Dodaj do ulubionych

Praca i płaca - przypadek polskiego Kościoła

IP: *.gprs.plus.pl 25.04.08, 14:44
podoba, z dwóch (przynajmniej) powodów. Po pierwsze, szara strefa jest piękna:
bez balastu biurokracji, naturalny rynek usług. Po drugie, popyt na te usługi
warunkuje istnienie usługodawcy, który na szczęście nie wpadł na to, by
zagwarantować sobie w konkordacie jakąś formę abonamentu podatkowego. I to
jest uczciwe.

Zresztą, skąd by Kościół miał brać pieniądze, gdyby nie miał nic do
sprzedania? Gdy zniknie popyt, zniknie symonia (razem z Kościołem).
Obserwuj wątek
    • Gość: A mnie się to Praca i płaca - przypadek polskiego Kościoła IP: *.gprs.plus.pl 25.04.08, 14:51
      podoba, z dwóch (przynajmniej) powodów. Po pierwsze, szara strefa jest piękna:
      bez balastu biurokracji, czysty rynek. Po drugie, popyt na usługi religijne
      warunkuje istnienie usługodawcy, który na szczęście nie wpadł na to, by
      zagwarantować sobie w konkordacie jakąś formę abonamentu podatkowego. I to
      jest uczciwe.

      Bo skąd by Kościół miał brać pieniądze, gdyby nie miał nic do sprzedania? Gdy
      zniknie popyt, zniknie symonia (razem z Kościołem).
      • Gość: Mia Re: Praca i płaca - przypadek polskiego Kościoła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.08, 17:04
        A pan Bartoś gada, gada, gada, ale nikt Go już poważnie nie traktuje-
        vide program Lisa-Kłamczuszka, gdzie nie mógł się biadyczysko w
        ogóle wypowiedzieć. Mąciciele wewnątrz Kościoła cieszą się często
        uznaniem antykatolickich gazet i mediów, ale gdy już sobie przejdą
        do cywila - przestają być atrakcyjni.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl i tak wszystko idzie z tacy 28.04.08, 13:26
          Dla mnie jedno nie jest jasne. Otóż pensje wypłacane prze biskupa też muszą
          SKĄDŚ się brać. Więc właściwie i tak i tak wszystko idzie z tacy. Nawet biorąc
          pod uwagę różne firmy (wydawnictwa, media, księgarnie) kościelne i zysk z nich,
          to większość pieniędzy Kościoła chyba i tak pochodzi z datków.
          • Gość: toni25 Re: i tak wszystko idzie z tacy IP: *.rad.vectranet.pl 28.04.08, 21:25
            Z "tacy" to nie znaczy za sakramenty. Jak sama piszesz, pieniądze muszą się SKĄDŚ brać. Ważne jest skąd. Np. żeby "kolęda" nie oznaczała jedynie "koperty". Ważne także jest, na co pieniądze są przez parafię przeznaczane.
            Parę lat wstecz pewien medialny ksiądz powiedział przez radio, że tak jak dzieci ufają finansowym decyzjom swoich rodziców i nie pytają o nie, tak świeccy powinni bez pytania ufać decyzjom proboszczów i biskupów. Wtedy padło przytomne pytanie, czy dzieci utrzymują swoich rodziców, tak jak świeccy Kościół.
            Wspólnota wyznaniowa powinna mieć czytelny system finansowania ustalony i zaakceptowany przez jej członków, i duchownych i świeckich.
            • wtes2 Argumentacja kompletnie chybiona. 29.04.08, 08:25
              1. "Taca" jest dobrowolna. Przecież nie muszę w ogóle np. chrzcić
              dzieci. Nie chrzczę więc nie płacę. Można żyć bez chrztu. Ochrzciłem
              więc dałem.
              2. Ksiądz wykonał dla mnie usługę. Zapłaciłem. Gdy kupuję chleb nie
              interesuje mnie na co wydał pieniądze sklepikarz. Jego sprawa.
              3. Każda diecezja ma regulamin finansowy. Nie jest możliwe
              demokratyczne zarządzanie pieniędzmi. Nie ma efektywnych firm w
              których zarządzanie pieniędzmi odbywa się przez głosowanie. Nawet w
              spółkach publicznych głosy rozłożone są według kasy (zaangażowania)
              a nie według "głowy". Są informacje poufne których nie przekazuje
              się akcjonariuszom mniejszościowym (a przecież to są właściciele).
              Dzięki temu firma żyje. Dlatego czuję się bezpieczniej gdy wiem że
              jakiś gość - mając na karku kurię, czując presję parafian którzy w
              każdej chwili mogą zmienić parafię lub w ogóle przestać chodzić do
              kościoła - zarządza tymi pieniędzmi niż jakiś komitet, nie daj Boże,
              starych bab.
              • Gość: reta Re: Argumentacja kompletnie chybiona. IP: *.aster.pl 29.04.08, 16:46
                od kiedy chrzest to usluga? za takie "uslugi" Jezus wypedzal ze
                swiatyni.
              • Gość: toni25 Re: Argumentacja kompletnie chybiona. IP: *.rad.vectranet.pl 29.04.08, 21:15
                Przynależność do wspólnoty wyznaniowej jest dobrowolna. Z tej przynależności wynika współodpowiedzialność za potrzeby takiej wspólnoty. Kościół ujmuje to następująco: "Wierni są zobowiązani dbać o potrzeby wspólnoty Kościoła". Czyli "taca" jest wyrazem współodpowiedzialności za potrzeby materialne. Konkretna parafia robi zbiórkę na określone cele. Cele te powinny być wstępnie jasno sformułowane i zaakceptowane przez wspólnotę.
                Kościół nie jest firmą usługową ani dochodową działalnością gospodarczą. Kościół to nie biznes. Przypomnij sobie historię (Łk 19, 45 - 48, Mk 11, 15 - 19, Mt 21, 12 - 17).
                Symonia jest wg Kościoła grzechem. Abp.Życiński zarzut symonii postawiony przez Bartosia komentuje tak: "To bardzo mocny zarzut. Gdyby gdziekolwiek sprzedawano sakramenty, istniałaby konieczność natychmiastowej reakcji władz kościelnych."
                Biskupi potępiają symonię i jednocześnie twierdzą, że jej w Polsce nie ma. Że w Kościele zjawisko świętokupstwa (płacenia za sakramenty) nie ma miejsca. To pokazuje, że biskupi nie wiedzą, bo nie chcą wiedzieć, skąd płyną pieniądze do ich biskupiej kasy. Ty temu nie zaprzeczasz, piszesz wprost: "Nie chrzczę więc nie płacę. Można żyć bez chrztu. Ochrzciłem więc dałem". Ale jaki to ma sens? Czyżbyś wierzył, że zbawienie można kupić wybierając coś z oferty "usług zbawczych"?
                "Akcjonariusze mniejszościowi" - zaciekawiło mnie, kto w Kościele jest "akcjonariuszem mniejszościowym"? Czy to chodzi o "tych najmniejszych"? "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych..." itd (Mt 25,40)
                Dyskusji o wyższości rządów "starych kawalerów" nad rządami "starych bab" nie podejmuję się.

                • wtes2 Odpowiedź rozsądna. Ale... 30.04.08, 08:42
                  1. Nie zapłaciłem za sakrament. Zapłaciłem za "czynności które
                  zaspokoiły potrzeby" (definicja usługi). Zapłaciłem za budunek,
                  oświetlenie, za czas jaki ksiądz mi poświęcił. To co jest istotą
                  sakramentu, dar Boga (np. łaskę uświęcającą) otrzymałem za darmo.
                  Różnica jest subtelna, ale istnieje. Ksiądz nie mówi-"mam tajemną
                  moc, zapłać a ja ci jej udzielę". Katechizm KK wzywa świeckich do
                  utrzymania księdza bo w przeciwnym wypadku musiałby on po prostu
                  zarabiać na siebie robiąc inne rzeczy, a to byłaby oczywista strata
                  dla wiernych. To zastrzeżenie, że ksiądz nie wykonuje innej pracy
                  zawodowej, a także żyje w celibacie pojawiło się w KK ponieważ ktoś
                  zauważył jak te dwa elementy obniżają jakość pracy księży. No,
                  pomyśl 8 godzin jako urzędnik, a potem msza i słuchanie spowiedzi.
                  Wyobrażasz to sobie ?
                  2. To co stanowi istotę sporu który tu toczę to raczej kwestia
                  własności. Według mnie, jeżeli zapłaciłem komuś pieniądze to nie
                  interesuje mnie co z tym zrobił. To jest kwestia fundamentalna.
                  Dotyczy istoty własności. Rzecz własną mogę użyć i " nadużyć".
                  Budynek kościelny nie jest własnością wspólnoty koscielnej. Jeżeli
                  urwie się dzwon i zniszczy stojący pod wieżą samochód to
                  odszkodowanie zapłaci nie jakaś "wspólnota kościelna", tylko
                  diecezja. Pozwanym zostanie ksiądz lub biskup (kuria). Nikt nie
                  zażąda od parafian odszkodowania. Gdyby własciciel samochodu
                  przyszedł do ciebie i zażądał częściowego odszkodowania za stratę
                  (no bo należysz do parafii) prawdopodobnie wyrzuciłbyś go za drzwi.
                  Prawda? Właściciel czerpie pożytki z rzeczy ale i odpowiada za
                  szkody. Dlatego bezczelnością jest żądanie praw bez ponoszenia
                  odpowiedzialności.
                  3. Czy ksiądz może powodowany chciwością zgarnąć pieniądze tylko dla
                  siebie rujnując budynek kościelny i inny majątek. Teoretycznie może.
                  Ale nad sobą ma jeszcze biskupia i taka zabawa zazwyczaj jest krótka.
                  Właściwie to nie znam przypadku w Polsce z ostatnich 5 lat aby jakiś
                  ksiądz totalnie zdefraudował pieniądze parafii. Ale może się mylę.
                  • Gość: toni25 Belferskie oceny postów nie są mi potrzebne... IP: *.rad.vectranet.pl 01.05.08, 14:08
                    możesz je sobie darować?

                    > 1. Nie zapłaciłem za sakrament. Zapłaciłem za "czynności które
                    > zaspokoiły potrzeby" (definicja usługi). Zapłaciłem za budunek,
                    > oświetlenie, za czas jaki ksiądz mi poświęcił. To co jest istotą
                    > sakramentu, dar Boga (np. łaskę uświęcającą) otrzymałem za darmo.
                    > Różnica jest subtelna, ale istnieje. Ksiądz nie mówi-"mam tajemną
                    > moc, zapłać a ja ci jej udzielę".

                    Nie możesz lub nie chcesz zobaczyć dwuznaczności sytuacji płacenia przed
                    otrzymaniem chrztu za "budynek, oświetlenie, za czas jaki ksiądz mi poświęcił" .
                    Chrzest czy inne sakramenty poprzedzane opłatami stają się tym, na co wyglądają
                    - transakcją kupna-sprzedaży, handlem. To jest zasadniczo niestosowny moment do
                    uiszczania opłat. To jest zwykły handel, religijny biznes.
                    "Zapłaciłem za "czynności które zaspokoiły potrzeby" - brzmi tym bardziej
                    dwuznacznie. Są pewne potrzeby, którym szkodzi płacenie za czynności. Do nich
                    należy potrzeba Boga, bożej miłości, bożej łaski czy jakby to nie nazwać.
                    Duchowni nie powinni stwarzać sytuacji, w której człowiek może zbliżyć się do
                    Boga po uprzednim uiszczeniu odpowiednich (jakkolwiek by je nie nazwać) opłat.
                    Czy ksiądz oczekujący opłat za "czynności zbliżające do Boga" jest rzeczywiście
                    osobą duchowną? Chyba, że chodzi tu o duch biznesu, to się zgodzę.
                    Opłatom powinna służyć "taca" zbierana w zupełnie innych okolicznościach.
                    Tymczasem stawki za ślub, chrzest, za mszę są w parafiach tajemnicą poliszynela.
                    Dokładnie jest tak, jak pisze Bartoś:
                    " A rzeczywistość jest taka, że, może poza niektórymi zakonami, które robią tu
                    "krecią robotę" - jak z irytacją mówią księża diecezjalni (psują rynek stosując
                    dumping pod hasłem "co łaska"), w Polsce powszechne są stawki finansowe za
                    poszczególne sakramenty. Człowiek dowiaduje się w momencie załatwiania sprawy,
                    ile się należy. Że tego biskup lubelski nie widzi, dowodzi albo nawyku
                    przekręcania na własną manierę rzeczywistości, jakby wypowiedziane słowo
                    biskupie od razu stawało się rzeczywistością, lub też jakiegoś zaskakującego
                    braku orientacji, szczególnego wyobcowania we własnym kościelnym środowisku."

                    Katechizm KK wzywa świeckich do
                    > utrzymania księdza bo w przeciwnym wypadku musiałby on po prostu
                    > zarabiać na siebie robiąc inne rzeczy, a to byłaby oczywista strata
                    > dla wiernych. To zastrzeżenie, że ksiądz nie wykonuje innej pracy
                    > zawodowej, a także żyje w celibacie pojawiło się w KK ponieważ ktoś
                    > zauważył jak te dwa elementy obniżają jakość pracy księży. No,
                    > pomyśl 8 godzin jako urzędnik, a potem msza i słuchanie spowiedzi.
                    > Wyobrażasz to sobie ?

                    Nie, tego sobie raczej nie wyobrażam. Wprawdzie Szymon-Piotr był rybakiem,
                    pracował na łodzi i zarazem skupiał wokół siebie pierwszych chrześcijan, ale
                    dzisiaj ludzie inaczej organizują sobie życie. Dlatego pomysł stałego
                    wynagrodzenia dla księży postulowany przez Bartosia wydaje mi się słuszny:
                    "Tymczasem umowy o pracę i pensje dla księży byłyby zabezpieczeniem ich minimum
                    życiowego, nie mówiąc już o tym, że byłyby także przestrzeganiem kodeksu pracy,
                    który nie pozwala na zatrudnianie bez umowy i bez wynagrodzenia. Dopiero
                    stabilna podstawa finansowa, oraz zakaz jakichkolwiek form sprzedawania
                    sakramentów (żadnych ofiar "przy okazji"!), dałyby przejrzyste warunki dla
                    poświęcenia się pracy duszpasterskiej z powołania, a nie dla zysku. Wiarygodność
                    duchownych tylko by na tym zyskała."

                    > 2. To co stanowi istotę sporu który tu toczę to raczej kwestia
                    > własności. Według mnie, jeżeli zapłaciłem komuś pieniądze to nie
                    > interesuje mnie co z tym zrobił. To jest kwestia fundamentalna.
                    > Dotyczy istoty własności. Rzecz własną mogę użyć i " nadużyć".
                    > Budynek kościelny nie jest własnością wspólnoty koscielnej. Jeżeli
                    > urwie się dzwon i zniszczy stojący pod wieżą samochód to
                    > odszkodowanie zapłaci nie jakaś "wspólnota kościelna", tylko
                    > diecezja. Pozwanym zostanie ksiądz lub biskup (kuria). Nikt nie
                    > zażąda od parafian odszkodowania. Gdyby własciciel samochodu
                    > przyszedł do ciebie i zażądał częściowego odszkodowania za stratę
                    > (no bo należysz do parafii) prawdopodobnie wyrzuciłbyś go za drzwi.
                    > Prawda? Właściciel czerpie pożytki z rzeczy ale i odpowiada za
                    > szkody. Dlatego bezczelnością jest żądanie praw bez ponoszenia
                    > odpowiedzialności.

                    Przeżywasz Kościół jako bardzo wyraźnie podzielony na my (świeccy) - oni
                    (duchowni). I sam go też tak dzielisz. A tak nie jest. Kościoły budują i
                    finansują wspólnoty wiernych, więc de facto należą do wspólnot. Diecezja jest
                    wspólnotą, parafia jest wspólnotą, Kościół jest wspólnotą (Ludem Bożym). Czym
                    innym jest organizacja wspólnoty, podział funkcji, jakie pełnią jej członkowie,
                    określenie, co każdy do wspólnoty wnosi od siebie. Są różne sposoby
                    zaangażowania się we wspólnotę i dbania o jej potrzeby. Co innego wnoszą do
                    Kościoła świeccy, a co innego duchowni.
                    Zgadzam się, że w obecnych realiach gospodarczych duchowny powinien mieć
                    zabezpieczoną stabilną podstawę finansową do życia, np. pensję do całkowicie
                    własnej dyspozycji diecezjalnego księdza (wspólnoty zakonne ustalają inne reguły
                    życia materialnego).
                    Wbrew temu co piszesz, to świeccy finansują remonty budynków parafii, renowacje
                    dzwonów, wystrój ołtarzy etc. Także odszkodowania za wypadki na terenie
                    kościelnym płacone są z ofiar (lub podatków) świeckich. Świeccy finansują,
                    księża decydują. Bezczelnością jest więc ograniczenie praw przy nałożeniu
                    odpowiedzialności.

                    Więc tym, co stanowi istotę naszego sporu, jest wytyczenie granic wspólnoty
                    wyznaniowej. Ty je zdecydowanie zawężasz i patrzysz na Kościół jako na dwie
                    społeczności. Jedna wykonuje płatne usługi dla drugiej, a druga za nie płaci i o
                    więcej nie pyta. Dla mnie ten obraz zaprzeczeniem mojej (chyba zresztą
                    katolicko-ortodoksyjnej) wizji całości Kościoła jako jednej wspólnoty świeckich
                    i duchownych. Całą odpowiedzialność świeckich ograniczasz do odpowiedzialności
                    usługobiorców - muszą być wypłacalni, resztę odpowiedzialności przenosisz na
                    "specjalistów od Pana Boga".

                    > 3. Czy ksiądz może powodowany chciwością zgarnąć pieniądze tylko dla
                    > siebie rujnując budynek kościelny i inny majątek. Teoretycznie może.
                    > Ale nad sobą ma jeszcze biskupia i taka zabawa zazwyczaj jest krótka.
                    > Właściwie to nie znam przypadku w Polsce z ostatnich 5 lat aby jakiś
                    > ksiądz totalnie zdefraudował pieniądze parafii. Ale może się mylę.

                    Jakieś pojedyncze przypadki czasem się zdarzają. Też o tym wiem niewiele. Ludzie
                    o skłonnościach do finansowych nadużyć zwykle są "odsiewani" już w seminariach.
                    • wtes2 Re: Belferskie oceny postów nie są mi potrzebne.. 01.05.08, 21:51
                      Nie jesteśmy wstanie się porozumieć z jednego, tak mi się wydaje powodu.
                      Pogardzasz handlem. Dla mnie handel to podstawowy cecha odróżniająca człowieka
                      od zwierząt. Narzędzi używają również małpy, skomplikowane budowle tworzą
                      termity, o zalążki abstrakcyjnego myślenia podejrzewane są psy, ale czy
                      widziałeś kiedyś stado np. kóz wymieniające się z innymi kozami kapustą i
                      marchwią. Zdolność wymiany dóbr to początek tworzenia kultury. Świadomość
                      osiągnięcia zysku z handlu (również ze sprzedaży naszego czasu lub umiejętności)
                      powinna nas cieszyć. Wolna wymiana dóbr (podkreślam wolna) nigdy nikogo nie
                      krzywdzi. Czy zauważyłeś jak wiele przypowieści Jezusa Chrystusa bazuje na
                      przykładach związanych z handlem i obrotem pieniężnym. Zauważ że Chrystus, a był
                      przecież cieślą, w ogóle nie podaje przykładów związanych z rzemiosłem. Bóg w
                      Starym Testamencie ciągle handluje z ludźmi. Nawet w jednym z najpiękniejszych
                      fragmentów Izajasza Bóg mówi: kupujcie choć nie macie pieniędzy (to o swojej
                      łasce). Nie mówi: bierzcie. Pogarda dla handlu zwiodła naszą cywilizację - na
                      niej wyrósł komunizm, faszyzm, a także wiele herezji . Jeżeli dając komuś
                      pieniądze pozbędziesz się tej ukrytej pogardy dla tej czynności nie będziesz już
                      musiał nikogo kontrolować i nikomu zaglądać do portfela. Pozdrawiam
                      • Gość: toni25 Kośicół - handel czy przyjaźń IP: *.rad.vectranet.pl 02.05.08, 11:03
                        Nie odczuwam dla handlu pogardy, którą mi przypisujesz (może raczej małe zainteresowanie). Czym innym jest pogardzać handlem, a czym innym nie godzić się, żeby z reguł handlu robić podstawową zasadę życia Kościoła. Religia wymaga wyjście poza prawa handlu czy biznesu. Nie z powodu, że nimi pogardza, ale dlatego, że je przekracza. Np. kiedy wychodzę z domu, nie robię tego z pogardy dla mojego domu, ale dlatego, że świat się na nim nie kończy.
                        Dostrzegasz w wolnej wymianie handlowej coś bardzo ludzkiego. I tak jest. Ale czy na tym ludzkie ma się kończyć? Kto nie handluje, ten nie jest ludzki? Czy przekraczanie zasad handlu nie jest czysto ludzkie? Ludzka jest nie tyle "handlowość", co wolność. Człowiek przecież sam świadomie wybiera zasady swojego życia i to, że może je wybierać najbardziej go różni od innych gatunków.
                        Co do tej kontroli portfela, to zapomniałeś dodać CUDZEGO portfela. Dla mnie to jest zasadnicza różnica w naszym widzeniu Kościoła. Powtarzam się, ale to jest ważne. Ty widzisz Kościół raczej jak firmę usługową, a ja jak grupę przyjaciół, którzy umówili się na wspólną wędrówkę. Składają się do wspólnej kasy i wspólnie nią zarządzają, choć każdy wykonuje inne zadanie. Jeśli jeden poprosi innego o pomoc, ten inny pomoże mu lub nie, ale tu nie ma miejsca na odpłatną usługę. Co do Boga, ewangelie mówią, że Jezus rozdawał chleb i ryby ludziom za darmo, bo byli głodni. To jest inny obraz Boga.
                        Dlatego nie sądzę, że pogardzam handlem. Rozumiem, że człowiek musi z za coś żyć, że musi dostawać za pracę pieniądze. Przecież artykuł Bartosia dotyczy właśnie spraw finansowych.
                        Zapytam ciebie, czy ty nie stawiasz wartości pieniądza, jako czegoś pewnego i wymiernego przed mniej pewną wartością przyjaźni? Bo jeśli tak, to rzeczywiście nie jesteśmy w stanie się porozumieć.
                        Pozdrawiam również.

                        • wtes2 Re: Kośicół - handel czy przyjaźń 02.05.08, 12:09
                          A jednak ! Handel tworzy społeczeństwo Jeżeli się nie wymieniasz nie
                          tworzysz relacji z drugim człowiekiem. Przyjaźń to także wymiana,
                          nawet z najbliższymi nieustannie handlujesz. Spróbuj swojemu dziecku
                          tylko dawać i nic od niego nie otrzymywać. Będziesz czuł się
                          strasznie rozczarowany. Tak jest najczęściej z rodzicami
                          nastolatków, którzy (nastolatki) wyłamują się i nie chcą już
                          dokonywać wymiany. Szczególnym przypadkiem handlu jest wymiana za
                          pośrednictwem towaru w postaci pieniądza. Ale to tylko szczególny
                          przypadek.
                          2. Idealistyczne podejście do wspólnoty religijnej również
                          jako do wspólnoty materialnej pojawiło się natychmiast po Zesłaniu
                          Ducha Świętego. I była to błogosławiona wina. Wspólnota Jerozolimska
                          od razu zbankrutowała, ale dzięki temu Paweł i Barnaba wyruszyli po
                          wsparcie i tym sposobem pojawiła się działalność misyjna. Pamięc o
                          tym szanuję, ale przykładu nie biorę.
                          3. Jednym z pierwszych nakazów Boga (Rdz) jest nakaz tworzenia
                          bogactwa (czyńcie sobie ziemię poddaną). I moim zdaniem, myślenie
                          milionów chrześcijan pełnych dobrej woli skażonych jest grzeszną
                          myślą o diabelskim pochodzeniu pieniądza, bogactwa i handlu.
                          4. Większość pamięta o wielbładzie i uchu igielnym. Ale mało kto
                          zwraca uwagę, że Jezus Chrystus mówi: "łatwiej jest" , a
                          nie "prędzej wielbład przejdzie bramę, Ucho Igielne.." itd.
                          Pozdrawiam
                          • Gość: toni25 Re: Kośicół - handel czy przyjaźń IP: *.rad.vectranet.pl 02.05.08, 13:34
                            Znów problem granic handlu. Wymiana handlowa ma swoje granice, jej granicami
                            jest rynek. Kościół, rodzina, przyjaźń opierają się na wymianie niehandlowej.
                            Podstawą są relacje. Przyjacielowi pomagam z motywowany przyjaźnią, dziecku -
                            rodzicielską miłością, nie zapłatą. Jezus wezwał do miłości bliźniego, nawet -
                            nieprzyjaciół. Powiedział:"Kochaj", a nie: "Handluj". Miejscem handlu są
                            markety, rynek. Kościoły powinny uczyć bezinteresownej miłości, a nie robienia
                            biznesu.
                            Jeśli upierasz się, że Kościół wykonuje religijne usługi, to powinien płacić VAT
                            od usług. Płaci? Więc nie są to usługi. Kościół żyje z datków, z ofiar, z
                            darowizn, a nie z opłat za usługi. Kościół w idei jest bliższy modelowi rodziny
                            niż firmy. Jeśli masz rodzinę, to dajesz swoim bliskim pieniądze za wykonane
                            usługi rodzinne, czy żeby zaspokoili swoje potrzeby, tj. z miłości do nich?
                            Wspólnota Kościoła opiera się na wymianie, ale zasadniczo innej niż
                            handlowa/odpłatna.
                            Co do dzieci - faktycznie, raczej biorą niż dają. Ale przecież nie są partnerami
                            rodziców, są dziećmi i mają prawo, żeby więcej brać niż dawać. Może po to, żeby
                            jako dorośli ludzie, sami mogli być rodzicami , czyli żeby byli zdolni dawać
                            swoim dzieciom bezzwrotną miłość. Z drugiej strony tylko przeżycie
                            bezinteresownej miłości budzi w sercu dziecka wrażliwość na potrzeby rodziców,
                            kiedy już osiągnie dojrzałość. Bo po nastolatku niewiele się można jeszcze
                            spodziewać.
                            Nasza rozmowa chyba dobiega końca. Nieco złośliwie zapytam cię, czy rozmawiałeś
                            ze mną bezinteresownie? A może prowadzisz jakieś usługi internetowe i za każdy
                            post dostajesz parę zł? Przecież pisząc na forum poświęcasz swój czas i
                            umiejętności. Bezpłatnie? To był handel czy szczera rozmowa?
                            • wtes2 Ok. kończymy 1. Handlowaliśmy, ty odpowiedziałeś 02.05.08, 14:23
                              mnie ja tobie, więc pohadlowaliśmu czyli dokonalismy wymiany.
                              Zaspokoiłeś moją potrzebę powalczenia o swoją rację. Popatrz na
                              post RETY, był wg mnie zbyt płytki, więc się nie wymianiałem
                              poglądami. Handel jest tam gdzie wartości przedmiotów wymiany
                              równoważą się (w umyśle kontrahentów)
                              2."Przyjacielowi pomagam z motywowany przyjaźnią", no właśnie,
                              wymiana przyjacielskich gestów, równoważnych.
                              3. Tego argumentu o Vat nie powtarzaj, gdyż wynika z tego że usługi
                              istnieją tylko tam gdzie jest podatek VAT lub obrotowy, czyli przez
                              większość historii ludzkości ludzie nie świadczyli usług.
                              Może jeszce kiedyś pohandlujemy pardon, wymienimy sie poglądami przy
                              okazji innego tematu
                              Pozdrawiam
    • wtes2 Praca i płaca - przypadek polskiego Kościoła 27.04.08, 09:03
      1. Zatrzymanie płacy nadal jest grzechem "wołającym o pomstę do nieba"
      2. Jeżeli zatrudniam kogoś na czarno i płacę mu tyle na ile się umówiłem to "nie
      zatrzymuję jego zapłaty" Nie marnuję tylko kasy w tym pieprzonym systemie
      socjalistyczno-zusowskim.
      3. Czy widział ktoś kościelnego siłą lub podstępem wyciąganego do roboty w
      kościele ?
      Czyli Bartoś nie wie o czym mówi.
      Strzeżcie się Bartosiów, dziś martwią się o kasę księży (chce z nich zrobić
      urzędników), jutro zażądają waszych pieniędzy dla biednych upadłych teologów
      albo innych dziwaków.
      • Gość: reta Re: Praca i płaca - przypadek polskiego Kościoła IP: *.aster.pl 29.04.08, 16:47
        jestes czarnuchem ( czytaj: ksiedzem ) czy tez z lizodoopem czarnucha?
    • Gość: toni25 Kościół daje zły przykład IP: *.rad.vectranet.pl 27.04.08, 16:34
      Skoro Kościół katolicki w Polsce pretenduje, żeby być autorytetem moralnym dla
      katolików (a więc większości obywateli), powinien dawać dobry moralnie przykład.
      Nie powinien wymagać uczciwości i bezinteresowności od "szczebli niższych"
      utrzymując porządek "elity finansowej duchownych", czyli biskupów i proboszczów
      dobrych parafii. Nie tego porządku uczą ewangelie.
      Bartoś dobrze wie, co mówi, ponieważ spędził w strukturach kościelnych wiele
      lat, zna problemy Kościoła od środka i jest człowiekiem myślącym. Jego zarzuty
      są dla "elit kościelnych" niewygodne, bo naruszają milczenie o problemach, o
      których dotąd lepiej było nie mówić. Dobrze, że te nieme tematy zostają nazwane
      i wyartykułowane. To ich nie rozwiązuje, ale pokazuje przynajmniej, że są, że
      nie da się dłużej zaprzeczać ich istnieniu.
      Zarzut, że "Kościół polski stoi na symonii - sprzedawaniu sakramentów" i że
      "nikogo to nie razi" jest bardzo poważny. Jeśli zgodzić się z tezą, że "brak
      pensji skutkuje akcyjną aktywnością duszpasterską księży nastawioną na zysk" (a
      chyba trudno ją podważyć), obecny porządek finansowy Kościoła w Polsce sprzyja
      proboszczom biznesowym, którzy potrafią podbijać ceny ślubów, chrztów i pogrzebów.


    • Gość: Fuga A ilu księży jest na garnuszku państwa IP: *.aster.pl 27.04.08, 18:40
      ...pobierając wynagrodzenie jako katecheci i kapelani.
      Za komuny ukrywano faktyczną wysokość wydatków państwa na cele
      zbrojeniowe, rozpisując je na budżety różnych resortów, dzisiaj
      dzieje się tak z wydatkami państwa na kościół.
      Należałoby wprowadzić dobrowolny podatek kościelny (analogiczny do
      1%-owego odpisu na organizacje pożytku publicznego)i skończyć z
      finansowaniem kościoła bezpośrednio z budżetu ministerstw oświaty,
      obrony narodowej, spraw wewnętrzynych, sprawiedliwości itd.
      • Gość: toni25 Re: A ilu księży jest na garnuszku państwa IP: *.rad.vectranet.pl 27.04.08, 21:56
        Potrzebna jest przejrzystość w sprawach finansowych Kościoła. Zaciemnienie tych
        spraw prowadzi do złych skutków. Wielu katolików prowadzi podwójne życie - co
        innego mówi DO księdza proboszcza płacąc za mszę z intencją, a co innego O
        księdzu proboszczu po wyjściu z kościoła, że to zwykły materialista. Taka
        podwójna moralność jest demoralizacją. A kwitnie i jest lepiej widziana niż
        otwarte i uczciwe postawienie sprawy finansów wprost. Wtedy jest się oskarżanym
        o atak na Kościół.
        Przejrzystość finansowa jest cywilizowaną normą społeczną i władze Kościoła,
        jeśli chcą być wiarygodne, powinny o nią zadbać. No, chyba, że mają coś do ukrycia.
        • malpa-z-paryza bardzo dobry artykul! 28.04.08, 09:05
          wrescie mamy artykuly, glosy poruszajace sytuacje Kosciola i ich
          finansow, co lepsze glosy krytyki wywodza sie z samego srodowiska.
          Najwyzszy czas aby finnanse tej instytucji byly transparente co
          rownoczesnie daloby wieksze zaufanie spoleczenstwu. Poszlam bym dalej,
          zakazala ksiezom kreci biznesy pod warunkiem ze ich dzialalnosci nie
          jest dochodowa a wychowczo-edukacyjna.
          • wtes2 Re: bardzo dobry artykul! 28.04.08, 12:42
            A mnie niepokoi stan twojej sytuacji majątkowej. Proszę przysłać mi zeskanowany
            ostatni PIT (roczny) i wyciągi aktualne z kont które posiadasz, a także roczne
            rozliczenie wydatków. Być może potem nabiorę większego zaufania do ciebie.
            Gdybyś nie zrozumiała przesłania: odczep się od wszystkich którzy nie są
            finansowani przez ciebie (pod groźbą kary). Jeżeli chcesz aby skontrolowano
            twojego sąsiada to licz się że i ciebie skontrolują.
            • Gość: reta Re: bardzo dobry artykul! IP: *.aster.pl 29.04.08, 16:53
              wtes... a moze Ty Jestes dopiero kandydatem na czarnucha i po prostu
              dbasz tu o swoje przyszle interesy ;>
    • Gość: m_q Pan Bartoś nie rozumie, że kapłaństwo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.08, 17:23
      ... to nie zawód a powołanie i służba.

      Sam zachował się jak rozpuszczony g...rz - dotrzymał w "kościelnej
      niewoli" (kawalerka, laptop, garnitury, niezłe życie) do habilitacji
      a potem znalazł se babę i zrezygnował ze "stypendium naukowego"(bo
      tym dla niego było, niestety, kapłaństwo).

      Teraz okazało się, że trudno zarobić samemu na chlebuś więc a to
      Jana Pawła II podszczypie w książce, a to opisze, jak go przełożeni
      tłamsili (pewnie zamiast kawalerki wolałby m-5) a to w "wyborczej"
      napisze i jakoś koniec z końcem się ziąże, nieprawdaż Panie doktorze?
      • Gość: toni25 Re: Pan Bartoś nie rozumie, że kapłaństwo... IP: *.rad.vectranet.pl 28.04.08, 20:11
        Bartoś zachowywał i zachowuje się odpowiedzialnie - odszedł z zakonu po wielu
        latach obserwacji i przemyśleń, gdy doszedł do przekonania, że społeczny
        porządek społeczności zakonnej, czy szerzej - stanu duchownego - służy nie tyle
        duchowemu rozwojowi człowieka co jego psychicznemu wypaczaniu. Był i nadal jest
        krytycznym obserwatorem życia kościelnego i to dla wielu jest jego podstawową
        wadą - że nie jest apologetą. Jak sam mówi, pisze o Kościele nie dlatego, że
        wystąpił z zakonu, ale wystąpił dlatego, żeby pisać w sposób wolny. Swoją
        krytykę zawsze uzasadnia i atakuje w niej problemy, a nie ludzi. A ty atakujesz
        człowieka podając o nim zmyślone fakty, czyli oczerniasz Bartosia. Ani to
        poważne, ani uczciwe, ani chrześcijańskie.
        Co do kapłaństwa, to gdy staje się destrukcją człowieczeństwa, traci moralną
        rację bytu.


        • Gość: m_q Re: Pan Bartoś nie rozumie, że kapłaństwo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.04.08, 00:01
          > porządek społeczności zakonnej, czy szerzej - stanu duchownego -
          > służy nie tyle duchowemu rozwojowi człowieka co jego psychicznemu
          > wypaczaniu.

          Piszesz o rzeczach, o których nie masz pojęcia.Poczytaj sobie
          Katechizm Kościoła Katolickiego. Kapłaństwo nie służy
          egoistycznemu "rozwojowi duchowemu człowieka" (cokolwiek by to miało
          znaczyć) a zbawieniu INNYCH.

          > Jak sam mówi, pisze o Kościele nie dlatego, że
          > wystąpił z zakonu, ale wystąpił dlatego, żeby pisać w sposób wolny.

          Pisał w sposób wolny,podobnie jak Obirek,który mógłgłosić dowolne
          herezje zanim nie tknął Wielkiego Rodaka a i wtedy też przełożeni
          pokiwali mu palcem w bucie...
          Pan Bartoś liczył zapewne na to,że nadalantykatolickie media będą go
          hołubić i się przeliczył - dla GW atrakcyjni są heretycy wewnątrz...


          > A ty atakujesz człowieka podając o nim zmyślone fakty, czyli
          > oczerniasz Bartosia. Ani to
          > poważne, ani uczciwe, ani chrześcijańskie.

          Zmyślone? Na pewno?
          • Gość: toni25 Re: Pan Bartoś nie rozumie, że kapłaństwo... IP: *.rad.vectranet.pl 29.04.08, 22:42
            > Piszesz o rzeczach, o których nie masz pojęcia.Poczytaj sobie
            > Katechizm Kościoła Katolickiego. Kapłaństwo nie służy
            > egoistycznemu "rozwojowi duchowemu człowieka" (cokolwiek by to miało
            > znaczyć) a zbawieniu INNYCH.

            Nie, z zasady nie wypowiadam się o sprawach, o których nie mam pojęcia.
            Rozwój ludzki jest procesem przechodzenia od niedojrzałości do dojrzałości. Człowiek w pełni rozwinięty to człowiek dojrzały. Wszystko, co zaburza proces rozwoju - dojrzewania jest złem. "Człowiek jest drogą Kościoła" - tak wypowiedział się Kościół ustami JP II.
            Społeczny porządek zakonny opiera się w dużej mierze na ubezwłasnowolnieniu nazywanym regułą posłuszeństwa. Życie w takich zależnościach wypacza ludzki rozwój psychospołeczny. Sytuacja, w której o szczegółach życia dorosłego człowieka decyduje inny człowiek, jest chora. Bartoś w swojej krytyce upomina się o warunki umożliwiające dojrzewanie, występuje w obronie wolności i odpowiedzialności dorosłych katolików. Samodzielne myślenie, samodzielne decydowanie, ludzka podmiotowość są owocem rozwoju i oznaczają dorosłość, a nie egoizm. Egoizm, egocentryzm jest oznaką niedojrzałości, zahamowania rozwoju.
            Wypaczasz podstawowe przykazanie chrześcijaństwa - równowagi między miłością siebie i miłością innych - kochaj bliźniego TAK JAK siebie samego. Ideałem jest postawienia znaku równości w miłości do kogokolwiek.

            > Pisał w sposób wolny,podobnie jak Obirek,który mógłgłosić dowolne
            > herezje zanim nie tknął Wielkiego Rodaka a i wtedy też przełożeni
            > pokiwali mu palcem w bucie...
            > Pan Bartoś liczył zapewne na to,że nadalantykatolickie media będą go
            > hołubić i się przeliczył - dla GW atrakcyjni są heretycy wewnątrz...
            >

            Mylisz krytykę z herezją. Krytyka porządku społecznego czy finansowego w Kościele nie jest herezją, tylko braterskim pouczeniem o problemach i błędach popełnianych przez ludzi. Krytyki Bartosia uważam za odważne, przemyślane i dobrze uzasadnione, dlatego wielce pożyteczne. Ale ponieważ porusza w nich tematy tabu polskiego Kościoła, bywa personalnie atakowany. Tyle, że ataki na krytyków nie rozwiążą rzeczywistych problemów Kościoła.

            > Zmyślone? Na pewno?

            Masz wątpliwości? Znam Bartosia na tyle, że wiem, że piszesz nieprawdę albo tzw. Tischnerowską trzecią prawdę. Np. że zakonnicy mają kawalerki.
            • Gość: m_q Re: Pan Bartoś nie rozumie, że kapłaństwo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.05.08, 13:16
              > Rozwój ludzki jest procesem przechodzenia od niedojrzałości do
              > odojrzałości. Człwiek w pełni rozwinięty to człowiek dojrzały.
              > Wszystko, co zaburza proces rozwoju - dojrzewania jest złem.

              Dojrzewania DO CZEGO? Egoizmu?

              > Mylisz krytykę z herezją. Krytyka porządku społecznego czy
              > finansowego w Kościele nie jest herezją, tylko braterskim
              > pouczeniem o problemach i błędach popełnianych przez ludzi.

              Obecna krytyka (podobnie jak dowalanie Janowi Pawłowi) to
              rozpaczliwa póba pana Bartosia utrzymania się na fali i zarobienia
              kasy. A herezje to m.in. wcześniejsze poglądy pana Bartosia - o
              ewolucji dogmatów, o tzw. gejach, o celibacie...

              > Masz wątpliwości? Znam Bartosia na tyle, że wiem, że piszesz
              > nieprawdę albo tzw. Tischnerowską trzecią prawdę. Np. że zakonnicy
              > mają kawalerki.

              Zakonnicy może nie, ale Bartoś tak:
              serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3134654.html
              • Gość: toni25 Re: Pan Bartoś nie rozumie, że kapłaństwo... IP: *.rad.vectranet.pl 02.05.08, 15:37
                > Dojrzewania DO CZEGO? Egoizmu?

                Do pełni własnego rozwoju osobowego. Do dojrzałości intelektualno-moralnej i emocjonalno-społecznej. Dojrzałość oznacza zdolność do samodzielnego myślenia, do zrozumienie siebie i innych, do odpowiedzialnego kierowania własnym życiem. Powtórzę, egoizm jest zaburzeniem/zahamowaniem procesu dojrzewania. To jest wczesny etap funkcjonowania struktury "ja", czyli osobowościowa NIEDOJRZAŁOŚĆ.

                > Obecna krytyka (podobnie jak dowalanie Janowi Pawłowi) to
                > rozpaczliwa póba pana Bartosia utrzymania się na fali i zarobienia
                > kasy.

                To pionierskie na naszym rynku wydawniczym krytyczne analizy problemów Kościoła katolickiego. Są napisane rzeczowo, zarzuty poparte są argumentami. Uczą sporu na wysokim poziomie, ad meritum nie ad personam. Uczą samodzielności w myśleniu o sprawach dla katolików ważnych. Uczą kultury niezgadzania się. Czy będą, czy nie będą na fali? To raczej pierwsze jaskółki, więc chyba sensacji nie wywołają.

                A herezje to m.in. wcześniejsze poglądy pana Bartosia - o
                > ewolucji dogmatów, o tzw. gejach, o celibacie...

                Ocena krytyczna działalności JP II napisana prze Bartosia, jego poglądy na kwestie seksualne i społeczne nie dotyczą dogmatów wiary. Np. Kościół do XIX wieku bronił niewolnictwa jako naturalnego porządku społecznego, a później od tego odszedł bez naruszenia dogmatów.
                O ewolucji dogmatu mówi m.in. Bernard Sesboüé SJ, konsultor Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan w "Historii dogmatów". To co mówi Bartoś, można dzięki tej lekturze pogłębić. Więc jak dotąd Bartoś nie spełnia minimum warunków formalnych do bycia heretykiem. Chyba, że herezją nazywasz poglądy niezgodne z twoimi.

                > > Masz wątpliwości? Znam Bartosia na tyle, że wiem, że piszesz
                > > nieprawdę albo tzw. Tischnerowską trzecią prawdę. Np. że zakonnicy
                > > mają kawalerki.
                >
                > Zakonnicy może nie, ale Bartoś tak:

                Link podany przez ciebie odnosi do wywiadu, który Bartoś udzielił dla DF jako dominikanin z wnętrza swojej "celi" w klasztorze dominikanów przy Freta (Starówka), a nie z własnej kawalerki. Mówi w nim krytycznie o życiu w zakonie.
                Nie idź w zaparte w swoich kłamstwach.
    • Gość: mika Re: Praca i płaca - przypadek polskiego Kościoła IP: *.autocom.pl 01.05.08, 16:19
      Wydzieranie przez Kościół Katolicki "kasy"z wszelkich możliwych żródeł,bez
      skrupułów,brutalnie bez cienia przyzwoitości i zachowania minimum choćby pozorów
      to polska norma.Ale też miejsce w którym zacznie się jego upadek-mam nadzieję
      szybki i bolesny.Tak Bóg karze pychę,tak Jezus wygnał kupców ze świątyni...
      • Gość: toni25 Re: Praca i płaca - przypadek polskiego Kościoła IP: *.rad.vectranet.pl 01.05.08, 17:14
        Dla sprawiedliwości - odpowiedzialność świeckich za ten stan rzeczy też istnieje. Kościół katolicki to także świeccy. Nie wiem, na ile oni akceptują ten stan rzeczy, na ile są jego świadomi, na ile podporządkowują się mu biernie, bo "tak trzeba", a na ile czują się za niego odpowiedzialni. "Rewolucji podmiotów" na razie w polskim Kościele nie widać. Tylko jednostki czują się bardziej odpowiedzialne np. T.Bartoś. Ale są to jednostki dość wyjątkowe. Reszta owczarni robi (niezbyt świadomie) za tzw. "ciemną masę". Działa raczej na bazie nawyków społecznych, przyzwyczajeń niż własnych świadomych decyzji. Żeby coś się w Kościele zmieniło w sprawach finansowych i innych, świeccy muszą sami się upodmiotowić, a nie czekać, że ksiądz powie, co mają robić. Muszą poczuć się Kościołem i dorosnąć do odpowiedzialności.
        Zasadnicze pytania to: kim jest świecki katolik i czy Kościół to duchowni czy wszyscy ochrzczeni?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka