Dodaj do ulubionych

Rok 2003 w krakowskiej muzyce poważnej - analiza

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.04, 18:34
Sznowni Państwo

Nie sposób było przejść nad ostatnim artykułem pana Tomasza Jakuba Handzlika
pt. "Rok 2003 w krakowskiej muzyce poważnej - analiza" do porządku dziennego.
Nie kwestionuję tu rzecz jasna tematu, bo każdy Krakowianin wie, że w
kulturze naszego miasta od dawna źle się dzieje. Zdziwienie mnie jednak
ogarnia, że tak lubiana przeze mnie gazeta decyduje się zatrudniać w dziale
kultury człowieka, który niewiele ma chyba z muzyką wspólnego, a już na pewno
nie orientuje się w niej tak, aby o niej pisać w szanowanym dzienniku. Moja
opinia nie jest oczywiście rzucona na wiatr. Zacznijmy od tego, że pan
Handzlik lekką ręką wymienia tegoroczne (nawiasem mówiąc ciężko się
zorientować czy chodzi o 2004 rok czy też autorowi tak żal było pożegnać się
z 2003, że wciąż uważa go za rok obecny) jubileusze, które tak hucznie
ochodziliśmy - Henryka Mikołaja Góreckiego, Adama Walacińskiego i - o dziwo -
Witolda Lutosławskiego. Dlaczego wywołało to moje, i nie tylko moje,
zdziwenie? Ponieważ mimo, że w 2003 roku minęła 90-ta rocznica urodzin
Lutosławskiego, to jednak Filharmonia Krakowska wcale jej nie obchodziła (w
ubiegłorocznym repertuarze znalazły się tylko dwa utwory tego kompozytora -
Łańcuch 2 i Wariacje na temat Paganiniego). Przyznają Państwo, że żaden to
wielki jubileusz. Natomiast wielki będzie rok 2004, ale nie z powodu
jubileuszu, lecz 10 rocznicy śmierci Lutosławskiego, co z pewnością zostanie
uczczone w Filharmonii 6.02. Trudno jednak nazywać rocznicę śmierci wielkim
jubileuszem, bo niewątpliwie nie ma się z czego cieszyć.
Jest jednak inna rzecz, która martwi mnie jeszcze bardziej niż ta niewiedza
pana Handzlika. Otóż sama jestem muzykiem i często śledzę w Gazecie recenzje
z wydarzeń muzycznych - w większości pisane przez pana Handzlika. I muszę
powiedzieć, że czytając je wydaje mi się, iż są pisane przez osobę, która
wcale nie była na koncertach, o których pisze. Dlaczego? Ponieważ powiela
jedynie jak przez kalkę obiegowe opinie o muzykach nie wspomniawszy nawet o
samych utworach. Jeśli dajmy na to pisze o orkiestrze Filharmonii, to
wiadomo, że trzeba ich skrytykować - przede wszystkim waltornie - bo i tak
zagrają nieczysto albo nierówno, jeśli gra Kennedy to wiadomo, że zagra
świetnie i z fantazją. No i właśnie tu dochodzę do jeszcze jednej kwestii.
Jeszcze niedawno czytałam recencje pana Handzlika, w których rozpływał się na
świetnością festiwalu Muzyka w Starym Krakowie, albo nad rewelacyjymi
zdolnościami Nigela Kennedy'ego. A tu proszę - jak chorągiewka nagle zmienił
zdanie i napisał coś zupełnie innego. Jak można tak zmieniać zdanie? A może
ta odmiana wiąże się z powieleniem artykułu z Tygodnika Powszechnego, od
którego, jak napisał pan Handzlik, wszystko się zaczęło?
Kończąc ten list chciałabym zwrócić Państwa uwagę na kompetencje i
wiarygodność osób, które Państwo zatrudniacie. Krytyka krakowska także
przeżywa kryzys - przede wszystkim dzięki temu, że "nasi krytycy" często nie
wiedzą o czym piszą.

Z poważaniem
Magdalena Silberring-Strzelecka
e-mail: szparagi@hotmail.com
Obserwuj wątek
    • Gość: K. W. Re: Rok 2003 w krakowskiej muzyce poważnej - anal IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.04, 18:10
      Szanowna Redakcjo, Szanowny Panie,
      podobnie jak p. Magdę, i mnie zniecierpliwił - kolejny już raz tekst p.
      Handzlika. Niestety, Gazeta Wyborcza nie ma od lat szczęścia do tzw.
      recenzentów czy krytyków muzycznych - by przypomnieć choćby pozbawione
      autorytetu postacie Małgorzaty Janickiej, Ewy Siemdaj, czy najgorszej Ewy
      Cichoń. I teraz kolejny "krytyk", któremu wydaje się, że coś na temat muzycznej
      kultury w naszym mieście wie. Otóż, niewiele wie.
      Przede wszystkim pisze tylko o pewnych zewnętrznych oznakach niedomagań np.
      filharmonii lub capelli, a nie o prawdziwych problemach tych i innych
      instytucji Krakowa. A może p. Hadzlik pokusiłby się o przewertowanie programów
      koncertowych Sinfonietty (na przestrzeni np. 3 lat) aby stwierdzić, że
      ta "znakomita" orkiestra od lat gra w kółko to samo - repretuar zespołu opiera
      się na kilkunastu utworach, że koncertuje tak rzadko, że każda inna orkiestra
      mając komfort przygotowywania jednego koncertu przez miesiąc grałaby równi
      świetnie. Chętnie usłyszelibyśmy orkiestrę Sinfonietty w cotogodniowym,
      zróżnicowanym repertuarze, grającą tydzień w tydzień z innym dyrygentem - w
      przypadku filharmonii zresztą co jednym, to gorszym - nie wyłączając szefa
      Filharmonii Tomasza Bugaja. A przede wszystkim chętnie będziemy wszyscy
      śledzili losy tej orkiestry złączonej " pępowiną " interesów z Penereckimi,
      po "emigracji" "szarych eminencji" do stolicy.
      Może p. Handzlik - jak przystało na rzetelnego dziennikarza a w imię wolności
      słowa - pokusiłby się o ocenę dyrekcji Filharmonii (podwójnej: dyr. naczelny
      Anna Oberc i dyr. artystyczny T. Bugaj) i dyrekcji Capellli - p. Gałońskiego.
      Czy p. Handzlikowi brak odwagi , aby na łamach swojej gazety napisać, że
      dyrektor Gałoński z dyrygowaniem nie ma nic wspólnego, że jest miernym
      dyrygentem; czy brak odwagi, żeby dostrzec utrapienie muzyków filharmonii -
      zespół dyrektorski tej instytucji - Oberc- Bugaj - to najgorsza dyrekcja, jaką
      orkiestra miała kiedykolwiek; że szanowany p. prof. Bugaj, został ze wszystkich
      orkiestr w Polsce wyrzucony - przez muzyków jako niekompetentny, fatalny
      dyrygent, któremu dyrektorowanie filharmonią służy tylko do zarabiania dużych
      pieniędzy - kosztem budżetu instytucji. Że "wozi się" na propozycjach
      zagranicznych orkiestry, bo sam swoich propozycji nie ma!! A może napisałby Pan
      o p. Oberc, że nie ma zielonego pojęcia o zasadach funkcjonowania takiej
      instytucji jak Filharmonia, że została dyrektorką z przypadku i bez konkursu,
      że zatrudnia w administracji połowę znajomych ze swojego bloku mieszkalanego,
      lub wreszcie, że ma solidny problem alkoholowy - nie z pracownikami - a sama z
      sobą. Liczę drogi Panie na Pańską rzetelność. Teraz przecież jest dobry czas
      na "śledztwa dziennikarskie" duże i małe. Może należy porozmawiać z tymi,
      którzy te orkiestry tworzą, którzy naprawdę należą do środowiska muzycznego
      Krakowa.
    • Gość: urażony meloman Re: Rok 2003 w krakowskiej muzyce poważnej - anal IP: *.neolan.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.04, 17:02
      Czytając artykuł pana Handzlika zaczynam zastanawiać się z ka tyle jadu?
      wydaje mi się, że wiem - otóż panu Handzlikowi nie udało sie zostać muzykiem,
      wobec tego doszedł do wniosku, że będzie krytykował profesjonalistów, sam
      będąc dyletantem. Myślę, że tak poważne pismo jak "Gazeta Wyborcza" powinno
      zastanowić się kim są krytycy znajdujący się w redakcji. Przeważnie niestety
      są to ludzie, których "wielka kariera instrumentalna" zakończyła się na etapie
      podstawowej szkoły muzycznej, a w ramach leczenia swoich kompleksów krytykują
      absolwentów najlepszych uczelni muzycznych w kraju ( Akademia Muzyczna w
      Krakowie czy w Warszawie)
    • Gość: czytelnik Re: Rok 2003 w krakowskiej muzyce poważnej - anal IP: *.neolan.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.04, 17:15
      Ne zgadzam się z opinią pana Handzlika i wolę słuchać "odgrywanych" ( wg.
      autora ) koncertów niż czytać jego recenzje!!!!!
      • Gość: m. Sacrum Profanum IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 10.01.04, 16:44
        Nie podoba mi się dewalouwanie rangii festiwalu Sacrum Profanum!
        Moja nic nie znacząca opinia, niewykształconego, infantylnego muzycznego laika
        stanowi przeciwieństwo tego wyjątkowo optymistycznego i wielce
        konstruktywnego "podsumowania".
        Oratorium "Carmina burana" wykonane w starej hali produkcyjnej w Hucie
        Sendzimira było moim skromnym zdaniem czymś więcej niż tylko "przeżyciem
        średniej przyjemności". Mam nadzieję, że taka formuła festiwalu będzie
        kontynuowana i rozwijana, i że tradycję będzie finał w HTSie.

        m.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka