kurcze czas tak szybko leci.....
jeszcze niedawno stresowalam sie czy, aby na pewno wszystko pojdzie tak jak
sobie zaplanowalismy, a tu juz miesiac po slubie hihihi
troche balam sie tego wszystkiego, chaosu przygotowan, problemow ze zdazeniem
ze wszystkim itp, ale okazalo sie, ze dzien slubu byl jednym z
najpiekniejszych w moim zyciu

Zaczal sie dosc wczesnie bo wstalam juz przed 8 rano zeby zdazyc do fryzjera,
jednak juz od samego rana czekala mnie mila niespodzianka, bo 14 kwietnia
pogoda byla wrecz idealna, duzo slonca i cieplutko, po fryzjerze szybka kawa
i przyszedl czas na makijaz, na szczescie trafilam na wspaniala wizazystke,
ktora podczas makijazu byla chyba bardziej przejeta niz ja hihi
Slub mial byc o 16, ale przez pospiech mojej mamy ja juz o 15 bylam gotowa do
wyjscia, a ze suknia byla dosc znacznych rozmiarow nie mialam nawet jak siasc
hihi pozniej przyjechal moj obecny maz z cudownym bukietem (zreszta sama go
wybieralam, jednak efekt i tak mnie zaskoczyl), blogoslawienstwo rodzicow (ze
wzruszenia mialam lzy na koncu nosa hihi) no i jak zwykle wyszlismy za
wczesnie bo pod kosciolem bylismy juz o 15:30

tam chwila stresu tzn jak
wysiasc w tak wielkiej suknii z auta no i to niecierpliwe czekanie kiedy w
koncu bedziemy mogli wejsc do kosciola

Kiedy tata prowadzil mnie przez
caly kosciol myslalam, ze odlece ze szczescia hihi. Pozniej zyczenia,
powitanie gosci na sali weselnej, no i pierwszy taniec, bylo wrecz bosko.
Nastepnie ucieklismy na sesje zdjeciowa i musze przyznac, ze troche dlugo nas
nie bylo (ponad 2h- ale lapalismy slonce hihih), goscie na szczescie byli
tolerancyjni i nikt sie nie obrazil za nasza nie obecnosc. No a pozniej to
juz "z gorki" mnostwo tancow i pysznego jedzenia. Bylo cudnie. W prawdzie
moja suknia nadaje sie jedynie do wyrzucenia, poniewaz dol byl z tiulu i
organtyny na milionie halek, a wiec nie odbylo sie bez licznych dziur
(pierwsze delikatne poprucie nastapilo juz pod kosciolem

, a nogi bolaly
mnie jeszcze przez 2 dni po, ale chetnie przezylabym to jeszcze raz.
Atmosfera na drugi dzien kiedy wszyscy siedzielismy razem z rodzicami byla
wrecz sielankowa, a w poniedzialek ucieklismy w Tatry odpoczac troche od tego
wszystkiego, ale i tak wszyscy jeszcze do nas dzwonili hihiih
Przepraszam, ze tak zanudzam, ale nie moglam sie powstrzymac, zeby o tym nie
napisac

Mam nadzieje, ze Wam- przyszle Panny Mlode dzien slubu uda sie
przynajmiej tak jak mnie

no i nie stresujcie sie tak bardzo bo i tak
wszystko bedzie idealne