Dodaj do ulubionych

Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań

16.03.07, 07:28
przy spisywaniu protokołu?

Nas ksiądz pytał:
czy ćpamy,pijemy, palimy
czy ja wiem, że on mnie kocha i nie udaje
czy ważniejszy małżonek/ka czy dziecko.
Moim zdaniem te pytania są zbędne, nie sądzicie??
Obserwuj wątek
    • anetina Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 07:43
      szczerze, to nie są pytania bzdurne

      jeśli partner ćpa czy pije, musisz wiedzieć
      musisz wiedzieć, w co się wpakowujesz w związek z chorym człowiekiem

      musisz też wiedzieć, czy partner cię kocha
      czy ty jego

      tak samo, kto jest ważniejszy - partner czy dziecko
      u nas bez wachania odpowiedzieliśmy, że dziecko big_grin
      • barabasia2 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 07:48
        Mój N powiedział własnie, że dziecko. A ksiądz powiedział, że jesteśmy w
        błędzie, bo powinno się najpierw uratować żonę a potem wspólnie ratować dziecko.
        Mój N kłocił się z tym przekonaniem, bo przecież dziecko jest bardziej bezbronne...
        • barabasia2 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 07:49
          Dodając: mi powiedział, że na pierwszym miejscu zawsze mam stawiać męża a dzieci
          na drugim miejscu. I nigdy mam nie pomylić, by najpierw być dobrą żoną a potem
          dobrą matką.
          • dagps Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 08:32
            bo nie mozna byc dobra matka, jak sie jest zla zona, albo ma sie zlego meza. po
            prostu.
            • anetina Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 08:57
              dagps napisała:

              > bo nie mozna byc dobra matka, jak sie jest zla zona, albo ma sie zlego meza.
              po
              > prostu.



              a dlaczego?
          • anetina Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 08:56
            to ja się nie nadaję na żonę
            bo partnerką to jestem raczej wredną

            ale mamą kochaną big_grin
          • mysiazuza Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 11:00
            A moze Ksiedzu chodzi o to, ze czesto kobiety po urodzeni dziecka nie widza
            poza nim swiata- rowniez meza. Zaniedbuja swoich partnerow, a Ci szukaja
            pocieszenia u innych kobiet, co prowadzi do zdrad i rozwodow. ja znam troche
            takich przypadkow, gdzie kobiety w stosunku do dzieci sa cieple i czule, a na
            mezow ciagle warcza - wystarczy rozejrzec sie na ulicy... Ja nie mam jeszcze
            dzieci, ale wyobrazam sobie, jak silna musi byc wiez miedzy matka a dzieckiem.
            Ale bardzo kocham swojego mezczyzne i nie wyobrazam sobie zycia bez niego.
            Uwazam, ze nie powinno sie pytac ludzi, kogo by wybrali, bo takie wybory sa
            strasznie trudne i nikomu ich nie rzycze. Ale kazdy ma prawo dokonywac wlasnych
            wyborow, zgodnych z wlasnym sumieniem, a nie sumieniem Ksiedza. Ja wiem, ze
            gdyby w czasie porodu bylo zagrozone zycie moje i dziecka, to moj przyszly maz
            wybralby mnie, bo kiedys juz o tym rozmawialismy. Mysle, ze gdyby odpowiedzial
            inaczej, to poczulabym sie nieco dziwnie i chyba bym zwatpila w jego milosc do
            mnie.
            • zosiaczek25 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 17:38
              I ja sie pod tym wszystkim podpisuje. A pozatym, czy to wogole tak milo uslyszec
              przed kims odpowiedz "dziecko" na pytanie: co jest dla ciebie wazniejsze-
              partner czy dziecko? spalilabym sie wtedy ze wstydu chyba i ksiadz tez nie
              musialby mnie juz pytac, czy wiem, ze on mnie naprawde kocha.
        • anetina Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 08:55
          barabasia2 napisała:

          > Mój N powiedział własnie, że dziecko. A ksiądz powiedział, że jesteśmy w
          > błędzie, bo powinno się najpierw uratować żonę a potem wspólnie ratować
          dziecko
          > .
          > Mój N kłocił się z tym przekonaniem, bo przecież dziecko jest bardziej
          bezbronn
          > e...


          nie życzę takiego wyboru, ale N ma rację

          a ty - co wybrałaś
          raczej kogo?
          • barabasia2 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 09:03
            Obydwoje jednogłośnie, bez zająknięcia się wybraliśmy dziecko.Ksiądz miał raczej
            dziwny argument, bo powiedział, że lepiej jest zostać jako mąż i żona niż jako
            wdowiec/wdowa z dzieckiem.
            • lubna Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 09:07
              My jednak przede wszystkim jesteśmy parą, rodzicami na miejscu drugim, taki przynajmniej jest plan, choć podobno jak urodzę, to mi się zmieni tongue_out
              • anetina zmisz zdanie :D 16.03.07, 10:34

              • anetina zmienisz zdanie :D miało być, sorry 16.03.07, 10:34

              • memphis90 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 18:34
                Myśle, że chodzi też o to, że pobieramy się, bo chcemy być razem, a nie przede
                wszystkim ze wzgledu na dzieci. A co, jeśli dziecka nie będzie? Zginie
                najważniejsza przesłanka danej pary?
            • deodyma Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 10:45
              dziwne. przeciez roznie moze byc. a co, jak ktores z malzonkow owdowieje???
        • inkageo Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 15:16
          No tak, najpierw ratować matkę, bo kto inny napierze i nagotuje dzieciom jak
          jej zabrakniewink Co biedny katolik pocznie bez swojej gospodyniwinkwinkwink
          • memphis90 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 18:36
            Inna wersja, smutna ale prawdziwa- taniej jest urodzic sobie nowe dziecko, niż
            ratować już żyjące (jeśli jest ciężko chore). Tyle ekonomia. Ale niestety
            zdarzają sie rodzice, którzy stosują ten typ myślenia.
            • anetina Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 18:45
              a taka sytuacja również jest inna
              ale decyzja i jej ocena nalezy tu do rodziców
              nie do nas
              • memphis90 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 19:45
                Wiesz, cieżko powstrzymać sie przed oceną, kiedy dzieciak siedzi tygodniami w
                szpitalnym łózeczku i dostaje choroby sierocej. A potem nie poznaje mamusi,
                kiedy ta wreszcie się pojawi. A czesto to naprawdę fajne dzieciaki, które ktos z
                chęcią by zaadoptował, gdyby rodzice łaskawie podpisali zreczenie się praw.
                • anetina Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 19:55
                  z dużo takimi dzieciakami się zzyłam
                  miałam zasczyt nimi się opiekować
                  i z kilkoma zaprzyjaźnić

                  dlatego lubię pomagać im, chociażby tylko w rozmowie czy w odrabianiu lekcji
                  no niestety, na więcej już mi czasu brakuje

                  a nasze prawo jest po prostu do bani - nie móc rozwiązać problemu tych
                  dzieciaków, jakimi są prawa rodzicielskich ich "rodziców"

                  ale to już nie na temat w tym wątku

                  • memphis90 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 17.03.07, 17:29
                    I tak wyrazy uznania. Dzięki takim osobom jak Ty świat jest choć odrobinkę
                    lepszy. Pozdrawiam wiosennie i ciepło (choć dziś pogoda trochę się zepsuła i
                    zmokłam okrutnie)smile
        • anulex Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 16:38
          Byłam kiedyś na szkoleniu o przemocy w rodzinie. Informacje o kobietach
          oddających dzieci do domu dziecka, żeby móc zostać z partnerem mającym zakaz
          zbliżania się do nich, były dla mnie szokujące. Wyjaśnienie było jedno: dla
          tych kobiet mąż/konkubent był ważniejszy niż dziecko... Nie wiem, jak ksiądz
          może popierać taką postawę.

          ---
          Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
          • anias85 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 17:02
            oj nie to mylne myślenie....
            jesli rodzice (małżonkowie) dla siebie będa najważniejsi
            to jet to stworza warunki, w ktorych dziecko widzac ich miłośc, szacunek,
            wzajemną opieke itd, będzie miało najlepsze z mozliwyh (mimo np. braków
            materialnych) warunki do rozwoju i zyskania "posagu" na własne dobre zycie;
            jest niepisana zasada ratownictwa (górskiego, pożarniczego)
            ze w sytuacji skrajnej, gdy nalezy wybrac: ratowac matke, czy dziecko - ratuje
            się matkę;
            wiesz dlaczego, bo życie matki bez dziecka będzie łatwiejsze dla niej, niż
            zycie osieroconego dziecka (czesto dzieci...)
            • anias85 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 17:03
              tez mnie to szokowało, ale przemysłałam i się zgadzam;
              i nie od ksiedza to usłyszałm tylko GOPRowca
            • anulex Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 17:21
              To, że partner jest dla kogoś najważniejszy, nie gwarantuje, że ich związek
              będzie udany i szczęśliwy. Potwierdzają to przypadki kobiet, o których pisałam
              wcześniej.

              ---
              Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
          • bystra_26 ksiądz NIE popiera tego 16.03.07, 17:18
            Zdrowa hierarchia wartości jest w zdrowym małżeństwie.

            W sytuacji maltretowanej zony jest inaczej. Ona wybiera męża w chory sposób i
            to nie kosztem dzieci, tylko siebie samej. Ten sam ksiądz zarządziłby w tym
            wypadku separację, którą Kościół dopuszcza. Bo miłością do krzydziciela jest
            nie stwarzać okazji, by być jego ofiarą. Zostawić go, by się mógł opamiętać,
            widząc, co traci.

            Trwanie w związku, który nas niszczy, ponieważ nie ma woli drugiej strony do
            poprawy, jest sprzeczne z zasadą "kochajcie waszych nieprzyjaciół jak siebie",
            NAJPIERW SIEBIE. A jak ktoś już tylko patologicznie wraca do mężą
            krzywdziciela, to inni wierni, chrześciajnie, sąsiedzi po prostu są od tego, by
            tej kobiecie pomóc, przemówić do rozumu lub znaleźć dobrego psychologa.
            • anulex Re: ksiądz NIE popiera tego 16.03.07, 17:33
              A co jeśli ona go zostawi, żeby ratować siebie i jego (jak mówisz dzieci na
              ostatnim miejscu) a on się nie opamięta?

              Ze zdania "kochajcie waszych nieprzyjaciół jak siebie" wynika, że należy kochać
              ich równie mocno jak siebie a nie że należy stawiać siebie na pierwszym miejscu.


              ---
              Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
              • bystra_26 Re: ksiądz NIE popiera tego 16.03.07, 19:46
                jednak jeśli nie kochasz siebie, nie masz miary, według której masz kochać innych
                • arwen8 Re: ksiądz NIE popiera tego 16.03.07, 20:14
                  Problem w tym, że większość nie wie na czym dokładnie polega zdrowa miłość
                  własna, przez co błędnie utożsamia ją z egoizmem.
                  • bystra_26 czym skrupka za młodu... 16.03.07, 20:54
                    Niestety większość z nas trafiała w swym życiu na księży, katechetów,
                    nauczycieli-katolików uformowanych przez poprzednich i rodziców, którzy to nam
                    do głowy wbijali.

                    Dzisiaj ludzie nie chcą brać ślubu na studiach często nie z powodów finansowych
                    (rodzice by pomogli), ale z myślenia stereotypowego - małżeństwo to koniec
                    wolności (ciekawe jak katecheta rozumie wolność - przecież nie hulanki i
                    swawole), w ciągu dwóch lat musi być dziecko, co nam pokrzyżuje plany, jak się w
                    to wpakuję, to już świata nie poznam. Zgroza!
                    • anetina Re: czym skrupka za młodu... 16.03.07, 21:06
                      > Niestety większość z nas trafiała w swym życiu na księży, katechetów,
                      > nauczycieli-katolików uformowanych przez poprzednich i rodziców, którzy to nam
                      > do głowy wbijali.

                      to ja chyba nie trafiałam
                      albo skutecznie się od nich uodporniłam

                      a nie stawiając siebie na pierwszym miejscu - wcale nie oznacza, ze się nie
                      cenię i się nie kocham
                      jestem wazna, ale jakoś są też osoby ważniejsze



                      Dzisiaj ludzie nie chcą brać ślubu na studiach często nie z powodów finansowych
                      > (rodzice by pomogli),


                      ja bym powiedziała wręcz odwrotnie
                      zobacz na przykłądzie naszego forum
                      ogromna ilość forumowiczek jest sudentkami, nie mająca własnego kąta i nawet
                      jeszcze nie pracującą


                      ale z myślenia stereotypowego - małżeństwo to koniec
                      > wolności (ciekawe jak katecheta rozumie wolność - przecież nie hulanki i
                      > swawole), w ciągu dwóch lat musi być dziecko, co nam pokrzyżuje plany, jak
                      się
                      > w
                      > to wpakuję, to już świata nie poznam.


                      z tym stwierdzeniem się nie spotkałam w rzeczywistości
                      • arwen8 Re: czym skrupka za młodu... 16.03.07, 22:01
                        anetina napisała:

                        > a nie stawiając siebie na pierwszym miejscu - wcale nie oznacza, ze się nie
                        > cenię i się nie kocham

                        W jaki więc sposób cenisz siebie i kochasz siebie? Jak pojmujesz miłość własną?
                        • anetina Re: czym skrupka za młodu... 16.03.07, 22:34
                          > W jaki więc sposób cenisz siebie i kochasz siebie? Jak pojmujesz miłość
                          własną?

                          w ten sposób, ze moje potrzeby są ważne
                          mam czas dla siebie itp.
                          ale na liście osób ważnych, gdzie któraś na pierwszym miejscu postawiła Boga (w
                          nawiasie), pózniej siebie, męża itd., nie jestem pierwsza (nie licząc Boga)

                          czy to oznacza, że się nie kocham !?
        • iizabelaa Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 18:36
          Gdyby moj narzeczony powiedział że wybrałby dziecko to musiałbym jeszcze raz
          przemysleć sprawę małżeństwa. Całe szczescie wiem ze wybralby mnie.
          • anetina Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 18:44
            takie samo pytanie niech padnie na forum lub w rzeczywistości
            i wtedy sobie odpowiedzcie

            nie możecie swoich odpowiedzi porównywać do dziewczyn, które już są matkami
            bo one mając do wyboru, nie wybiorą partnera
            to są już realia
      • zosiaczek25 to albo Ty jestes w bledzie, albo to mnie... 16.03.07, 17:15
        ktos wprowadzil w blad. Bo na lekcji Religii w liceum uslyszelismy kiedys od
        ksiedza taka anegdotke- pytanie: "Gdybys plynal lodzia przez morze ze swoja zona
        i dziecmi i nagle lodz zaczelaby tonac, ty jako jedyna osoba umialbys plywac i
        mialbys szanse uratowac tylko jedna osobe- kogo bys uratowal?" Wszyscy
        krzykneli- dziecko! A ksiadz odparl, ze to zle, bo powinnismy zawsze ratowac
        partnera. Dziecko zawsze mozna miec z zona/mezem nastepne. To zona/maz jest dla
        nas najblizsza osoba i to jej/ jemu przysiegamy byc przy nich w trudnych
        chwilach. A pytania w stylu: czy wiesz, ze on Cie na prawde kocha sa faktycznie
        bzdurne. Kazdy odpowie, ze tak. Czas dopiero pokaze, czy sie nie mylilismy.
        • anetina Re: to albo Ty jestes w bledzie, albo to mnie... 16.03.07, 18:27
          zosiaczek25 napisała:

          > ktos wprowadzil w blad. Bo na lekcji Religii w liceum uslyszelismy kiedys od
          > ksiedza taka anegdotke- pytanie: "Gdybys plynal lodzia przez morze ze swoja
          zon
          > a
          > i dziecmi i nagle lodz zaczelaby tonac, ty jako jedyna osoba umialbys plywac i
          > mialbys szanse uratowac tylko jedna osobe- kogo bys uratowal?" Wszyscy
          > krzykneli- dziecko! A ksiadz odparl, ze to zle, bo powinnismy zawsze ratowac
          > partnera. Dziecko zawsze mozna miec z zona/mezem nastepne.


          to jest nieprawda
          żadna matka nie zostawi swojego dziecka
          nieważne, ze mozna mieć dzieci więcej
          ja poproszę przykład jakiejkolwiek z was, która rzeczywiście by zostawiła
          dziecko

          ale poproszę głos tylko te, które są mamami




          To zona/maz jest dla
          > nas najblizsza osoba i to jej/ jemu przysiegamy byc przy nich w trudnych
          > chwilach. A pytania w stylu: czy wiesz, ze on Cie na prawde kocha sa
          faktycznie
          > bzdurne. Kazdy odpowie, ze tak. Czas dopiero pokaze, czy sie nie mylilismy.
          • memphis90 Re: to albo Ty jestes w bledzie, albo to mnie... 16.03.07, 18:40
            Widziałam w szpitalu dzieciaki, których mamusie nie miały czasu odwiedzic przez
            kilka tygodni pobytu maluchów na oddziale. I, błagam, nie piszcie, ze mamy
            pewnie nie miały pieniędzy albo miały dużo innych zajeć. Jak się chce, to czas i
            pieniądze sie zawsze jakoś znajdą.
            • anetina Re: to albo Ty jestes w bledzie, albo to mnie... 16.03.07, 18:46
              niestety są matki i mamusie
              jak to można jednym słowem napisać ?
              po prostu patologia

              tylko szkoda takich dzieci
              • memphis90 Re: to albo Ty jestes w bledzie, albo to mnie... 16.03.07, 19:47
                No właśnie, szkoda... Nie zamierzam dywagować, czy na pierwszym miejscu stawiać
                męża czy dziecko (bo to zależy od sytuacji), ale dzieciak nie moze być też na
                miejscu ostatnim (za koleżansiami, imprezami, wódeczką i innymi przyjemnościami
                zycia)
          • mary_popins Re: to albo Ty jestes w bledzie, albo to mnie... 16.03.07, 19:14
            Anetina jak widze znowu probuje przeforsowac, ze wszystkie przestaniemy uwazac
            mezow za najwazniejszych jak tylko bede dzieci.
            Skoro masz juz dziecko i wiesz, co deklarowalas tu juz nie po raz pierwszy, ze
            zawsze bedzie ono wazniejsze od meza a takze od dzieci, ktore bys z nim miala,
            po jaka cholere wychodzisz za maz? Pojac tego nie moge.
            • anetina Re: to albo Ty jestes w bledzie, albo to mnie... 16.03.07, 19:29
              nie próbuję przeforsować
              każda z nas ma swoje zdanie
              i każda robi to, co uważa za słuszne


              u nas dziecko będzie najważniejsze
              bo ono jest i na nim się skupia nasze zycie
              i chcąc nie chcąc będzie zawsze tym pierwszym dzieckiem, mimo że gromadkę
              zamierzamy mieć większą

              a miłość niekiedy rząda wyborów smile

              mary_popins napisała:

              ze
              > zawsze bedzie ono wazniejsze od meza a takze od dzieci, ktore bys z nim miala,
              > po jaka cholere wychodzisz za maz? Pojac tego nie moge.

              a ślub sie nie bierze po to, by wybierać, kto jest ważniejszy
              chyba że ty podchodzisz z takimi myślami do ślubu
              a tego to ja już nie rozumiem
              • mary_popins Re: to albo Ty jestes w bledzie, albo to mnie... 16.03.07, 19:42
                anetina napisała:
                > u nas dziecko będzie najważniejsze
                > bo ono jest i na nim się skupia nasze zycie
                > i chcąc nie chcąc będzie zawsze tym pierwszym dzieckiem, mimo że gromadkę
                > zamierzamy mieć większą

                Chcesz powiedziec, ze Twoj maz gdy urodzisz mu pierwsze dziecko bedzie je kochal
                bardziej niz drugie czy to, ktore Ty juz masz? Dlatego, ze bedzie jego
                pierwszym? (analogicznie do Twoich twierdzen )
                Dziwne. Ja jestem drugim dzieckiem. Mam starsza siostre. I nigdy- na moje
                szczescie- nawet przez chwile moi rodzice nie zachowywali sie w sposob o jakim
                Ty mowisz ( ze pierwsze najwazniejsze).
                Po co Ci maz skoro masz juz swoja najwieksza milosc zycia?
                • anetina Re: to albo Ty jestes w bledzie, albo to mnie... 16.03.07, 19:52
                  > Po co Ci maz skoro masz juz swoja najwieksza milosc zycia?

                  nie odróżniasz miłości do dziecka
                  i miłości do partnera

                  dziewczyna zadała pytanie, kogo by się wybrało

                  a nie kto jest największą miłością
                  i na to pytanie jeszcze nioe padła odpowiedź big_grin

                  czytaj ze zrozumieniem
                  napisałam, że chcąc nie chcąc Mały bedzie zawsze pierwszym dzieckiem
                  bo będzie pierwszym
                  bo nie może być drugim big_grin


                  > Chcesz powiedziec, ze Twoj maz gdy urodzisz mu pierwsze dziecko bedzie je
                  kocha
                  > l
                  > bardziej niz drugie czy to, ktore Ty juz masz?

                  coś tu chyba pokiełbasiłaś smile
                  pytasz się, czy gdy urodzę swoje drugie, mój partner będzie je kochał bardziej
                  niz trzecie (ale nie ma trzeciego, jeśli dopiero drugie się urodziło big_grin) niż
                  Małego
                • zosiaczek25 heh, a ja jestem 5 dzieckiem moich rodzicow 17.03.07, 09:36
                  I nikogo z nas nie traktuja lepiej czy gorzej. A pierwsze dziecko, samo im
                  podziekowalo, wypinajac sie na nich.
          • zosiaczek25 Re: to albo Ty jestes w bledzie, albo to mnie... 17.03.07, 09:04
            Popierwsze, mniemam, ze pytanie kto jest dla Ciebie wazniejszy, ksiadz zadaje
            kobietom nie bedacymi jeszcze matkami, bo zazwyczaj kolejnosc rzeczy jest taka,
            ze najpierw wychodzi sie za maz, a dopiero potem ma sie dzieci (nie liczac
            przypadkow owdowienia). Jesli tak, to pytanie to nie odnosi sie do Ciebie, wiec
            po co dyskutujesz? Po drugie, nie wyobrazam sobie, pojmujac na zdrowy rozsadek,
            jak moglabym na takie pytanie odpowiedziec szczerze przed ksiedzem, ze
            wazniejsze jest dla mnie dziecko (ktorego jeszcze nie mam) a potem przed
            wszystkimi w kosciele slubowac memu narzeczonemu. I nie wyobrazam sobie, zebym
            slyszac podobna odpowiedz z ust narzeczonego, wciaz chciala za niego wyjsc. To
            tak, jakby mi pwiedzial wprost, ze chce mnie tylko do rodzenia dzieci. Wedlug
            mnie, za bardzo doslownie pojmujesz rzeczy. Nikt tu nie mowi o doslownym
            zostawieniu dajmy na to niemowlecia, gdy jest glodne, gdy trzeba mu zmienic
            pieluche itp. itd. Chodzi raczej o to, w jakim celu wychodzisz za maz- czy
            dlatego, ze kochasz partnera i dlatego chcesz miec z nim dzieci, ktore tez
            bedziesz kochac (bo inaczej sobie tego nie wyobrazam), czy ze wychodzisz za maz
            przede wszystkim, aby miec dzieci i partner jest na drugim miejscu, a to
            niestety jest zle pojmowanie malzenstwa. To, ze u ciebie kolejnosc zakladania
            rodziny jest inna, nikt na to nie poradzi. Ty tak wybralas. W wiekszosci
            przypadkow jest jednak tak, ze to najpierw spotykamy narzeczonego, zakochujemy
            sie i to on jest dla nas wazny. I niestety czytajac Twoje posty, odnosze
            wrazenie, ze wlasnie wychodzac za maz myslalas tylko o sobie i dziecku, partner
            byl na ostatnim miejscu. Po co wiec wychodzilas za niego? Zeby dziecko mialo
            tatusia? I na ten temat nie musza sie wypowiadac jedynie mamusie, bo kazda z nas
            , jesli taka teraz jest w Polsce procedura, czekaja takie pytania. I ja w takim
            wypadku tez bez wahania odpowiem... "narzeczony" (chociaz dzieci jak najbardziej
            miec chcemy). Bo na szczescie nie musze wybierac.
    • mrowkencja Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 09:05
      Jakoś pytania nie wydają mi się bezsensowne.. raczej potwierdzające waszą wiedzę
      na temat drugiej osoby.
      Potwierdzenie, że się kochacie, że chcecie być razem i robicie to świadomie..
      przecież to samo ogłaszacie wszem i wobec czemu zatem oburzenie gdy pyta ksiądz?
      Jak dla mnie zwykłe pytania przypominające o tym co w ślubie najważniejsze-
      miłość, zaufanie, abyśmy chyba w tym szale kiecek i doboru kwiatów do butów
      świadka nie zapomnieli...smile
    • golinda Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 09:18
      ja niepotrzebnie przy spisywaniu protokołu wdałam się w polemikę z księdzem...
      wiadomo, chodziło o antykoncepcję, katolicki model rodziny etc.
      mój narzeczony odpowiadał na pytania krótko i zwięźle, a ksiądz usłyszał to, co
      chciał usłyszeć

      pytania może są i bzdurne, ale trzeba przez to przejść, jak się chce brać ślub
      kościelny
      • bystra_26 pytanie 16.03.07, 09:42
        i szczerze powiedzieliście, że jesteście przeciwko?
    • bystra_26 by małżeństwo było ważne i szczęśliwe 16.03.07, 09:42
      po to są te "bzurne" pytania

      1. Każde uzależnienie - nałóg, chore od rodziców, implikuje brak kontroli nad
      swoim zyciem lub jego częścią. Człowiek, który nie jest w stanie w wolności
      podejmować decyzji (MUSZĘ teraz zapalić, MUSZĘ się skonsultować z mamusia w
      każdej sprawie), nie jest w stanie również podjąć ważnej decyzji o małżeństwie
      i nie jest zdolny być małżonkiem.

      Znam księdza, który nieleczącym się alkoholikom nie daje ślubów, bo taki nałóg
      na dzień dobry czyni małżeństwo nieważnym. Każdy ksiądz tak powienien robić.

      2. Psycholigicznie, naturalnie i w wierze, hierarchia ważności w małżeństwie
      jest taka:

      (Bóg)
      ty (miarą miłości bliźnich jest miłość własna)
      współmałżonek
      dzieci
      rodzice
      ...

      Hierarchia wartości to nie jest kwestia odczuć, spontanu w hipotetycznym
      ratowaniu. Człowiek zwłaszcza dorosły, wkraczający na nową drogę zycia, ma SAM
      KSZTAŁTOWAĆ TĘ HIERARCHIĘ. To wyraża się w codziennych decyzjach, w świadomym
      zachowaniu, a nie pod wpływem emocji itp.

      W tym np. by po pojawieniu się dziecka w rodzinie, mąż nie poszedł w odstawkę.
      Dziecko jest bezbronne, potzrebuje opieki, ale nie musi być non stop na rękach,
      a kobieta kontemplująca je 24/24. Trzeba postawić na pierwszym miejscu męża.
      Mieć dla niego czas, zainteresowanie, dbać o siebie. To jest wbrew naturalnym
      popędom, ale na tym polega świadome decydowanie.

      Dzieci są "wypożyczone" - rodzice mają je przygotować do samodzielnego życia w
      świecie i wypuścić wolno. Wtedy zostają z tą osobą, która wybrali jakao
      współmałżonka i jeśli on był przez te lata pierwszy, to nie będą samotni we
      dwoje.
      • arwen8 Re: by małżeństwo było ważne i szczęśliwe 16.03.07, 10:52
        Nic dodać, nic ująć, Bystra. Mądre słowa.

        P.S. Dobrze, że w punkcie 2 napisałaś Boga w nawiasie smile
      • anetina Re: by małżeństwo było ważne i szczęśliwe 16.03.07, 10:53
        bystra_26 napisała:

        >> (Bóg)
        > ty (miarą miłości bliźnich jest miłość własna)
        > współmałżonek
        > dzieci
        > rodzice
        > ...



        ja siebie nie mam na pierwszym miejscu\
        czy to oznacza, że się nie cenię !?
        wręcz przeciwnie



        > W tym np. by po pojawieniu się dziecka w rodzinie, mąż nie poszedł w
        odstawkę.
        > Dziecko jest bezbronne, potzrebuje opieki, ale nie musi być non stop na
        rękach,


        nie musi big_grin



        > a kobieta kontemplująca je 24/24. Trzeba postawić na pierwszym miejscu męża.


        dlaczego na pierwszym miejscu?
        dziecko i mąż woła jeść
        komu dasz - mężowi?
        niech sam sobie weźmie
        dziecko nie da rady - oczy6wiście mówię tu o maluszku, nie kilkuletnim czy
        kilkunastoletnim dziecku



        > Mieć dla niego czas, zainteresowanie, dbać o siebie. To jest wbrew naturalnym
        > popędom, ale na tym polega świadome decydowanie.
        > Dzieci są "wypożyczone" - rodzice mają je przygotować do samodzielnego życia
        w
        > świecie i wypuścić wolno. Wtedy zostają z tą osobą, która wybrali jakao
        > współmałżonka i jeśli on był przez te lata pierwszy, to nie będą samotni we
        > dwoje.


        nie będą samotni
        myslisz, że jak bedziesz dogadzać mężowi
        w tym czasie tylko wychowywać dziecko
        to będziecie razem

        tak napisane można zrozumieć (tak ja zrozumiałam), że w momencie ślubu mąż
        bierze sobie bezpłatną kucharkę, sprzątaczkę, opiekunkę do dziecka itp.
        żona musi o męża dbać, by na starość być razem hihihihi
        • mysiazuza Re: by małżeństwo było ważne i szczęśliwe 16.03.07, 11:16
          ja tego tak nie zrozumialam- nie widzisz, ze pisane jest to w cudzyslowie? A
          cudzyslow oznacza, ze nie nalezy tego rozumiec doslownie. Trzeba czytac miedzy
          wierszami. Bystrej nie chodzi o to, ze jak bedziesz dobra dla meza (bedziesz
          jego sprzataczka itp.), to na starosc bedziecie razem- ze to niby gwarancja.
          Zupelnie nie o to chodzilo! Chodzilo jej o to, ze jak bedziesz olewac meza, to
          jest duze prawdopodobienstwo, ze na starosc, jak juz dzieci wyfruna z domu, to
          nie bedziecie mieli o czym rozmawiac, wasza milos juz dawno wygasnie i zamias
          ciekawie spedzac czas w dwoje, to bedziecie zyc spotkaniami z dziecmi i
          wnukami. A chyba nie o to chodzi! Nie ma sie zadnej gwarancji, jak nam sie
          bedzie ukladalo z partnerami na starosc, ale jesli juz przed slubem zaklada
          sie, ze zle, to cos jest chyba nie tak! Jak teraz kochasz i szanujesz swojego
          przyszalego meza, jak potraficie swietnie spedzac ze soba czas, jestescie dla
          siebie dobrzy, to tak powinno zostac rowniez, gdy pojawi sie dziecko! Wtedy
          bedziecie tworzyc szczesliwa rodzinke, w ktorej wszyscy beda czuli sie kochani
          i tak samo wazni!
          • anetina Re: by małżeństwo było ważne i szczęśliwe 16.03.07, 13:08
            mysiazuza napisała:

            > ja tego tak nie zrozumialam- nie widzisz, ze pisane jest to w cudzyslowie?

            nie widzę tekstu na ten temat napisanego w cudzysłowiu
            • bystra_26 bez czytania między wierszami 16.03.07, 13:18
              Napisałam:

              >>W tym np. by po pojawieniu się dziecka w rodzinie, mąż nie poszedł w
              >>odstawkę. Dziecko jest bezbronne, potzrebuje opieki, ale nie musi być non
              >>stop na rękach, a kobieta kontemplująca je 24/24. Trzeba postawić na
              >.pierwszym miejscu męża. Mieć dla niego czas, zainteresowanie, dbać o siebie.
              >.To jest wbrew naturalnym popędom, ale na tym polega świadome decydowanie.

              Nie widać tu nic o bieganiu wokół męża, robieniu z niego niedołęgi,
              uzaleznionego od żony (to też chore), bo nie umie ani nastawić prania, ani sam
              wyprasować swoich koszul, ani obiadu zrobić.

              Może dokładniej - mąż na pierwszym miejscu w PSYCHOLOGICZNYM wymiarze. Np. on
              chce iść z Tobą do łóżka, ale Ty właśnie czytasz super porady dotyczące
              niemowląt na forum i ... wybierasz męża. Wasze rozmowy nie są monotematyczne
              czyli tylko o dziecku, ale też o tym, co w Was sie dzieje, zwłaszcza to, co nie
              jest związane z dzieckiem. POtrafisz je czasem babci podrzucić, by pójśc z nim
              na randkę czy imprezę do znajomych...

              Dbać o siebie - to zrozumiałe, że napisałam o żonie. To, że ma małe dziecko w
              domu, nie tłumaczy byle jakiego ubrania, fryzury czy zupełnej rezygnacji z
              makijażu. Kocha siebie, to nie tylko kupuje dziecku markowe ciuszki, sobie też.
              • anetina Re: bez czytania między wierszami 16.03.07, 13:34

                > Nie widać tu nic o bieganiu wokół męża, robieniu z niego niedołęgi,
                > uzaleznionego od żony (to też chore), bo nie umie ani nastawić prania, ani
                sam
                > wyprasować swoich koszul, ani obiadu zrobić.

                nie ma nic
                ale miedzy tekstami JA się doczytałam
                dlatego napisałam, że JA to tak rozumiem big_grin


                >
                > Może dokładniej - mąż na pierwszym miejscu w PSYCHOLOGICZNYM wymiarze. Np. on
                > chce iść z Tobą do łóżka, ale Ty właśnie czytasz super porady dotyczące
                > niemowląt na forum i ... wybierasz męża.


                no pewnie, że faceta big_grin

                chociaż jak Mały woła do łóżka, to idę do niego smile




                Wasze rozmowy nie są monotematyczne
                > czyli tylko o dziecku, ale też o tym, co w Was sie dzieje, zwłaszcza to, co
                nie
                >
                > jest związane z dzieckiem. POtrafisz je czasem babci podrzucić, by pójśc z
                nim
                > na randkę czy imprezę do znajomych...


                tak
                potrafię big_grin



                >
                > Dbać o siebie - to zrozumiałe, że napisałam o żonie. To, że ma małe dziecko w
                > domu, nie tłumaczy byle jakiego ubrania, fryzury czy zupełnej rezygnacji z
                > makijażu. Kocha siebie, to nie tylko kupuje dziecku markowe ciuszki, sobie
                też.



                to też rozumiem
                akurat ja należę do dziewczyn, które lepiej wyglądają po ciąży i będąc mamami
                niż przed tym czasem big_grin


                skromna nie jestem big_grin
              • lacitadelle Re: bez czytania między wierszami 16.03.07, 13:41
                Bystra, doskonale rozumiem, o co Ci chodzi i wydaje mi się, że Anteino,
                zrozumiałaś trochę to, co chciałaś zrozumieć.

                a tak żartobliwie, nie w ramach czepiania:

                > Dbać o siebie - to zrozumiałe, że napisałam o żonie. To, że ma małe dziecko w
                > domu, nie tłumaczy byle jakiego ubrania, fryzury czy zupełnej rezygnacji z
                > makijażu.

                hmm, ja akurat zupełnie rezygnuję z makijażu, bo tak się podobam bardziej i
                sobie, i mojemu mężczyźnie smile)
                • ashton Re: bez czytania między wierszami 16.03.07, 13:46
                  Mój Mąż też jest zwolennikiem braku makijażu, ja natomiast bez ostrej tapety
                  czuję się jakoś nie teges wink
                  • paola_23 Re: bez czytania między wierszami 16.03.07, 14:05
                    Mój mąż również nie uznaje makijażu. Woli mnie 100 razy bez niego. Ja natomiast
                    mimo, iż jestem raczej blada i chyba potrzebowałabym lekkiego makijażu, nie
                    stosuje go bo ciągle mi się wydaje, że wyglądam źle i że za mocno ten makijaż
                    wyszedł. Zresztą najczęściej nie mam czasu na makijaż i nie chce mi się go robić...
                    Ciekawe co będzie jak i ja zostanę mamą?!
                    • arwen8 Re: bez czytania między wierszami 16.03.07, 14:28
                      Poza tym, jak w makijażu przytulać i całować dziecko, karmić je piersią,
                      przytulać do swojego wyperfumowanego ciała? Niektóre składniki w kosmetykach
                      moga też uczulać małe dziecko.

                      Dbać o siebie to przede wszystkim dbać o swój stan wewnętrzny (zdrowy organizm,
                      zdrowe ciało, zdrowy umysł, prawidłowe rozpoznanie i życie w zgodzie ze swoimi
                      uczuciami, spokój wewnętrzny, etc.), a nie takie zewnętrzne,
                      powierzchowne "upiększanie się".
                      • paola_23 Re: bez czytania między wierszami 16.03.07, 14:45
                        zgadzam sie z tobą!
                        kładę nacisk bardziej na zadbanie typu czystość, schludność, smarowanie kremem
                        (dziecięcym) i porządek. Znam takie co się malują a nie myją np. ale to jedynie
                        wyjątki... każda "malująca się" jest inna. ja akurat nie preferuje choć może na
                        moim stanowisku powinnam...
                    • lacitadelle Re: bez czytania między wierszami 16.03.07, 14:35
                      > Mój mąż również nie uznaje makijażu. Woli mnie 100 razy bez niego. Ja natomiast
                      > mimo, iż jestem raczej blada i chyba potrzebowałabym lekkiego makijażu, nie
                      > stosuje go bo ciągle mi się wydaje, że wyglądam źle i że za mocno ten makijaż
                      > wyszedł.

                      mam to samo.

                      trochę się malowałam w czasach liceum, a potem jakoś mi przeszło - zaczęłam się
                      sobie wydawać taka sztuczna. Raz na miesiąc powiedzmy wykonuje kolejną próbę i
                      od nowa się przekonuję, że to nie dla mnie, a mój mężczyzna zdecydowania to
                      potwierdza smile
                      • paola_23 Re: bez czytania między wierszami 16.03.07, 14:52
                        dokładnie tak samo u mnie... jak widzę czasami moją koleżankę dobrą to aż mi
                        niedobrze od jej mocnego makijażu i perfumów. kiedyś rozmawiałyśmy i powiedziała
                        mi, że gdyby miała taką twarz jak moja (co nie prawdą jest!) to by też się nie
                        malowała. Wtedy powiedziałam jej że mi podoba się milion razy bardziej bez... i
                        ona obiecała mi że spróbuje się nie malować, ale do dziś taki dzień nie nastał...
                        Wyobraźcie sobie miała poród kleszczowy i zaraz po nim jak się wyspała to robiła
                        sobie make up by nik czasami jej bez tego nie zobaczył...
                        • bystra_26 Makijażyk 16.03.07, 15:16
                          smile

                          Wiecie o co mi chodziło - żeby nie zaniedbywać swojego wyglądu (bez makijazu
                          też można), by znajdować czas dla siebie, by mąż nadal się nami cieszył.
        • arwen8 Re: by małżeństwo było ważne i szczęśliwe 16.03.07, 12:22
          anetina napisała:

          > ja siebie nie mam na pierwszym miejscu\
          > czy to oznacza, że się nie cenię !?

          TAK! Nie umiejąc kochać i szanować siebie, nie będziesz w stanie pokochać
          innych (np. męża czy dziecko). Wszystko zaczyna się od zdrowej, pięknej miłości
          własnej.

          > tak napisane można zrozumieć (tak ja zrozumiałam), że w momencie ślubu mąż
          > bierze sobie bezpłatną kucharkę, sprzątaczkę, opiekunkę do dziecka itp.

          Takie właśnie "zrozumienie" wynika z tego, co napisałaś wyżej ("ja siebie nie
          mam na pierwszym miejscu"), czyli bardzo niskiego poczucia własnej wartości.
          • anetina Re: by małżeństwo było ważne i szczęśliwe 16.03.07, 13:06
            arwen8 napisała:

            Nie umiejąc kochać i szanować siebie, nie będziesz w stanie pokochać
            > innych (np. męża czy dziecko). Wszystko zaczyna się od zdrowej, pięknej
            miłości
            >
            > własnej.


            po pierwsze - napisałam, że siebie nie stawiam na pierwszym miejscu
            nie napisałam, ze się nie cenię

            a akurat jestem w stanie pokochać - mam dziecko big_grin
            więc wiem



            • arwen8 Re: by małżeństwo było ważne i szczęśliwe 16.03.07, 13:17
              anetina napisała:

              > a akurat jestem w stanie pokochać - mam dziecko

              Zły przykład.
              • anias85 Re: by małżeństwo było ważne i szczęśliwe 16.03.07, 17:21
                jedyne co mi przychodzi na my śl to
                brak wykztałenia humanistycznego anetiny...chyba nie warto jej przekonywać,
                jesli mentalnie pewne rzeczy sa jej niedostępne;
                druga rzecz - zastanawia mnie - jak to jest anetina i jej narzeczony zgodnie
                zdeklarowali miłość do dziecka na pierwszym miejscu,
                jest to dla mnie niezrozumiałe, bo jak pamietam z forum (moge oczywiście sie
                myslic) to dziecko jest panienskim anetiny, a jej narzeczony nie jest jego
                tatusiem,zatem - jak psychologicznie, biologicznie itd mozna uwierzyć w
                prawdziwisc jego deklaracji?
                • anetina Re: by małżeństwo było ważne i szczęśliwe 16.03.07, 18:30
                  niestety nie mam wykształcenia humanistycznego big_grin

                  nie rozumiesz tego, że można kogoś pokochać?
                  może rozumiesz, bo planujesz ślub

                  tak samo, jak sie kocha obcą osobę
                  czyli tak jak każda z nas kocha swojego partnera

                  tak samo facet jest w stanie pokochać i uznać jako swoje dziecko partnerki
                  ale to już może dla was za wysoka filozofia big_grin

                  jak i psychologia, tak samo biologia potrafią udowodnić prawdziwość deklaracji
    • paola_23 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 10:13
      U nas było tak że ksiądź zadawał raczej normalne pytania. Nie kłócił się z nami
      ani nie dyskutował. I tak co do pierwszego pytania to zadał go raczej ogólnie
      czy wiemy o jakiś swoich nałogach a przyszły małżonek o nich nie wie...
      Drugiego pytania wogóle nie było. Co do trzeciego to nie pamiętam, ale raczej
      nie było. Zresztą moje życie rozpoczęło się od poznania mojego ukochanego.
      Przeżyłam wiele, on też i tylko dzięki temu że mieliśmy siebie udawało nam się
      walczyć! Dziecka nie ma i nie wiem co mogę na ten temat napisać. jednak męża
      kocham najbardziej na świecie i dziecko będę traktować na równi z nim. Nie chce
      byśmy zapomnieli o sobie nawzajem po kilkunastu latach małżeństwa, chce by
      nasza miłość wciąż była taka sama jak na początku. Dlatego mąż jest dla mnie
      ważny i to bardzo, a dziecko też ale w innym sensie.
      • katia.seitz Żadnych pytań... 16.03.07, 10:54
        U nas jedynym pytaniem "merytorycznym" (znaczy, poza pytaniami o formalności,
        daty urodzenia, czy nie jesteśmy spokrewnieni) było pytanie o to, czy chcemy
        zawrzeć małżeństwo zgodne z nauką kościoła, czyli nierozerwalne i bezwarunkowe.
        No i rzecz jasna, chcemy smile
        Widziałam, że w protokole było jeszcze sporo "pustych miejsc" - widocznie tam
        mieściły sie pytania o nałogi, katolicką etykę planowania rodziny - ale ksiądz
        nie uznał ich za stosowne zadać. Może dlatego, że zna dobrze moją rodzinę i wie,
        że mieszkamy razem z narzeczonym...W każdym razie, jestem mu wdzięczna, bo
        byliśmy przygotowani na długotrwałe wywody i polemiki (nie chcieliśmy kłamać).
    • anies821 Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 12:24
      Teś chodzi o wspólny dialog, podobno po urodzeniu dziecka jest bardzo trudno
      mężowi znieść odstawkę.Ważne jest by mówić sobie co się czuje, mieć te choć
      kilkam inut tylko dla siebie.
      • ashton Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 12:35
        Nie ma bzdurnych pytań. Są tylko bzdurne odpowiedzi.
    • bystra_26 Czym MIŁOŚĆ jest 16.03.07, 13:22
      M. Scott Peck - Droga rzadziej wędrowana. Wyd. Zysk i S-ka. 2003.

      Inne, zdrowe spojrzenie, na miłość. Zwłaszcza polecam te rozdziały, które
      pokazują w jakich mitach potrafimy żyć, nazywając je błędnie miłością. Dla
      odważnych i tych, którzy w życiu nie chcą niczego stracić.
      • anetina Re: Czym MIŁOŚĆ jest 16.03.07, 13:37
        z własnych doświadczeń mogę jedynie napisać, że jest i miłość i miłość
        niby to samo uczucie, ale jakże inne

        musiałam sporo przejść, aby potrafić kochać
        i wiem, że to jest miłość
        ale taka prawdziwa - jak to można powiedzieć - do końca życia i jeden dzień
        dłużej

        w połowie kwietnia my idziemy do księdza
        i my będziemy odpowiadać na pytania
        • arwen8 Re: Czym MIŁOŚĆ jest 16.03.07, 13:52
          W każdym zdaniu same ogólniki. Czym więc jest dla Ciebie miłość?
          • anetina Re: Czym MIŁOŚĆ jest 16.03.07, 14:24
            miłości nie da się opisać
            każda z nas inaczej ją czuje
            każda z nas w inny sposób ją opisze
            • arwen8 Re: Czym MIŁOŚĆ jest 16.03.07, 14:31
              anetina napisała:

              > miłości nie da się opisać
              > każda z nas inaczej ją czuje
              > każda z nas w inny sposób ją opisze

              Pytanie moje brzmiało "czym jest dla CIEBIE miłość". A skoro nie potrafisz
              zdefiniować SWOICH myśli i SWOICH odczuć na temat miłości, to skąd wiesz, że to
              właśnie miłość czujesz i że w ogóle potrafisz kochać?
              • anetina Re: Czym MIŁOŚĆ jest 16.03.07, 14:47
                nie doczytałam tego - dla ciebie smile

                nawet gdybym napisała, czym jest dla mnie miłość
                kim jest dla mnie partner - to i tak tego nie zrozumiesz big_grin

                za dużo by tu pisać, czym rzeczywiście jest dla miłość
                np. chociażby to, że mozna zasypiać w ramionach ukochanego
                i tak samo się budzić
                że można zawsze na kimś polegać, zawierzyć mu
                duzo by wymieniać
                o ile sobie kojarzę, był już wątek na ten temat smile
                • trik26 to nie sa bzdurne pytania 16.03.07, 14:56
                  Moim zdaniem to nie są bzdurne pytania. są bardzo ważne i zgadzam sie z bystra.
                  Co do dzieci i meża to własnie trzeba pamietac ze dzieci nie sa nasza
                  wlasnoscia, ze dostajemy je na "przechowanie", zeby za kilkanascie lat oddac go
                  innym kobietom mężczyznom, a my nadal bedziemy zyc z mezem i to trzeba pamietac.
                  Jesli chcemy slub koscielny to akceptujemy te pytania, protokoły i inne wazne
                  rzeczy.
                  jesli ktos chcialby ominac te "bzury" i wszytsko co zwiazane ze slubem
                  koscielnym to po co go brac???
                  • bystra_26 do trik26 16.03.07, 15:13
                    smile
                    z innej beczki


                    Pamietaj, że przepisy kościelne tworzą ludzie, tak samo niedoskonali jak my.
                    Należy więc na te przepisy patrzeć z przynajmniej odrobiną krytycyzmu, bo
                    wierni to nie bezmyślne cielaczki, którym można wcisnąć, co się da.

                    Bóg dał nam rozum i jeśli my będziemy umiejętnie pokazywać księżom, że go mamy
                    i używamy, to i oni będą do nas z większym szacunkiem podchodzić.

