Trudno jest mnie zaskoczyć, ale koszta organizacji ślubu i przyjęcia
przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że czasu
na przygotowania mamy bardzo mało i nie jesteśmy w stanie przekopywać całego
miasta w poszukiwaniu czegoś tańszego o 5 złotych - brałam poprawkę, że mogę
przepłacić za to i owo (vide: suknia). Mam wrażenie, że samo magiczne
słowo "ślub" powoduje wzrost ceny np. za makijaż czy fryzjera o 50%. Jak
slyszę o cenach 200-300 zł za kwiaty to nóż w kieszeni mi się otwiera!!!
Czrerocyfrowa kwota za kilka "profesjinalnych" zdjęć??? Że nie wspomnę o
mojej rodzinnej parafii żądającej za wydanie licencji co najmniej 300 zł (w
nadchodzący weekend będę się wykłócać - proszę o kciukowanie!). Na szczęście
udało się tanio kupić garnitur i obrączki
Zdaję sobie sprawę, że narażam się na komentarze typu "jak cię nie stać to
nie rób ślubu". Problem nie polega na tym czy mnie stać czy nie, ale że
naprawdę ceny windowane są zupełnie niepotrzebnie - wiadomo że kaŻda z nas
chciałaby, aby Ten Dzień jak najlepiej się udał i niestety jest to - czasem
dość perfidnie - wykorzystywane...