Odechciało mi się. Jest dobrze tak jak jest. Nie chce mi się szukać fotografa,
dja, kamerzysty. Po prostu męczy mnie ta ślubna nagonka organizowania
wszystkiego 2 lata naprzód. Poza tym denerwuje mnie Ślubny biznes - maszynka
do wyciągania pieniędzy na czym tylko się da. Raptem okazuje się, że nie
wystarczy miłość, trzeba mieć ekstra suknię, najlepszego fotografa, super salę
z live cooking itd., bo teraz tak się robi, bo się koleżanki patrzą na mnie
jak na UFO jak mówię, że to nie będzie Najpiękniejszy Dzień Mojego Życia.
Wiem, marudzę.
Ale szkoda mi TŻ, jemu tak na tym wszystkim zależy
Robię przerwę do nowego roku. Nic nie szukam. Nic nie oglądam. Nie obchodzi
mnie ten temat.
Też tak czasami macie? Czy faktycznie gadam jak UFO?