                    Jest w protokole takie sformułowanie - czy uznajesz, że pierwszym powołaniem
                    kobiety jest macierzyństwo - jest tak sformułowane, że jak powiesz NIE, to tak
                    jabyś uważała, że wcale nie jest. Tego się nie da zaakceptować, bo to jest
                    tendencyjne, można tolerować co najwyżej.

                    Większość ludzi ma szczęscie tego nie słyszeć, gdy księża tylko istotniejsze
                    rubryki protokołu z nimi wypełniają, bo to ich omija.
                • arwen8 Re: Czym MIŁOŚĆ jest 16.03.07, 15:09
                  anetina napisała:

                  > nie doczytałam tego - dla ciebie smile

                  Może warto uważnie czytać posty na które się tak pochopnie odpisuje?
                  Taka "nieuwaga" m.in. świadczy nie tylko o braku szacunku dla współrozmówcy,
                  ale również o braku szacunku dla siebie samej, ponieważ każda Twoja odpowiedź
                  świadczy o Tobie.

                  > nawet gdybym napisała, czym jest dla mnie miłość
                  > kim jest dla mnie partner - to i tak tego nie zrozumiesz

                  A to jest właśnie doskonały przykład UMNIEJSZANIA. Nawet nie zauważysz, jak
                  zaczniesz podobne sformułowania stosować w swoim związku i w stosunku do
                  dzieci. Być może często słyszałaś te słowa od bliskich Tobie osób i zupełnie
                  nieświadomie je przejęłaś. To też świadczy o Twojej niskiej samoocenie, skoro z
                  łatwością umniejszasz innych. Osoba pełna zdrowej miłości własnej nie będzie w
                  stanie powiedzieć innej "i tak tego nie zrozumiesz".

            • bystra_26 MIŁOŚĆ to nie uczucie miłości 16.03.07, 15:04
              Miłość jest kwestią woli, czyli decyzją, a wyraża się w czynach. Jest stabilna
              podstawą związku, bo niezależna od emocji, które się zmieniają, i na które nie
              mamy zbytnio wpływu.

              Jest również rzeczywstością złożoną i tejmniczą, więc nikt jeszcze nie podał
              wyczerpującej jej definicji.
              • arwen8 Re: MIŁOŚĆ to nie uczucie miłości 16.03.07, 15:11
                Warto też poczytać co na ten temat pisze Erich Fromm w swojej "Sztuce kochania".
                • anias85 Re: MIŁOŚĆ to nie uczucie miłości 16.03.07, 17:28
                  arwen8 i bystra - podziwiam Was za wiedzę humanistyczna smile
    • inkageo Re: Czy Wy też mieliście stos bzdurnych pytań 16.03.07, 15:10
      Nie podoba mi się hierarchizowanie - kto ważniejszy, mąż czy dzieci.. A czy
      musi być ktoś ważniejszy? Czy nie mogą być równie ważni? Mam wrażenie, że
      kościół czasem dziwnie traktuje dzieci, a może nie kościół tylko bezdzietni
      księża?wink Niedawno w niedzielę swoje wystąpienie miał misjonarz, który
      przyjechał z Madagaskaru i mówił właśnie o dzieciach i młodzieży. Zaczął
      oczywiście od tego jak to u nas młodzież i dzieci rozpuszczone, rozpieszczone,
      niegrzeczne i bezczelne, a tam na Madagaskarze jest wspaniale.. Dziecko nie
      pytane nie ma prawa się odezwać, na ulicy jak mija dorosłego to nie ma prawa
      nawet spojrzeć mu w twarz, a przy powitaniu klęka i całuje w rękę... No
      wspaniale tam jest rzeczywiście.. Żyć nie umieraćwink
      A co sądzicie o pytaniu o zawód i wykształcenie?
      Wg mnie ma się nijak do sakramentu małżeństwa, raczej do użytku proboszcza, jak
      zepsuje mu się dach, to raz dwa odnajdzie sobie dekarzawinkwinkwink
      • bystra_26 zawód, wykształcenie 16.03.07, 15:18
        W USC przy cywilnym też o to dodatkowo pytają (nie ma rubryk), ale wiadomo, że
        do celów statystycznych.
    • inkageo Kościół a dzieci:) 16.03.07, 15:38
      Barabasiu sprowokował mnie ten Wasz ksiądz do dalszych przemyśleńwink
      Nie podoba mi się też jak dzieci są traktowane w trakcie corocznej kolędy..
      Sprawdzanie zeszytów z religii i odpytywanie z modlitw czy przykazań to zadanie
      dla katechety na lekcji religii, a nie dla księdza odwiedzającego dom!!
      Nie cierpiałam tego!!!
      Ta wizyta powinna się miło kojarzyć i być okazją do rozmowy, poznania rodziny,
      wspólnej modlitwy, a nie siania postrachu..!! Terroryzowanie dzieci nie wywoła
      oczekiwanego szacunku do księży tylko niechęć... Ale oni chyba jeszcze na to
      nie wpadli..
      • barabasia2 Re: Kościół a dzieci:) 16.03.07, 16:51
        Ja rozumiem, co on chciał przez to powiedzieć mówiąc, że nalezy męza stawiać na
        pierwszym miejscu, ale na pewno mąż nie chciałby, abym zaniedbywała dzieci, żeby
        cały swój wolny czas poświęcać własnie mu, bo jak stwierdził "dzieci są tylko
        dodatkiem do małżeństwa". ja sądze, że każde dziecko jest nierozłączną częścią
        rodziny i nie należy wydzielać miłości. Mój N dzieci kocha ponad życie, co nie
        znaczy, że jak będziemy mieli własne, będzie je kochał mniej niż mnie, bo tak
        nakazuje małżeństwo.
        • anetina Re: Kościół a dzieci:) 16.03.07, 16:54
          "dzieci są tylko
          > dodatkiem do małżeństwa"

          to ciekawe, jak sytuację by nazwał u mnie big_grin
          • anias85 Re: Kościół a dzieci:) 16.03.07, 17:32
            nie obrażaj sie, ale u ciebie jest jakby na opak
            nie chcesz chyba prze ztopowiedzieć, ze "mąz jest dodatkiem do dzieciatej panny"?
            na marginesie znam takie mąłzenstwo,
            dziewczyna z kilkuletnim dzieckiem ustawiła się na wygodne (materialnie
            doskonałe)życie i cieszy się, ze jej mąz pracuje całymi dniami i tygodniami, bo
            moze spokojnie byc sama z dzieckiem
            • anetina Re: Kościół a dzieci:) 16.03.07, 18:34
              w zależności, co rozumiesz na opak big_grin
              spytałam się, jak nazwałby taką sytuację !?

              wolałam na szczęście wybrać szczęsliwe dzieciństwo Małego smile

              a odnosnie twojego przykładu
              akurat każde z nas swoje lata, swoją pracę
              pracujemy normalnie po 8 godzin
              i jakoś żadne z nas nie czuje się samotne w związku big_grin


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka