Gość: elldoctore IP: *.kolornet.pl / *.kolornet.pl 11.06.06, 20:25 przecież to nie był koncert Franka Sinatry żeby sie obyło bez dymu, a moim zdaniem najlepiej wypadło This Corrosion oraz śpiew publiczności. Koncer na duży plus. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Marecki Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.06.06, 11:00 Hm... Chyba byłem na tym samym koncercie co poprzedni dyskutant ale na innym niż twórca artykułu. Porównywanie występu Sistersów do meczu Polska-Ekwador? Jako "fan" pozbawiony obiektywizmu czuję się "nieco" urażony porównaniem... ;-) Za dużo dymu na scenie? Na mnie sprawiało to bardzo korzystne wrażenie - być może z racji płci nie kręci mnie oglądanie szczegółów Eldritcha, natomiast wyłanianie się członków zespołu z tej mgły było dość... "sistersowe" w moim odczuciu. Jeżeli chodzi o dość długą kolejkę fanów (co prawda to chyba nie zarzut recenzenta), to do Studia mieli wpuszczać od 18, a koncert miał wystartować od 20. To że o 21 była jeszcze kolejka zależy chyba od samej organizacji i od podejścia fanów. Co do dźwięku, niestety, muszę się zgodzić - były momenty (na szczęście w moim odczuciu nieliczne), że dźwięk był "nieczytelny". Co do pozostałych zarzutów... Eldritch, jak to Eldritch nie popisał się żywiołowością. Nie stanął jak widać na rękach a przy tym na wysokości zadania. Do tego wbrew obecnemu hołdowaniu zdrowiu, palił na scenie! Hańba! O czasy, o obyczaje!!! Nie rozumiem też tej rozśpiewanej tłuszczy - jak mogła się tak zachować i wyśpiewywać przez klika minut refren "This Corrosion" na tak kiepskim koncercie. Do tego to żałosne wykonanie "Temple of Love" - gdzie czystość studyjnego dźwięku, gdzie Ofra? I do tego klub studencki. Dziwi mnie, że Pan Warski zechciał napisać recenzję tak fatalnego koncertu. Ogólnie cały koncert zaliczam na bardzo duży plus, niedociągnięcia były dla mnie marginalne, muzyka... Mniam. Jako pozbawiony obiektywizmu miłośnik Sisters żałuję tylko, że nie byłem w stanie być w Stodole w 2003. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: keymil Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 13:17 w 2003 grali w Hali Mera. Też tam niestety nie byłem ale z wypowiedzi znajomych koncert o niebo lepszy niż tam. A dym robił klimat który do tej muzyki pasuje jak najbardziej...no chyba ze recenzent lubi ogladać tylną ścianę klubu Studio... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sovi Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc IP: *.lech.kso.pl 12.06.06, 13:22 Mam dziwne wrażenie, że byłam na zupełnie innym koncercie, a także, że autor artykułu słabo się zna na temacie, myląc kolejności co niektórych utworów. Jak dla mnie koncert był rewelacyjny, choć prawda dymu było lekko za dużo, ale stojąc z tyłu całkiem nieźle widziałam muzyków:> Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: TOMAN Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 20:13 Byłem na kilku koncertach Sisters of mercy. Na nwszystkich trzech w Polsce!!! We Wrocławiu było najwięcej ludzi, był najdłuższy i wspominam go najlepiej. Muzyka była taka jaką znałem z płyt, o które w latach 80 i 90 nie było najłatwiej.Warszawa (hala Mery) było troszke bezdusznie ale bardziej rockowo. Kraków muzycznie był najlepszy (ostre gitarowe granie) ale niestety koncert był najkrótszy!!!! Piszący recenzję w Gazecie chyba pierwszy raz widział Siostrzyczki w akcji na zywo. Dym to oprócz świetnej muzyki i samego Jędrusia....to podstawowy atrybut ich koncertów od przynajmniej 24 lat : ) Swoją drogą SZANOWNY PANIE REDAKTORZE......trzeba było zostać w domku i kibicować niż zmuszać się do słuchania takiej muzyki.....chyba że Redakcja kazała na koncert iść. A powtarzanie sloganu o prekursorach rocka gotyckiego....z tego juz nawet się nie śmieje ani nie komentuję. Siostry to jeden z lepszych zespołów rockowych na brytyjskiej scenie i już....a że Andrzej ma niski głos...to nie gotyk!!! Dziękuje Krakowowi za ten koncert i pomimo czternastogodzinnej podróży jestem zadowolony!!!!! Dziękuję Ani, że trzeci raz była ze mną na koncercie....wiem że to nie ostatni raz ! Czekam teraz na Fields of the Nephilim!!!!! Przyjadę!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
wujekgorg Autor recenzji jest pajacem ignorantem 12.06.06, 14:09 Jak Gazeta mogła na koncert Sistersów delegować pogrążonego w żalu nedzielnego kibica? Czy to nie ten pijaniutki grubasek w szaliku, który zaczepiał ludzi stojących w kolejce do wejścia? To, ze był pijany nie ulega kwestii, bo z opisu wynika, że koncert w więksości przespał i zna go jedynie z opowieści innych ignorantów. Sam koncert zabrzmiał świetnie (poza pierwszym kawałkiem, który faktycznie poszedł zbyt cicho - ale czysto!!!), atmosfera była rewelacyjna (co potwierdzają zgodnie wszyscy uczestnicy koncertu). Rzeczona "improwizacja" jest dziwnym trafem od ładnych paru lat zwykle wykonywana na bis (a dokładnie początek drugiego) i ma nawet tytuł "Top Nite Out". Wystarczyło panie redaktorku zapytać obecnych. Koncert SoM to nie jakieś superjedynki. Konwencja jest taka od dwudziestu pięciu lat i taką widownia akceptuje i za taką płaci. I nie chce innej. A koncert Sióstr to nie konkurs pieprzonego karaoke tylko nabożeństwo, na które zawsze czekamy. I czekać będziemy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zwierz Re: Autor recenzji jest pajacem ignorantem IP: *.dnet.local / 217.153.194.* 12.06.06, 14:22 A mi się wydaje,że albo ja albo autor był na innym koncercie. Muzyka i oprawa na duży plus. Jedyne minusy to duchota w klubie i brak kawy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doktór Lawina Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc IP: 213.77.32.* 12.06.06, 15:53 Hm. Wg mnie redaktor GW ma dużo racji. Na plus rzeczywiscie swietna postawa publiczności (która uratowała wg mnie koncert) i oprawa świetlna (+ ten dym ktory zawsze towarzyszyl ich wystepom). Nagłośnienie było dobre (moim zdaniem lepsze niz 2003w Wa-wie) z tym ze za duzo dzwięków leciało z "pudełka": oprócz tradycyjnie perkusji (Dr A) i klawiszy (co zrozumiale bo nie było klawiszowca) niestety czasem niektóre partie gitary. Także aranżacje były nazbyt hardrockowo- metalowe ale to bym jeszcze przebolał: najbardziej raziły solówki pana z lewej (zupełnie nie w klimacie). Co to "Top Nite Out" to zachowanie gitarzystów w trakice jego wykonania nasuneło nam skojarzenie z jakims cyrkiem rock`n`rollowym (w Wa-wie było jakos z większym wykopem i na poważnie). Nie po raz pierwszy Eldritch zakpił sobie z publiczności ale za to przecież wszyscy go kochamy :) P.S. Koszulka Brasil również ok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: can-d Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 12.06.06, 17:46 A mnie się bardziej podobał dresik z zameczkami ;) Koncert zdecydowanie lepszy niż w 2003 roku i Eldritch jakby w lepszej formie. No i to This Corrosion :) A tak na marginesie to gitarzyści przechadzali sie przed koncertem wśród publiki i z tego co widziałam chyba nikt ich nie poznał :P Odpowiedz Link Zgłoś
rafal.gtv Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc 12.06.06, 19:58 Panie Warski - Nie martw się Pan ! Rewelacyjne imprezy w Galicji już niedługo ! www.krakow.pl/kalendarium/?MODE=kalim&TYPE=show&IM_ID=2153 Zgłoś się Pan na to ! Będzie z Pana jakiś pożytek.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mofo2 Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Mercy IP: 217.17.38.* 13.06.06, 17:10 A ON ;-) gdzieś tam siedzi sobie i pęka ze śmiechu, przyglądając się jak Ci w których to wszystko zaszczepił dzielnie dają świadectwo... miłosierdzia ;-) Ciekawe, czy Pan Warski wie o kim piszę i czy kiedykolwiek czytał poniższy tekst może wtedy zdałby sobie sprawę, że ten zaspół jest dla fanatyków, a nie słuchaczy muzyki. ;-) Afterhours...Twarzą w twarz z Ojcem Przełożonym Niniejszej relacji nie należy traktować poważnie; chociaż opisane wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości, a wszystkie występujące osoby istnieją naprawdę. Godzina 23.00. Hall hotelu "Wrocław". Gromadka dziennikarzy i fanów oczekuje na miłosierdzie losu. Bezgłośnie rozsuwają się drzwi i do hallu wkraczają Tim Brincheno, Andreas Bruhn, Andrew Eldritch i Tony James w otoczeniu menadżera, goryli i przedstawicieli Inter-Artu. Gdy trwają formalności w recepcji, artyści krążą po hallu. Lady Monika (The Sisterhood Productions), Tomasz Beksiński ("Magazyn Muzyczny", The Sisterhood Productions), Piotr Metz i Tomasz Słoń (Radio FMF Kraków) oraz Arkadiusz Pragłowski i Agnieszka Walczak ("Beat"') zastanawiają się, czy atakować od razu, czy też jeszcze poczekać. Plotka głosi bowiem, że Siostry wybierają się do jakiegoś klubu o ponurej nazwie "Rura". Trudno jednak wierzyć plotkom. Tymczasem sytuacja klaruje się sama. Zwabieni mdlącymi dźwiękami czegoś, przy czym bawią się goście hotelowej restauracji z dancingiem. Andreas Bruhn i Tony James odłączają od pozostałych. Wkrótce ich śladem podążą też Andrew Eldritch z wielką szklanicą tajemniczego żółtego płynu w łapie. Słysząc coś, co kiedyś może było "La Bambą", Eldritch improwizuje ironiczny taniec. Podczas gdy amator kobiecych wdzięków, Andreas Bruhn, rozpoczyna rozmowę z lady Moniką, Eldritch przygląda się przez szybę podrygującym gościom hotelowym. Ma wyraz twarzy turysty odwiedzającego ogród zoologiczny. Niewątpliwie znalazł potencjalny temat na następny album. Otrzymawszy klucze do pokoi, Siostrzyczki znikają. Piotr Metz i Tomasz Słoń decydują się na powrót do Krakowa, pozostali czekają cierpliwie. Po chwili pojawia się Tony James. Fani proszą go o pięć autografów, które posłusznie wypisuje. Następnie rusza w kierunku baru. Jest już 23.30. Siedzimy w barze, kupujemy sok pomarańczowy, czekamy. Nadchodzi Eldritch i Brincheno, na końcu Bruhn. Wszystkie miejsca przy barze są zajęte, Lady Monika zaprasza go więc do naszego stolika. Otrzymawszy szkocką z colą za marne 91 tysięcy, Bruhn odpowiada konkretnie na jedno tylko pytanie: Jak myślisz, jak długo będziesz grał w tym zespole? BRUHN: Nie wiem. Dziesięć minut, a może dziesięć lat. Dowiedziawszy się, że Monika nie nocuje w hotelu, robi smutną minę, dopija drinka i spojrzawszy na zegarek stwierdza: Pora spać. A więc idę na górę. Sam. Co czyni. Ojciec Przełożony siedzi plecami do nas. Zdjął okulary. Można mu się dokładniej przyjrzeć: mały, niemiłosiernie chudy, przypomina zaćpanego licealistę. Czekamy, aż wleje w siebie trochę tego cudownego płynu, który wszystkim rozwiązuje języki. Lady Monika podchodzi pierwsza, w nadziei, że kobieta ma zawsze więcej szans. LADY MONIKA: (pokazując książkę Philipa K. Dicka "Trzy Stygmaty Palmera Eldritcha"): Znasz tę książkę? ELDRITCH: Tak. Bardzo dobra. Ale podoba mi się tylko do momentu, w którym Palmer Eldritch zostaje bogiem. Nie lubię zakończenia. LADY MONIKA: Mógłbyś mi ją podpisać? Eldritch miłosiernie podpisuje. Wówczas decyduję się podejść do niego. Na ekranie znajdującego się nad naszym stolikiem telewizora emitującego MTV pojawia się Gary Moore. Eldritch odwraca się: Śpiewam w tej piosence! TB: Właśnie, jak to się stało, że nagrałeś coś z Garym Moore'm? ELDRITCH: Poprosił mnie o to! TB: Nie sadziłem, że cię kiedykolwiek spotkam prywatnie. Kolega sugerował, żebym przetłumaczył "This Corrosion" na język polski. Wówczas spotkalibyśmy się na sali sądowej, gdyż zaznaczyłeś, że zaskarżysz każdego, kto spróbuje ten tekst przełożyć. Zrobiłbyś to? ELDRITCH: Owszem. Gdybym chciał, żeby "This Corrosion" było po polsku, napisałbym tekst po polsku. LADY MONIKA: Co sądzisz o języku polskim? ELDRITCH: Ohydny. LADY MONIKA: A jaki jest twój ulubiony język? ELDRITCH: Niepamięć. Podchodzą fani. Chcą pięć autografów. Eldritch wypisuje trzy, a na dalsze nalegania odpowiada: Fuck off! Następnie wstaje, włazi na krzesło przy naszym stoliku i przełącza kanał w telewizorze. Zamiast MTV na ekranie mamy film sensacyjny. TB: Zadowolony jesteś z koncertu? ELDRITCH: Nie. Nie śpiewałem najlepiej. TB: Spodziewałeś się tak ciepłego przyjęcia? ELDRITCH: Spodziewałem się. TB: Dlaczego nagrywasz tak rzadko? ELDRITCH: Bo moje płyty są bardzo dobre i nad każda trzeba długo pracować. TB: Czemu zdecydowałeś się na trasę koncertową, skoro kiedyś proklamowałeś jawną niechęć do występów "na żywo"? ELDRITCH: Szmal! (pokazuje palcami liczenie pieniędzy) TB: Co sprawiło, że The Sisters Of Mercy znów jest zespołem rockowym? ELDRITCH: Znudziły mi się klawisze. TB: Szkoda, gdyż jednym z naszych ulubionych utworów jest 1959. ELDRITCH: To też mój ulubiony utwór. Napisałem go dla jednej dziewczyny z Belgii, Isabel. Próbowałem potem skomponować coś podobnego, ale to niemożliwe. TB: Podobał nam się teledysk. ELDRITCH: Doskonały! Sam go wyreżyserowałem! Znów podchodzą fani. Pytają, czy mogą zrobić mu zdjęcie. ELDRITCH: Nie! Teraz nie jestem na służbie. Fani są nieustępliwi. Interweniuje menażer. Tymczasem Eldritch odwraca się do Lady Moniki i patrząc jej z bliska w oczy pyta: Masz jakieś prochy? Usłyszawszy odpowiedź przeczącą, wstaje i ponownie wspina się na krzesło, żeby zmienić kanał w telewizorze. Gdyby nie Arek Pragłowski, który przytrzymał krzesło, mogłoby być niewesoło. Maestro wraca do baru. Próbuję spytać go o teksty piosenek. ELDRITCH: Nie mam ochoty gadać o tych rzeczach! Moja muzyka mówi za mnie. Teraz chcę się spokojnie upić. Nie możemy pogadać o czymś innymi Na przykład o futbolu, albo polityce? LADY MONIKA: Jak ci się podobał ostatni jihad Saddama Husseya, przepraszam, Husajna? ELDRITGH: Było fajnie. TB: Nie myślisz poświęcić temu zagadnieniu następnej płyty? ELDRITCH: Dwie chyba wystarczą. A na razie zamierzamy się pobrać. (obejmuje siedzącego obok Tima Brincheno) Poważnie. Będziemy mieć rodzinę i psa. Dochodzimy do wniosku, że czas się chyba pożegnać. TB: Mam jeszcze jedno pytanie, potraktuj je jak żart. Czy zatrudniłeś Maggie Reilly dlatego, że śpiewała "Nigdy nie pojedziesz do Francji"? ELDRITCH: Nie. A co, naprawdę tak śpiewała? (w jego oczach pojawia się radosny błysk, a na obliczu szczery uśmiech) Świetnie! Doskonale! To mi się podoba! Zostawiamy go w tym pogodnym nastroju. Despota i pozer z niego nieprawdopodobny, ale to właśnie sprawia, że Eldritch jest jedyny w swojej wielkości, chociaż ma niewiele ponad 160 cm wzrostu. Arek pozostał przy barze ("Sitting in this bar for hours...") - i udało mu się dogadać z menażerem, rano czatował w hallu i zdybał Siostrzyczki przy śniadaniu o niemiłosiernej godzinie 9.00. Nie zazdroszczę mu jednak. O takiej porze nie odróżniam Eldritcha od Husseya. TOMASZ BEKSIŃSKI ("Magazyn Muzyczny" nr 6 1991) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: taki jeden Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc IP: *.cpe.netcabo.pt 13.06.06, 21:33 hehehe, pamnietam podniecenie Lady Moniki po powrocie z tego koncertu. Ciekawe swoja droga, co sie z nia teraz dzieje. Dawno to bylo :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AlkorXIII Panie Łukaszu, zamilcz Pan IP: *.cable.satra.pl 13.06.06, 18:19 bo o gotyku masz Pan zerowe pojęcie. I takież o koncertach SoM. Bo nie wiesz Pan, że SoM i FotN (mówi Panu coś ten akronim?) zawsze na koncertach spowici są kłębami dymu. Jeśli zaś chodzi o Pańskie doznania słuchowe to polecam nie chodzić więcej na imprezy techno to może i sluch się poprawi i "uczytelni" Panu dźwięk. A tak poza tym to chyba jednak na innym koncercie bylismy, ponieważ za Boga Eldritcha nie przypominam sobie, abym 10.06.2006 w Krakowie na koncercie Mother Russia uslyszał. Ale starym, wiec i skleroza wdać się mogła, co i tak przy Panskiej ślepocie i gluchocie niczym wielkim nie jest. Ale coz - Gazeta Wyborcza o muzyce rockowej w ogóle wypowiadać sie nie powinna. Bo szczytem głupoty było przeciez zamieszczenie w dodatku Co Jest Grane zdjęcia Wayne'a Husseya w pierwszostronicowej zapowiedzi koncertu Sióstr. Po prostu bla,aż na całej linii. Ale skoro w Gazecie tacy 'znafffcy" jako redaktorzy pracują... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doktór Lawina Re: Panie Łukaszu, zamilcz Pan IP: 213.77.32.* 14.06.06, 13:26 Do pana AlkorXIII. Był Pan na koncercie czy nie? Jeśli tak to chyba w 10 osób uleglismy zbiorowej halucynaccji i usłyszelismy "Mother Russia". A może to nagłośnienie jednak było złe (zaprzeczyłbym poprzedniemu postowi)? :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andy Re: Panie Łukaszu, zamilcz Pan IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 14.06.06, 13:32 Alkor, ale tu akurat pan redaktor ma rację, "Dominion/Mother Russia" było w całości, dam sobie głowę za to uciąć ;) Co do samego artykułu - już chyba wszystko zostało powiedziane. Chyba wszyscy którzy byli na koncercie mieli świadomość tego, że TSOM nie graja długich koncertów. I że jak raz na pół godziny uda się dostrzec wyraźnie muzyków to będzie dobrze. W końcu opary suchego lodu na koncercie to od zawsze znak firmowy Siostrzyczek, więc nie rozumiem pretensji. Poza tym redaktor nie może się zdecydować. Bo raz ma za złe zespołowi odcinanie kuponów od dawnych dokonań, a z drugiej strony o to, że za dużo było na koncercie nowych utworów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 14.06.06, 02:25 Czy to aby ta sama Gazeta Wyborcza, ktora w dodatku "Co Jest Grane" reklamujac The Sisters Of Mercy na okladce umieszcza gigantyczne zdjecie Wayne Husseya (ktory z zespolu pdszedl ponad 20 lat temu) i informuje w artykule, ze Patricia Morrison napisala "Vision Thing" z Andrew Eldritchem???? Jednym slowem panowie - ignorancja. (nawiasem mowiac, zespol otrzymal od nas kopie dodatku "Co JEst Grane"z tymi makabrycznymi bledami - wstyd! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doktór Lawina Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc IP: 213.77.32.* 14.06.06, 13:25 Do pana AlkorXIII. Był Pan na koncercie czy nie? Jeśli tak to chyba w 10 osób uleglismy zbiorowej halucynaccji i usłyszelismy "Mother Russia". A może to nagłośnienie jednak było złe (zaprzeczyłbym poprzedniemu postowi)? :))) Odpowiedz Link Zgłoś
rafal.gtv Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc 15.06.06, 12:13 Gość portalu: Ania napisał(a): > Czy to aby ta sama Gazeta Wyborcza, ktora w dodatku "Co Jest Grane" reklamujac > The Sisters Of Mercy na > okladce umieszcza gigantyczne zdjecie Wayne Husseya Pani Aniu - powszechnie znanym jest fakt , że Sumienie Narodu - GAZETA WYBORCZA - zawsze ma rację ! W związku z czym proponuję przejąć założenie , że wśród sióstr nadal brylują siostry Hussey i Morrison , a niejaki Eldritch ( jak wiadomo wiecznie zaćpany...) nie do końca panuje nad składem tej formacji . ( Co przy tej ilości dymu jest prawdopodobne - po prostu nie widzi , kogo ma po bokach.) :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elldoctore Re: Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Merc IP: *.kolornet.pl / *.kolornet.pl 16.06.06, 18:50 proponuje jeszcze dodać że niejaki "doktor Awalansz" to Przystojny Brunet Wieczorową Porą ( 180 cm wzrostu 75 kg wagi i opalony na heban ) heheh Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dr Lawina Track Lista IP: 213.77.32.* 14.06.06, 15:42 Track lista koncertu (żeby już nie było wątpliwości co było a co nie) Crash And Burn Ribbons Dr. Jeep/Detonation Boulevard Still When You Don't See Me Flood I Giving Ground Summer Dominion/Mother Russia Slept Alice Anaconda Romeo Down Neverland (We Are The Same) Suzanne This Corrossion > I bis Something Fast Lucretia (My Reflection) > II bis Top Nite Out Temple Of Love Odpowiedz Link Zgłoś