótkich prezentacji kandydatów najwyraźniej zapamiętałam slogan wypowiedziany przez obecnego prezydenta: samorząd powinien być wolny od polityki, z dala od polityki – jeszcze raz zostało powtórzone przez profesora Majchrowskiego. Chciałam zadać pytanie, jak to rozumieć, dosłownie, czy w jakiejś przewrotnej przenośni, bo etymologia słowa polityka, temu stwierdzeniu przeczy. I gdyby to powiedział kandydat Platformy, wcale by mnie to nie zdziwiło, bo wpisałoby się jak ulał w prowadzony od dawna przez tę opcję kpiący z wyborców piar. Pierwsze pytanie dotyczyło mieszkalnictwa komunalnego, a czas na rozwinięcie i odpowiedź kandydatom wyznaczał bezpardonowo gong. I znowu przykro mi, ale tylko p. Andrzej Duda powiedział coś konkretnego: należy zacząć od inwentaryzacji tych zasobów, bo wiele z nich to pustostany i odezwały się z sali glosy potwierdzające. Wcześniej prezydent Majchrowski zakomunikował z satysfakcją, jak to samorząd Krakowa wpadł na pomysł i realizuje plan wykupu mieszkań komunalnych za przysłowiowe niewielkie pieniądze, aby lokatorów tych mieszkań było na nie stać. Chyba przed wyborami, padło gdzieś z sali. I tu też miałam zadać pytanie – dlaczego tak późno panie prezydencie? W miastach trochę dalej na zachód i północ robiono to według mojej wiedzy w latach 96 do 2000, zaraz po wejściu w życie ustawy samorządowej i dziś w tych miastach nie ma tak niepokojącego problemu zasobów komunalnych, bo właściciele mieszkań o nie zadbali we własnym zakresie. Chciałoby się rzec: miał pan na to dwie kadencje. Bezpardonowo i bez ogródek odpowiedział na to prof. Gniadek. Wyłożył przyczynę zaniechania i utrudniania dotychczas wykup mieszkań komunalnych przez ich lokatorów. To korupcja powiedział wprost. Deweloperzy z urzędnikami przejmują kamienice z lokatorami, a potem ustalają czynsz, na który tych lokatorów nie stać i wielu z nich w ten sposób znalazło się na bruku. Boroń zapowiedział otoczenie pomocą i ochroną prawną lokatorów z tymi problemami. Tylko kto miałby to robić, skoro urząd prezydenta miasta w tych przejęciach kamienic uczestniczy. Boroń powinien raczej zadeklarować, że jego urząd tego robił nie będzie i wówczas pomoc prawna nie potrzebna. Wojewoda Kracik proponował formę wykupu mieszkań w drodze negocjacji i tu też nasuwa się pytanie: czy robił to, będąc w burmistrzem samorządu Niepołomic i jak wielu mieszkańców Niepołomic uzyskało w ten sposób mieszkania na własność. Może odezwą się w tej sprawie tamtejsi mieszkańcy? Tych co już rządzili należy w ten sposób sprawdzać. Wojewoda zauważ