Za niecały miesiąc biorę ślub i zastanawiam się, co zrobić, żeby nie rozkleić
się w Kościele. Niestety naturę mam okropną i do płaczu doprowadzają mnie
byle wiciskacze łez. Na "Love Story" ryczałam tak mocno, że tata przyniósł mi
wiadro i ręcznik

Wprawdzie to była jakieś 10 lat temu, ale teraz mam 27 lat
i nic się niezmieniło.Niby jestem silną kobietą a tu taka słabość. Macie dla
mnie jakąś radę?