zawiodłam...

03.08.05, 09:59
Dziewczyny drogie, piszę, bo czuję się okropnie. Pewnie na własne życzenie, ale oceńcie same...
3 września mam ślub. Na świadkową poprosiłam przyjaciółkę, która poznała mnie i mojego przyszłego męża, z którą często się spotykamy i wyjeżdżamy. Bardzooboje z moim M. ją lubimy i szanujemy... Niby logiczne, że jest moją świadkową, ale jest pewne "ale"... Otóż o naszym ślubie nie mówiliśmy znajomym - chcieliśmy, żeby mieli niespodziankę, kiedy dostaną zaproszenie (decyzja o ślubie zapadła pod koniec kwietnia). I rzeczywiście wytrwaliśmy w tym postanowieniu. Wczoraj chciałam się umóiwć na spotkanie z moją dawną przyjaciółką - znamy się od piaskownicy, chodziłyśmy razem do podstawówki i LO, kiedyś umawiałyśmy się, że będziemy swoimi świadkowymi... Teraz kontakty mamy raz na pół roku, od stycznia nie może znaleźć chwili na zaproszenie nas (obiecywała, że zaprosi nas na kolację do siebie na swoje osławione w towarzystwie chilli con carne) no i jak wczoraj do niej zadzwoniłam to znowu nie miała czasu się spotkać (to rozumiem), więc powiedziałam jej, dlaczego mi aż tak bardzo zależy na spotkaniu w najbliższym czasie. A ona szybko się pożegnała... Po chwili oddzwoniła znowu z pytaniem, czy nadal chcę, by była moją świadkową... No i szczerze musiałam przyznać, że podjęłam decyzję, że świadkową będzie ktoś inny. No i czuję się jak ostatnia świnia... Trochę tak, jakbym przekreśliła naszą starą przyjaźń. No ale decydując się na świadkową, chciałam, by był to ktos mi bliski obecnie, znający dokładnie całą moją sytuację a nie bliski tylko we wspomnieniach o fajowej przeszłości. Ech...
Prepraszam, że taki elaborat wystukałam, ale chciałabym poznać Wasze zdanie - czy jest się czym przejmować? Pozdrawiam.
    • greta18 Re: zawiodłam... 03.08.05, 10:08
      Wcale nie zawiodłaś! Podjęłaś tylko swoją decyzję.

      Ja miałam zawsze 3 przyjaciółki:
      - z jedna kontakt urwał sie zaraz po LO, ostatnio sie spotkałyśmy i zaprosiłam
      ja na ślub - tylko i wyącznie. W końcu przez 9 lat kontakty były sporadyczne
      - z drugą kontaktuję b. czesto, spotykamy sie, byłam świadkową na jej ślubie,
      ma pieknego synka. Dostała zaproszenie na wesele.
      - z trzecią przyjaźnimy sie od dziecka i to ja najdłuzej znam, ale kontakty są
      raz na kwartał i powiem szczezre, ze nie mogę juz tego nazwać przyjaźnią. jej
      własnie kiedyś (jako nastolatka) obiecałam świadkowanie. Dostała zaproszenie na
      wesele.

      I co któą wybrałam? Mężatkę, moją najwierniejszą i oddaną osobę. Oczywiscie ta
      trzecia jak sie dowiedziała, ze nie ona (w sensie wyszło tak z rozmowy) to
      strzeliła "focha" , ale duma nie pozwoliła jej zrobić mi wyrzutów. Sorry, ale
      obietnice z LO - obietnicami, a zycie, życiem.
      Z "tą trzecią" przyjaciółką wszystko "rozlazło" w szwach jeszcze na długo przed
      slubem.

      Moja Karolina jest najwspanialszą przyjaciółką na swiecie i właśnie to
      zdecydowało, ze mi druzbuje.


      Moim zdaniem nie powinnas sie przejmowac "fochami" swojej koleżanki i pamietaj,
      nie mozesz sie obwiniać!!

      Greta
    • dafni Re: zawiodłam... 03.08.05, 10:11
      Alyy wcale nie zawiodłaś nikogo. Przecież to normalne, że jako świadka chce się
      mieć osobę bliską. Nie dziwię się, że wybrałaś osobę, która jest dobrym duchem
      Waszego związkusmile
      Szkoda tylko, że tak niezbyt fajnie zareagowała Twoja stara znajoma...
    • sol_bianca Re: zawiodłam... 03.08.05, 10:20
      Kurcze, przeczytałam ten post dwa razy i dalej nie rozumiem o co chodzi. Może
      to przez ten upał?
      Rozumiem, że urwał wam się kontakt (z jej winy, może z twojej również), że
      informacje o ślubie przekazałaś telefonicznie - a dalej nien łapię. Szybko się
      pożegnała - ale czy przyjęła propozycję? Czy wydawała się zadowolona? I
      dlaczego oddzwoniła jeszcze raz? A ty, dlaczego zmieniłaś zdanie? Są w tej
      historii jakieś emocje, których nie rozumiem, albo jestem mało domyślna albo ty
      zbyt enigmatycznie piszesz.

      Rozumiem, że zmieniłaś zdanie, bo poczułaś, że już nie jesteście sobie tak
      bliskie jak dawniej? Chyba trzeba było to wcześniej przemyśleć... Ale skoro ona
      sama o to zapytała, to może spodziewała się takiej reakcji? Skomplikowane to
      wszystko, może byłoby najprościej spotkać się i szczerze pogadać?
      • alyy Re: zawiodłam... 03.08.05, 11:02
        Rzeczywiście enigmatyczne to trochę. To chyba upał smile na mnie zadziałał, więc tłumaczę te niezrozumiałe emocje:
        - > Rozumiem, że urwał wam się kontakt (z jej winy, może z twojej również)
        Tak, kontakty sa luźne, wina (jak zwykle) leży i po mojej, i po jej stronie, bo jak ktoś chce się widywać, to się spotyka i tyle.
        > informacje o ślubie przekazałaś telefonicznie
        Tak, ale nie tak miało być - zadzwoniłam, żeby się umówić na spotkanie i na spotakniu o wszystkim poinformować (nie rozpowiadaliśmy wszem i wobec, że bierzemy ślub, chcieliśmy, żeby wszystkim znajomym "opadła szczęka", kiedy damy zaproszenie) - no ale skoro nie mogła się ze mną zobaczyć i z kontekstu jej odmowy wynikało, że w najbliższym czasie nie znajdzie chociaż chwilki - no to powiedziałam, dlaczego koniecznie chcę sie z nią zobaczyć,
        >Szybko się
        > pożegnała
        No, wręcz się rozłączyła i za moment oddzwoniła z pytaniem, czy nadal chcę, by była moją świadkową..
        Mam nadzieję, że rozjaśniłam trochę smile
        Dziękuję za odpowiedź a spotkać to się spotkamy (przynajmniej mam taką nadzieję).
    • domi_mikolka Re: zawiodłam... 03.08.05, 10:45
      wydaje mi się, że nie masz o co się obwiniać. przecież nie masz pewności, że ta
      dziewczyna poprosiłaby na świadka akurat Ciebie, mimo dawnych obietnic.
      zresztą, na Twoim miejscu w ogóle bym się nie przejmowała, jeśli dziewczyna
      jest w miarę bystra na pewno zrozumie, że świadkowa musi mieć trochę czasu dla
      młodych(szkoda, że moja nie masmile) i musi być blisko nich, a ona tych warunków
      nie spełnia.
    • leeloo26 Re: zawiodłam... 03.08.05, 11:17
      moim zdaniem nie ma się czym przejmowac. wiadomo, ze takie "iaskownicowe"
      przyjaznie bledna z czasem. kazdy rozsadny czlowiek to wie. u mnie jest tak, ze
      Narzeczony byl swiadkiem na slubie swojej siostry, a nam nawet przez mysl nie
      przeszlo prosic ktores z nich na swiadkow. i nikt sie nie poobrazal. (a
      przynajmniej nam nic na ten temat nie mowil.)
      mysle, ze gdybys poprosila o siadkowanie dawna przyjaciolke, a te "aktualna"
      odstawila, to dopiero bylby "fopas"!
      nic sie nie przejmuj!
    • pepperann Re: zawiodłam... 03.08.05, 14:15
      Myślę, że dobrze postąpiłaś.

      Ja zrobiłam trochę na odwrót i też nie czuję się z tym dobrze. Postanowiłam
      dotrzymać słowa, które dałam przyjaciółce z dawnych lat, że będzie moją
      świadkową. Mam z nią kontakt nie raz na pół roku, spotykamy się dość często, ale
      to już nie jest bliska przyjaźń. I chyba też jest to znajmość doprawiona jakimś
      żalem, że nasza przyjaźń nie pzetrwała.

      Głównym motywem poproszenia jej było z mojej strony poczucie obowiązku i teraz
      wcale nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Wyobraź sobie , gdyby ona miałą być twoją
      śświadkową. Czy byś się z tym dobrze czuła?
    • askad1 Re: zawiodłam... 03.08.05, 14:19
      A ja jestem właśnie taka niedoszłą swiadkową. Tez stara przyjaźń i obietnice,
      że nie wyobraża sobie innej śwaidkowej. Ale gdzieś tam w końcu kontakty się
      bardzo oziębiły i na świadkową poprosiła kogoś innego. I uważam że bardzo
      dobrze, wcale sie nie obrażam. Głupio bym sie czuła jako jej świadkowa. Takie
      historie powinny wszystkich przestrzec przed deklaracjami, gdy do slubu jeszcze
      bardzo daleko
Pełna wersja