Dodaj do ulubionych

Praktyki mistrzów

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.04, 18:38
Podobno niektórzy mistrzowie krakowskiej architektury stosują nast. praktykę:
zatrudniają młodych absolwentów do rysowania po czym po miesiącu lub dwóch
wyrzucają ich bez zapłaty i biorą następnych. Rozwiązanie znane z niektorych
pubów. Czy to prawda? Czy ktos może to potwierdzić?
Obserwuj wątek
    • hm_tak Ach młodzieńcze... 28.04.04, 00:04
      ...znane są i inne przykłady wygrywania i wyróżniania siem w konkursach
      zagramanicznych przy pomocy pracy młodszych, ale za to bardziej uzdolnionych
      kolegów, których siem potem - zapewne pszes roztargnienie - nie wpisuje jako
      współautorów. Był nie tak dawno temu jeden taki konkurs - gdzieś w Chinach,
      albo innym Hong-kongu czy Kowloonie...ale o tem mógłby więcej opowiedziec
      dzisiejszy współpracownik GDK Group, którego nazwisko jednak uleciało mi z
      głowy...Mógłby mieć na imię Michał, ale głowy nie dam.
      Jego wspaniały (poprzedni) pryncypał (jako członek zespołu) wziął wyróżnienie
      zaraz za Lordem F, któren zdobył ferstprajz. Więc nie w kij dmuchał...
      W obliczu takich praktyk niewypłacenie paru złotych nie robi na mnie wrażenia.
      Jednakowoż bym nie uogólniał, bo pracownie postepują niejednorodnie: są
      przyzwoite - i takie, jak ta z historyjki powyżej. Jak w życiu.


      Gość portalu: gość napisał(a):

      > Podobno niektórzy mistrzowie krakowskiej architektury stosują nast. praktykę:
      > zatrudniają młodych absolwentów do rysowania po czym po miesiącu lub dwóch
      > wyrzucają ich bez zapłaty i biorą następnych. Rozwiązanie znane z niektorych
      > pubów. Czy to prawda? Czy ktos może to potwierdzić?
    • Gość: gość Re: Praktyki mistrzów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.04, 14:40
      jakby to na okrąglo.... to nie chodzi o konkursy i ach młodziencze to chybione
      trafienie... istotne jest to czy takie praktyki mają miejsce , ale ponieważ
      nikt się nie zgłasza...
      • hm_tak ...więc należy wnosić, że tu nie zagląda. 29.04.04, 19:05
        A praktyki niestety się zdarzają.

        Gość portalu: gość napisał(a):

        > jakby to na okrąglo.... to nie chodzi o konkursy i ach młodziencze to
        chybione
        > trafienie... istotne jest to czy takie praktyki mają miejsce , ale ponieważ
        > nikt się nie zgłasza...
    • Gość: Piotr Lewicki Re: Praktyki mistrzów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.04, 22:44
      Dobry wieczór,
      Zacznę od komentarza do tytułu "mistrz" i osobistej refleksji na
      temat "mistrzostwa".
      Po pierwsze: architektura rozumiana jako praktyka projektowa, której celem jest
      realizacja budynków i innych dzieł architektonicznych jest grą zespołową. I
      podobnie jak w piłce nożnej sukces i mistrzowstwo zależy od zespołu, a nie od
      pojedynczej czy pojedynczych gwiazd. Gdyby było inaczej Galacticos wygrywaliby
      kolejne edycje Ligi Mistrzów, nie wspominając o Primera Division. Nie wyobrażam
      sobie budowania zespołu przez permanentną rotację i wymianę członków ekipy. Tym
      bardziej nie sądzę, że jakiś "mistrz" mógłby tak postępować. Może
      jakiś "miszczu" :-)
      Po drugie: upływa dużo czasu, zanim nowa osoba w zespole wejdzie w rytm pracy,
      nauczy się standardu panującego w pracowni, będzie pomocna dla innych i sama od
      innych mogła oczekiwać pomocy. Miesiąc czy dwa to za mało, pomijam kwestię, że
      w tej materii indywidualne talenty architektoniczne nie mają pierwszorzędnego
      znaczenia. Początki pracy takiej osoby to często większy kłopot niż korzyść,
      naprawdę. Nie wiadomo, co potrafi, na co można liczyć, a niespodzianki bywają
      przykre. Nie wiem, po co wdrażać kogoś do współpracy i kiedy zaczyna się
      docierać, zmieniać go na kogoś innego. To nie jest pub, chociaż nie wierzę,
      żeby nawet tam to dobrze mogło funkcjonować na takiej zasadzie.
      Po trzecie: z pracy za darmo najczęściej pożytek jest niewielki; wiem to z
      własnego doświadczenia. Ilekroć mieliśmy jakichś praktykantów, wolontariuszy
      itp. to zawsze (z jednym wyjątkiem potwierdzającym regułę) kończyło się to
      niczym. Pewnie dla tego, że delikwent po dwu dniach zniechęcał się, brakowało
      mu motywacji, a i my nie potrafiliśmy szanować jego wkładu - no bo skoro nic
      nie kosztuje... Jak zresztą motywować i karać kogoś, komu nic się nie należy?
      Po czwarte: większość chętnych do pracy, z tych co się do nas zgłaszają, na
      pytanie "co Panią, Pana do nas sprowadza?" odpowiada, że chciał(a)by się
      nauczyć fachu. Z braku odpowiedniej ilości zleceń, większość odchodzi bez
      angażu, ale biję się w pierś za własną niekonsekwencję, że tym, którzy zostają
      za pobieranie nauki płacimy.
      Po piąte - i tu zmieniam nieco wątek: jednym z mankamentów Wydziału
      Architektury PK jest to, że kształci artystów. I każdy artysta po pięciu latach
      indoktrynacji, a zwłaszcza ci, co zbierali na studiach wysokie noty (skądinąd
      złych tam już chyba nie dają...) wychodzi z przekonaniem o własnej wielkości i
      z niewiedzą o własnych brakach w podstawowym wykształceniu. Z przykrością muszę
      stwierdzić, że w 1990 roku nie byłem w tym względzie lepszy od innych,
      późniejszych absolwentów. I większość z tych artystów z trudem wchodzi w
      zawodowe życie, bo trafia do pracowni, gdzie najczęściej artyści nie są
      potrzebni. Spodziewam się, że naturalnie subiektywna ocena własnego wkładu w
      projekt jest tym wyższa, im wyższe mniemanie o własnych talentach. Tym większe
      też rozczarowanie i poczucie niedocenienia.
      My zawsze wpisujemy nazwiska wszystkich uczestników projektu. Nie wiem,
      dlaczego inni mieliby nie wpisywać: nie sądzę, żeby jakiemuś "mistrzowi" z
      powodu długiej listy współpracowników ubyło sławy, o pieniądzach nie wspomnę.
      Wszystkim rozgoryczonym i narzekającym na "mistrzów" sugeruję - zamiast pracy u
      starszych kolegów - prowadzenie działalności na własny rachunek. Szkoda się
      frustrować, naprawdę.
      Pozdrowienia.
      PL
      • Gość: kakaka Praktyki mistrzów IP: 62.233.163.* 02.05.04, 00:27
        słyszałem, że panowie życzyli sobie płacić za naukę zawodu
        prawda to?
        • Gość: Piotr Lewicki Re: Praktyki mistrzów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.04, 11:21
          Zdarzyło się raz - może dwa, kilka lat temu. Ale chętnych nie było :-)
          Słabo nam wyszło odgrywanie gwiazdorów...
          Pozdrowienia.
          PL
          • Gość: gość Re: Praktyki mistrzów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.04, 22:26
            Być może mistrz to był niezbyt fortunne określenie. Usłyszalem o takim
            procederze stosowanym podobno przez "topowych" twórców krakowskich. Topowych -
            może być? Nie chcę oczywiście wymieniac nazwisk. Podkreślam, to nie chodzi o
            praktyki stażowe, tylko raczej jak się zorientowałem o przyjmowanie /pozorne /
            ludzi do pracy a po jakims czasie wyrzucanie ich bez jakiegokolwiek
            wynagrodzenia. Ta pogłoska mnie nieco zbulwersowała ale jak widac nie ma odzewu
            wsród zainteresowanych, więc byc może to była kolejna złośliwa plotka.
            • Gość: gość Re: Praktyki mistrzów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.04, 22:30
              PS
              Całkowicie zgadzam sie z oceną PL w sprawie kształcenia "artystów" na PK.
              Wydaje się, że ta uczelnia nie przygotowuje ludzi do pracy zawodowej, a
              niestety nie mają oni gdzie zdobyć praktyki zawodowej, co dawniej umozliwialy
              biura projektowe.
            • Gość: Piotr Lewicki Re: Praktyki mistrzów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.04, 22:32
              Topowy - całkiem ładne.
              Pozdrowienia.
              PL
              • Gość: sand Z innej beczki IP: *.saska.krakow.pl 05.05.04, 02:06
                z innej beczki.
                kiedy w koncu ruszy www.lewicki-latak.com.pl/ ?
                jakies widoki an najblizsza przyszlosc?
                • Gość: Piotr Lewicki Re: Z innej beczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.04, 21:27
                  Oj, znając życie nieprędko...
                  Pozdrowienia!
                  PL
                  • Gość: sand Re: Z innej beczki IP: *.saska.krakow.pl 07.05.04, 00:37
                    To niedobrze :/
                    a jest gdzies inne miejsce "na sieci" gdzie mozna ogladnac Panow projekty? czy
                    raczej "to tu to tam"?

                    Aha i jeszcze jedno pytanie: czy to Panowie projektowali budynek na Lobzowskiej
                    (tam gdzie byla szkola baletu)? dzieje sie z tym cos teraz?

                    pozdrawiam
                    • Gość: Piotr Lewicki Re: Z innej beczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.04, 21:01
                      Nie ma w sieci takiego miejsca (o ile mi wiadomo :-)
                      Projektowaliśmy przebudowę i rozbudowę Pałacu Tyszkiewiczów na Łobzowskiej.
                      Projekt dostał pozwolenie na budowę i czeka na swój czas.
                      Pozdrowienia.
                      PL
                      • sandbender Re: Z innej beczki 09.05.04, 03:07
                        Dziekuje za odpowiedz i zycze wszystkiego najlepszego.

                        pozdrawiam
      • malgosia_100 Re: Praktyki mistrzów 05.05.04, 13:31
        > Po czwarte: większość chętnych do pracy, z tych co się do nas zgłaszają, na
        > pytanie "co Panią, Pana do nas sprowadza?" odpowiada, że chciał(a)by się
        > nauczyć fachu. Z braku odpowiedniej ilości zleceń, większość odchodzi bez
        > angażu, ale biję się w pierś za własną niekonsekwencję, że tym, którzy
        zostają
        > za pobieranie nauki płacimy.

        według mnie tu właśnie powstaje paranoja:
        przecież wiadomo, że młody człowiek, który zaczyna pracę, jest zupełnie zielony
        i trzeba go uczyć - ale ta nauka procentuje dla pracodawcy tym, że w dalszym
        ciągu pracy można sobie wykształcić odpowiednią dla swoich wymagań kadrę.

        Nie można w ten sposób traktować tematu: jeśli ktoś spędza w pracowni czas
        wymagany przez pracodawcę, jako czas roboczy, w rezultacie jego działań
        powstaje projekt (np mówimy o "kreśleniu" projektu), to za wykonaną pracę
        należy mu zapłacić, a nie twierdzić, że ktoś przyszedł po naukę, więc pracuje
        za darmo - w rezultacie jest zniechęcony albo "odwala" robotę.
        Nikt nie żyje powietrzem, pracuje się po to aby zarabiać, a praktyka zawodowa
        jest potrzebna m.in. do uprawnień, bez których można być cała życie
        np "kreślarzem" - to jest sytuacja dla absolwenta bez wyjścia - musi zdobyć
        praktykę zawodową, oferuje swoje usługi, oczywiście pobiera naukę, - ale musi
        przecież z czegoś żyć.
        Jeśli ktoś pracuje w zawodzie długo, ma doświadczenie, ale nie ma uprawnień -
        można powiedzieć, że wciąż się uczy - czy też ma pracować za darmo, choć jego
        wiedza może być ogromna?
        Pan występuje z punktu widzenia pracodawcy, ale przecież obserwuje Pan w
        Krakowie sytuację, którą wytwarzają architekci "mistrzowie": dla mnie jest to
        zwykłe wykorzystywanie sytuacji, gdzie jest dziesiątki bezrobotnych architektów
        i można lansować ten sposób myślenia.
        Pan, z całym szacunkiem, też był kiedyś zielony - czy płacił Pan za
        swoje "terminowanie" u jakiegoś "mistrza"?

        Ukończyłam WAPK kilka lat temu, nie mam jeszcze uprawnień (z różnych powodów -
        to w tej dyskusji nie istotne...), ale pracuję w zawodzie i otrzymuję za swoją
        pracę wynagrodzenie. Mam już jakąś wiedzę. Nie pracuję w Krakowie właśnie
        głównie z tego powodu - wg krakowskiego myślenia pracodawcy mam
        status "praktykanta", chociaż jestem w stanie zrobić samodzielnie projekt.
        Ciągle mogę być traktowana jak "zielony"...pobierający naukę, za którą
        właściwie powinnam jeszcze zapłacić.

        Oczywiście można polemizować w nieskończoność, gdzie kończy się uczenie kogoś a
        zaczyna praca.
        Jestem wdzięczna swojemu pracodawcy za to że mnie przyjął na etat i nie kazał
        płacić za "pobierane u niego nauki".
        Przecież w rezultacie moja wiedza dla niego procentuje - zainwestował we mnie.
        Nowy "zielony" to inwestycja - ale może przynieść korzyści.

        Dla mnie "krakowski" sposób pojmowania tematu prowadzi raczej do upodlenia
        zawodu, braku szacunku dla człowieka - bo w ten sposób zmusza się ludzi żeby w
        nocy np "myli kible" a w dzień stawali się architektami.
        Tak jest tylko w miastach, gdzie jest za dużo taniej lub "za darmo" (pod
        przykrywką pobierania nauk) siły roboczej.

        Takie jest dla mnie - w tym momencie obserwatora z zewnątrz- środowisko
        krakowskich architektów. Wielu moich znajomych to przechodziło - ja
        zrezygnowałam - wyjechałam z Krakowa, aby uniknąć właśnie tej paranoi i udało
        mi się.

        Pozdrawiam

        Mam nadzieję na jakiś komentarz z Pana strony.
        • Gość: Piotr Lewicki Re: Praktyki mistrzów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.04, 21:41
          Dobry wieczór,
          Człowiek, który zaczyna pracę jest zupełnie "zielony". I trzeba go uczyć.
          "Procentowanie w dalszym ciągu" często niestety polega na tym, że jak już się
          nauczy, to idzie dalej swoją drogą. A my bierzemy do nauki następnego, który ma
          tytuł magistra inżyniera architekta i trudności z zaprojektowaniem klatki
          schodowej albo stropodachu.
          Wiem o tym, bo sam byłem "zielony", mimo celującej oceny za projekt dyplomowy.
          I dalej się uczę, czternasty rok po dyplomie i piąty po doktoracie.
          Nie płaciłem za terminowanie u mistrza: próbowałem działać na własną rekę i
          razem z moim przyjacielem Kazikiem Łatakiem wyważaliśmy otwarte drzwi.
          Pozdrowienia.
          PL
    • Gość: vizga niestety... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.04, 11:46
      muszę potwierdzić, często się zdarza. Zwłaszcza "mistrzom"!
      • Gość: vizga Re: niestety... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.04, 15:20
        ...no chyba, że ktoś zgodzi się zjeść z "mistrzem" śniadanie...to sprawa może
        zacząć wyglądać nieco inaczej.
    • Gość: konrad Re: Praktyki mistrzów IP: 213.86.13.* 11.05.04, 17:20
      Tak, to czesta praktyka. Czasami konczy sie na rzuceniu kilku groszy, bez umowy.
      Czyli, ze jestes, a jednak cie nie ma - 'szara strefa' powiadaja.
      Dlatego dobrze jest miec pod reka paszport i nie bac sie zrobic z niego uzytku.
      Jest jeszcze inny problem - bardzo bogaci, prywatni klienci, bardzo czesto stosuja praktyki majace
      na celu nie zaplacenie architektowi. I co tu duzo mowic - architekt najczesciej odpuszcza sprawe,
      nie majac czasu, ochoty (oraz pieniedzy!!!) na ogladanie przez 5 nastepnych lat tych samych mord
      na rozprawach sadowych.
      To nastepny powod do zaprzyjaznienia sie z wlasnym paszportem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka